Voldek
//Nie zabijaj go Darcus, plz ;_; //
Właściciel
///Darcus wiesz że tak naprawdę w tym momencie to TY tworzysz MOJĄ postać?///
- Tak świetnie, z tego co słyszę to jesteś gorsza od niego skoro sama zabijasz ludzi którzy są jak na to nie patrzeć niewinni?
Właściciel
///Ale pisząc co zrobiła MOJA postać kiedyś tworzysz jej przeszłość która tworzy teraźniejszość która wpływa na samą postać tak jakbyś to TY decydował kim była MOJA postać///
- Nikt nie jest niewinny... Mówię ci po raz ostatni, nie mam pojęcia gdzie jest mój dawny przywódca, opuściłem go, nie widzisz? Nie wiem gdzie jest, jeśli uważasz że kłamię, proszę zabij mnie. Nie wiem gdzie trafię ale wtedy będę wiedział że są na tym świecie osoby tak szalone, że zabijają za niewiedzę.
Właściciel
Jeśli chodzi o całe jego życie to widocznym faktem było to iż niemal od dzieciaka trzymał się Stratuma i uczył od niego wielu rzeczy, był dla niego kimś w rodzaju mistrza. Jeśli chodzi o informacje na temat Stratuma to ostatnia rozmowa z Stratumem wyglądała tak:
- Pamiętasz jak mówiłem ci że jeśli ktoś naprawdę będzie chciał odejść to może to zrobić? - zapytał Stratum.
- Oczywiście, ale czemu miałbym to zrobić?
- Postanowiłem, skoro nie ma dla nas miejsca tutaj, w Myrtanie. Więc ruszymy na pustynię.
- Pustynię?! - zawołał zdziwiony - To raczej niebezpieczne, nikt z nas nie jest przygotowany na takie warunki!
- Wiem, ale to jedyny wybór jaki mam. Nasi ludzie są zbyt zmęczeni żeby płynąć dalej.
- I co tam zrobimy? Chcesz walczyć z orkami?!
- Wręcz przeciwnie, jeśli się uda, zawiążemy z nimi sojusz. - człowiek którego zabiła zdziwił się na sam pomysł że z tymi bestiami można by mieć sojusz. Nie znali ich dobrze jednak tak myślał z powodu rzeczy jakich słyszał o orkach. - zastanów się na tym, jutro ruszamy do stolicy tego państwa po naszych ludzi, potem ruszamy na pustynię. - Stratum wstał i ruszył do reszty ludzi. To były jedyne wiadomości w jego głowie które mogłyby mówić nie do końca gdzie jest, ale okolice do których zmierza.
Właściciel
Nie zapominajmy że pustynia jest po drugiej stronie Myrthany więc bieg trochę jej zajmie. Tymczasem było słychać że ktoś podchodzi pod drzwi i kładzie coś na ziemi po czym puka kilka razy w drzwi i odchodzi.
Właściciel
Była to niewielka złota skrzynka z wyrytymi inicjałami Xardasa.
Właściciel
Od razu z skrzynki wydobył się smród gnijącego mięsa, w środku leżała równo odcięta głowa Raffasa.
Właściciel
Tymczasem Elisif siedziała teraz przy Abraxasie który spał jak zabity. Po dłuższym czasie w końcu coś zauważyła.
- Adanosie, podejdź na chwilę.
- Hm? - stanął obok niej.
- Co ci tu nie pasuje?
- Niech no pomyślę. - Adanos przyglądał się w zastanowieniu Karczmarzowi. - Czekaj... On nie oddycha.
- Właśnie... - odparła Elisif a Adanos podszedł jeszcze bliżej i potrząsnął nim lekko, Karczmarz zerwał się z taką siłą że gdyby nie łańcuchy to by wyskoczył, zaczął się szarpać i patrzył na nich ze wściekłością w oczach, Elisif odsunęła się o dwa metry w tył a Adanos przyglądał mu się. Minęła większa chwila zanim Gniotek się uspokoił. - Ale... Jak on może nie oddychać przez sen? - zapytała zdziwiona Elisif.
- Mnie bardziej ciekawi jak może teraz nie oddychać.
- Co?
- Przyjrzyj się, teraz też nie oddycha, dziwne...
Właściciel
- Ale jak to możliwe? - wciąż zdziwiona Elisif zapytała.
- Nie mam pojęcia, może oddycha ale po prostu tego nie widać. - widząc zdziwienie Elisif odpowiedział. - u niektórych zwierząt nie widać że oddychają, albo potrafią nie oddychać nawet przez kilka godzin...
- Ale on jest człowiekiem!
- Dobrze dobrze, ja wiem, ale sama przyznasz że chyba wcześniej był inny.
- No tak ale... Myślisz że da się go uleczyć? Tylko odpowiedz szczerze a nie żeby mnie pocieszyć...
- Hmm, nie wiem w jakim dokładnie jest stanie ale istnieje szansa że wszystko wróci do normy... A przynajmniej częściowo, nie wiemy nawet co mu się stało. Może ta cała... Zaraza czegoś się dowie...
- Masz rację.
Właściciel
Elisif ciągle trzymała je na rękach zdziwiona podkoczyła lekko wystraszona gdyż myślała że śpi, spojrzała w te nietypowe oczy.
- Hmm? Co się stało? - zapytał Adanos.
- Spójrz... Jej oczy... Zawsze były inne...
Adanos przybliżył się i spojrzał na dziecko, tymczasem Abraxas patrzył się w bezruchu na dziecko ani na chwilę nie mrugając okiem.
Właściciel
Karczmarz jęknął cicho od światła po czym obrócił się plecami od nich.
- One zawsze miało takie zdolności?
- Nie... Darcus wspominał że to nie jest zwykłe dziecko ale...
Właściciel
Elisif przytuliła je mocno i usiadła powoli przy ścianie.
- Dobra, ty zostań przy nim, ja muszę się czymś zająć. - odparł Adanos.
- Nie ma sprawy.
Właściciel
Elisif spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Dziecko... Ona... Zresztą sam spójrz na Gniotka...
Właściciel
- No tak, przepraszam, ciągle zapominam, czasami wyglądasz jakbyś wciąż wszystko widział. Wyleczyła jego rany, przynajmniej zewnętrzne.
Właściciel
- Jej oczy zaświeciły się na złoto, co raz bardziej jaśniały, a światła w pomieszczeniu tak jakby przygasały, jego rany zaczęły się zasklepiać mimo iż samo światło go raziło. Po chwili wszystko wróciło do normy a on się odwrócił.
Właściciel
- A ja dalej nie wiem jak dać jej na imię... Może ty masz jakiś pomysł?
Właściciel
- Brzmi ładnie, dzięki - uśmiechnęła się jeszcze raz po czym rzuciła okiem na Abraxasa, ten leżał wciąż w bezruchu. - Zauważyliśmy coś nietypowego na temat Abraxasa.
Właściciel
- Próbowaliśmy usłyszeć, zobaczyć, nie mogliśmy wykryć żeby oddychał.
Właściciel
- Ale w takim razie czemu się jeszcze nie udusił?
Właściciel
- Ciągle się zastanawiam i nie mogę na to wpaść jakie piekło musiał tam przeżyć żeby taki teraz być.
Właściciel
Elisif miała coś powiedzieć kiedy Zaraza wszedł z impetem.
- Muszę mu zadać kilka pytań. - powiedział zanim jeszcze drzwi zdążyły się zanim zamknąć.
Właściciel
- Więc się mylisz. - odparł niemal od razu.
Właściciel
- Muszę zadać mu kilka pytań. Więcej powiem ci jak już odpowie mi na nie.
Właściciel
- A ty dalej mi nie ufasz... No dobra, te niby nic nie znaczące słowa które do tej pory mówił, pochodzą z pewnego starego języka, tak zwanego Aprekos, gdybyś był dalej jednym z nas, wiedziałbyś o tym. Aprekos to bardzo dawna rasa którą bogowie stworzyli jeszcze przed nami ludźmi, to o nich wspominał Adanos. Jednak ta rasa z jakiegoś powodu którego się nie dowiedziałem była zła, więc pozbyli się a wraz z nią wszelkie ślady, jednak w naszej bibliotece ktoś zamieścił wiadomości na ich temat, nie wiem kto i jak, ale to zrobił. Nauczyłem się ich języka, spróbuję się z nim porozumieć. Nikt ani nic na tym nie ucierpi, no chyba że to on użyje nie właściwych słów.