Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie... Nie podpalaj mnie... Nie rób drugiemu... co tobie nie miłe...

- Powtarzam ci że nie wiem gdzie są, widziałam tylko tego jednego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie wiem! Zrozum! Nie znam nikogo kto by wiedział gdzie teraz są!

- Ale... Jak mogę zejść... Z samego siebiee?... - zapytał zdziwiony.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif przytuliła mocniej dziewczynkę nie spuszczając wzroku z kobiety.
- Jesteś chora, nie potrafisz zrozumieć tak prostej rzeczy jaką jest moja niewiedza. Nie obchodzą mnie powody dla których chcesz jego śmierci, nawet gdybym chciała ci pomóc to nie mogę bo nie mam jak!

- Gdybym chciał... Zrobić z ciebie idiotę to... Powiedziałbym że... Że jestem tym dzięciołem na tamtym drzewie... ćwir... ćwir... Ha ha...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie wiem nic! Jedynego którego widziałam poszedł w stronę wioski! Nikogo innego z nich nigdy nie widziałam na oczy! Nie wiem gdzie są... Przestań mnie dręczyć... To nie moja wina że nie możesz zrozumieć czegoś tak prostego.

- Jeśli ciebie... Męczy prawda... To jesteś wielbicielem kłamstw... Co mam... Wspólnego z samym sobą?... Korę... Duszę... Korzenie... Wszystko, w końcu to ja sam...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Czemu tak bardzo chcesz jego śmierci? - zapytała Elisif próbując zobaczyć jej twarz.

- A... Czemu mam... Niebieskie liście?...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jakim cudem nie umarłaś z głodu?

- To skąd... wiesz... że jestem drzewem... Hmm? ...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ale... Wcześniej myślałeś... Że jestem kimś... kto się ukrywa... za drzewem... Więc wiedziałeś że to drzewo... W sensie ja... Tu stoję... Skąd? ...

- Tak czy owak żaden normalny człowiek nie przeżył by tyle... A wielu nie dożywa tego wieku nawet mając wodę, jedzenie, powietrze. Jak to zrobiłaś?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Sam... Żeś... Mnie posadził...

- Wampir? - spojrzała na nią bo było to jedynym na co wpadła.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A jak może... mieć potrafić... gadać i... mieć niebieskie liścięę...?

- Innego pomysłu nie mam.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A tak... Ten czarodziej... Wziął nasiono... Mej matki... I posadził tu...

- I co bym niby miała powiedzieć? Jakaś kobieta która nie wiadomo jak wygląda i nie wiadomo jak ma na imię chce zabić gościa za którym mój brat jak zdążyłam się zorientować nie przepada. Na pewno rozesłali by pełno listów gończych z narysowanym szkicem kobiecej głowy z dużym pytajnikiem na środku. Wszyscy na pewno od razu by cię znaleźli.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mam tam z tobą iść? Nie widzisz że mam co robić? Patrząc na twoje zachowanie jestem prawie pewne że gdzieś po drodze zakopałabyś moje zwłoki. W okolicy jest pełno map na których ta wioska powinna być zaznaczona.

- No ty... Ale to on... Chciał żebyś mnie... zasadził...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jestem za mały... Nie wiem jeszcze... zbyt wiele... Poczekaj... Może dzień... Może dwa... Kiedy już dojrzeję wtedy się dowiem...

- Poczekaj chwilę - Elisif wstała z dzieckiem i poszła na górę do swojego pokoju. Wróciła bez dziecka z mapą w ręku. Rozłożyła ją na stole obok nieznajomej. - tu jest to miasto w którym jesteśmy, jeśli pójdziesz przez te doliny powinnaś dotrzeć tam o świcie. No chyba że masz konia to będziesz dużo szybciej. To najszybsza droga do tej wioski.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A tak... Ogrodnik... Wystraszył się mnie... Przywitałem go... A on zaczął wrzeszczeć... I uciekł...

Elisif westchnęła cicho i poszła do dziecka które położyła na swoim łóżku, położyła się teraz obok niego i zamknęła oczy w zamyśleniu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif otwarła oczy, nie ruszając głową spojrzała na dziecko, a potem rozejrzała się tyle ile mogła nie ruszając głową. - Wydawało mi się - pomyślała i powoli zamknęła oczy.

- Nie lubię... Nie gadać... Ale jak tak... bardzo chce to spróbuję... - powiedziało samo do siebie drzewo.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Oghren tymczasem był tuż przed wielką bramą którą krasnoludy zamknęły jakiś czas temu i trenował.
- Smok! To jest coś! Już to sobie wyobrażam! Walka z czymś takim! Do dopiero musi być wyczyn!

Avatar Gniotek7
Właściciel
///Myślałem że w końcu Axa nie ma w tym momencie w Karczmie .-.///
Tymczasem ludzie Stratuma już dawno wyruszyli i byli w drodze do stolicy. A co z Xardasem? Szedł przed wciąż skażony teren kraju elfów. W tym momencie grupa osób wyskoczyła za wzgórz mierząc do niego z łuków.
- Poddaj się starcze! - zawołał jeden z nich.
- Wybrałeś sobie kiepski moment żeby tędy przechodzić! - krzyknął inny.
Xardas ruszył tylko lekko głową w jedną i drugą stronę patrząc na nich. To były elfy, a przynajmniej kiedyś. Teraz ich skóra była ciemno szara, prawie że czarna. Ich oczy w całości były zielone i świeciły się, ich strzały był posmarowane czymś równie zielonym co ich oczy, śluz? Jakaś maść? Nie wiadomo.
- Biedne elfy - odezwał się w końcu. - byle krasnoludy zniszczyły was, a wy co? Polujecie na biednego starca hmm? - zapytał z szyderczym uśmiechem.
- Ty gnoju! - jeden z nich chciał już wystrzelić ale drugi go powstrzymał.
- Co wiesz o krasnoludach? Gdzie oni teraz są?! Czy ludzie coś z nimi zrobili? - Xardas zorientował się od razu że najwyraźniej elfy niewiedzą czemu krasnoludy ich zniszczyły, postanowił to wykorzystać żeby rozzłościć ich jeszcze bardziej.
- A tak, krasnoludy, żyją teraz w bogactwie i dostatku, król zapłacił im prawie połową swego złota żeby krasnoludy nie wysadziły także ich.
- Wiedziałem! Cholerni tchórze! - zawołał ten sam który zadał pytanie.
- A czego ty tu szukasz co? - odezwał się jeden z nich który stał kawałek za Xardasem.
- Szukam czegoś.
- Tak się składa że my też.
- Ciekawe czego.
- Ciebie, teraz! - pierwsza strzała wyleciała z łuku, jednak kiedy miała trafić Xardasa ten zmienił się w kłębek dymu.
- Gdzie on jest?! - dym rozniósł się po powietrzu i unosił się dookoła nich.
- Cholerny mag! Tamten koleś mógł nas ostrzec że zna takie zaklęcia.
- Szlag by go trafił... - w tym samym momencie kłęby dymu przeleciały przez prawie wszystkich niby-elfów rozpruwając ich wnętrze.
- Ugh... - Jedyny z nich który przeżył padł na ziemię, kawałek dymu przeszył mu rękę. Z kłęby połączyły się z powrotem w Xardasa.
- Kto was nasłał?
- Nie powiem...
- Powiesz, daruję ci życie jeśli odpowiesz na moje pytanie.
- Pieprz się... Moje życie i tak już jest nic nie warte. Nie widzisz co się z nami stało?!
- Mam inny pomysł, zostawię cię tu a ty się wykrwawisz.
- Ty bezduszny... cholerny... Um... - z jego ręki zaczął powoli płynąć jakiś czarny płyn. - wszyscy tacy jesteście... Każdy z was... Bez wyjątku...
- Niee, skądże. Tylko ja jestem tak nie fair. A teraz mam coś do zrobienia. - zabrał mu broń i ruszył dalej.
- Jesteś potworem! ... Tacy jak ty powinni palić się w piekle! - elf oparł się o skałę a łzy napłynęły mu do oczu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
///To czemu podał wino .-.?///
- Szlag by go trafił! - zawołał gdzieś Zaraza po czym w chwilę przeniósł się przed drzwi Karczmy, wszedł. - Namierzyłem Xardasa - odparł.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie umiem tego opisać, ale mogę cię tam zaprowadzić. A co do pomocy, zgodził się tylko dawny jeźdźca Zniszczenia, miał tutaj przyjść.
Xardas odwrócił się powoli gdyż zamyślony dopiero teraz zwrócił uwagę na czyjś głos.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- I tak mi ufasz co? Myślałem że nasza dawna znajomość coś jeszcze znaczy - oburzył się.

Xardas odwrócił się z powrotem i ruszył dalej.
- Jeśli to moje sumienie, to jesteś głupie. Jeśli mam coś z głową, to to przetrawię. Jeśli przysłał się Zaraza, to gówno mnie interesujesz.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Tak... I oczywiście dlatego że Zniszczenie jak zawsze się spóźnia to wychodzi na to że ja nic nie robię! Najpierw chcesz mocy a teraz czepiasz się mnie za coś czego nie zrobiłem.

- Nie gadam z czymś czego nie widzę. - odparł Xardas.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Xardas wstał momentalnie.
- Nie obchodzi mnie co do mnie masz. Bo nikt z was mnie nie rozumie, i nie zrozumie. Jesteście zbyt prości.

///Zwycięzca? Myślałem że to są w końcu osoby o złych "rzeczach"///
- A jak myślisz? Nikt się nie zgodził oddać nawet części swojej mocy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mylisz się, nie wiesz żadnej rzeczy którą ukrywam, nie rozumiesz mnie, nikt mnie nie rozumie bo nikt nie zna moich planów, poza mną. Więc nie możesz mnie rozumieć, gdybyś mnie rozumiał, wiedziałbyś co chcę zrobić. Więc przykro mi, nie udzielę ci wywiadu. - ruszył dalej.

- Czy ja wyglądam ci na boga? Nie mam pojęcia, ponad połowa ciągle gdzieś podróżuje. Niektórzy z nich nawet nie chcieli o tobie słuchać. Jedyne konkretne informacje są takie że Zniszczenie miał tu być, i to że wiem gdzie jest Xardas. Ale to się niedługo zmieni bo straciłem kontakt, więc nie mam czasu na twoje podróże zapoznawcze z resztą.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie potrzebuję swojego brata, ciebie zresztą też nie. Nie ufam ci, nie znam cię. Zresztą ufanie komuś często kończy się zdradą. Jeśli zabijesz mnie za to, że nie wiesz co chcę zrobić. Zabijesz mnie bez powodu, będę niewinny.

- Nie wiem, może wciąż żyje, problem w tym że jak mówię mamy mało czasu. Jeszcze przed świtem Xardas może być kompletnie w innym kraju. Można spróbować poszukać Zemsty gdzieś... - przerwał widząc otwierające się drzwi.
Do Karczmy wszedł mag wody, wyglądający z jakiegoś powodu tak, że Darcus skądś go kojarzył, mimo iż jego twarzy nigdy wcześniej nie widział. Na rękach trzymał dziwną osobą, była cała owinięta brudnymi szmatami, był ubrany w nie cały tak, że wystawało tylko prawe oko, które było koloru czerwonego. Szarpał się jednak mag użył jakiegoś zaklęcia na nim które oplątało go czymś w rodzaju lin. Po wejściu rzucił na nich okiem i położył ów osobę na stole i trzymał żeby ten nie stoczył się ze stołu.
- Jeśli to nie problem Darcus, przydałaby mi się pomoc. - odezwał się patrząc na niego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Zgaduję że mówisz o Darcusie... Bo kto inny mógł nie zrozumieć nekromanty jak asasin? Nie, nie mam zamiaru zabijać więcej osób niż będzie to potrzebne, ale to wymaga poświęceń.

- Nie rozpoznajesz mnie? Bogowie powinni cię ukarać - uśmiechnął się, Darcus zrozumiał. To był Adanos, przybył do naszego świata.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Znalazłem jego... to... Sam nie wiem, znalazłem go w lesie, chodził niczym jakiś goblin. Wrzeszczał coś i zasłaniał swoje oko przed słońcem, postanowiłem że może opłaca się go tu przynieść, zbadać. Albo coś.

- Nie wiem nawet kim jesteś.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią