Właściciel
- A co tu do cholery robią Poświęceni? - zdziwił się Garrus.
- Mieliśmy zająć się Raffasem. Rozkaz króla, ten człowiek podrobił list królewski, tak naprawdę twoją lewą ręką miał zostać kto inny.
- Kto?
- Nie mam pojęcia, ale ta gnida Raffas pewnie dopilnował żeby ten tutaj nie trafił. A co do pierścieni, w naszym kraju druidzi stworzyli dawno temu 3 pierścienie. Węża, Niedźwiedzia i Orła. Każdy z nich miał moc dzięki której właściciel mógł zmienić się w dane zwierze. Jednak druidzi rzucili klątwę że ktoś kto będzie chciał posiadać moc ich wszystkich i założy wszystkie pierścienie stanie się Grannakiem, potężną istotą pierścieni która mogła zniszczyć cały nasz kraj gdyby nie nasi przodkowie. Zniszczyli wszystkie 3 pierścienie, a przynajmniej tak mówiono nam kiedy byliśmy mali.
Właściciel
- To my, elitarna i jedyna zorganizowana armia w Srenedzie. Poświęcamy swoje życie walce. Ja miałem za zadania udać się tutaj, do waszego króla, chcieliśmy założyć gdzieś tutaj osadę, nasze państwo powoli umiera, musimy się przenieść. Wasz król powiedział że będziemy mogli założyć tutaj osadę jeśli wykonam dla niego to zadanie.
Właściciel
- To kraj z którego pochodzimy, pomiędzy naszymi kontynentami jest jeszcze jeden, który jest większością wyspami. A wymiera bo nasze państwo zawsze było niebezpieczne. Pełno stworzeń które zabijały ludzi, radziliśmy sobie ale ich jest wiele, nasi ludzie są zmęczeni ciągłą walką, wielu chce odpocząć. A my nie chcemy żeby nasze córki w wieku 4 lat musiały uczyć się skręcać karki zającom.
Właściciel
- Płynęliśmy 4 tygodnie. A statki mamy dobre. A leży na północy.
Właściciel
- Cholera może mi się coś pomieszało... - zamyślił się - Szczerze to nie wiem, jestem wojownikiem, dowodzę rycerzami nie geografami, jak ktoś wie dokładnie to ludzie od map.
Właściciel
- Teraz jest w stolicy. Większość naszych jest tam, my zostaliśmy przysłani żeby zająć się Raffasem i znaleźć miejsce do założenia osady.
Właściciel
- Jakbyś nie zauważył mam coś do zrobienia. Nie mam teraz na to czasu, może później.
Właściciel
- Niestety, ale nie zdobędziemy tutaj szacunku jeśli wszyscy będą wiedzieć że nie potrafiliśmy sobie poradzić bez twojego zakonu. Szanuję twoją chęć pomocy ale muszę odmówić.
Właściciel
- Robiąc to będziesz wchodzić w drogę swojemu królowi, nie mi. - odparł.
Właściciel
- Ja dostałem zadanie zabić go, i moim obowiązkiem jest to zrobić. O tobie nie było mowy więc to ty się "ryjesz". Chcesz mi przeszkodzić w wykonywaniu zadania ponieważ nie chcę twojej pomocy.
Właściciel
- Mówią żeście tacy wspaniali a ryjecie się do wszystkiego jak świnie do koryta. Słyszeliście panowie, przez tych egoistów wracamy na morze i płyniemy szukać dalej.
- Psiakrew - przeklął jeden z rycerzy cicho a Stratum wyszedł z pomieszczenia i ruszył w stronę wzgórza gdzie czekała większość jego ludzi, jego dwaj rycerze ruszyli tuż za nim.
Właściciel
///Darcus przyzwyczaj się do tego że będę ignorował takie pytania. Dobrze wiersz że NIGDY nie mogę być pewien tego co odpowiesz. Wiesz też że nigdy nie zdradzam swoich pomysłów więc przestań pisać mi te swoje pytania. Bez odbioru.///
Stratum właśnie przeszedł przez bramę i przechodząc obok lasu ruszył w stronę wzgórza.
- Wielki mistrz asasynów a nie potrafi uszanować czyjegoś wyboru... Co ja sobie myślałem co? - zwrócił się do Wizyra. - Jak mogłem się spodziewać że ktokolwiek przyjmie nas tutaj? Szlag by ich trafił.
- Może wróćmy do ich króla? Może on coś poradzi? Albo znajdzie inne zadanie?
- Szlag by trafił ich króla! Powinien wpaść na pomysł że ten egoista nie pozwoli nam zrobić niczego sam. Jakbym sobie nie potrafił poradzić z tą żmiją Raffasem!
- Ale dokąd popłyniemy? Nasi ludzie są zmęczeni.
- Nigdzie, idziemy na pustynie.
- Nasi ludzie nie są przystosowani do...
- To się przystosują! Słuchaj! Jeśli ten cholerny zakon nie potrafi uszanować nowo przybyłych to nie mamy innego wyboru!
- I co tam zrobimy? Czym będziemy się żywić? Kaktusami?
- Spróbujemy u orków, jeśli nie uda nam się mieć z nimi sojuszu to zabijemy każdego z nich i będziemy jeść ich mięso.
- A jeśli trafimy na takiego który...
- A co jeśli?! Przestań zadawać mi te cholerne pytania! Skąd mam to wiedzieć? Sprawdzimy! A teraz cicho i idziemy.
Właściciel
Elisif weszła do składu i usiadła na skrzynce. Po czym zaczęła karmić dziecko.
Właściciel
Elisif odłożyła butelkę na ladzie i przytuliła ją.
- Nie chce ci się może spać? - zapytała tak jakby retorycznie domyślając się że dziecko jej nie rozumie.
Stratum z swoimi ludźmi dotarli do wzgórza które znajdowało się jakieś 600 metrów od Farmy.
- Zbierajcie się.
- Zajął się pan Raffasem? - zapytał jeden z rycerzy.
- Gówno się zająłem. Idziemy do stolicy i ruszamy na pustynię.
- Pustynię? - wzdrygnął się inny. - Ale tam jest ciepło, i mało wody...
- Czyżbyś się bał?
- Nie sir!
- Mam nadzieję.
- Czemu nie zająłeś się Raffasem? - Zapytał Konkar odchodząc na chwilę od drwali którzy zebrali się kawałek stąd i teraz pili jakiś alkohol.
- Ponieważ ci przeklęci asasyni postanowili że nie pozwolą mi osobiście wykonać zadania. Uważają że sobie nie poradzimy! Psiakrew.
- Nie mogłeś z nimi tego jakoś przedyskutować?
- Znam opowieści o asasynach. Oni nie ustępują. A teraz pomóż reszcie, ja idę porozmawiać z właścicielem tamtej farmy. - odłożył broń i ruszył w stronę Farmy.
Właściciel
- Oczywiście. - uśmiechnęła się i spojrzała na niego.
Właściciel
- To zależy. Jeśli nie chcesz mu pozwolić zrobić czegoś sam to może pomyśleć że go obrażasz ponieważ sugerujesz że jest słaby. Egoizmem można to nazwać tylko jeśli spojrzysz na to tak "Jesteś egoistą ponieważ robisz wszystko dla zakonu czyli w sumie dla siebie, a jako iż nie chcesz mi pozwolić zrobić tego to nie pozwalasz mi dostać wynagrodzenia za to". Tak mniej więcej to widzę.
Właściciel
- A możesz mi dokładniej wytłumaczyć o co właściwie chodzi?
Właściciel
- Może daj im szansę? Niech spróbują, jak im się nie uda to sam się tym zajmiesz.
Właściciel
- Spokojnie nie krzycz bo ją obudził. Słuchaj, nasz król nie jest głupi. Nie da się tak łatwo wrobić. Poza tym skoro wysłał ich tutaj to znaczy że widzi w nich coś. Daj im szansę, a jeśli nie. To nie wiem po co do mnie przyszedłeś, nie mam innego pomysłu.
Właściciel
- Był tutaj jeden na chwilę. Mówił że należy do Po... Coś na P... O nich mówisz mam rację?
Właściciel
- Pytał gdzie jest najbliższe miasto inne niż to. Powiedział że odłącza się od swoich bo ci chcą udać się na pustynię.
Właściciel
Westchnęła cicho po czym znowu przytuliła dziecko. W tym samym momencie ktoś przebiegł za drzwiami Karczmy wrzeszcząc.
- Mordercze drzewo! Wszyscy uciekać! Mordercze drzewo w ogrodzie!!!
Właściciel
Drzewo było trochę grubsze od przeciętnego drzewa, a jego liście były błękitne.
- Ał... - odezwało się cicho drzewo.
Elisif spojrzała na nią.
- Niestety nie wiem gdzie ich szukać, jedyny którego widziałam udał się do dość mało znanej wioski jakiś kawałek stąd. - Elisif podała mu ją pamiętając że była tam podczas poszukiwania wampira.
Właściciel
- Mogę chociaż wiedzieć kim jesteś?
- To ja... Drzewo... - odpowiedziało a wiejący wiatr poruszył jego liśćmi.
Właściciel
- Hm... Ukrywam się za drzewem... którym jestem... Ha... ha ha... Drewniany humor...
Elisif zastanawiała się chwilę.
- Skąd mam wiedzieć że nie masz wobec ich złych zamiarów co?
Właściciel
- Zgaduję że pewnie zabijesz ich bez powodu jak większość szaleńców?
- Taak... Ohohoh... Może ukryłem się w koronie drzewa? ... A może jestem tuż za tobą tylko mnie... nie widzisz... - pragnę też wspomnieć że jego głoś był z lekka powolny i trochę posępny, dlatego można było wywnioskować że musiał należeć do kogoś starego.