Darcus pokiwał głową w zamyśleniu. Usiadł przy biurku, chwycił pusty skrawek pergaminu, niezbyt popularnego materiału w ostatnich dekadach, i zapisał coś na nim. Potem wylał nań kroplę czerwonego wosku, na której odcisnął charakterystyczną pieczęć zawierającą symbol asasynów, po czym wstał i podał powstały dokument Jeźdźcowi. - Nie wiem czy mi wyszło, więc na wszelki wypadek możesz mi to przeczytać? - Zapytał lekko speszony swoją niepełnosprawnością ślepiec.
Właściciel
Strażnicy odprowadzili Bolga wzrokiem po czym spojrzeli po sobie i ruszyli do koszar.
- Jasne... - powiedział Zaraza który dopiero teraz zorientował się że Darcus stracił wzrok. - Kiedyś jak będziemy mieli więcej wolnego czasu musisz mi opowiedzieć o tym co się z tobą działo przez te wszystkie lata. - rzekł biorąc do rąk zapisany pergamin.
Tymczasem Karczmarz już miał wejść do kuchni ale ujrzał wychodzącego z podziemi Michaela.
- Hej, dosiądziesz się do reszty? - zapytał spoglądając na niego zza lady.
- Co? - zdziwił się Michael wybudzony z zamyślenia. - Nie, nie mam teraz na to czasu.
- No dalej stary, nawet tacy jak ty muszą czasami odpocząć! - zawołał Jack biorąc się za drugi kufel rumu.
Cholera, przez asasynów i tak pomieszał mi się cały dzisiejszy plan dnia... Poświęcenie niewielkiej ilości czasu na przerwę i tak już nie zrobi takiej wielkiej różnicy. - pomyślał zamaskowany.
- No dobra, ale tylko na chwilę. - odparł Michael po czym usiadł obok reszty przy ladzie.
- Świetnie, przygotować ci coś? - zapytał Abraxas.
- Taa... Możesz przynieść mi pusty kufel, nie chcę marnować piwa a zawsze to jakaś imersja, nie?
Karczmarz widocznie się zdziwił, ale w końcu kiwnął głową.
- Jak tam chcesz. - powiedział po czym ponownie zniknął w kuchni.
- A właśnie, coś mi się przypomniało. - powiedział Michael po chwili gapienia się w ścianę. Przekręcił coś przy opasce przy swojej kościanej dłoni a tuż przed nim na ladzie znikąd pojawił się jego plecak. Otwarł go i pilnując by nikt z zebranych nie zobaczył jego zawartości, wyciągnął cztery wypchane, sporych rozmiarów skórzane mieszki które rozdał pomiędzy elfkę, złodziejkę, pirata oraz chirurga.
- Zapłata za dotychczasową robotę. - powiedział uprzedzając jakiekolwiek pytania po czym wrócił do spoglądania w ścianę
On zaś czekał, umilając sobie owe oczekiwanie poprzez zdjęcie części maski z ust, aby wziąć się za jedzenie.
- Masz to jak w banku. - Rzekł Darcus.
Na pergaminie koślawym, ale jednak niezaprzeczalnie Darcusowym pismem zapisano:
"Osoba dzierżąca ten dokument posiada uprawnienia poziomu trzeciego. Pomoc materialna i informacyjna ma być jej udzielona w trybie natychmiastowym.
~Wielki Mistrz Bractwa, Darcus"
Właściciel
- To może się przydać, wielkie dzięki. - powiedział Zaraza i poklepał dawną Śmierć po plecach. - Cóż, w takim razie jeśli nie masz nic przeciwko, to na razie będę się zbierać. Chcę rozejrzeć się po mieście przed nocą.
Karczmarz wrócił pewien czas później niosąc sporych wielkości upieczonego dzika na tacy. Następnie położył go na ladzie, wyjął spod niej kilka talerzy i ukroił kilka kawałków które rozdał pomiędzy złodziejkę, przybysza w masce, oraz niewielki, cieńszy kawałek który włożył do kanapki którą przyniósł wraz ze świniakiem na tacy i oddał ją Albertowi.
- To był ostatni wieprz na składzie, a przy okazji dosyć świeży. - powiedział Karczmarz kładąc całą resztę dzika na stole przybysza. - Myślę że twojemu znajomemu powinno wystarczyć, tylko niech odda tacę.
Tymczasem wóz pełen osób zaprzężony przez wargi zatrzymał się nagle co spowodowało że Bleck który zdążył zasnąć bez zapinania pasów wyleciał do przodu i uderzył po metalowe wielkie płyty którymi wyłożony był cały krasnoludzki tunel. Reszta rozejrzała się zdziwiona i raczej niespodziewająca się tak nagłego postoju po tak długim czasie. Wszystko stało się jednak zrozumiałe kiedy ujrzeli że dalsza droga była w zupełni zasłonięta przez dym, ponadto w jego głębi widać było zarys płomieni.
- Coś tu się chyba stało. - zauważył Smakosz wstając z wozu po dość długiej drzemce.
- Jak na to wpadłeś, odkrywco? - odparł łowca głów podnosząc się z ziemi po czym sam skupił swój wzrok na dymie. - To pewnie sprawka piratów, albo czegoś do ich dopadło. - zgadywał Bleck. - Wygląda więc na to że chyba dotarliśmy do celu.
Bliźniacy po chwili w końcu odpięli pasy i zeskoczyli z wozu podchodząc nieco bliżej. Med natomiast jakby nieobecna siedziała wciąż w wozie spoglądając ślepo w jego podłogę.
- Do nocy jeszcze daleko. Masz całkiem sporo czasu. - Darcus zdobył się na uśmiech i poszedł z grzeczności otworzyć swojemu gościowi drzwi.
Natalie przyjrzała się najpierw płomieniom w oddali, a potem Med, ale nie odezwała się. Skrzywiła tylko grymas twarzy w reakcji na dym, który drażnił jej wrażliwy węch, po czym odpięła się i zeskoczyła z wozu, podchodząc bliżej reszty.
Pokiwał głową i dokończył posiłek, aby później wziąć się za mięso i zanieść dzika swemu towarzyszowi na zapleczu, który to zajęty był piciem piwa z gwinta, ze swej beczki.
Po pozostawieniu mu dzika, wrócił do karczmy, gdzie to oddał karczmarzowi tacę i wrócił na swe miejsce, tam popijając wodę i... W sumie to nie robił nic więcej, przynajmniej na razie.
Właściciel
- I planuję go dobrze wykorzystać. - odparł Zaraza kierując się do wyjścia. - Do zobaczenia później. - powiedział jeszcze tylko i wyszedł z pomieszczenia kierując się na zewnątrz.
- Mam pomysł, Smakosz, idź przodem, jeśli coś cię pożre to będziemy wiedzieć żeby uważać. - zaproponował Bleck.
- Co? Czemu ja? - zdziwił się.
- Bo jesteś kucharzem, na dalszą metę wcale nam nie jesteś potrzebny.
- Na dalszą metę będziesz potrzebował coś zjeść! - zawołał gruby oburzony. Łowca głów przewrócił tylko oczami i wyciągnął oba topory.
- Strata czasu. - mruknął Bleck po czym nie czekając na kogokolwiek wkroczył po prostu w dym znikając w nim po chwili.
- Hej czekaj! - zawołał Smakosz.
- On chyba niezbyt często pracuje drużynowo. - mruknęli bliźniacy.
Karczmarz natomiast wrócił z powrotem do kuchni zbierając przy tym kufel Jacka by po chwili wrócić z kuflem rumu dla pirata, piwa dla siebie, oraz jednym pustym, dla Michaela.
- Tu jest naprawdę dużo pieniędzy! - zawołała Saki otwierając swój mieszek. I rzeczywiście, wszyscy z członków Złotej Gildii dostali po grubej sakwie wypełnionej wyłącznie złotymi monetami.
Wojna z Głodem natomiast wyszli właśnie z podziemi i przechodząc przez Karczmę udali się do bramy przy której stacjonowali orkowie.
- Szczerze nie spodziewałem się że orkowie będą pomagać ludziom, to trochę dziwne. - zauważył Jeździec idąc przez plac.
//Jakby co to ja na razie czekam, aż oni się tam przy tym kontuarze rozejdą, więc nie przeszkadzajcie sobie.//
Darcus, zamyślony, poczekał aż Zaraza odejdzie, po czym sam oddalił się w swoim kierunku.
- Ja też nie. - Rzekła Natalie, stając z założonymi rękami i spoglądając w kłęby dymu. - Ale trzeba będzie się do tego przyzwyczaić. - Dodała, prostując się wsuwając dłoń za pazuchę, skąd wydobyła sznurek, który puściła luzem, pozwalając mu zwisać z jej okrycia. - Oby nie trzeba było tego używać... - Mruknęła, po czym pobiegła za Bleckiem.
- Widocznie czasy są dla nich ciężkie... - Rzekł Głód. - Skąd ja to znam? - Dodał, sam do siebie.
Właściciel
Smakosz tylko pokręcił głową i miał coś powiedzieć ale w tym momencie bliźniacy ruszyli również bez słowa za pozostałą dwójką.
- Co z tobą? Idziesz? - zapytał po chwili spoglądając na Med.
- Ja... Dogonię was później... - wyjąkała tylko niezbyt skora teraz do rozmowy dziewczyna.
- Jak tak mówisz. - odparł Smakosz po czym zasłaniając sobie usta wkroczył prosto w dym.
W tym samym momencie Bleck wybiegł po drugiej stronie dymu kaszląc przy tym i rozglądając się. Tuż obok niego leżała dwójka martwych piratów, na ich ciałach znajdowały się ślady zadrapań i cięć. Poza tym tuż obok nich znajdował się płonący wywrócony wóz, który to właśnie generował cały ten dym, który i tak był nadzwyczaj duży i gęsty jak na pożar. Kawałek dalej łowca głów ujrzał ogromną dziurą w lewej ścianie tunelu z której wystawał kolejny martwy pirat, tym razem bez obu rąk i mocnymi ranami na twarzy.
- Cholera, świat chyba oszalał. - ocenił Wojna kręcąc głową.
Natalie wyłoniła się zaraz za Bleckiem, spoglądając z zaniepokojeniem na pobojowisko. Podeszła do pierwszego ciała z brzegu i kucnęła przy nim, ostrożnie dotykając go opuszkami palców, chcąc je przebadać swoimi zmysłami.
Głód tylko wzruszył ramionami i szedł dalej za bratem.
Właściciel
O dziwo okazało się że większość jakichkolwiek wspomnień lub uczuć po prostu wyparowało. W wspomnieniach martwego pirata znalazła tylko jazdę wozem przez tunel, która zakończyła się czymś w rodzaju eksplozji z boku tunelu, która z jakiegoś powodu doprowadziła do pożaru, po chwili w dymie pojawiły się zarysy jakichś istot które mimo iż poruszały się dość powolnie, to piraci z jakiegoś powodu nie stawiali oporu mrucząc coś tylko. Była jeszcze inna ciekawa rzecz odnośnie tego wycinku z końca życia pirata. Mimo iż było krótkie i z jakiegoś powodu mocno niewyraźne, to Natalie czuła że coś ciągnie ją do tego, by w tym wspomnieniu zostać i odtwarzać je bez przerwy.
Po krótkiej chwili dwoje Jeźdźców dotarło do bramy gdzie znajdowała się teraz znaczna większość orków.
- Wojna! - zawołał jeden z nich machając do nich sporych wielkości młotem, który on jednak trzymał bez problemu w jednej ręce.
- Jo-kaar, widzę że nie udało mi się ciebie przekonać do mieczy. - zauważył Jeździec podchodząc bliżej.
- Ha! Mówiłem ci że choćbyś wbijał mi te swoje głupie pomysły przez całe lata, jak zresztą robiłeś, to i tak nie zmienisz mojego nastawienia. Na cholerę mi jakieś ostrza czy inne pierdoły, skoro mogę po prostu zmiażdżyć komuś wszystkie kości!
- Nic się nie zmieniliście. - stwierdził Wojna uśmiechając się. - Ale mniejsza z tym, kto wami aktualnie przewodzi?
- W zasadzie to trudno powiedzieć, nasz szef jak pewnie już wiesz wrócił z paroma chopakami na pustynię, wyznaczył tam niby kogoś, ale on sam stwierdził że się to tego nie nadaje. Więc mamy po prostu paru typa od paru spraw. Po prostu powiedz czego ci trzeba.
- Chciałem omówić wasz sojusz z ludźmi.
- Sojusz? Jak dla mnie to jest to nic więcej jak osłanianie dupy, ale oficjalnie możecie nazywać to sobie jak chcecie. Uważam że wiele z tego nie wyjdzie, ale ty możesz mieć tutaj coś do powiedzenia. W każdym razie w tej sprawie powinieneś szukać Hash-tag'a. Znając jego to trenuje z resztą przy namiotach obok tego stosu paladynów, wiesz, za bramą. Swoją drogą to ciekawe, że nawet jak w końcu pomagamy ludziom, to i tak zabijamy ludzi. - powiedział ork po czym zaśmiał się głośno.
- Coś w tym musi być. Dobra, w takim razie udamy się tam i zobaczę czy uda się was wszystkich dogadać. - odparł Jeździec i ruszył przez bramę po czym skierował się w stronę stosu spalonych ciał.
- Tak pomyślałam. - powiedziała w pewnym momencie Elisif podnosząc się z trawy w ogrodzie, do którego udała się z Gorgoron. - Że może powinnyśmy pójść po Vitę? Myślę że nie powinna spędzać tyle czasu sama, poza tym pewnie jest głodna. - zauważyła spoglądając na dziewczynkę obok niej.
Po pewnym czasie Jack postanowił że siedem kufli rumu to dla niego w sam raz żeby porządnie się przespać, więc pobawił się chwilę swoją sakwą złota po czym wstał i ruszył powoli do podziemi.
- Ja też się będę zbierać. - postanowił po chwili Michael odsuwając od siebie pusty kufel. - Nie przepadam za nic nie robieniem. - rzekł po czym wstał od lady i skierował się do drzwi. Był już przy wyjściu kiedy Saki która wybudziła się właśnie z zamyślenia również wstała z taboretu.
- Poczekaj! - zawołała podchodząc bliżej. - Ja... Ja chyba wiem czego ci brakuje. - powiedziała po chwili.
- Nie rozumiem o co... - zaczął Michael ale nie zdążył dokończyć po elfka niespodziewanie zbliżyła się i go objęła. Zamaskowany spiął się cały, zdziwiony nagłym gestem.
Głupia! Gdyby Atlas miał teraz jeden ze swoich głupich kaprysów to prąd mógł ją nawet zabić. - pomyślał Michael który odetchnął z ulgą widząc że jego znajomy nie wykonał żadnego ruchu. Krótkim ruchem lewej dłoni sięgnął nadgarstka i odłączył Atlasowi możliwość bronienia go, oraz mówienia poza jego maską, po czym nie wiedząc za bardzo co zrobić, położył swoją kościaną dłoń na ramieniu Saki.
W tym momencie niczym błyskawica dotarło do niego jedno ze wspomnień. Mimo iż miał takich wiele, to to było jednym z najboleśniejszych jakie miał. Poczuł się jakby cała jego postać rozpadła się na milion kawałeczków niczym rozbite szkło, a oczami wyobraźni tuż za nimi ujrzał siebie. Ale takiego jakim jest teraz. Tego dawnego siebie, młodego, przystojnego, ogromnie ciekawego świata poza jego domem. Nie świadomego zupełnie czym jest i co czeka go w najbliższych latach. Pełnego szczęścia i radości na widok ludzi i przyjaciół. Ujrzał więc siebie, osobę która umarła wraz z początkiem wojny. Czuł się przez chwilę spokojny, jakby na nowo urodzony. Trwało to jednak przez chwilę, po czym poczuł jak niczym grom, jednocześnie wracają do niego wszystkie wspomnienia i wydarzenia które zmieniły jego i jego poglądy na to co go otacza. Poczuł ból w czaszce tak potężny, jak chyba nigdy wcześniej, miał ochotę paść na kolana i wrzeszczeć. Ale powstrzymał się, zszokowany tym uczuciem które dotarło do niego z powodu tak prostego gestu który wykonała elfka, otwarł powoli oczy i spojrzał na nią. To wszystko trwało może dwie minuty, po tym czasie Saki odsunęła się od niego i spojrzała w maskę.
- Wszystko w porządku? - zapytała po chwili nie wiedząc w zasadzie co poczuł Michael.
- Ja... Muszę iść odpocząć... - wyjąkał tylko zamaskowany łapiąc się jedną ręką za maskę i klnąc że nie może jej zdjąć, po czym opuścił głowę i wyszedł z Karczmy.
- Hipnotyzujące... - Mruknęła Natalie, kołysząc się lekko w miejscu, opuszczając dwa palce zamoczone we krwi, której właśnie posmakowała, od ust. Jej oczy zaszły błękitem, podobnie jak oczy wilkołaków i wampirów, kiedy przekazywali sobie wspomnienia przez krew.
Głód postanowił chwilowo milczeć. Miał dosyć mocne przeczucie, że jego brat w tej sytuacji pojawi się znacznie lepiej, jeśli nie będzie mu się wtrącać.
- W porządku. - Odparła Gorgoron z uśmiechem, zadowolona na spotkanie z siostrą, puszczając swoje buty, za które trzymała się, siedząc na trawie, i sama wstając.
Właściciel
- Jakiś fetysz? - zapytał Bleck spoglądając na Natalie z krzywym uśmiechem, po czym skierował się w stronę dziury w ścianie. W tym samym momencie z dymu wyszli Bliźniacy oraz Smakosz rozglądając się.
- No dobrze, potem możemy razem tutaj wrócić jeśli będziecie chciały. - powiedziała Elisif uśmiechając się przy czym wstała i ruszyła w drogę powrotną do Karczmy.
- Nie, tylko... - Natalie zamknęła oczy, wycierając krew o ubranie, po czym ponownie je otwarła, a te wróciły do swego poprzedniego stanu. - Ugh... Radzę wam uważać. To coś, co ich zabiło... Nie byli w stanie się ruszyć. Nawet na mnie zadziałało, a ja tylko zajrzałam do jego wspomnień. Bądźcie ostrożni. - Otrząsnęła się, wstając.
Gorgoron wesoło podreptała za swoją przybraną matką.
RhobarIII
Drzwi karczmy otworzyły się, a do jej środka wkroczyła niewidziana tam wcześniej postać. Usiadła na jednym ze stołków, milcząc. Był to postawny, niezbyt otyły mężczyzna około pięćdziesiątki. Kto pomyśli o nim "starzec"- niech czym prędzej odwoła se słowa! Niejeden młodzik mógłby mu pozazdrościć sprężystości chodu i prędkich ruchów. Niewątpliwie zwracał uwagę swoim ubiorem. Ignorant mówiłby pewnie o jakiejś bogato zdobionej męskiej szacie. Znawca mody męskiej powiedziałby o brunatnym żupanie, pięknym karmazynowym kontuszu podszytym sobolim futrem, a przewiązanym złocisto-srebrzystym pasem. U pasa owego karabela w czarnej pochwie. Na stopach żółte baczmagi. Na głowie futrzany kołpak zdobiony piórami. Okrągła twarz bynajmniej nie była ideałem męskiej urody, ale na pewno było w niej coś szczególnego. Oczy pełne życia, jak nie u pięćdziesięciolatka, a u młodego zawadiaki lub dzikiego i walecznego zwierza. Na policzku płytka blizna. No i wąsy. Wielkie, w dół rosnące, ciemne i z pewnością nadające tajemniczej postaci charakteru.
Teraz cała ta twarz miała markotny, ponury nieco wyraz. Tego pana ewidentnie coś trapiło. Rozglądał się stale, mrugając raz po raz oczami. Coś tam do siebie po cichu pomrukiwał, co jakiś czas podnosił delikatnie swą czapkę by podrapać się po głowie. Wtedy też ukazywał swoje krótkie włosy skoncentrowane głównie wokół czubka głowy. Kim był ów jegomość? Skąd pochodził? Co mu chodziło po głowie. Usłyszeć go dało się dopiero po kilku minutach, gdy wstał ze stołka i nie odchodząc od niego właściwie ani na krok, wypowiedział jedno słowo, skierowane zapewne do barmana:
-Gorzałki.
Zaraz potem znów usiadł na stołku powracając do pomrukiwania pod nosem i mrugania na wszystko co tylko mógł dostrzec.
//nie, mój avatar nie odzwierciedla wyglądu postaci. A przynajmniej nie dokładnie.
Właściciel
- Już się robi. - odparł Karczmarz rzucając okiem na przybysza, po czym wyciągnął butelkę spod lady i wypełnił nią szklankę. - To będzie trzydzieści srebrnych. - powiedział zanosząc ją do przybysza. W międzyczasie Saki wraz ze złodziejką udały się do stolika w kącie i rozmawiały między sobą szeptem.
- Z tego co mi się wydawało to te tunele miały się z niczym nie łączyć i nikt miał o nich nie wiedzieć. A mimo wszystko tutaj jest jakiś tunel. - zauważył łowca głów spoglądając w dziurą w ścianie. - I więcej trupów. - dodał po chwili.
- Coś tutaj pachnie znajomo. - odezwali się nagle Bliźniacy chodząc po tej części tuneli dotykając do ciał do ścian i podłogi.
- Może zwłoki? W końcu to zazwyczaj po sobie zostawiacie.
- Nasi wrogowie przynajmniej zachowują głowę. - mruknęli tylko. - Poza tym nie, to nie o to chodzi... - odparli wyraźnie zainteresowani okolicą.
Smakosz natomiast w milczeniu rozglądał się tylko z niezbyt zadowolonym wyrazem twarzy.
Tymczasem Wojna wraz z Głodem dotarli do sporych wielkości stosu spalonych rycerzy. Kawałek obok znajdował się równie wielki stos pełen zbroi, broni i innych rzeczy które mieli przy sobie paladyni. Akurat dwóch orków siedziało na jej szczycie z krzywo leżącymi hełmami paladynów na głowach i machających teatralnie mieczami. Jeździec pokręcił tylko głową uśmiechając się.
- Nic się nie zmienili. - powiedział rozglądając się po namiotach rozłożonych po całej okolicy w poszukiwaniu Hash-taga.
- Może miała rację? - zapytał sam siebie Michael siedząc na dachu Karczmy i spoglądając na miasto.
- Niezwykle szybko wziąłeś to pod uwagę, co? - spytał drwiąco Atlas, ponownie słyszalny tylko w masce Michaela.
- Nabijaj się ile chcesz ale... Szlag by to... - mruknął. - Nienawidzę kiedy ktoś tak mnie traktuje... Dotyka moich wspomnień i uczuć...
- To ty w ogóle masz jakieś? - zadrwił ponownie.
- Masz jeszcze coś ciekawego do powiedzenia? Nie? No to się zamknij. - syknął zamaskowany obserwując jakąś młodą parę akurat przechodzącą obok.
- Wiesz, jeśli nie chcesz ze mną gadać, to możesz nie mówić na głos. - zauważył Atlas.
- Nie... Jesteś mi potrzebny... Zwłaszcza kiedy nie mam dostępu do nikogo innego z kim mógłbym pogadać.
- Żeby zapobiec takiej sytuacji mogłeś na przykład... No nie wiem... Nie odcinać wszystkiego co znałeś od siebie?
- Musiałem, taki był fragment planu.
- No tak. Twojego wspaniałego planu który polega pokrótce na tym żeby doprowadzić cię do ruiny... A nie czekaj, już nią jesteś.
- Dobrze wiesz że to nie prawda...
- Właśnie że nie wiem. - przerwał mu Atlas. - Nie istnieje nikt komu mówiłbyś o wszystkim, nawet przed Sam miałeś takie tajemnice, że delikatnie mówiąc mogłaby wziąć pod uwagę zerwanie z tobą kontaktów.
- Kłamstwo nie jest czymś złym, jeśli wykorzystujesz je dla dobra ogółu. - stwierdził Michael.
- Cel uświęca środki? Czynienie dobra złem, czyli to co wychodzi ci najlepiej, co? Słuchaj, jeśli mam być z tobą całkowicie szczery i nie sarkastyczny, co swoją drogą zazwyczaj słabo mi wychodzi... - zaczął Atlas zmieniając wyraźnie ton głosu. - Sam, nawet jeśli to były tylko twoje urojenia, to miała całkowitą rację. Nie ma znaczenia jak bardzo ważne są dla ciebie te twoje plany, nie możesz poświęcać dla nich siebie całego. Powiem więcej, jeśli nie zostawisz sobie niczego co mógłbyś lubić, co by cię interesowało w tym świecie, to nigdy nie wykonasz swojego celu. Po prostu zgnijesz gdzieś po drodze całkowicie, i zostanie z ciebie jeszcze większy wrak niż ten którym jesteś teraz.
- Więc co? Mam sobie kogoś znaleźć? Nie ma mowy. Jak sam kiedyś wspomniałeś, jestem chodzącym ponurakiem który gdzie tylko wejdzie, to niszczy wesołą atmosferę. Nie nadaję się na dobrego kumpla czy przyjaciela, nie mówiąc już o czymś więcej.
- Jak zawsze przesadzasz. Nie zapominaj że jesteś bohaterem! - zawołał Atlas próbując choć trochę rozbudzić Michaela ze swoich marudnych przemyśleń.
- Jestem terrorystą. - odparł tylko chłodno zamaskowany.
- Jesteś jedną z niewielu osób o których można powiedzieć obie te rzeczy jednocześnie. - stwierdził. - Słuchaj, nawet jeśli to coś czego potrzebujesz ma nie być osobą, to musi być coś takiego. No nie wiem co... Kiedyś słuchałeś całej masy muzyki! Pożerałeś hurtowo batony! No wiesz! Tak czy siak, pozwól że zostawię cię na chwilę z tymi myślami. Bo nawet dla mnie, rozmawianie w niemal stu miejscach jednocześnie, bywa męczące.
- Rób jak chcesz. - odpowiedział tylko Michael spoglądając na Gorgoron która akurat zbliżyła się w tym momencie wraz z Elisif prosto do Karczmy.
- Możesz poczekać tutaj albo w środku. - zaproponowała Elisif dziewczynce, po czym weszła do środka i udała się do swojego pokoju.
RhobarIII
Gdy markotny przybysz został poproszony o zapłatę, z początku zamruczał coś pod nosem. Następnie gwałtownie wstał z krzesła i pomacał się po udzie. Napotkał ręką jakieś zgrubienie pod kontuszem. Zaraz użył drugiej ręki, sięgnął pod kontusz i po chwili wyjął skórzaną sakiewkę, pękatą i brzęczącą. Z początku najpierw patrzał na nią tak, jakby nie spodziewał się że będzie ona tak wypełniona. Znów podrapał się po głowie mrucząc pod nosem nie do końca zrozumiałe słowa o jakichś psich synach co wartości pieniądza nie znają, a potem rzucił sakwę na stół. Ta się otworzyła i wysypało się z niej kilka monet. Co mogło dziwić - w jakiejś obcej, nieznanej walucie. Wąsacz odezwał się zaś do karczmarza przemawiając spokojnie:
-Trzymaj waść. Oto za wszelkie trunki które tu zamówię z góry zapłata. Gdy w sakwie pustką zawieje, znać dajcie. A teraz odstąpcie.
To mówiąc sięgnął po podaną mu szklankę i zaraz przyłożył do ust. Tak szybko pijącego człowieka chyba świat nie znał, bo cała szklanka opróżniona została w mniej niż trzy sekundy. Zaraz potem przybysz cisnął szklanką o ścianę, a ta roztrzaskała się małe kawałeczki. Dźwięk tłuczonego szkła mężczyzna zagłuszył donośnym, pełnym desperackiej wściekłości głosem:
-Na bisurmańskie chyba gardło ta berbelucha!
Następnie usiadł na stołku przy okazji waląc pięścią w stół i zdejmując kołpak, po czym rzucając nim o podłogę tylko po to by po chwili podnieść, otrzepać z kurzu i założyć z powrotem.
- Tak, ja też... Coś czuję... - Skomentowała Natalie, podchodząc bliżej. - Coś innego, niż odór śmierci i dym. Ale sama nie wiem co... - Zastanawiała się na głos, zaglądając do dziury w ścianie.
- Jak długo to robiłeś? - Zapytał w pewnym momencie do tej pory, przez dość długi, jak na niego, czas, milczący Głód.
Gorgoron również spojrzała na Michaela. Najwyraźniej wyczuła na sobie spojrzenie. Szybko jednak odwróciła wzrok, mając zapewne w pamięci ich niedawne spotkanie, po czym pobiegła za Elisif.
Ta zaś, wchodząc do Karczmy, wpadła na Darcusa. - Och, Elisif. Właśnie cię szukałem. - Rzekł, kiwając jej głową na powitanie.
Właściciel
Karczmarz westchnął głośno spoglądając prosto w oczy przybysza.
- Zacznijmy inaczej. Po pierwsze, w cenie nie było mojej szklanki którą postanowiłeś tak po prostu sobie rozbić. Po drugie, waluta jaką jest wypełniony ten twój wspaniały mieszek, prawdopodobnie nie jest tutaj praktycznie nic warta. Najwyżej po przetopieniu. - odparł Karczmarz zakładając ręce i mrużąc oczy.
Dziura w ścianie okazała się tunelem prowadzącym gdzieś daleko i na końcu widocznego elementu znajdował się skręt w lewo. Niemal tuż przy wyjściu z niego oraz mniej więcej w środku. Ten bliżej miał kompletnie zdewastowaną klatkę piersiową do tego stopnia, że widać było część pociętych i poszarpanych organów.
- Świetnie, tutaj wargi się nie zmieszczą, a przynajmniej nie z wozem. - stwierdził Bleck.
- Masz na myśli tworzenie tej pociesznej armii zdolnej wymordować choćby i pół armii jaką ludzie dysponowali? Całkiem sporo. Oczywiście nie zrobiłem tego na raz, bo Rada by się pokapowała. Ale stopniowo, kiedy był czas... A jak wiesz, mieliśmy go sporo. - odparł Wojna obchodząc powoli oba stosy.
- Mnie? - zdziwiła się nieco Elisif ale mimo wszystko uśmiechnęła się na widok brata. - Coś się stało?
- To idź je odpiąć od niego. Warto je przy sobie mieć, jeśli ma zrobić się gorąco. - Zaproponowała Natalie, spoglądając w tunel ze zmrużonymi oczami.
- Tak... Jak na ironię przed tą całą akcją z Amshorem przez całe lata było spokojnie. To była kwestia czasu, aż coś pieprznie. - Skomentował Głód, kiwając głową, ale zostając w miejscu.
- Jeśli nie pamiętasz, zbliża się pora polowania, na które umówiliśmy się wczoraj z myśliwymi z Khorinis. - Rzekł nieco cicho, uważając, by tylko siostra go usłyszała. - Chciałem zapytać, czy... - W tym momencie jego ślepy wzrok zawędrował na Gorgoron, która w reakcji na to uśmiechnęła się niepewnie do niego. - ...czy będziesz chciała tam ze mną wrócić. - Dokończył, spoglądając z powrotem na Elisif.
Właściciel
- Niech i tak będzie, wy pilnujcie żeby nic stamtąd nie wylazło. - kiwnął głową Bleck i ruszył z powrotem do wozu. W końcu zniknął z powrotem w chmurze dymu.
Minęła krótka chwila po czym nagle można było usłyszeć wrzask łowcy głów i powarkiwanie wargów. W tym momencie tuż obok Smakosza przeleciała Med która z impetem uderzyła o ścianę obok Natalie i upadła na kamienną posadzkę.
- Ty szmato! - syknął z wściekłością w głosie Bleck wychodząc z dymu i trzymając w rękach oba swoje topory. Pancerz na jego ramieniu był głęboko nacięty i sączyła się z niego krew. - Uważasz mnie za zwykłego strażnika, co?! - krzyknął kierując się w jej stronę. - Od początku wiadomo było że coś roi się w tej twojej chorej głowie! Powinienem cię zabić zanim jeszcze wyszliśmy z więzienia!
- Można więc powiedzieć że jakoś zabezpieczyłem się na przyszłość. - odparł Wojna który teraz skierował się w stronę kręgu paru namiotów po drugiej stronie stosów. - Szczerze to mnie dziwi że ty nie robiłeś niczego takiego przez ten czas. Darcus w końcu od nas odszedł, ja szkoliłem sobie małą armię... Nawet Zaraza od czasu do czasu znikał i kontaktował się ponoć z jakimś znajomym.
- To już dzisiaj? Dobrze, to dojść ważna sprawa więc pójdę z tobą. - odparła Elisif również szeptem. - Tylko że... Chciałabym znaleźć przed tym jakieś zajęcie dla Gorgoron i Vity. Nie chcę żeby całe dzieciństwo spędziły siedząc tutaj i nie robiąc niczego.
- Stop! - Warknęła Natalie, wchodząc między Med i Blecka. - Co jest, do cholery?! - Zapytała, gotowa do akcji, starając się mieć obojga na oku.
- Kto powiedział, że nic nie robiłem? - Odparł pytanie pytaniem Głód z uśmieszkiem, ruszając z powrotem za bratem.
- W porządku. - Darcus kiwnął głową ze zrozumieniem. - Mam coś do załatwienia na placu głównym. Tam się spotkajmy. - Zaproponował, zchodząc przy okazji siostrze z drogi.
Właściciel
- Zapytaj się jej! To ona rzuciła mi się do gardła! - krzyknął Bleck wskazując Med toporem. - No chyba że to normalne wśród ludzi którzy ponoć są drużyną!
Dziewczyna natomiast skuliła się zamykając oczy nie wstając z ziemi, po czym zacisnęła zęby i dłonie tak mocno, że powbijała sobie w ręce paznokcie. Cała zresztą z bliska widocznie się trzęsła podobnie do tego, jak robią to osoby chory i mocno przeziębione.
Smakosz i Bliźniacy natomiast przyglądali się rozwojowi akcji, woląc się nie wtrącać, przynajmniej na razie.
- No tak. - uśmiechnął się również Wojna. - Gdybyś spędzał cały czas w naszym wymiarze to pewnie zrobiłby się z ciebie taki stary pierdziel jak z członków Rady. Nie zarzucam im tyle co Zaraza, ale rzeczywiście mogli czasem wyluzować. - stwierdził Jeździec.
Elisif kiwnęła więc głową i ruszyła na górę po Vitę.
- Macie oboje natychmiast przestać! - Wrzasnęła Natalie rozeźlona.
- No czy ja wiem? Jeżeli to prawda, że tę rolę dostali od Stworzyciela... Na ich miejscu pewnie też nie chciałbym go zawieść. - Wzruszył ramionami Głód.
Darcus zaś ruszył na plac, podczas gdy Gorgoron podreptała za Elisif.
Właściciel
- Nie zamierzam nigdzie iść z kimś kto może wbić mi nóż w plecy! - krzyknął łowca zaciskając ręce na toporach.
- Zamknij się! - wrzasnęła niespodziewanie Med, w jej głosie słychać było rozpacz i ból. - Może byłoby mi łatwiej gdybyś nie był takim su**nsynem!
- Wybacz pani, ale to nie moja wina że wystarczy nie być potulnym kochasiem żebyś zaczęła mordować! - odparł wściekły Bleck.
- Gdyby to było takie proste! - odkrzyknęła mu i w tym momencie załamał jej się głos, złapała się za gardło i klęcząc oparła czoło o zimną podłogę a po jej twarzy spłynął cienki strumyk łez.
- Odsuń się Natalie. - powiedzieli nagle Bliźniacy, w ich głosie brzmiała niezwykła pewność. - Jeśli teraz będziesz ich powstrzymywać to w takim stanie prędzej czy później wszystkich pozabijają. Muszą to rozwiązać teraz, nie ważne jak z tego wyjdą.
- Może masz rację, to musi być pewien stres. - przyznał mu rację Wojna akurat w momencie jak oboje dotarli do jednego z namiotów. Nie wyróżniał się praktycznie niczym, z wyjątkiem tego że na jego boku znajdował się symbol "#". Jeździec już miał zawołał do środka gdy przez wejście wyjrzał ork. Jego czarne włosy były nieco dłuższe niż u pozostałych Braci Wojny, ponadto jako jeden z niewielu posiadał krótką brodę.
- Wojna! - zawołał ork wychodząc całkowicie z namiotu. - Nie spodziewałem się ciebie dzisiaj zobaczyć. Żebyś widział moją minę jak usłyszałem z daleka twój głos, ha! - powiedział wyraźnie zadowolony po czym spojrzał na towarzysza Jeźdźca. - A to jest?
- Można powiedzieć że pracowaliśmy w tej samej robocie, to Głód.
- A niech mnie, kolejny Jeździec! Myślałem że nie możecie sobie tak po prostu opuszczać tej waszej Rady. - zdziwił się Hash-tag wystawiając rękę Głodowi na powitanie.
Elisif weszła więc do swojego pokoju by zobaczyć czy Vita wciąż się tutaj znajduje.
RhobarIII
Karczmarz nie był zadowolony reakcją wąsacza na marny smak podanej gorzałki i nie omieszkał poinformować go, że za rozbitą szklankę będzie musiał zapłacić. To przybysz przyjął spokojnie i już otworzył usta by odpowiedzieć, lecz jego rozmówca kontynuował. Stwierdził, iż monety w mieszku warte cośkolwiek będą tylko po przetopieniu. Tu w oczach wysłuchującego tych słów mężczyzny zaiskrzyło, on sam zaś ponownie wstał, jeszcze dynamiczniej niż wcześniej. Stołek na którym siedział, został przewrócony.
-Zaliś mospanie zmysły postradał? Waluta nic warta? - Tu wziął jedną z monet i pokazał ją karczmarzowi, przytrzymując mu ją tuż przed okiem. - Azaliż nie widzisz Króla Jegomościa? - tu obrócił monetę. - Azaliż herb nie nasz?
Istotnie, na monecie widniał wizerunek jakiegoś wąsatego władcy, a także jakiś herb wyglądający na państwowy. Problem w tym że karczmarz najprawdopodobniej nigdy w życiu ani herbu, ani króla tego na oczy nie widział, podobnie zresztą jak większość, jeśli nie wszyscy mieszkańcy Myrthany. Wąsacz jednak nie będąc tego świadomym, odłożył monetę i teraz po prostu ryknął jak zwierz wściekły na biednego właściciela karczmy.
-Bierz, psi synu, złocisze za szklanicę i gorzały nalej w kolejną, jeno przedniejszej! A może do szram na licu pociąg siedzi w waścinym czerepie?!
Tu jedną dłonią pokazał na bliznę na swojej twarzy, drugą złapał za szablę u pasa, ale nie wyjął jej. Wyglądał jednak na kogoś, kto byłby do tego zdolny w każdym momencie.
Właściciel
Karczmarz ponownie westchnął bardziej zmęczony przybyszem aniżeli wystraszony.
- Słuchaj facet, nie wiem jak się dostałeś do tego miasta. Ale ani monety, ani herb ani nawet król nie są tutejsze. Nie wspominając już o twoim dziwacznym sposobie mówienia. Więc proponuję przestać zachowywać się jak spasiony niedźwiedź bo długo tutaj nie posiedzisz. - odparł zakładając ręce, ale mimo wszystko dla bezpieczeństwa cofając się o krok.
RhobarIII
Karczmarz był wręcz bezczelny. Jakim prawem zwracał się do niego, wielkiego szlachcica w tak ordynarny sposób? Wąsacz teraz cały się zaczerwienił i ze wściekłością wyciągnął szablę z pochwy i machnął nią mu przed nosem. Był rozwścieczony. Jeszcze trochę a zaczęłaby mu cieknąć piana z ust. Zaczął krzyczeć potężnie, że gdyby jakieś małe dzieci kręciły się koło karczmy, uciekłyby zaraz ile sił w nogach, bo pomyślałyby pewnie że jakiś potwór okrutny w budynku się zagnieździł i rzezi dokonuje.
-Waść zaniechaj słów bezecnych, boś marny karczmarz-żydowin! JAM ci zaś...
Tutaj już miał ujawnić swą tożsamość, ale zająknął się. Właśnie uświadomił sobie co znaczy to, co zostało mu powiedziane przed kilkoma sekundami. Z wyrazem osłupienia na twarzy schował szablę. Wyglądało na to że się znacząco uspokoił, choć nadal czuć było w jego głosie poirytowanie.
-Hę? Moneta, król i herb nietutejsze, mówicie? Gdziem jest? Cóż to za kraj? Jeno nie łżyjcie...
Ponieważ stołek leżał obalony, nie usiadł, a jedynie oparł się o stół, tak jakby odpowiedź która zostanie mu udzielona miała spowodować że upadnie na ziemię.
Właściciel
- Musiałeś ostro popić, co? - mruknął Karczmarz. - Jesteś na Starym Kontynencie, a konkretnie w Myrthanie. Nie mam pojęcia skąd się tutaj wziąłeś, ale machanie szablą gdzie popadnie nie skończy się dla ciebie najlepiej.
Paru asasynów stojących w zakamarkach karczmy wystąpiło tymczasem krok naprzód, kładąc dłonie na broni w nerwowym geście.
Natalie przez chwilę ważyła ryzyko, patrząc po wszystkich. W pewnym jednak momencie odwróciła się i ruszyła w dym. - Nie wiem co ten Michael sobie myślał składając was do kupy! - Warknęła wściekle na odchodne.
- Nie tylko Wojna ma parę wymówek w zanadrzu, żeby się wymknąć raz czy drugi. - Rzekł Głód, pewnie uściskając rękę orka.
Vita zaś raczej nigdzie się nie wybierała. Przynajmniej nie sama. Leżała teraz na łóżku, spokojnie wpatrując się w okno. Na widok matki rozweseliła się i zachichotała.
RhobarIII
Przybysz słysząc słowa karczmarza, zdębiał. Oczy miał wielkie jak największe monety z jego sakwy. Postawił przewalony stołek i usiadł na nim. Zdjął czapkę, położył na stole i widać było że jest jeszcze bardziej strapiony niż przed zamówieniem gorzałki. Masował się po głowie rwąc włosy z głowy. Dosłownie. Ręce mu drżały, a oczy pokryły się łzami, które jednak nie wypływały na wierzch. W pewnym momencie wstał, zbliżył się do ściany i jął... Walić głową w ścianę! Cóż, kto go obserwował zapewne albo wyśmiewał się z zatroskanego jegomościa, albo zastanawiał się czy to nie aby przesadzone, jakby teatralne zachowanie. Cóż, może i tak było, a może w kraju z którego pochodził panował obyczaj taki, że ekspresja maksymalna jako reakcja na każdą sytuację obowiązywała... Gdy w końcu rozbolała go głowa naprawdę mocno, wrócił do stołu, usiadł przy nim i znów walnął pięścią w stół. Mając wzrok utkwiony w podłodze, zwrócił się głosem pełnym żalu do karczmarza:
-Waszmość Pan wybaczyć raczy... Towarzysze przestrzegali przed bisurmanami, alem ja nie zważał... Kumysu smakować zachciałem, psia mać, a było mi przy rodzimych trunkach zostać... Ja myślał, że nie zbałamucą... Ach, masz ci los! Pogańskie syny! Upili, wywieźli, w mieścinie jakowejś zostawili i tyleż... A z pieniądza nie ograbili. To dziw, nieprawda li? No, a teraz z tego pieniądza żadnego pożytku, jeno ciężar u pasa... Oddaj waść monety do mennicy, warte u was cośkolwiek z pewnością, dla się weź równowartość...
Tu założył z powrotem kołpak na głowę pozbawioną kilku włosów, ale za to z dużym guzem którego właściciel głowy zrobił sobie całkowicie dobrowolnie. Znów walnął pięścią w stół, a potem odezwał się z zapytaniem:
-A rzeknijcie, panie miły, w którymż kraju ta wasza Myrdanna? U Moskali zapewne? Wszak język waściny rozumiem, a podobne miewamy...
Tutaj zacisnął palce i odruchowo podniósł je o ust, gdy uświadomił sobie że nic nie trzyma w ręku. Nowość była to dla niego, bo zawsze gdy był w takich złych sytuacjach, coś dzierżył. Szklankę, kusztyk, kielich, kufel... Zazwyczaj wypełnione, rzecz jasna.
Spostrzegł także dziwnych ludzi którzy zaniepokojeni, wyszli z cienia karczmy chwycili za bronie czekając na dalszy rozwój sytuacji. "Bisurmanie li?" zadał pytanie sam sobie.
Właściciel
- Nie nie nie, źle mnie zrozumiałeś. - powiedział Karczmarz podnosząc mieszek i przyglądając się monetom w środku. - Myrthana, to jest nazwa kraju, miasto to Anubel. - odpowiedział mu.
Smakosz woląc nie zostawać w takiej sytuacji czym prędzej ruszył za Natalie. Bliźniacy kucnęli tymczasem na ziemi spoglądając to na Med, to na Blecka. Łowca głów obserwował przez dłuższą chwilę dziewczynę, najwyraźniej nad czymś rozmyślając. W końcu przypiął do pasa jeden z toporów i podszedł bliżej. Jakiś metr od niej kucnął na ziemi co spowodowało że Med w tym momencie krzyknęła i zamachnęła się na jego twarz. Bleck złapał jej ubrudzoną i częściowo pokrytą krwią łowcy dłoń tuż przed własnymi oczami.
- Jeśli ci twoi "oni" chcą śmierci Natalie, to zabij ją, a nie mnie. - powiedział spoglądając jej w oczy, które teraz wyraziły zdziwienie. - Uważacie mnie za głuchego czy jak? Możecie sobie szeptać ile chcecie, ale nie zapominajcie że jestem zabójcą. Następnym razem jak chcecie coś ukryć przed resztą, to podawajcie sobie karteczki.
- Ja... - wyjąkała Med, chwytając się wolną ręką za gardło. - Nie chcę jej zabijać...
- Mówienie sprawia jej ból, Bleck. - odezwali się w tym momencie Bliźniacy.
- Przecież wiem do cholery! - syknął łowca rzucając na nich mordercze spojrzenie. - Gdyby wasza trójka była po prostu szurnięta to już dawno bym was pomordował. Ale nie, w was jest coś innego. Chory człowiek z chorymi fantazjami stworzył trójkę chorych ludzi. Pytanie tylko, po co?
- Nikt z nas tego nie wie. - stwierdzili Bliźniacy.
- Ale możecie się dowiedzieć, tak?
- Cóż...
- Przecież słyszałem waszą rozmowę! - zawołał Bleck zaciskając dłoń na toporze. W tym momencie jednak coś do niego dotarło. Czyżby ona nic o tym nie wiedziała? Nie orientuje się że ma coś wspólnego z tą dwójką popaprańców? Cholera, w takim razie lepiej nie gadać zbyt dużo. - pomyślał po czym puścił rękę Med i wstał. - Dobra, przystaję na ten wasz plan. Co wcale nie znaczy że stanę się nagle miły i przyjazny. - mruknął wyciągając skręcone, bagienne ziele. - Chętnie zabiję typa przez którego muszę się z wami użerać. - dokończył podpalając je po czym bez słowa więcej ruszył do tunelu.
- Pójdziemy po wargi - powiedzieli Bliźniacy spoglądając na Med po czym wkroczyli w dym wychodząc po drugiej stronie.
Dziewczyna oddychając ciężko złapała się za klatkę piersiową i powoli podniosła z ziemi. Czując jak zaczynają odchodzić jej zmysły, nie wiedząc już jak powstrzymać głosy, rzuciła się niczym zwierzę na najbliższe ciało pirata chwytając jego broń i z zamglonymi oczami zaczęła masakrować go jeszcze bardziej, niż był.
- Poza tym sytuacja się teraz trochę zmieniła. - dodał Wojna. - Ale nie o tym przyszliśmy rozmawiać.
- Oczywiście, chodźcie do środka. - powiedział Hash-tag wskazując wejście do namiotu, który wyglądał na taki, w którym w trzy osoby będzie ciasno. Kiedy jednak weszli do środka, okazał się on niemal cztery razy większy, niż na jaki wyglądał z zewnątrz. Znajdował się tu nawet metalowy stół oraz dwa krzesła zrobione najprawdopodobniej ze świerku. Poza tym dookoła leżało pełno listów, map oraz broni. Przy ścianie naprzeciw wejścia leżał nawet manekin przypominający człowieka. - Taa... Muszę się wreszcie wziąć za posprzątanie tego rozgardiaszu. - przyznał ork.
Elisif podeszła do Vity uśmiechając się.
- Musiałaś pewnie zgłodnieć, co nie? - zapytała dziewczynkę biorąc ją na ręce.
RhobarIII
Słysząc karczmarską uwagę, z początku zrobił jeszcze większe oczy niż przedtem. Nigdy nie słyszał nazwy takiego kraju. Czyżby jakiś niedawny twór o którym nie zdążyli się jeszcze u niego dowiedzieć? No cóż, to było najprawdopodobniejsze wytłumaczenie. Ciekawe gdzie to się utworzyło. Na wschodzie, zachodzie? Północy, południu? Zaraz aby nie wyjść na kogoś kto nie orientuje się w aktualnej sytuacji politycznej, wstał. Podał karczmarzowi rękę z uśmiechem tak przyjaznym jakby dwaj panowie znali się od lat jak łyse konie, po czym powiedział do niego:
-Teraz rozumiem! Mirfania mówicie, a jam pierwej co innego usłyszał! Mirfania... Och, Mirfania, zawsze podziwiałem was, Mirfanów! Gdy na sejmie mówili o przyłączeniu was do Pospolitej, tom kreskę postawił na poparcie, ale "veto" która pijaczyna rzekła i do dom było zjechać się. Waść głośniej mówić musisz, bom już ponad kwyntagwinta anis na tym świecie.
Miał nadzieję że nie pomylił liczebnika i nie wyjdzie na nieuka. No cóż, ale i błąd możnaby było mu wybaczyć, w końcu łaciny uczył się trzydzieści lat temu i wiele zapomniał... No i miast na lekcje uczęszczać, po miejskich gospodach hulał, ale mniejsza o to... Uznał że uprzejmie będzie przedstawić się karczmarzowi.
-Maciej Karol Janczura herbu Aksak, mospanie. Tak, Janczura! Zapewne znany ród mój u was, co? Ach, zali nie król wasz dawny z Janczurówną ożenion? Nie słyszeliście? Ach, waść zajmij się historyją kraju swego, ze ślachty naszej przykład bierz! A wasze imię, karczmarzu?
Nadal uśmiechał się przyjaźnie. Czy karczmarz nie uzna go aby za niezrównoważonego psychicznie? W końcu w ciągu jednej chwili zdążył się zezłościć, potem zasmucić a teraz być pełnym optymizmu i chęci zawarcia przyjaźni. Raczej nieczęsto spotykana sytuacja.
Właściciel
Karczmarz który już dawno zdążył uznać przybysza za niezrównoważonego psychicznie pokręcił teraz głową wyraźnie zmęczony.
- Słuchaj, bo miewam ciekawsze rzeczy do roboty. - zaczął. - Nie usłyszałeś źle. Jesteśmy w Myrthanie, dam sobie ręce uciąć że państwo z którego pochodzisz nie leży na tym kontynencie. Podejrzewam też tutejsi nie mają pojęcia o twoim herbie czy też królu. A historię mojego kraju znam dostatecznie mocno żeby wiedzieć że nasz król albo nie żyje albo jest teraz zwyczajną marionetką Kultu.
Natalie zdążyła już odpiąć wargi od wozu i teraz, z wciąż niezadowoloną miną, siedziała na ziemi opierając się plecami o jednego z nich i nucąc pod nosem jakąś prostą, ale dziwnie wpadającą w ucho melodyjkę, która każdemu kto ją usłyszał wydawała się dziwnie znajoma.
- Jak w domu. - Uśmiechnął się półgębkiem Głód.
Vita przytuliła się do Elisif, na tyle, na ile pozwalał jej na to dziecięcy niedowład mięśni.
Właściciel
Smakosz tymczasem wyjął połowę bochenka którą trzymał w swojej niewielkiej torbie i zrobił sporych wielkości kanapkę z jakimiś ziołami i mięsem nieznanego pochodzenia.
- Skończyli, przynajmniej na razie. - powiedzieli Bliźniacy wychodząc z dymu obok nich. - Wygląda na to że to Bleck słyszał naszą rozmowę z tobą.
Hash-tag rozglądał się przez moment po namiocie po czym przesunął manekina i wyciągnął spod niego trochę bardziej zniszczone, aczkolwiek wciąż zdatne do użytku krzesło a następnie dostawił je do stołu i usiadł na nim.
- A więc siadajcie i opowiedzcie mi co was do mnie sprowadza. - powiedział wskazując wolne krzesła.
Wojna bez zastanowienia usiadł i oparł ręce na stole.
- Chcieliśmy rozwiązać dokładnie sprawę waszego sojuszu z ludźmi.
- Sojuszu? Nie sądziłem że ciebie będzie to interesować.
- Sojusz jest po prostu częścią wojny, a poza tym jedna z osób które mają najwięcej do powiedzenia w tym mieście, jest przyjacielem po fachu.
Rozumiem... Cóż... W zasadzie ciężko to aktualnie nazwać sojuszem, ale rozumiem że mieszkańcy Anubel mogliby do tego chcieć dążyć w aktualnej sytuacji.
- Co udało wam się do tej pory ustalić?
- Niewiele. Dokładnie mówiąc Bhor-gul Krwawy Tytan, aktualny przywódca orków, dostał propozycję od dowódcy Poświęconych, Stratuma. Koleś przybył jakiś czas temu i pokazując nam dobitnie że on i jego nie są Myrthańczykami zaproponował sojusz, nic więc na tym nie traciliśmy. Sprawa wygląda prosto, po pierwsze, Myrthana nie ma szans w tej Wojnie bez pomocy z zewnątrz, a my jesteśmy właśnie tymi którzy są gotowi wam pomóc.
- Oczywiście nie za darmo. - domyślił się Wojna.
- Dokładnie. Z tego co mi wiadomo głównym warunkiem Bhor-gula jest oddanie nam pewnego obszaru z terenów na północnym-zachodzie Myrthany, przy granicy z Varantem i Certain. Jest tam pełno obszarów z dobrą ziemią uprawną oraz dużymi lasami, orkowie po tak długim czasie na pustyni chcą się rozwinąć w tą stronę. Poza tym jest jeszcze druga sprawa, dosyć istotna. Nie wiem czy władze Anubel brały to pod uwagę, ale nawet jeśli wygramy wojnę z Kultem to Myrthana będzie praktycznie wielką ruiną, będzie trzeba sporo czasu żeby to odbudować. Wystarczająco dużo żeby ktoś z poza kontynentu mógł zauważyć Fenevię i Myrthanę będące ogromnym łakomym kąskiem. W tej sytuacji będziecie potrzebować ochrony i wsparcia orków jeszcze przez pewien czas. To z kolei oznacza że nasza armia nie będzie mogła opuścić ziem Myrthany od razu po końcu wojny.
- To może nie spodobać sporej ilości ludzi.
- To prawda, ale muszą brać pod uwagę że bez nas tych ludzi może wcale nie być.
- Rozmawialiście o tych warunkach?
- Jeszcze nie, nie było na to czasu... W zasadzie to dosyć ogólny opis sytuacji. Myślę więc, że najlepiej byłoby ogłosić jakieś zebranie albo coś, wiesz, żeby omówić wszystko przy tych ich przywódcach.
- Rozumiem, w takim razie najlepiej będzie jak postaram się to załatwić.
- Owszem, i ty również przyjdź, twoje zdanie może się przydać.
- Obie strony tak uważają. - odparł Wojna uśmiechając się.
- W takim razie do zobaczenia później. - powiedział Hash-tag wstając z krzesła. - Jak będziecie mieli trochę wolnego czasu wieczorem to zajrzyjcie do nas, wypijemy za stare dobre czasy, czy coś.
- Nie omieszkam zajrzeć. - odpowiedział Wojna również wstając. - No dobra, w takim razie to na tyle. - Wojna uścisnął z orkiem dłoń po czym wyszedł z namiotu.
- Choć, zobaczymy czy w kuchni jest trochę mleka, przy okazji może znajdziemy wam jakieś fajne zajęcie, co wy na to? - zapytała obie dziewczynki kierując się do wyjścia z pokoju.
RhobarIII
Wysłuchawszy słów karczmarza, pan Janczura poczuł się zdezorientowany. Mina mu zrzedła. Cóż to za zachowanie? Żeby prosty mieszczuch - a może i chłop co do miasta się wyrwał - odzywał się do tak możnego szlachcica takim tonem? Sens jego słów jakoś umknął uwadze bogato odzianego mężczyzny, a może po prostu jego podświadomość odrzucała możliwość ich zinterpretowania, aby zaoszczędzić mu szoku. Szlachcic przybrał marsową minę, jakby usłyszał jakąś niesłychaną obrazę.
-Waćpan z bisurmanem trzymasz, akwawity możniejszym od się żałujesz, mię zaś obrażasz. A na monety ni za szklankę, ni za tego co w niej chlupotało nie zasłużyłeś. Jednakże miłosierdzie znaj, bo na bogacza nie wyglądasz.
Wziął całą sakwę, do uprzednio wysypanych z niej monet dobrał do piętnastu nie zważając na ich nominały, rzucił monety na stół, po czym schował całą sakwę znów za kontusz i odwrócił się na pięcie. Nos uniósł wysoko do góry i zaczął iść ku wyjściu. Lecz gdy już był przy drzwiach, odwrócił jeszcze głowę i popatrzał na mężczyzn którzy przygotowali bronie będąc gotowymi na interwencję gdyby szabla wąsacza poszła w ruch. Prychnął i rzucił do nich:
-Syny pogańskie... Precz!
Następnie sam, jak na ironię, poszedł precz. Wyszedł z karczmy, ale nie poszedł daleko. Stanął pod ścianą budynku i oparł się o nią, ręce na piersi krzyżując i sapiąc wściekle.
Właściciel
Karczmarz patrzył jeszcze przez krótki moment jak facet wychodzi po czym schował raczej niewiele warte tutaj monety, po czym wrócił za ladę.
- Burak. - mruknął tylko.
Tymczasem Maciej, jak najpewniej brzmiało jego pierwsze imię minął się w drzwiach Karczmy z jakimś niezwykle chudym chłopakiem w najzwyklejszym czarnym, luźnym ubraniu z założonym kapturem i rękoma w kieszeni. Był on rzeczywiście na tyle chudy że spokojnie zmieścił się w drzwiach przechodząc przez nie jednocześnie co szlachcic. Przybysz który wyszedł z Karczmy, zorientował się jednak dopiero po wyjściu i oparciu o ścianę, że jego sakwa z monetami zniknęła.
W tym samym momencie chudy chłopak postawił ją na ladzie przed Karczmarzem i poprawił swoją czarnowłosą grzywką wystającą spod kaptura.
- Słyszałem że w tej okolicy jest ktoś kogo nazywacie... Złodziejką. - powiedział uśmiechając się serdecznie.
- A kto pyta? - spytał Karczmarz przyglądając się chłopakowi i w tym samym momencie czyszcząc kufel.
- Kolega z fachu. Chętnie zdradzę swoje imię jeśli ty podzielisz się ze mną jej imieniem.
- Nawet gdybym chciał, to go nie znam. - odparł.
- Tak myślałem. - mruknął chłopak po czym obrócił się na taborecie i rozejrzał po Karczmie. Po krótkiej chwili zatrzymał swój wzrok właśnie na złodziejce rozmawiającej z Saki. - To nie było trudne. - powiedział sam do siebie po czym wstał z miejsca i ruszył w jej stronę.
Karczmarz uniósł brwi zastanawiając się jak on do tego doszedł, po czym schował sakwę pod ladę.
Natalie zaniechała nucenia melodyjki, co pozostawiło mimowolne, nieokreślone uczucie nostalgii w umysłach tych, którzy do tej pory jej słuchali. - A zatem? - Rzuciła retoryczne pytanie, wstając i klepiąc warga po grzbiecie.
Głód posłał orkowi pożegnalne kiwnięcie głowy, a następnie bez słowa ruszył za bratem. - Nie pójdą na to. - Rzekł beznamiętnie Jeździec, kiedy już oddalili się nieco od namiotu, tak, żeby żaden z wojowników go nie usłyszał.
Gorgoron trzymała się przy nodze swej przybranej matki, zaś Vita wesoło gaworzyła w jej ramionach.
Właściciel
- Ruszajmy dalej zanim Bleck wpadnie na to coś, co załatwiło tych ludzi. - powiedzieli Bliźniacy po czym zniknęli z powrotem w dymie.
Poklepany warg zawarczał tylko cicho ale ruszył do przodu za Bliźniakami. Drugi natomiast uderzył łapą Smakosza w brzuch, wyrwał mu kanapkę z ręki po czym pobiegł za tym pierwszym. Kucharz już miał coś powiedzieć ale westchnął tylko i ruszył za resztą.
- Też tak myślę. Co nie zmienia faktu że orkowie trochę racji. Cokolwiek sobie wyobrażają asasyni i cała reszta tej zbieraniny, to nikła szansa na to że uda im samodzielnie utrzymać Myrthanę po wojnie z Kultem. Cholera wie ile nacji z okolicznych kontynentów wyczuje w tym interes, w końcu to aktualnie dwa całe państwa, co nie? Jest więc duże prawdopodobieństwo że po tej wojnie, dojdzie do kolejnej, tym razem z kimś innym. Dla osłabionej Myrthany skończy się to w najlepszej sytuacji okupacją. Z drugiej strony jednak jest szansa na to że orkowie też niechętnie będą chcieli opuścić ten kraj po wojnie z Kultem. Naszym celem jest więc znaleźć jakiś złoty środek w tym wszystkim, a nasze znajomości mogą w tym pomóc. - powiedział Jeździec w drodze powrotnej do miasta.
Elisif poszła więc z córkami do kuchni witając się przy tym z Karczmarzem. Nalała do butelki mleka w celu nakarmienia Vity.
- Ty też masz na coś ochotę, czy starczy ci po śniadaniu? - zapytała patrząc na Gorgoron z uśmiechem.
RhobarIII
Gdy pan Maciej wychodził, minął w drzwiach chudego młodzieńca ubranego na czarno. Był tak chudy, że zdołał się zmieścić w drzwiach bez problemu. Szlachcic jeszcze obejrzał się za nim, skrzywił się i poszedł dalej. Oparł się o ścianę i sapał. Uspokoił się dopiero po kilku minutach. Przestał się opierać, poklepał się po biodrach i już miał zamiar iść w głąb miasta, gdy zauważył brak zgrubienia pod kontuszem. Sięgnął tam ręką i zdumiał się. Sakwy nie było! A był pewien że zabrał ją ze sobą. Pomyślał, że musiał jej zwyczajnie zapomnieć. Tylko czy karczmarz nie pomyślał że cała jest dla niego? O, jego niedoczekanie! Wąsacz wszedł do karczmy. Dojrzawszy znajomą sakwę, podszedł do lady i zabrał swoją własność, tupiąc przy tym nogą. Otworzył ją i ujrzał znajome monety. Był już pewien, że to jego. Uśmiechnął się i nagle wpadł mu do głowy pewien pomysł. Spojrzał przyjaźnie na karczmarza i powiedział:
-Piwo macie?
O tak, dobre piwo to było coś czego chętnie by się napił.
Właściciel
Przybysz nie był jednak wstanie dojrzeć sakwy, jako iż została schowana przez Karczmarza za ladę, więc musiałby za nią wejść żeby ją ujrzeć.
Chłopak stanął tymczasem za złodziejką, ignorując to że są w trakcie rozmowy z elfką i odezwał się.
- A więc to ty jesteś tą złodziejką co to o niej słyszałem.
Złodziejka zdziwiona obróciła się i spojrzała na chłopaka.
- Że co?
- No tak przecież publicznie lepiej się nie przyznawać do swojego fachu, co?
- Koleś, nie mam czasu na takie głupoty.
- Nie? - zapytał z teatralnym zawodem w głosie. - W takim razie będę musiał komuś innemu oddać te pieniądze... - powiedział ze smutkiem pokazując trzymany w dłoni mieszek ze złotymi monetami złodziejki.
- Co? Ty draniu! - kobieta wstała z krzesła i rzuciła się na chłopaka, ten jednak zwinnie odskoczył do tyłu. - Czego ode mnie chcesz?
- Ja? Wyzywam cię na złodziejski pojedynek! - zawołał unosząc mieszek ku górze.
- Jaki znowu pojedynek? Chyba serio nie masz co zrobić ze swoim czasem, co chłopcze?
- Ten "chłopiec" właśnie okradł cię wystarczająco sprawnie, że nawet tego nie poczułaś. Ale co się dziwić! Już z daleka wydawałaś się strasznie nieczuła, ha!
- A co jeśli się nie zgodzę?
- To naprawdę takie skomplikowane? Nie odzyskasz złota.
- Naprawdę myślisz że tak po prostu wyjdziesz stąd z czyimś złotem? Kpisz sobie?
- No tak, ktoś mnie może chcieć zatrzymać. Ale co z tobą? Może i odzyskasz złoto ale wciąż będziesz tą przegraną! Chcesz przegrać z mężczyzną?
- Nie obchodzi mnie to. - mruknęła złodziejka zajmując ponownie miejsce siedzące.
- Hej, zgódź się. - zaproponowała nagle szeptem Saki.
- Co? Niby czemu?
- Tak sobie pomyślałam, że on mógłby być dobrym nabytkiem dla Gildii.
- Chwila, że niby on? - zdziwiła się.
- No tak! Przecież widać że ma niezłe umiejętności!
- Cholera, co ja robię ze swoim życiem... - mruknęła ponownie po czym spojrzała na złodzieja. - No dobra, wezmę udział w tym twoim pojedynku.
- Świetnie! Spotkajmy się wieczorem na placu! - zawołał zadowolony po czym jakby nigdy nic rzucił jej sakwę i wyszedł z Karczmy.
Natalie nie ociągając się ruszyła naprzód z resztą.
- Równowaga to kolej rzeczy. - Wyrecytował Głód, potwierdzając słowa Wojny.
- Nie, dziękuję. - Pokręciła główką dziewczynka.
Właściciel
Kiedy wyszli po drugiej stronie, ani Blecka ani Med już tutaj nie było. Widać było tylko wyraźny ślad krwi prowadzący od teraz jeszcze bardziej zdewastowanego pirata, aż do tunelu.
Jeźdźcy dotarli po pewnym czasie z powrotem do miasta w celu udania się do podziemi, po drodze jednak zauważyli Darcusa który znajdował się teraz na placu.
- Gadaliśmy z orkiem, który teraz zajmuje się dyplomacją. - powiedział podchodząc bliżej. - Dziwnie to brzmi jak mówi się o orkach... - dodał po chwili Wojna.
Elisif nakarmiła więc Vitę mlekiem a następnie poczęła się zastanawiać jakie zajęcie znaleźć dziewczynką.
- Hej, muszę zając się pewną sprawą z waszym wujkiem, co byście chciały porobić przez ten czas? - zapytała spoglądając na córki, ale raczej kierując pytanie do Gorgoron, jako iż ona prędzej była wstanie odpowiedzieć.
Natalie zmrużyła oczy, po czym gestem wskazała reszcie, żeby szli za nią, a sama pospiesznym krokiem ruszyła po śladach krwi.
Darcus, który akurat rozmawiał z kimś, kto wyglądał na rolnika z pobliskiej farmy, skinął na niego przepraszająco, na co ten kiwnął głową porozumiewawczo i odszedł.
- I co udało wam się ustalić? - Zapytał asasyn, odwracając się do Jeźdźców.
- Pobawmy się jeszcze w ogrodzie! - Odparła niemal bez zastanowienia Gorgoron, podskakując w miejscu z entuzjazmem, podczas gdy Vita łapczywie pochłaniała mleko.
Właściciel
Kiedy cała grupa wraz z wargami dotarła do tunelu ujrzeli tam idącą powoli Med, która zbliżała się teraz do zakrętu. To właśnie przy niej kończyły się ślady krwi, co zresztą można było łatwo zauważyć, jako iż sama była w niej prawie cała. Po Blecku nie było jednak śladu.
- No dobroczynna pomoc to to nie jest. Orkowie oczekują w zamian oddania jakiegoś fragmentu Myrthany na Północnym-zachodzie, przy granicach z Varantem i Certain. Poza tym zwrócili uwagę jeszcze na inny fakt. Zakładając że wygramy wojnę z Kultem, to tereny Myrthany jak i Fenevii będą wciąż okropnie osłabione, i minie sporo czasu zanim wrócicie do stanu sprzed ataku kultystów. Może się to z kolei okazać łakomym kąskiem dla jakichś frakcji spoza tego rejonu, które zwęszą okazję na powiększenie wpływów. Orkowie chcą więc przez pewien czas po wojnie zostać na terenie Myrthany, i pomóc w ogarnięciu tego wszystkiego.
- Bardzo bym chciała, ale muszę załatwić coś pilnego, a nie chcę zostawiać was tam samych. Może Tata by się zgodził, co wy na to? - zapytała odstawiając pustą butelkę i głaszcząc Vitę po głowie.
Niebieska nie zatrzymywała się. Szła żwawo naprzód, nie zważając na Med, czy ślad krwi, jaki dziewczyna za sobą zostawiała.
Darcus wyglądał na zmartwionego. Przez chwilę wodził swymi niewidzącymi oczami dookoła w zastanowieniu, ale w końcu odezwał się. - Nie pozostaje nam nic innego, jak przedstawić to stanowisko radzie miasta przy następnym posiedzeniu. - Rzekł bez emocji.
- No dobrze. - Gorgoron uśmiechnęła się, tuląc się do nogi Elisif, a Vita zachichotała wesoło.
Właściciel
W końcu grupka dogoniła Med i dotarła do zakrętu za którym była... Dalsza część tunelu, wyglądało na to że ciągnie się gdzieś dalej.
- Hash-tag, ork który teraz zajmuje się dyplomacją uznał, że takowe zebranie przyda się w jak najbliższym czasie, żeby omówić wszystkie szczegóły. - odparł Wojna.
Elisif kiwnęła więc głową i wyszła z kuchni.
- Hej Gniotek, mógłbyś się zająć dziewczynkami przez jakiś czas?
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł, dzisiaj jest jakiś dzień dziwnych gości czy coś, poza tym zanudzą się pewnie ze mną na śmierć. - odparł Karczmarz uśmiechając się.
- Kurcze... Muszę coś dla nich wymyślić... - powiedziała Elisif zawiedziona.
- Może ja mogłabym pomóc? - zapytała niepewnie Saki która akurat przechodziła obok lady. Elisif nie mówiąc nic spojrzała na Abraxasa.
- Myślę że to nie taki zły pomysł. - przyznał po chwili Karczmarz. - Co wy na to dziewczynki? Chciałybyście może pójść z panią elf do ogrodu? - zapytał serdecznie spoglądając na Gorgoron i Vitę.