Karczma pod Historią

Avatar darcus
W tym momencie mężczyzna wyciągnął rękę z urządzeniem do przodu i wycelował w Michaela, mrucząc coś jednocześnie pod nosem. W tym momencie przyrząd nieco się zmienił, wysunęło się z niego kilka lampek, soczewek i diod, a w zamaskowanego wystrzeliło światło, które otuliło go ciasno i zaczęło przesuwać się z góry na dół w postaci szerokich, niebieskich pasów. Trwało to nie dłużej niż dwie, lub trzy sekundy, kiedy urządzenie przestało świecić, wróciło do poprzedniego stanu i wydało kilka charakterystycznych pisków. - Oui, nadal za wcześnie. - Mruknął niezadowolony mężczyzna wpatrując się w swój przyrząd i kiwając głową z ironiczną dezaprobatą, po czym jeszcze raz przekręcił jedno z pokręteł i zniknął nagle w taki sam sposób jak się pojawił.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Masz pomysł co to mogło być? - zapytał Michael kierując najwyraźniej pytanie do Atlasa.
- Obstawiam kolesia podróżującego w przyszłość.
- Czyją przyszłość?
- Tego świata, oczywiście. - doprecyzował Atlas. - Chyba nie wątpisz w moje blokady, co?
- Lubię się upewniać.
- I co, po tym pytaniu jesteś już całkowicie pewny? - zapytał sarkastycznie Atlas, znając już odpowiedź.
- Nie. - odparł Michael wstając z dachu po czym zeskoczył z niego na dół. - Ale może będę się mniej nad tym teraz zastanawiał. - dokończył po czym ruszył w miasto.

Avatar darcus
Tymczasem Darcus, Elisif i Wan przeszli spory kawałek, docierając niemal na drugi koniec doliny, wchodząc do rozpadliny skalnej gwałtownie schodzącej w kotlinę. Tam spotkali innego z myśliwych, który prędko wskazał im, by się schowali. Wan, opierając się na swym niezawodnym instynkcie myśliwego, wskoczył szybko za obalony bal ze śladami pazurów, zaś Darcus zaraz podążył jego śladem, co prawdopodobnie uczyniła również Elisif.
- Mów. - Szepnął Wan do drugiego z myśliwych.
- Pazur sobie poradził. Chłopaki są już na pozycjach, czekamy na twój znak. - Odparł mężczyzna, wskazując na kotlinę w dole. Po bliższym przyjrzeniu się można było tam dostrzec kształt zwierza. Gdyby nie to, że się ruszał i wydawał basowe pomruki, można byłoby rzec, że jest nieco przerośniętym posągiem wielkiego kota. Ewidentnie kamienna pantera. Pastwiła się akurat nad zwłokami jakiegoś cieniostwora.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif wychyliła się lekko żeby przyjrzeć się stworzeniu i mimo tego że pantera była drapieżnikiem, to zrobiło jej się szkoda że będą musieli dopaść takie rzadkie zwierzę. Póki co siedziała jednak cicho, rozumiała przecież jak ważne jest jej oko.

Avatar darcus
- Dobra, teraz tak, jak się umawialiśmy. - Zwrócił się Wan do Darcusa. - Moi ludzie odwrócą jej uwagę, my dwaj w tym czasie zajdziemy ją od tyłu. Mam nadzieję, że jesteś tak celny, jak twierdzisz, inaczej może nam się nie udać. Tak czy siak, teraz już nie ma odwrotu. Na mój znak. - Rzekłszy to z powrotem odwrócił się w kierunku zwierza i ustawił w gotowości, dobywając sztyletu. Darcus kiwnął głową i zrobił to samo, tyle, że przyszykował się do użycia ukrytego ostrza.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif również była już gotowa, w końcu miała ostrze cały czas przy sobie. Czekała więc na znak myśliwego.

Avatar darcus
- Ach, Elisif... - Szepnął Darcus, wyczuwając niejako entuzjazm siostry. - Będzie chyba lepiej, jeśli zaczekasz. To może być zbyt niebezpieczne... - Rzekł ostrożnie przez ramię, starając się nie wychodzić z gotowości.

Avatar
RhobarIII
Drzwi do karczmy otworzyły się. Do środka wpadł pan Maciej, jakby go pułk szatanów gonił. Widać że zmęczony. Wyglądał zupełnie tak jakby właśnie spędził dobrą godzinę na bieganiu po mieście, robieniu wielkich oczu po zobaczeniu jakiegokolwiek nie-ludzkiego osobnika, a potem odbieganiu w inną uliczkę jak obłąkany. Być może wyglądał tak dlatego, że właśnie tym się przed kilkoma chwilami zajmował. W każdym razie teraz wpadł do karczmy, podbiegł do lady, z zadziwiającą zręcznością przeskoczył nad nią i znalazł się tuż obok karczmarza. Złapał go za ramiona i szarpnął nim. W oczach widać mu było coś bliskiego obłędu.
-Mówże waćpan! Cóż to ma znaczyć! Cóż za wąpierze, upiory, bożki i nimfy się przechadzają! Dlaczegóż lud cały spokojny?! Waćpan! MÓWŻE! CÓŻ TO MA ZNACZYĆ!
Tu chwycił szablę, wyjął ją z pochwy i już się wydawało że zacznie siec na prawo i lewo, ale coś go chyba przed tym powstrzymało. Uderzył pięścią w ladę, wrzasnął jak tur, a następnie podszedł do jednego z wolnych stolików, usiadł na stojącym obok krześle, a karabelę wbił w podłogę. Przez kilka sekund wpatrywał się w nią cały czerwony na twarzy, a potem schował twarz w dłoniach i jął biadolić, płakać jak dziecko, rozpaczać i chyba nawet można było usłyszeć między tym półbełkotem słowa zwrócone do jakiegoś bóstwa czy patrona. Można było odnieść leciutkie wrażenie że możny pan ma malutki problem z panowaniem nad sobą.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie mam ochoty siedzieć tutaj i spoglądać jak w grupie otaczacie zwierzę. Mogę rozumieć jak ważne jest to co chcecie zrobić... Ale uważam że to nie jest śmierć jaką powinno umrzeć takie zwierzę. - powiedziała Elisif równie cicho. - Więc jeśli już mnie tutaj zabrałeś, to chociaż pozwól mi wziąć w tym udział, to jedyny sposób bym mogła przywyknąć do roli którą mi nadaliście.

Karczmarz który przez Macieja upuścił ciastko, teraz po wszystkim co zrobił szlachcic schylił się, i podniósł je z ziemi. Przyjrzał się mu po czym dmuchnął na nie i je ugryzł. Patrzył chwilę na Macieja po czym pokręcił głową i oparł się o ladę.
- Wszyscy z twoich stron są tacy roztrzęsieni? - zapytał w końcu.

Avatar
Konto usunięte
Tymczasem przy ladzie, młody dokotor Albert smacznie sobie drzemał przy nie dopitej szklance wody

Avatar darcus
Darcus niechętnie pokiwał głową. - No dobrze... Jeśli naprawdę chcesz w tym uczestniczyć, to nie będę cię zatrzymywał. - Dodał, po czym, już w pełni skupiony, zwrócił się z powrotem w kierunku celu.
- Patrzcie! - Zwrócił uwagę Wan, wskazując na ich niedoszłą ofiarę, która teraz zwrócona była w ich stronę, grzebiąc w ziemi.
- Co się dzieje? - Zapytał cicho asasyn, próbując się zorientować o co może chodzić myśliwemu, w czym nie pomagały mu jego zmysły.
- Nie ma oka... - Doprecyzował Wan, mrużąc swoje własne oczy. I faktycznie, po bliższym przyjrzeniu się panterze można było zauważyć, że brakuje jej jednego oka. Z oczodołu wyciekała powoli jakaś oleista, czarna substancja, która zostawiała bardzo charakterystyczne ślady po spadnięciu na ziemię.

Avatar
RhobarIII
Karczmarz zareagował ze stoickim spokojem na zachowanie pana Janczury. Albo miał serce z kamienia i nie robiła na nim wrażenia cudza rozpacz, albo już nie takie rzeczy widział. W każdym razie szlachcic nadal szlochał, klął i się modlił jednocześnie, chyba wcale nie słysząc zapytania karczmarza. Spojrzał jednak na niego, jeszcze raz szlochnął, mocno walnął głową w stół, a potem wrzasnął znów i zaczął krzyczeć:
-Akwawity, małmazji, piwa! Alkoholów dajcie waćpan! Zapłacić nie zapłacę, ale co waćpan każesz - uczynię! podłogę waszmości zamietę, strawy jakowej przyrządzę, przed wąpierzem obronię... Cóż mi to, czci nie stracę, dziad mój Paweł nobilitowan dopiero, on zaś z kozaków. Ach, wszystko dla waszmości, jeno daj się waćpan upić!

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif wyraźnie zdziwiona również przyjrzała się panterze.
- Myślisz że ktoś również potrzebował takiego oka? Do czego ono mogłoby być potrzebne? - zapytał szeptem brata nie spuszczając z pantery wzroku.

- Dobra już dobra! - powiedział Karczmarz unosząc ręce w obronnym geście. - Tylko w końcu się uspokój, odstraszysz mi potencjalnych klientów... - mruknął po czym nalał piwa z niewielkiej beczki znajdującej się na ladzie.

Avatar
RhobarIII
Pan Janczura usłyszawszy że Karczmarz zgadza się, z początku spojrzał na niego jakby pierwsze słyszał o nalewaniu piwa, a potem znów załkał, tym razem jednak spokojniej. Płaczliwym głosem mówił:
-Tron złoty w niebiesiech postawią waszmości! Diamentami, rubinami wysadzany!
Tu powstał i obserwował jak karczmarz nalewa piwa z beczułki na ladzie. Gdy ten już to zrobił, szlachcic podszedł do niego, wyszarpnął mu kufel z dłoni, postawił na ladzie, a następnie złapał mu głowę i jął soczyście go całować w policzki, nos i czoło. Niezbyt przyjemny zapach wydobywał się z jego jamy ustnej, ale karczmarz musiał to jakoś znieść. Zaraz potem puścił go i wziął kufel. Przyłożył do ust i wyżłopał, prawie tak szybko jak nie tak dawno temu gorzałkę. Teraz odepchnął lekko karczmarza i podobnie jak on przed chwilą, nalał z tej samej beczułki piwa do kufla, który zaraz potem wzniósł w górę krzycząc:
-Za waścine zdrowie! Zdrowie dobrodzieja!
Kilka sekund później kufel był już wyzerowany. Pan Maciej nie miał dość, ze zwierzęcą niemal zawziętością znów zaczął napełniać naczynie. Wyglądało na to że za parę minut beczułka będzie opróżniona całkowicie. Chyba że jej właściciel na to nie pozwoli.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz cofnął się parę kroków po czym wziął się za wycieranie własnej twarzy o fartuch, zakaszlał parę razy, po czym oparł się o ladę, tym razem gotowy do odsunięcia się w razie gdyby szlachcica znowu wzięło na czułości. Może jak się upije to przynajmniej pójdzie spać... - pomyślał Karczmarz nie mając już innego pomysłu żeby uspokoić faceta, więc nie przeszkadzał mu w piciu.

Avatar
RhobarIII
Szlachciurze nikt nie przeszkadzał w żłopaniu złocistego trunku, więc w zaledwie kilka minut opróżnił 10 kufli już niewiele mówiąc. Tylko szlochał, ale już po cichu. Przytomności nie tracił. W pewnym momencie usiadł na stołku. Kiwał się mocno, twarz miał całą czerwoną. Zdawało się że każdy łyk piwa go uspokaja i za chwilę zgodnie z przewidywaniami karczmarza zaśnie. Już nalewał sobie jedenasty kufel. Podnosił do ust by wypić, gdy nagle ręka mu się zatrzęsła i wylał całą zawartość na swój piękny kontusz. Przez chwilę spoglądał na siebie jakby ze smutkiem, a potem wstał. Kufel odstawił na ladę, a potem zaczął iść w kierunku karczmarza, bardzo się zataczając. Zatrzymał się, walnął pięścią w blat i popatrzył mu głęboko w oczy, tak jakby właśnie miał mu powiedzieć bardzo ważną rzecz, taką od której zależał los co najmniej stu najbliższych miast. I zaczął mówić. Robił to cicho i strasznie bełkotliwie, przy tym okropnie się pluł. Widać było że toczy zaciętą walkę o to, aby ustać na dwóch nogach. Jednakże między tym bełkotem dało się rozpoznać jakieś słowa:
-Waśśśpan... Hhhh... Zabierz mnie... Tam gdzie byłem... Bo mje.... Ffff... Wywieź... Hik! Wywieźlilililiiii...
Przez kilka minut cały czas kręcił się koło karczmarza i powtarzał jakieś niezrozumiałe słowa, między którymi kilka razy powtórzyło się owo żądanie i owa jakże ciekawa informacja że został porwany. W końcu jakby mu się znudziło, więc podszedł do stolika przy którym wcześniej siedział. Jego szabla nadal była wbita w podłogę. Uklęknął przy niej, schował ją w pochwę, a potem jakby stracił równowagę i upadł. I tak już został. Coś tam cicho charczał pod nosem, ale chyba zasypiał.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz przez cały przyglądał mu się opierając się o ladę.
- Gdyby to było takie proste. - mruknął Karczmarz.
Jak on w ogóle dostał się do miasta kiedy dookoła się tyle dzieje? - zapytał sam siebie w myślach Abraxas.

Avatar darcus
- Nie mam pojęcia... - Przyznał szczerze Darcus, kręcąc głową.
- ...ale przynajmniej teraz wiemy, w co celować... - Dokończył za niego Wan, po czym włożył dwa palce do ust i wygwizdał krótki ciąg sygnałów. Po chwili na kamienną panterę posypał się grad strzał, naprzemiennie z kryjówek rozmieszczonych po różnych stronach rozpadliny.
- Dobra, mam nadzieję, że jesteście gotowi! - Rzekł przywódca myśliwych, przeskoczył przez pień i ruszył na zwierza. Asasyn, nie ociągając się, popędził za nim.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif również wyszła z kryjówki i ruszyła tuż za bratem.

Avatar darcus
Wan doskoczył na odległość krótkiego strzału do bestii i wystrzelił ze swojego łuku, trafiając akurat obracającą się panterę w szczękę, jednak strzała odbiła się od niej nie zostawiając nawet rysy. W tym momencie naprzód wystąpił Darcus, rzucając nożem, jednak potwór machnął łapą, odbijając ostrze i warcząc, już w pełni świadom obecności łowców. Zapowiadało się ciężkie starcie...

Tymczasem w klasztorze Opiekunów, wciąż zrujnowanym po ostatnim starciu z Amshorem, Stonnos, stojąc pośród zgliszczy, przeglądał jedną ze swych starych ksiąg. Mimo widmowej atmosfery panującej w pokrytych gruzem salach, wydawało się, że jedynym co mogłoby przerwać spokój jest miarowy stukot towarzyszący krokom przechadzających się korytarzami golemów, pozostawionych na miejscu przez Skałę na wypadek kolejnych ataków. Nagle nieobecny dotąd wicher zawiał mocno przez dziurę w suficie i przed niegdysiejszym bogiem skały stanął Powiernik wiatru odziany w szare szaty z kapturem. Jego twarz zdobiły opływające ją gładko długie włosy oraz zarost w stylu mistrza egzotycznych sztuk walki, a także wiecznie marsowa, zamyślona mina. Zbliżył się on do ostatniego pozostałego przy życiu Opiekuna, który zdawał się umyślnie ignorować gościa, nawet, gdy ten odchrząknął głośno, grzmiąc niczym huragan.
- Stonnosie. Potrzebna nam twoja pomoc. - Odezwał się w końcu wietrzny, a jego żywioł zawiał, przenikając transparentną postać.
Tamten nie oderwał się nawet od księgi, nie mówiąc już nawet o odezwaniu się.
- Stonnosie... To bardzo ważne... - Kontynuował uparcie Wiatr, podchodząc kilka kroków bliżej.
- Mam już dość was i waszych 'ważnych' spraw. Wielcy stwórcy, najpierw udajecie wszechpotężnych, a zaraz potem wracacie z podkulonym ogonem i błaganiem o pomoc. - Zakpił gniewnie w pewnym momencie Stonnos, nie przerywając wykonywanej czynności. Odwrócił jedynie kartę księgi.
Wiatr wyglądał na skonfundowanego. - Nie bardzo cię rozumiem... - Rzekł łagodnie w niemal niemel konsternacji, a powietrze zaświszczało w rytm jego słów.
- Mam już tego po dziurki w nosie. A raczej miałbym, gdybym posiadał nos. Argh... - Warknął Opiekun i zatrzasnął księgę z hukiem. - W trakcie upływu ostatnich dni, w towarzystwie tych chodzących kup gruzów, miałem bardzo dużo czasu, żeby sobie kilka spraw przemyśleć. - Rzekł, odwracając się do Wiatru.
Ten zaś, zaciekawiony, potarł podbródek. - Co mam przez to rozumieć? - Zapytał neutralnym tonem, starając się w tym czasie nie zgadywać odpowiedzi.
Stonnos zmrużył oczy i wziął głęboki wdech. - Od samego początku byłem jedynym z Boskich Strażników, który pozostał lojalny, mimo, iż byłem też najmłodszym. Odkąd zapieczętowano Pałac Vakhana, a moi bracia i ja powstaliśmy i dostaliśmy zadanie ochrony Pieczęci Wieczności, jako jedyny nie wdałem się w konflikt pozostałych i pamiętałem o swojej misji. Kiedy śmiałem wspomnieć o tym innym, Beliar wbił mi kawałek stali między żebra. Raz już zginąłem w obronie waszej idei. I co dostałem w nagrodę? Wskrzeszenie, oczywiście do dalszej służby. - Stonnos prychnął z pogardą. Wiatr już miał coś odpowiedzieć, ale Opiekun kontynuował. - Ale to nie wszystko! Potem praktycznie was nie zobaczyłem przez całe tysiąclecia! Miałem sobie radzić sam, nie licząc tych kilku towarzyszy, których mi wtedy daliście. Ale jakoś to przebolałem. Radziłem sobie. A potem przyszedł sobie śmiertelnik z magicznym mieczem i powybijał wszystkich. Poza mną, rzecz jasna, bo nie omieszkaliście związać na zawsze mojego losu z tą cholerną pieczęcią, żebym nawet nie pomyślał o zrezygnowaniu. A kiedy ten nadęty głupiec, Amshor, przybył tu i zrujnował mój dom, przed czym nie mogłem się bronić, bo jeden z was zabrał mi całą moc, jedyne co zrobiliście to postaraliście się, żebym przeżył, nawet gdybym miał to zrobić z kupą gruzów na plecach... - Wysyczał ostatnie zdania, coraz bardziej uniesiony swoją własną przemową. Wiatr zaś tylko stał z założonymi rękami i słuchał dalej.
- Jeśli jednak sądziliście, że moja altruistyczna służba dla was potrwa wieczność, to popełniliście błąd, dając mi wolną wolę... - Rzekł w końcu nieco spokojniej, ponownie mrużąc oczy, najwyraźniej oczekując po Wietrze jakiejś reakcji.
- Zamierzasz więc się zbuntować? - Zapytał zdziwiony całą sytuacją co nieco Powiernik.
Stonnos milczał przez chwilę, zaciskając pięści. - Nie. Dobrze wiem, co to by oznaczało dla całego Wszechświata. - Powiedział niechętnie, jednak zaraz się zreflektował. - Co nie znaczy, że zamierzam dalej wam ślepo służyć. Od tej pory chcę czegoś w zamian. - Rzekł, wytykając wietrznego przybysza palcem.
- Czego więc chcesz? - Zapytał ze stoickim spokojem ten ostatni, prostując się.
Opiekun milczał przez chwilę, jakby ważąc słowa, bądź też zastanawiając się, czy Powiernik naprawdę chce wysłuchać jego żądań. A może jedno i drugie?
- Po pierwsze, chcę odzyskać moich Opiekunów. Chcę z powrotem Dagotha, Tegona, Moriusa, Keliosa, Demosa, Fariona, Wakona, Narusa i Gadera. -
- Obawiam się, że żądasz zbyt... -
- NIE OBCHODZI MNIE jak to zrobicie. Swojego brata już wskrzesiliście. Potraktujcie to jako wskazówkę co do tego, co zrobić i w tym przypadku. - Stonnos wziął oddech.
- Po drugie, wiem, że nie mam co liczyć na odzyskanie swojej boskiej potęgi, ale chcę z powrotem Moc Czterech, którą już raz ofiarowaliście mi po wskrzeszeniu. O ile dobrze wiem, a na pewno dobrze wiem, wyparowała ona w przestrzeń eteryczną po potyczce Śmierci z Wall-Durem, tym demonem. Nieważne, czy chcecie dać mi ją na nowo, czy odzyskać, chcę ją dostać. - Podał kolejny warunek i przerwał na moment, mierząc Wiatr wzrokiem.
- Czy to już wszystko? - Zapytał w pewnym momencie Powiernik.
- Nie. Jeszcze jedno. Nawet jeśli spełnicie dwa pozostałe warunki, ja i moi Opiekunowie wciąż nie będziemy mieli dość sił i czasu, by działać własnoręcznie. Chcę odbudować Święty Krąg Opiekunów. Znajdźcie mi dziesięciu kandydatów, którzy przywrócą tej gildii jej dawną świetność. Połowa z nich ma nadawać się na Haradrimów, druga na Asgardów, a przynajmniej jeden na oba te stanowiska. Jego siła ma być ma być nie mniejsza niż tego, który zdradził jako pierwszy. - Mówił Opiekun.
- Chyba nie masz na myśli... -
- Tak, do diabła, właśnie jego mam na myśli! Przyprowadźcie mi kogoś, kto będzie przynajmniej tak silny jak ten, który teraz zwie się Chaosem, kiedy jeszcze był moim uczniem... - Zażądał Stonnos.
- Masz jeszcze jakieś wymagania? - Dopytywał się Wiatr, nieco zmęczony całą tą sytuacją, ale bynajmniej nie lekceważący.
- Owszem. Szukajcie ich wśród śmiertelników. W moim obecnym stanie nie mam siły, żeby kontrolować demony, czy anioły. Musicie też być absolutnie pewni, że się nadadzą. Nie mam czasu, by każdego testować osobiście. Wszystko jasne? - Zapytał w końcu, wyraźnie poirytowany tym, że musi w ten sposób walczyć o swoje.
- Niech będzie, Stonnosie. Otrzymasz to, czego chcesz. Pamiętaj jednak, że wciąż jesteś zobowiązany przez swoje przeznaczenie. Nie zapomnij o tym... - Przestrzegł Wiatr, po czym rozwiał się w powietrzu.
- To się jeszcze okaże... - Rzekł sam do siebie złowrogo Opiekun, ponownie otwierając księgę.

Tymczasem Kate, prawdopodobnie wciąż śpiąca w łóżku w domu Baby Jagi, została w pewnym momencie obudzona przez coś, co delikatnie łaskotało ją po policzku.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif widząc że zwykła broń raczej nie zadziała na takie stworzenie, starała się znaleźć jakiś słaby punkt pantery. Po chwili doszła do wniosku że najlepszym pomysłem będzie zaatakować od przodu, w miejsce po jednym z oczu pantery. Kiedy ta więc zajęta była jej bratem zwinnie spróbowała skoczyć na grzbiet zwierzęcia, oraz przytrzymać w miarę sił jej pysk.

Kate obudzona ziewnęła głośno po czym czując łaskotanie obróciła się na drugi bok żeby zobaczyć co je powoduje.

W wymiarze Masila tymczasem zmieniło się naprawdę sporo.
Grupa kilkudziesięciu kamiennych konstruktów różnych wielkości pod nadzorem kilku krasnoludów oraz dawnego członka Rady Pięciu było w trakcie budowania sporej akademii z dala od miasteczka budowanego przez wszystkie osoby które zamieszkiwały teraz wymiar maga. Co prawda gdyby Masil się uparł, to mógł to zrobić znacznie szybciej od nich wszystkich, ale nie miał w tym momencie czasu nawet na to. Biegał zabiegany niemal cały czas coś robiąc lub z kimś rozmawiając.
- Hej Akryl! - zawołał w pewnym momencie zmierzając w stronę wieży. - Znajdź Kazia i karz mu poszukać tego rycerza co ostatnio łaził gdzieś tutaj, po czym sam idź do Domu Wilka po drugiej stronie jeziora.
- Masz na myśli tego ponurego rycerza z wielką tarczą, czy tego drugiego co to ostatnio widziano go jak uciekł z płaczem i zniknął gdzieś w wiosce?
- Tego drugiego, ponury ma już inne zadanie, za pół godziny oboje mają tutaj na mnie czekać.
- A jak nie dadzą rady?
- Mają dać radę i tyle. - mruknął tylko znikając w drzwiach wieży.
Akryl pokręcił tylko głową.
- Facet w końcu wykorkuje, nawet nie ma czasu żeby napić się piwa. Nie żebym ja był wstanie... Mniejsza. Gdzie ja mam niby znaleźć jego cholernego goblina? - zapytał sam siebie szkielet wstając z ziemi i rozglądając się po okolicy.

Szczur tymczasem siedział pod drzewem zaczytany w książkę. Wszystko byłoby dla niego pięknie gdyby nie głośne śmiejące się i krzyczące bez przerwy bachory z wioski, które bawiły się jakimś dziwnym latającym metalowym złomem, który dał im ten cholerny człekokształtny kot którego z jakiegoś powodu Masil postanowił tutaj wpuścić. Przynajmniej tak widział to on, bo w rzeczywistości dzieci ludzi, których uratował Adanos bawiące się razem z Nei'qulem wyglądały raczej pociesznie i można było poczuć przez widok ich ciepło na sercu. On jednak w którymś momencie zdenerwował się na tyle że zamknął z hukiem książkę, położył ją na trawie i zaczął obserwować ich chłodnym wzrokiem.
Co ten cholerny mag sobie myśli? Tworzy własny wymiar, po czym zamiast znaleźć kogoś naprawdę przydatnego, postanawia osiedlić tutaj dzieci i jakiegoś przerośniętego zwierza?
Z gniewu zacisnął pięści i już miał ochotę wstawać kiedy usłyszał spokojny i niezwykle poważny głos po swojej lewej.
- Pamiętaj że nie jesteś tu sam. - powiedział Marcus oparty i swój wielki miecz którego koniec wbity był teraz w ziemię. Na jego plecach spoczywała również jego gigantyczna jak na normalnego człowieka tarcza.
- No tak, zapomniałem o cholernym wartowniku. - syknął Szczur biorąc ponownie książkę do rąk.
Marcus nie odezwał się już słowem. Choć wiedział że mógł my wypomnieć że sam błagał Masila by ten pozwolił mu tu zostać bo inaczej Kult go zabije. Mógłby kłócić się z nim i dyskutować na wiele tematów, jak z wieloma innymi ludźmi. Ale przestało mieć to dla niego jakiekolwiek znaczenie. Lata na granicy między człowieczeństwem a byciu pustym, nauczyły go, by nie mieszać się w nie swoje sprawy.
Ale muszę wykonywać czyjeś polecenia niezależnie co o tym myślę. Nie pamiętam w końcu już nawet, czym są "moje sprawy". powtarzał sobie tylko w kółko, szukając jakiegokolwiek sensu w swoim długim życiu.

Masil za to w tym momencie akurat skończył przez kulę rozmawiać z swoją ognistą sekretarką, Helianą i przywitał wysoko postawionego demona który siedział w jego pokoju wypoczynkowym, z którego mag w zasadzie w ogóle ostatnio nie korzystał.
- Udało się wam to załatwić?
- Oczywiście. - odparł demon pokazując średniej wielkości worek na ziemi obok niego. - Czekamy teraz jednak na twoje wsparcie w sprawie nadchodzącej u nas wojny.
- Przygotujcie swoich na czas, kiedy będziecie mnie potrzebowali niech Śniący po prostu zrobi to, co mu zleciłem.
- Rozumiem. Mamy nadzieję że nadejdzie to jak najpóźniej, po rządach Semangata armia wciąż nie jest zorganizowana tak jak powinna.
- Więc dopilnujcie by wszystko było jak należy na czas. Jestem wstanie wam pomóc, ale pamiętajcie że nawet ja, mam swoje granice. - powiedział Masil a demon kiwnął głową i za pomocą jakiejś demonicznej runy otwarł portal z powrotem do wymiaru Beliara po czym do niego wkroczył. Masil natomiast nie tracąc czasu chwycił worek pełen czarnej rudy i udał się na górę swojej wieży.

Avatar darcus
Bestia, rzeczywiście początkowo zdezorientowane, poprzez naprzemienne, co prawda nieefektywne ciosy Darcusa, a także strzały wystrzelone przez Wana, dała się zaskoczyć i dopuściła do tego, by Elisif dała radę wskoczyć jej na grzbiet, po czym zaczęła miotać się i rzucać, teraz kompletnie ignorując dwóch mężczyzn, a samą napastniczkę zmuszając do poświęcenia maksimum uwagi, by nie spaść z deszczu pod rynnę, a konkretnie pod nogi pantery uderzające w ziemię niczym kopyta słonia.

Kate zobaczyła mnóstwo latających po całym wnętrzu różnokolorowych, różnej wielkości motyli. Większość z nich wydawała się bardzo egzotyczna, niektóre nawet fosforyzowały, rozświetlając panujący w chatce półmrok. Jeden z nich, barwny pawik, przechadzał się po policzku Kate, nie zważając wcale na samą dziewczynę.

Kaziu w tym momencie chrapał sobie smacznie do góry tyłkiem leżąc brzuchem na grobie swego kumpla, Franka.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif skupiając się w pełni na zwierzęciu starając się chwycić panterę za gardło tak, by ona lub ktoś inny był w stanie wyprowadzić czysty cios w miejsce po oku, oraz żeby sama nie spaść z kota.

Kate zmieniła teraz pozycję na siedzącą wyraźnie zachwycona widokiem którzy ujrzała po obudzeniu. Rozglądała się teraz dookoła jak zaczarowana widząc wszystkie te motyle.

Akryl mruknął coś tylko pod otworem na nos w czaszce po czym podszedł do goblina i podniósł go z ziemi za gacie po czym położył obok trzęsąc nim przy okazji.
- Koniec spania! Masil ma dla ciebie robotę. - powiedział szkielet zakładając ręce.

Avatar darcus
Wan przestał strzelać. Najwyraźniej obawiał się, że mógłby trafić w Elisif. Zamiast tego chwycił sztylet, uprzednio rzucając łuk na bok, po czym ruszył do walki wręcz. Działania łowców jak na razie koncentrowały się na unieruchomieniu zwierzęcia, co nie było proste.

Niedaleko, a konkretnie na porośniętej bluszczem szafie, znajdował się mieszkający tu również kobold, który podskakiwał i próbował złapać najwyraźniej jakiegoś konkretnego motyla.

- Błe? A, tak, jasne... - Goblin ziewnął i zamlaskał, po czym spróbował się podnieść na nogi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif w końcu udało się otoczyć lewą ręką zwierzę za gardło co skutkowało tym że zachwiała się trochę i o mało co nie spadła ze zwierzęcia. Teraz jej głowa znajdowała się praktycznie tuż nad głową pantery, przez co musiała uważać gdyby zwierzę postanowiło ją zaatakować.
- Oko! - zawołała w pewnym momencie czując że sama będzie miała problem żeby trafić zwierzę. - Celujcie w ranę po oku!

Kate wciąż zachwycona widokiem, spróbowała odkryć który to motyl tak zainteresował kobolda.

Akryl który najwyraźniej rozumiał, że zdenerwowany mag to niebezpieczny mag, podniósł goblina za ramiona i postawił na nogach.
- Kojarzysz tych dwóch rycerzy co to tutaj ostatnio łazili? Masz znaleźć tego bardziej rozgadanego, bez wielgachnej tarczy. Ostatnio widziano go w tym miasteczku co to powstaje niedaleko na lewo od wieży. Masil chce żebyś przyprowadził go tutaj do pół godziny, więc polecam się wziąć za to już teraz. - powiedział dość szybko, jako iż sam musiał jeszcze zapieprzać za na drugi koniec jeziora a jak wiadomo, było ono dosyć duże.

Avatar darcus
Wan nie czekał dłużej na okazję. Popisując się zwinnością wyskoczył naprzód, wbił swój sztylet w miejsce, w które najłatwiej było trafić, czyli paszczę bestii, a następnie wyrzucił nogi naprzód, zręcznie 'wsuwając' ciało w wąską przestrzeń pomiędzy gruntem a tułowiem pantery, po czym złapał za jej zadnie nogi i przy pomocy swojego pędu pociągnął je do tyłu, pozbawiając zwierza podparcia, przez co ten runął i ciężko tąpnął o ziemię. Darcus nie czekał długo. Korzystając z kilku chwil, które zajęło panterze otrząśnięcie się, zamachnął się i celnie rzucił nożem, który zagłębił się w oczodół stwora aż po rękojeść. Bestia zawiła przeraźliwie, a z jej oczodołu wystrzeliła ta sama czarna, oleista substancja, która wcześniej się z niego sączyła.

Kobold wydawał się skupiać najbardziej na dużym motylu o błękitnych skrzydłach z czarnymi brzegami. Widać było, że jest już zniecierpliwiony i zdenerwowany swoim małym 'polowaniem' na owada, ale także zdeterminowany i nie zamierza prędko zaniechać wysiłków.

- Się robi, szefuńciu! - Zawołał wesoło goblin i ruszył biegiem do miasteczka, wcześniej przez chwilę biegnąc w miejscu, niczym bohaterowie kreskówek.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif zeskoczyła z kota w momencie gdy ten runął na ziemię i teraz stała obok oddychając nieco głębiej. Mogła i być nie raz trenowana do walki i wcale nie była w tym taka zła. Nie zmieniało to jednak faktu to że było to jej pierwsze prawdziwe starcie od dłuższego czasu.

Kate obserwowała przez moment kobolda, po czym doszła do wniosku że rozejrzy się za Jagą.

Akryl obserwował przez moment goblina po czym pokręcił głową i ruszył w stronę jeziora.

Avatar darcus
Pantera wiła się chwilę na ziemi w konwulsjach, podczas gdy strumień cieczy z jej oka tracił na ciśnieniu, aż w końcu oba zamarły. Elisif i Darcus, jako osoby wyczulone na magię, mogli wręcz wyczuć energię wibrującą wokół cielska potężnej istoty, zwłaszcza w okolicach oka.

Kate w samą porę zdążyła usłyszeć niespotykane w naturze świsty na zewnątrz chatki.

Avatar
Konto usunięte
W tym samym czasie Ulryk począł wracać z wioski w stronę ogniska, miał zamiar sobie kalpnąć na ziemię i trochę odpocząć przy ogniu

Avatar darcus
Kiedy rycerz wychodził z miasteczka, wpadł prosto na Kazia, który uderzył w jego nogę z całym impetem i przewrócił się. Za chwilę jednak wstał, rozmasował nowego guza na głowie, jęknął, burknął jakieś przeprosiny, po czym ominął rycerza i pobiegł dalej.

Avatar
Konto usunięte
- Ohhh... ok.... - Ulryk był lekko zdziwiony tym zdarzeniem ale postanowił że lepiej będzie po prostu iść dalej

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif spoglądała z pewnym żalem na zwierzę, obserwując przy okazji pozostałe oko pantery. Wciąż zastanawiało ją, co się stało z jej drugim okiem.

Kate wstała więc w końcu i udała się na zewnątrz chatki, by zobaczyć co powoduje te dziwne dźwięki.

W międzyczasie kiedy goblin nieudolnie ominął swój cel, ten dostrzegł niedaleko od wioski Marcusa, który wyjątkowo zamiast siedzieć smętnie przy ognisku, teraz opierając się o własny miecz uważnie obserwował młodego faceta siedzącego pod drzewem z książką.

Michael tymczasem wreszcie postanowił ruszyć dupę z dachu i wrócić do swojego typowego stylu bycia, czyli planowania i załatwiania wszystkiego co się da. Zszedł ponownie na ziemię, po czym udał się w miasto.

W podziemiach natomiast Mariok i Czytelnik wybuchli w pewnym momencie śmiechem, co spowodowało że ten drugi zaczął kaszleć, a pierwszy chwycił się za brzuch najwyraźniej czując ból. Mimo wszystko, wyglądało na to że powoli wracają do zdrowia.
- Czuję że trochę odpoczynku zrobiło mi na dobre. Chociaż to strasznie dziwne kiedy przez tak długi czas nic nie czytałem. - stwierdził po chwili kiedy obaj się uspokoili.
- Tak długi czas? Przecież nie leżymy tu aż tak długo. - zauważył goblin siadając w miarę możliwości na łóżku.
- Niby tak, jednak nie przeczytałem dzisiaj praktycznie nic, co odstaje trochę od moich standardowych trzech, czterech książek na dobę.
- Cholera, mi jedyne co się zdarza czytać, to opisy kart. Jak myślisz wypuszczą nas stąd niedługo?
- Ja nie dostałem aż tak bardzo, u ciebie to może wyglądać trochę inaczej.
- A tam gadasz głupoty... - Mariok machnął ręką po czym próbując wstać poczuł w kilku miejscach, że chyba jeszcze całkiem nie wyzdrowiał. Czytelnik na to tylko się uśmiechnął.

Saki tymczasem cały czas spędzała bawiąc się z Vitą oraz Gorgoron w ogrodzie i wyglądało na to że całkiem jej się to spodobało, wracały jej wspomnienia z dzieciństwa które jak mogłoby się wydawać, wcale nie było aż tak dawno. Mimo wszystko jednak ta seria wydarzeń w których brała udział poczynając od zniszczenia jej kraju. Co jakiś czas również gadające drzewo Masila odzywało się w swoim wolnym, przyjaznym stylu, najwyraźniej zadowolone towarzystwem.

Karczmarz natomiast w spokoju stał sobie za ladą i nucił, przy okazji typowo czyszcząc kufel ścierką, i co jakiś czas spoglądając na tych kilku gości, którzy wciąż przesiadywali w Karczmie.

Avatar darcus
Wan tymczasem wstał i otrzepał się. - Wygląda na to, że się udało... - Rzekł z uśmieszkiem, podchodząc do łba martwego zwierza i wydobywając z jego paszczy swój sztylet. Pozostali myśliwi powoli zaczęli wychodzić ze swoich kryjówek i schodzić się na miejsce.

Kate wyszła z chatki w samą porę, by zobaczyć jak Baba Jaga ląduje na ziemi i schodzi z miotły.

- Hej, spokojnie. Twoje rany jeszcze są świeże. - Zareagował na 'wybryk' Marioka jeden z medyków, podchodząc, by 'pomóc' mu z powrotem się położyć.

Dziewczynki wyglądały, jakby bawiły się przednio. Gorgoron jedynie mogła sprawić Saki pewne zaskoczenie, kiedy znikała i pojawiała się na drzewach, siedząc sobie na ich pniach... Prostopadłych do podłoża.

Avatar
Konto usunięte
Albert (który wciąż był na głównym poziomie karczmy w takim wpółprzytomnym stanie) wybudził się z swojego zamyślenia i zaczął się rozglądać po okolicy, następnie spojrzał na Karczmarz
- Ehm coś się działo kiedy ja byłem nie do dyspozycji ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif przyglądała się wciąż zwierzęciu, mimo iż nie powiedziała tego na głos, to wolała osobiście nie wydobywać oka.

- Gdzie byłaś? - zapytała ziewając przed tym głośno.

- Dramatyzujesz. - odparł Mariok ale grzecznie położył się z powrotem. - Niech ci cali kultyści się cieszą, następnym razem nie dam im tylu forów!
- Swoją drogą, mógłbyś załatwić coś do czytania? Najlepiej parę książek, może być cokolwiek. - powiedział Czytelnik kierując się do medyka.

Saki zauważyła w pewnym momencie, że dziewczynki raczej nie są normalnymi dziećmi, ale raczej jej to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Dodawało ciekawości.

- Chyba nic nadzwyczajnego. - stwierdził Karczmarz spoglądając na chirurga. - A przynajmniej nie tutaj.

Avatar
Konto usunięte
- Aha to chyba dobrze...... - powiedział chirurg, jego ton był dość smętny - hmmmm czy mógłbym ci zdać jedno pytanie?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Oczywiście, i tak nie mam niczego innego do roboty. - stwierdził Gniotek odkładając kufel pod ladę i biorąc inny.

Avatar darcus
- Pamiętasz naszą umowę? - Zapytał Darcus, kierując słowa do Wana.
- Naturalnie. - Myśliwy kiwnął niechętnie głową i uklęknął przy łbie pantery, rozpoczynając oględziny oka.
- Jakieś wstępne spostrzeżenia? - Niecierpliwił się asasyn, przestępując z nogi na nogę.
- Jeśli chciałeś wniosków tak szybko, trzeba było sobie znaleźć kamieniarza. Cierpliwości, przyjacielu. - Odparł Wan, po czym wrócił do oględzin.

- O, Kate, wstałaś już. - Zauważyła Baba, podczas gdy miotła samoistnie odleciała do małego schowka przy domu, jak cała konstrukcja stworzonego z żywych roślin. - Byłam poszukać składników w lasach na północy. Niewiele tam teraz rośnie. - Rzekła, rzucając dziewczynie skórzaną, średniej wielkości torbę.

- Nie ma problemu, postaram się coś zorganizować. - Odparł medyk, po czym wrócił do swoich obowiązków.

W pewnym momencie Gorgoron pojawiła się niecały metr przed Saki, nagle ni stąd ni zowąd wpatrując się w twarz tej ostatniej.

Avatar
Konto usunięte
- Czy mamy jakiekolwiek szanse na pokonanie tego kultu ?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif stała więc bez słowa, obserwując Wana.

- Na pewno więcej niż w tym co zostało z tego lasu. - zauważyła z smutkiem w głosie Kate łapiąc torbę.

- Świetnie. - odparł Czytelnik po czym ziewnął i zamknął z powrotem oczy.

- Hej! - zawołała Saki nieco zaskoczona po czym zaśmiała się. - Starsze osoby mogłabyś przyprawić o zawał. - powiedziała uśmiechając się.

Karczmarz pomyślał przez krótką chwilę.
- Trudno powiedzieć. Sami do końca nie znamy ich wszystkich możliwości. Wiemy że nie są prostym przeciwnikiem, ale z drugiej strony to nie pierwszy wróg z którym musi walczyć to miasto. Uważam więc że jeśli ktoś ma szansę z nimi wygrać, to właśnie my. Więc tak długo jak jesteś z nami, to masz całkiem niezłe szanse wyjść z tego cało i zdrowo. - powiedział w końcu.

Avatar
Konto usunięte
- Hmmm cóż nie mogą powiedzieć że podzielam twój optymizm, ale może masz rację...

Avatar darcus
Wan przez dłuższy czas gmerał przy oku, a to wbijając sztylet w krawędź oczodołu, a to próbując je podważyć.
- Cholera, nic z tego. To tak, jakby w środku nie było nawet okrągłe, a zespolone z całością. Nijak tego nie wycią... - W tym momencie myśliwy złapał za swój sztylet, chcąc go wyciągnąć z oczodołu bestii, a oko z cichym trzaskiem wypadło z niego, spadło na ziemię i, ku zdziwieniu wszystkich obecnych, potoczyło się pod nogi Elisif.

- Już niedługo, moja droga, już niedługo... - Uśmiechnęła się Baba, kierując się z powrotem do chatki. - Sprawdźmy jak radzi sobie mój mały przyjaciel... - Mruknęła do siebie, otwierając drzwi.

- Przepraszam... - Gorgoron spuściła wzrok i speszyła się. - Tylko masz takie piękne oczy... - Wyszeptała cichutko.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie nazwałbym tego optymizmem. - stwierdził Karczmarz - Myślę że to po prostu trzeźwe podejście. Szanse na pokonanie ich mamy na pewno, bo takowe są zawsze. Nie wiemy tylko jak duże one są, przynajmniej póki dogłębniej nie poznamy Kultu.

Elisif patrzyła przez moment pod nogi, po czym kucnęła i chwyciła oko dwoma palcami i wstała przyglądając się mu.

- Przed chwilą próbował złapać motyla. - powiedziała Kate idąc za nią. - Skąd one się tam w ogóle wzięły?

Saki słysząc niespodziewany komplement zarumieniła się, co w przypadku jej koloru skóry spowodowało że policzki nabrały nieco jaśniejszego, szarego koloru.
- Dziękuję. - powiedziała po chwili kucając i kładąc ręce na ramionach dziewczynki. - Zawsze wydawało mi się że nasz wygląd może odrzucać, w końcu nie zostało praktycznie nic z tych znanych, młodych pięknych elfów... - powiedziała czując, że zrobiło jej się ciepło na sercu.

Avatar
Konto usunięte
- Hmm no cóż nie mogę się z tobą nie zgodzić w tym przypadku, bo masz racje ale wciąż jakoś wątpię że nasze szanse są znaczne w jakimkolwiek stopniu....

Avatar darcus
Dotknąwszy oka Elisif poczuła drzemiącą we wnętrzu moc. To zdecydowanie był artefakt, o którym mówił Przewodnik.
- Strasznie dużo zachodu o taki drobiazg, nie? - Zapytał retorycznie Wan, przyglądając się oku, które zdawało się złowrogo spoglądać na swoją posiadaczkę.

Baba wyglądała na zdziwioną. - Motyla?... Zobaczmy... - Rzekła otwierając drzwi do chatki. W środku zaś... Cóż, to, co widziała Kate wcześniej, tylko gorzej. Gdyby meble nie były wrośnięte w podłogę i ściany, z pewnością byłyby poprzewracane, a mały kobold biegał po okolicy z kawałkiem badyla i ganiał tego samego motyla co wcześniej.

Gorgoron uśmiechnęła się nieśmiało, a jej własne oczy całkiem poczerniały. - Wiesz... Nie każde inne jest brzydkie. - Powiedziała z uczuciem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Przy stole operacyjnym też jesteś takim pesymistą? - zapytał Karczmarz spoglądając na chirurga.

- Ważne że poszło bez ofiar... Z wyjątkiem pantery oczywiście. - stwierdziła Elisif ze smutkiem w głosie. - No cóż, chyba pora się zbierać, racja? - zapytała spoglądając na Darcusa.

- Więc to nie ty je tutaj przywołałaś? - zapytała Kate wyraźnie zdziwiona.

- Oczywiście że nie, po prostu... - zaczęła, zaskoczona i trochę przerażona zmianą oczu dziewczynki, starała się jednak nie dać po sobie tego poznać. - Większość z ras na tym kontynencie nie szczególnie przepada za zmianami.

Avatar darcus
Darcus pokiwał głową w zamyśleniu.
- Zaraz, chwila. Co z twoją częścią umowy? - Z lekka zaniepokoił się Wan.
- Spokojnie, przyjacielu. Dotrzymam jej. Masz moje słowo. - Odparł szczerze asasyn, po czym wyciągnął dłoń do siostry.

Baba tylko pokręciła głową z rezygnacją w geście niemej odpowiedzi na pytanie swojej od-niedawna-uczennicy.
- Tylko na tyle cię stać? Proszę cię o jedną rzecz i co? - Zaskrzeczała na kobolda, który teraz stanął na środku pokoju z opuszczonym łebkiem i wybąkał jakieś słowa skruchy w nieznanym Kate języku.
- A niech to... Niech ci będzie. Grunt, że się starałeś. Idź na dół odpocząć. - Wskazała Jaga, na co kobold ucieszony pobiegł do piwnicy. Ona sama zaś uniosła dłonie, mrucząc coś pod nosem, ale w pewnym momencie przestała nagle, spoglądając wymownie na Kate.

- Ale nie ja. - Odpowiedziała Gorgoron, wyciągając ręce w kierunku Saki, podczas gdy jej oczy wróciły do normy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif bez słowa chwyciła dłoń brata, w drugiej ręce trzymając oko.

- W zasadzie to nic wielkiego się nie stało, mam rację? - zapytała Kate obserwując motyle latające dookoła.

- Oczywiście że nie, ale ty jesteś inna. - powiedziała uśmiechając się, po czym objęła dziewczynkę.

Avatar
Konto usunięte
- Nie, nie jestem pesymistą przy stole operacyjnym ani także nie jestem pesymistom tutaj, jestem realistą bowiem zauważyłem że Kult prawie że zmiótł całą gildię oraz tych innych co z nami byli, z powierzchni ziemi

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Co wcale nie znaczy że to była nasza pełna siła, racja? Członkowie Gildii niezależnie od swojej przeszłości wciąż nie są przygotowani do walki na taką skalę. Nie chodzi tu nawet o pojedyncze osoby, ale o waszą walkę jako drużyna. Mimo wszystko jednak, słyszałem że nie poszło aż tak źle, w końcu wszyscy przeżyli, racja?

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią