Karczma pod Historią

Avatar darcus
Cedrik wpatrywał się w istotę, która właśnie się pojawiła, bez jakiegokolwiek wyrazu, nie zmieniając pozycji, ani drgnąwszy.

- Nie przychodzi mi do głowy nic, co mogłoby zainteresować istoty waszej rangi, chyba, że wy też lubujecie się w piciu, czy hazardzie. - Zaproponował Parakhangotar.

Avatar
Konto usunięte
Wtem Albert zaczął bandażować miejsce w którym przedtem była ręka jego obecnej pacjentki, robił to w ciszy bez żadnego komentarza. Po krótkiej chwili kikut był już zabandażowany a młody chirurg począł chować rzeczy do swojej torby

Avatar Gniotek7
Właściciel
Ryba zmrużyła oczy przyglądając się przybyszom kiedy w międzyczasie Adanos podniósł się ostrożnie wyraźnie obity.
- Nie wiem czym jesteście. Ale moje perły nie leżą tutaj dla wszystkich. - powiedział ryboczłek po chwili.

Słysząc słowa Parakha Zaraza uśmiechnął się pod nosem.
- Można nas tak właściwie dalej nazwać? Czy my właściwie wciąż jesteśmy Jeźdźcami? Bez naszej mocy?

Avatar darcus
Victoria podziękowała Albertowi kiwnięciem głowy, a następnie obejrzała swój kikut, który pod bandażem zupełnie przestał już krwawić, po czym spojrzała na Darcusa pytająco.
- Powinniśmy ruszać dalej. - Powiedział asasyn.
W ten rozległ się dźwięk rytmicznych, przytłumionych wibracji, jakby ktoś zapukał z zewnątrz w barierę.

- Takie perły już pojedynczo są bardzo rzadkie i wyjątkowe. Kim jesteś i skąd masz ich tyle? - Zapytał Cedrik, mówiąc tak, jakby wcale nie spotkał niczego nietypowego.

- Bez mocy? - Zapytał zdziwiony Parakh, unosząc brwi. - A zatem ją utraciliście? - Dodał.

Avatar Omeg12
- Jak dla mnie wciąż wydajecie się całkiem potężni, choć może brak mi punktu odniesienia - wtrącił Davis

Avatar Gniotek7
Właściciel
Złota Gildia rozejrzała się dookoła szukając sprawcy "pukania".

- To że utraciliśmy naszą moc nie znaczy że jesteśmy słabi. - odparł Wojna mrużąc oczy patrząc na Davisa. - Co nie zmienia faktu że z mocy Jeźdźców nie zostało już nic. - dodał.

- Te perły znajdują się tutaj od bardzo dawna, od czasów tak dawnych, że wtedy nie były jeszcze aż taką rzadkością. Te jednak zostały ukryte żeby nie zniknąć jak wszystkie inne które zostały rozkradzione przez szamanów. Ja jestem ich strażnikiem, i nie pozwolę żeby po tylu latach przyleźli tu jacyś ludzie i orkowie i zabrali mi to, czego broniłem przez tak długi czas! - zawołał rybo-człowiek a z wody po bokach wyłoniły się magiczne pantery stworzone w zupełności z wody i spoglądające na nich warcząc groźnie.

Avatar
Konto usunięte
- Ehhhm czy ktoś właśnie zapukał do bariery? - wymamrotał do siebie Albert po zebraniu rzeczy do torby, po czym wstał z ziemi i sam się rozejrzał dookoła

Avatar darcus
Darcus i jego ludzie również spojrzeli w stronę źródła dźwięku. Na zewnątrz bariery, otoczony swoją własną, niewiele większą od niego samego, ognisty wysłannik Cedrika. Był zupełnie nagi, nie licząc srogo osmalonej maski na twarzy, a jego skóra pokryta była lekkim żarem.
- Nie chciałbym wam przeszkadzać w waszych pogawędkach, ale jest zadanie do wykonania. - Rzekł nonszalancko, zakładając ręce i stając w lekceważącej pozie.
Darcus i Maralius spojrzeli po sobie zdziwieni.

- W porządku. Mogę załatwić wam zakwaterowanie i prowiant, ale niewiele więcej. Proponowałbym tylko, żebyście nie wychodzili bez potrzeby na ulice. Może trudno w to uwierzyć, ale tutejsi ludzie wciąż jeszcze nie przywykli do widoku istot spoza tego wymiaru. - Poprosił Parakh.

- Nie zamierzam ci ich kraść, ani zabierać. Po prostu poproszę cię o jedną z nich, a ty mi ją oddasz, wiedząc, że jest mi potrzebna do ratowania świata. - Wypowiedział Cedrik ze stoickim spokojem, w żaden sposób nie dając po sobie poznać co czuję. Jedynie Adanos, za sprawą zdolności nadanych mu przez odzienie Kręgu, był w stanie wyczuć, że jego członek obecny na miejscu jest wysoce zniecierpliwiony i zawiedziony komplikacjami.

Avatar
Konto usunięte
- AHHHHHHHHHHH NA LITOŚĆ SIŁ WYŻSZYCH NIECH KTOŚ DA TEMU CZŁOWIEKOWI....... Ok nie mam pojęcia czy to człowiek ALE TAK CZY SIAK DAJ CIE MU UBRANIA! - Krzyknął Albert kiedy spojrzał na pukającego, po czym rzecz jasna zasłonił otwory na oczy od swojej maski

Avatar Gniotek7
Właściciel
Jack uniósł brwi spoglądając na przybysza.
- Ten koleś jest z wami?
Złodziejka natomiast odwróciła się plecami do ognistego z wyraźnie skrzywionym wyrazem twarzy.
- Ważne jest to że powinniśmy ruszać dalej. - zauważył Czytelnik. - Spowalniając siebie dajemy tylko więcej czasu Kultowi na przygotowanie się.

- I tak nie zamierzałem nigdzie wyłazić. - mruknął Zaraza.
- Jasne, jeśli powrót nie zajmie Darcusowi wieczności, to możemy tu zostać. - dodał Wojna.

- W jaki sposób perła miałaby uratować świat? - zapytał rybo-człowiek. - Szczególnie w rękach człowieka.

Avatar Omeg12
- To ja pójdę się napić, albo coś w tym stylu - mruknął Davis - Mniej więcej wykonałem już swoją robotę. Zawiadomcie mnie, kiedy Darcus powróci.

Avatar darcus
Darcus otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale po chwili zreflektował się i zamiast tego powiedział najwyraźniej coś innego. - Kimkolwiek jest, ma rację. Ruszajmy. - Rzekł, a cała drużyna, z ognistym prowadzącym przed barierą, zaczęła powoli posuwać się naprzód.

- W porządku. Clarence, poproś tutaj resztę, a potem znajdź jakąś przestronną kwaterę dla naszych gości. - Rozkazał Parakh, a asasyn, który pozostał w środku, kiwnął głową i ruszył na zewnątrz.
- Za mną proszę. - Rzekł, mijając Jeźdźców.

- Perła to tylko jeden z elementów układanki. Jest potrzebna do stworzenia broni, która pozwoli odeprzeć zagrożenie. - Wyjaśnił Cedrik.

Avatar
Konto usunięte
Cóż Albert wyboru nie miał, więc ruszył dalej z grupą tylko rzecz jasna starał się patrzeć w nie tą samą stronę gdzie jest ognisty

Avatar Gniotek7
Właściciel
Teraz podróż grupie zaczęła sprawiać jeszcze większy problem niż wcześniej. Dookoła mgła znalazła się niemal wszędzie zasłaniając kompletnie widoczność. Zmierzali więc praktycznie na ślepo w stronę bariery która - gdyby byli wstanie ją zobaczyć. - minimalnie powiększyła się przez ten czas. W oddali co jakiś czas słychać było ryki smoków które najwyraźniej dalej latały po okolicy.

Jeźdźcy ruszyli więc za asasynem w ciszy. Po drodze odezwał się jednak Wojna.
- Te Głód, a ty co tak zamilkłeś?

Rybo-człowiek założył teraz ręce spoglądając na Cedrika.
- Nawet jeśli zgodziłbym się wam jedną oddać. To co? Mam was wszystkich wypuścić i wierzyć że nikt z was nie wygada się innym o tej jaskini? Ha!
- W zasadzie... - zaczął jeden z orków wychylając się lekko. - To już mówiliśmy naszym o tym miejscu, ale nikt nam nie wierzy.
- Że co?! Zaraz... Ja cię kojarzę... To wy jesteście tymi którzy ostatni stąd uciekli! Wiedziałem że wrócicie! Cholera mogłem was ścigać jeszcze po pustyni!

Tymczasem z podziemi w końcu wrócił Nei'qul wraz z Karczmarzem. Khajiit podszedł powoli do Kate i dał jej doniczkę z rośliną która idealnie odpowiadała opisowi Jagi. Sam zaś skierował się na Abraxasa który teraz wyglądał na zamyślonego.
- Karczmarzu jeśli mógłbym prosić o jedną małą rzecz...
- Co znowu? - zapytał.
- Tutaj nie jestem bezpieczny, może i myślicie że Kult nie jest wstanie was tutaj sięgnąć ale to nie prawda. Potrzebuję wrócić do wymiaru Masila i prosić go o azyl.
- Przecież dopiero co udało ci się tam dostać wraz z Lokim.
- Tak wiem, ale rozmawiałem z Masilem i mówił że stworzył dodatkowe zabezpieczenia blokujące takie sztuczki jakiej zabójca użył poprzednio. Wiem że Kult sobie ze mną nie odpuści, Masilium to jedyne miejsce gdzie będę w miarę bezpieczny.
- No dobra. Elisif, mogłabyś?
- Jasne, i tak właśnie skończyłam jeść. - odparła po czym wstała od lady. - Chodź Nei'qul, zaprowadzę cię tam z powrotem.
- Dzięki. - odparł i ruszył pierwszy do wyjścia.
- Ja też w zasadzie powinnam już lecieć, przejdę kawałek z wami. Cześć tato! Cześć Gorgoron... Kurcze, masz za długie imię. - uśmiechnęła się do siostry po czym wybiegła za Elisif i Khajiitem.
Karczmarz westchnął tylko głęboko, wyglądał na zamyślonego i lekko czymś zmartwionego.

Avatar darcus
Mimo iż grupa szła po omacku, to ognisty na przedzie szedł znacznie pewniej niż reszta, jakby znał kierunek na pamięć, lub w jakiś sposób wyczuwał cel. Z początku próbował także zapłonąć nieco jaśniej, by rozświetlić drogę, ale znając naturę mgły zapewne niewiele to dało.

- Szczerze mówiąc, to zastanawiałem się, czy nasi gospodarze powinni wiedzieć o... No, sam wiesz o czym. - Rzekł cicho Głód, spoglądając wymownie i niby przypadkiem na klejnot przytwierdzony wciąż do zbroi Wojny, co z pewnością zwróciło uwagę zarówno Wojny, jak i Zarazy, idących obok, ale umknęło oczom asasyna, który szedł przed nimi, przynajmniej chwilowo nie oglądając się za siebie.

- Nie dając nam tego, czego chcemy, ryzykujesz tylko starcie z nami. Jeśli natomiast to cię nie powstrzymuje, gdyż być może uważasz, że zdołasz nas pokonać, to wciąż ryzykujesz, że opuścimy to miejsce i wrócimy tu znacznie liczniejsi. - Wyjaśnił ze spokojem Cedrik. Jego słowa i bez sztuczek które rzeczony lubił stosować wydały się dziwnie przekonujące. Było też coś w tonie członka Kręgu, co kazało mu ufać, nie wiadomo jednak, czy działało to na tak nietypową istotę jak rybo-człek, który przecież wcale nie musiał reagować w podobny sposób co ludzie, czy orkowie.

Gorgoron pomachała im na pożegnanie, a następnie dokończyła naprędce jedzenia i zaczęła przypatrywać się Abraxasowi w zamyśleniu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Szli tak przez około sto metrów przez mgłę która raczej nie przepuszczała światła Ognistego kiedy usłyszeli ryk i jeden ze smoków skoczył na barierę ziejąc lodem i atakując szponami.

- Lepiej poczekajmy z tym do rozmowy z Darcusem. - odparł również szeptem Wojna.

- Myślisz że to naprawdę dla mnie problem? Ja wcale nie muszę z wami walczyć, mogę z mgnieniu oka ukryć wszystkie znajdujące się tutaj perły oraz samego siebie. - odparł rybo-człowiek. - Mimo wszystko jednak... Cóż... Minęło już wystarczająco dużo czasu w ukryciu. Potrzebuję znaleźć inne miejsce dla pereł i samego siebie. Jednak... Zróbmy tak, oddam ci jedną z pereł pod warunkiem że znajdziesz kogoś kto mógłby zaopiekować się tą jaskinią na czas mojej nieobecności.
- W zasadzie... - mruknął jeden z orków. - To my chcieliśmy tutaj sobie zamieszkać.
- Że co?! - zawołał rybo-człek. - Jak mogliście chociaż przez chwilę pomyśleć że chciałbym tu mieszkać z kimś takim jak wy?!
- Nie wiedzieliśmy że w ogóle tu mieszkasz... - odparł drugi.
- Nie zmienia to faktu że... - chciał coś powiedzieć po czym jednak zatrzymał się i westchnął głęboko. - Cóż, w zasadzie skoro zamierzam się stąd przenieść to może to nie jest taki najgorszy pomysł. Umiecie chociaż pływać?
- Ha! Jesteśmy w tym najlepsi! No... Może poza rybami. - dodał po chwili trzeci.
- No dobra. - rzekł po chwili zastanawiania się. - Nie wiem czy mam jakieś inne wyjście więc chyba muszę się na to zgodzić.

Avatar
Konto usunięte
Kiedy Albert zobaczył smoka który postanowił wziąć ręce w to postanowił szybko wskoczyć za kogoś kto był przed nim bowiem począł znowu panikować............... reszta grupy może zacząć widzieć pewien schemat działań jeśli chodzi o zachowanie ich medyka

Avatar darcus
Ognisty zdawał się zupełnie przewidzieć taki rozwój wypadków. W mgnieniu oka rozpalił się do ogromnych rozmiarów i wystrzelił w smoka potężną smugę płomienia.

- Też jestem tego zdania. - Potwierdził Głód, kiwając głową.

- W porządku, umowa stoi. A teraz daj mi perłę. - Zażądał Cedrik, podchodząc o krok bliżej i wyciągając otwartą dłoń.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Smok oberwał po żebrach starając się uniknąć ognia a następnie zionął z paszczy wielką lodową kulą która zamiast uderzać jednak w barierę uderzyła w ziemię jakby wchodząc w nią. Smok ryknął jeszcze i odleciał znikając we mgle.

Zaraza z Wojną ruszyli więc dalej bez słowa.

Rybo-człowiek drgnął spoglądając na perłę w dłoni jakby mimo wszystko nie pewny. Po czym w końcu wyciągnął rękę i położył na dłoni Cedrika ów wodną perłę.
- Wykorzystaj to mądrze. Bo następnej szybko nie zdobędziesz. - w tym momencie klasnął w dłoń i dookoła rozprzestrzeniła się para. Kiedy po chwili w końcu zniknęła, w jaskini nie zostało śladu ani po rybie, ani po kotach, ani po innych perłach z wyjątkiem tej którą teraz trzymał Cedrik.

Karczmarz chyba chciał coś powiedzieć do Gorgoron jednak w tym momencie z impetem otwarły się drzwi i do środka wkroczył Michael. Był cały mokry, z jego barku wystawało złamane ostrze. A sam śmierdział jakby postanowił kąpać się w odchodach.
- Jasna cholera... - jęknął Abraxas zasłaniając sobie nos dłonią. - Coś ty robił?
- Nie ważne. - mruknął podchodząc do lady a następnie siadając obok dziewczynki. Oparł się po chwili o ladę ochlapując niezbyt czystą wodą zarówno podłogę, stołek jak i ladę.
- Byłeś w kanałach? - dopytywał się Gniotek.
- Nie tylko ja. - odparł ruszając lekko barkiem ze wbitym mieczem.
- Zaraz... - Karczmarz przyjrzał się fragmencie ostrza przyglądając się mu. - Czy to nie jest przypadkiem broń straży?
- Słuchaj no... - syknął Michael spoglądając zza maski na Gniotka. - Nie mam ochoty teraz o tym gadać, jasne? - zapytał po czym chwycił kościstą dłonią za ostrze i wyrwał je. Na podłogę tuż za nim trysnęła jednak nie zwykła krew, a przypominająca ją czarna substancja. Ten natomiast położył przed sobą ostrze i wytarł brudną kościaną rękę o rękaw.
Gniotek odsunął się kawałek od lady żeby nie znajdować się tak blisko źródła smrodu przyglądając się jednak wciąż Michaelowi. Po jego wyrazie twarzy widać było że jest zbyt zadowolony tym co widzi.

Avatar darcus
Ognisty szedł dalej, jednak widać było, że jego mięśnie napięły się mocno, gotowe do ataku w każdej chwili. Spodziewał się podstępu ze strony lodowej bryły wyrzuconej przez smoka.

Wkrótce dotarli do komnaty o wielkości podobnej jak kwatera Złotej Gildii z podstawowym wyposażeniem. Asasyn, którego Parakhangotar nazwał Clarence, przekazał Jeźdźcom klucz do drzwi pomieszczenia i mapę podziemi, a następnie pożegnał się i wyszedł.

Cedrik odwrócił się do Adanosa i odetchnął, zaciskając palce na perle. - Nic ci nie jest? Wcześniej nie mogłem opuścić gardy. - Usłyszał były bóg w swojej głowie, w sposób podobny jak wcześniej.

Gorgoron, w momencie wejścia Michaela, zniknęła nagle i pojawiła się za Abraxasem, wtulając się w jego nogę i próbując zza niej zaglądać, choć zapewne niewiele widziała przez szynkwas.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tak jak się po części domyślał w pewnym momencie kula uderzyła w barierę spod ziemi z siłą niemal trzykrotnie większą niż poprzednie zaklęcia kultystów po czym sama utworzyła błękitną barierę która otoczyła tą stworzoną przez nich.

- Myślicie że długo mu to zajmie? - zapytał Wojna biorąc klucz a następnie otwierając drzwi.

- Poradzę sobie. - mruknął Adanos otrzepując szatę z kurzu po czym przyjrzał się orkom którzy jakby nigdy nic rozeszli się po okolicy wyraźnie zadowoleni.

- Nie musisz się ukrywać, on jest z nami. - powiedział cicho Gniotek kładąc dłoń na ramieniu dziewczynki. W jego głosie nie było jednak słychać nawet cienia pewności siebie.
Michael bez słowa siedział przed nim spoglądając na ostrze które położył na ladzie.

Avatar
Konto usunięte
- Ehm Bariera w barierze? to chyba nie wróży dobrze?- Powiedział Albert chowający się za kimś chyba za czytelnikiem

Avatar darcus
- Bardzo niedobrze... - Mruknął Darcus, rozglądając się, Maralius zacisnął mocniej palce na swej buteleczce, a Victoria przybrała postawę bojową, rozglądając się i sapiąc niespokojnie. Ognisty zaś odwrócił się, spoglądając na najnowszą barierę, która odgrodziła go od reszty, po czym odsunął się na dwa kroki i bez słowa władował w nią serię kul ognia.

- Pojęcia nie mam. - Wzruszył ramionami Głód, czekając, aż jego brat otworzy drzwi.

- Powinniśmy ruszać z powrotem. Mam kilka spraw, które wymagają uwagi. - Posłał Adanosowi kolejną wiadomość Cedrik.

- Jest straszny... - Szepnęła Gorgoron, lekko przerażona.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W momencie kiedy Ognisty uderzył w barierę ta zaświeciła się jasno a następnie niemal na całej objętości wyładowała się uderzając ogromem błyskawic w barierę Maraliusa przy okazji zmniejszając dystans między oboma tak, że znajdowały się może metr od siebie.

///jak przecież otwarł .-.///

Adanos kiwnął głową bez słowa zakładając ręce.

- Dzieci tak szybko dorastają. - mruknął Michael który najwyraźniej usłyszał słowa dziewczynki. - Takich jak ja powinno się albo bać, albo chcieć ich śmierci. Pomaganie nam to tylko wpakowywanie się w bagno bez dna w którym tkwimy od dawna. Widzę że wreszcie to pojęłaś.

Avatar darcus
///Oj no to wszedł za nim, whatever, to drobnostka.///
Maralius padł na kolana ponownie, jęcząc przy tym, jakby ktoś dźgnął go sztyletem w plecy. Darcus krótko rozejrzał się z niepokojem, wiedząc, że musi działać szybko.
- Robi się gorąco i to nie w tym sensie, w którym bym chciał. Jeśli macie jak, lepiej się stąd zawinąć. - Poradził ognisty, zwracając tym samym uwagę Darcusa, który usłyszawszy to zaczął ważyć ryzyko, biorąc niespokojne oddechy. Ognisty zaś rzucił kolejną kulą ognia w barierę, mając nadzieję, że to coś da.

Cedrik przyłożył palce do skroni i pochylił głowę, a po krótkiej chwili obok otworzył się portal, na który członek Kręgu wskazał, oferując Adanosowi najwyraźniej pójście przodem.

Gorgoron nie odezwała się, tylko wzięła niespokojny, płytki wdech.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Może mieć rację. - powiedział Czytelnik. - Nawet jeśli uda nam się w końcu jakimś cudem dotrzeć do tej skały, to pewnie i tak nie będziemy mieć wystarczającej siły żeby się jej pozbyć. Powinniśmy się wycofać i wymyślić coś innego. Zwłaszcza że nas mag może tyle nie wytrzymać.
Natomiast kula ognia Ognistego spowodowała tylko kolejne wyładowanie uderzając w ten sam sposób w barierę Maraliusa co wcześniej.

Wojna z Zarazą weszli do środka rozglądając się. Pierwszy z nich oparł się o ścianę tuż przy drzwiach.

Adanos wkroczył więc nie mówiąc nic do portalu.

- Pieprzyć to. Nie będę wam psuć dnia moją smętną obecnością. - mruknął Michael wstając od lady i biorąc fragment miecza. Ruszył w stronę wyjścia ale ostatecznie stanął jeszcze na chwilę i spojrzał na Karczmarza. - A właśnie, trzeba zorganizować pogrzeb tego trupa w podziemiach, ja nie mam czasu na takie pierdoły. - powiedział po czym wyszedł z Karczmy.
Gniotek natomiast tylko westchnął głęboko.
- Cholera... - syknął po czym spojrzał na córkę. - Hej Gorgoron, w zasadzie to do tej pory prawie w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy, więc może to dobra okazja. Jak myślisz, jest w nim w ogóle coś z dobrego człowieka? Bo ja już sam nie wiem co myśleć.

Avatar darcus
Darcus rozejrzał się jeszcze raz z coraz większym napięciem na twarzy. - Dobra. - Rzekł krótko po chwili, kiwając głową i czym prędzej sięgając do torby Maraliusa, skąd wydobył mały, czarno-fioletowy kryształ. - Teraz musicie się wszyscy mnie złapać. - Rozkazał, kładąc wolną dłoń na ramieniu klęczącego starca. Victoria, po chwili wahania, sama złapała się asasyna.

Głód usiadł na ziemi pod ścianą obok brata. - To był długi tydzień... - Skwitkował, westchnąwszy głęboko.

Wraz z Cedrikiem znaleźli się w kwaterze tego ostatniego, gdzie wciąż siedziały rozmawiając dwie kobiety. Na widok swego przywódcy jedna z nich niemal podskoczyła. - Cedrik! - Zawołała, podchodząc żwawo i tuląc się do niego, na co ten odpowiedział tym samym.

- Na pewno... Tylko... Jest bardzo smutny... I cierpi... Jak ja kiedyś... - Mruknęła Gorgoron współczującym tonem, kurczowo zaciskając palce na spodniach Gniotka.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik wraz z Jackiem złapali więc się jego ramienia bez zastanowienia. Mariok dołączył do nich chwilę później chwytając jego szatę, po tym jak zamontował z powrotem swoją broń na uchwycie na plecach. Tymczasem między kobietami przy krańcu bariery doszło do jakiejś dyskusji prowadzonej szeptem.
- Nie zamierzam tego zrobić. - syknęła cicho złodziejka.
- Przecież dobrze wiesz że nie ma innego sposobu. - odparła Saki wyraźnie zdenerwowana.
- No i co mnie to obchodzi, powiedziałam co miałam do powiedzenia.
- Przecież wystarczy że złapiesz się jego ubrania, poza tym nie możesz tutaj tak po prostu zostać.
- Nie mów mi...
- Długo zamierzacie tak jeszcze stać? - zawołał goblin spoglądając na kobiety odwrócone do nich plecami i dyskutujące cicho.
- Zamknij się ty zmutowana żabo! - odkrzyknęła mu złodziejka.
- Nie musisz być dla niego taka niemiła! - powiedziała Saki podnosząc lekko głos. - No dalej, chodźmy, ten jeden raz cię nie zabije!
- Cholera... - syknęła złodziejka. - Dobra, ale zapamiętam to sobie. - odparła jej gniewnie po czym ruszyła do Darcusa i odwracając od niego głowę złapała się jego ramienia. Saki pokręciła i dołączyła po chwili do złodziejki.

Adanos uśmiechnął się widząc dwójkę po czym oparł się o drzwi od swojego pokoju. Które jednak nagle w tym momencie się otwarły co spowodowało że ten wpadł do środka i wylądował na ziemi. Z nich wyjrzał natomiast Szczur.
- Och... Jak słodko... - powiedział dawny kultysta kładąc dłonie na policzkach i udając zauroczonego widokiem. Następnie natomiast spojrzał na Adanosa który teraz siedział na ziemi. - Hmm, widzę że szybko cię zreperowali bo zmiażdżeniu drzewem. - zauważył uśmiechając się.
- Cedrik? Czy to na pewno bezpieczne? - zapytał Adanos wstając z ziemi i spoglądając na Szczura.
- Zamknij się dziadku, w teorii jestem bezpieczniejszy niż upadli bogowie.
Adanos zamilkł tylko spoglądając na niego i próbując dojść do tego jak on to odkrył.

- Tak, pewnie masz rację. Zastanawiam się tylko... On zachowuje się jakby nie chciał pomocy.

Avatar
Konto usunięte
Albert również próbował się jakoś chwycić Darcusa,

Avatar darcus
Darcus rozejrzał się krótko wokół, sprawdzając, czy wszyscy są z nim w jakiś sposób połączeni fizycznie, po czym kiwnął głową, bardziej w geście dodania pewności sobie, niż potwierdzenia czegoś, i wyszeptał krótką formułkę. Kryształ w jego dłoni rozjarzył się bladym światłem i zaczął przypominać żarzący się węgielek. Asasyn odetchnął głęboko i zacisnął dłoń, celem zgniecenia kryształu...
...ale nie zdążył tego zrobić, bo w tym momencie wokół roztoczyła się potężna fala energii. Obie bariery natychmiast wyparowały, zaś część zamieci w której znajdowała się drużyna rozwiała się, jakby powstrzymywała ją jakaś potężna siła. Moc która przetoczyła się przez całą okolicę w momencie uderzenia zrzuciła wszystkich z nóg, rozrzucając ich w różne strony. Ognistego odrzuciło najdalej, zniknął gdzieś w pobliżu lodowej skały, w rejonie gdzie zamieć, w pobliżu swego źródła, była na tyle silna, że zdołała się utrzymać. Darcus upuścił świecący kryształ i odleciał gdzieś w stronę zewnętrznych murów miasta. Maralius nie poleciał daleko, jednak upadł na bruk, tłukąc swoją buteleczkę i uderzając się w głowę, co pozbawiło go przytomności. Victoria werżnęła z hukiem we fragment muru, niemal całkowicie burząc go swoim pędem i wzniecając tumany kurzu. Czytelnik wylądował w miarę bezpiecznie w zaspie śniegu, zaś niedaleko niego złodziejka. Po drugiej stronie od uderzenia przetoczyła się po lodzie Saki, prawdopodobnie dzięki swej lekkości unikając poważniejszych obrażeń. Jack i Albert wylądowali na ścianie przewróconej pod kątem czterdziestu pięciu stopni, na ich szczęście w miarę płaskiej i niegroźnej. Mariok nie miał tyle szczęścia. Upadł na gruzowisko, obijając się porządnie i niewykluczone, że łamiąc sobie kość lub kilka. Ci, którzy po tym spektakularnym i nieprzyjemnym w skutkach uderzeniu w porę zdążyli unieść wzrok, spostrzegli w powietrzu nad nimi dziesięć czarnych, kamiennych sylwetek, z których jedna była wyraźnie większa od pozostałych i miała na czole świecący pomarańczowym światłem punkt.

- Nie zrobi ci krzywdy. - Zapewnił Adanosa Cedrik, wychodząc z objęć kobiety. - Bardziej jednak interesuje mnie, skąd ma taką wiedzę na twój temat... - Rzekł sugestywnie, podchodząc bliżej do Szczura i przeszywając go piorunującym wzrokiem. Były kultysta nieoczekiwanie poczuł ukłucie w klatce piersiowej.

- Czasami... Czasami tak jest... Niektórzy... Jak dzieci... Nie wiedzą, że jej potrzebują... - Gorgoron brzmiała, jakby zbierało jej się na płacz. Teraz bardziej niż wychylała, tuliła się do nogi Abraxasa.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik rzucił tylko okiem na nowych przeciwników po czym zaczął rozglądać się za resztą drużyny. Złodziejka natomiast odtoczyła się od niego ukrywając się za sporym głazem a następnie skupiła swój wzrok na nowo przybyłych czarnych postaciach. Jack po chwili leżenia i próby ogarnięcia tego co się właściwie stało chwycił mocno Alberta za ubranie na następnie wciągnął go za ścianę która dawała przynajmniej względne poczucie bezpieczeństwa. Saki natomiast po wylądowaniu na lodzie poczuła się niemal jak w dniu w którym doszło do wybuchu na terenie Fenevii. Momentalnie wróciła wizja znajdujących się dookoła zagrożeń i paraliżujący strach. Spoglądała teraz ślepo w niebo. Mariok natomiast chwycił się za trzy złamane żebra zamykając oczy i zagwizdał cicho co spowodowało że tuż obok niego po chwili wyskoczył Marek. Larwa sprawie otoczyła go własnym ciałem a następnie tocząc się i odbijając od ziemi oddaliła się na tyle na ile pozwalała przerwa w mgle która powstała po ataku.

Szczur cofnął o dwa kroki depcząc przy okazji po szacie Adanosa po czym uśmiechnął się krzywo.
- Naprawdę myślicie że to, że Adanos przybrał ludzką formę z powodu byłego Jeźdźca Apokalipsy i jego związanego z demonami przyjaciela, spowoduje że Kult nie będzie umiał go rozpoznać? Wiemy... Wiedzą znacznie więcej niż wam się wydaje. A ja mam wystarczająco dobry słuch żeby dowiadywać się o takich rzeczach.

Gniotek schylił się w tym momencie i podniósł Gorgoron po czym usadowił ją na ladzie przed sobą.
- Najgorsze jest to że potem pojawiają się tacy dobrzy ludzie jak ty, którzy zamartwiają się o takich jak Michael bardziej niż oni sami.

Avatar darcus
Postacie w czerni obniżyły się i zaczęły lewitując przeszukiwać ruiny, celem odnalezienia członków kompanii. Największa z nich, ta z źródłem światła na czole, które po zbliżeniu okazała się być niewielkim, owalnym, pomarańczowym klejnotem pulsującym energią, odwróciła się i poszybowała bezpośrednio do miejsca upadku Darcusa.

- W porządku. Co jeszcze wiesz? - Zapytał Cedrik całkowicie zwyczajowym tonem, jakby to była przyjacielska pogawędka.

- Tak... Za bardzo... - Gorgoron zdobyła się na delikatny uśmiech.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik ukrył się tuż obok złodziejki i starał się znaleźć resztę. W tym momencie kobieta zauważyła Saki. Już spięła mięśnie i miała wyskoczyć z kryjówki kiedy powstrzymał ją Czytelnik.
- Oszalałaś? Jak się teraz wychylisz to cię załatwią! - szepnął.
- Pieprz się. Ona jest na widoku! Zaraz ją zobaczą.
Czytelnik wyjrzał ponad fragment skały żeby rozejrzeć się po okolicy zauważając przy tym elfkę.
- Dobra, zróbmy tak, ja odwrócę ich uwagę, a ty po nią biegnij i obie się gdzieś schowajcie. Moment... Dawaj teraz! - krzyknął co spowodowało że złodziejka wyskoczyła z ukrycia i prędko ruszyła do elfki. Czytelnik natomiast wstał przywołując stado ognistych ptaków które rzuciły się na konstrukty. Sam wyszedł z ukrycia rzucając kamieniem.
- Tutaj jestem wy cholerne golemy! - wrzasnął.

- Czemu w ogóle miałbym ci to mówić? - odparł Szczur a z jego twarzy zniknął uśmiech. - Dobrze wiesz z kim chcę gadać.

- Nie przejmuj się tym aż tak bardzo. - powiedział kładąc jej dłonie na ramionach i uśmiechając się. - On jakoś sobie poradzi, a ty nie możesz się tym tak zasmucać.

Avatar darcus
Jeden z konstruktów natychmiast zareagował, ruszając na złodziejkę, jednak został powstrzymany przez ptaki przywołane przez Czytelnika. Na tego ostatniego jednak zaraz rzuciła się pędem inna z postaci, dając niewiele czasu na reakcję.

- W porządku... - Cedrik zgorzkniał lekko, zakładając ręce. - Tamtędy zatem. - Rzekłszy to kiwnął lekceważąco głową na jedne z drzwi odchodzące od głównego pomieszczenia.

- No dobrze... - Gorgoron uśmiechnęła się nieco szerzej i wyciągnęła ręce, chcąc najprawdopodobniej przytulić się do Gniotka.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik przywołał przed sobą barierę energetyczną chroniąc się przed atakiem a w tym momencie atakująca go postać dostała z boku potężnym strzałem z broni goblina, który teraz opierając się o Marka wystrzelił zza ściany. Złodziejka natomiast podbiegła szybko do Saki.
- No dalej! Rusz się! - krzyknęła potrząsając nią.
- Ja... Nie... - wyjąkała tylko elfka.
- A cholera... - mruknęła złodziejka po czym podniosła Saki i ruszyła z nią prędko za znajdujący się dość zamarznięty głaz.

- Wybacz, ale nie zamierzam się spoufalać z kimś kto zamontował mi przy sercu jakieś zabójcze ścierwo. Zwłaszcza że pewnie nawet nie zamierzasz się tego pozbyć. - mruknął ruszając powoli w stronę drzwi. - Starczy mi już współpracy z tymi, którzy chcą kontrolować moje życie i zdrowie. Zbyt przypominasz mi Kult. - Choć Cedrik mógł tego nie zauważyć, jako iż Szczur szedł teraz plecami do niego, w oczach dawnego Kultysty stanęły łzy.

Karczmarz podszedł więc kawałek bliżej i objął dziewczynkę.
- Zastanawia mnie mimo wszystko. Czy jeśli ktokolwiek jest wstanie mu pomóc, to czy to właśnie nie jesteś ty? - zastanowił się Gniotek nie puszczając Gorgoron.

Avatar darcus
Postać rozpadła się, rozsypując się na dwie główne części i mnóstwo maleńkich kostek, z których zresztą była przed zniszczeniem w całości stworzona. W tym momencie jedna z postaci rzuciła się na Czytelnika, dwie pognały za uciekającymi złodziejką i Saki, a kolejne dwie czym prędzej polewitowały w kierunku Marioka.

Drzwi, przez które przypuszczalnie Szczur przeszedł, zaprowadziły go do Masilium, zamykając się za nim zanim miał czas zmienić zdanie. Cedrik obserwował jego odejście w milczeniu, po czym skierował się do tej z kobiet obecnych w pomieszczeniu, która zareagowała mniej entuzjastycznie na jego przybycie i była tą samą, która wcześniej czekała już w środku, gdy ostatnim razem przybył na miejsce były kultysta.
- Marishka, przygotuj proszę naszego więźnia. - Rozkazał, na co ta kiwnęła głową i ociągając się, flegmatycznie ruszyła do innych drzwi niż te, którymi właśnie opuścił tamto miejsce Szczur. Cedrik zaś spojrzał z powrotem na Adanosa.
- Powinieneś odpocząć. Łóżko powinno być wciąż w znośnym stanie. - Poradził, obserwując byłego boga spod maski. Podobne ubrania i pierścień, które wciąż miał na sobie rzeczony, podpowiedziały mu, że stojący przed nim członek Kręgu jest lekko zaniepokojony jego stanem, zaś druga ze współpracujących z nim kobiet, nadal stojąca kawałek dalej, martwi się raczej o samego Cedrika.

- Nie wiem... Nie wiem czy potrafię... - Szepnęła Gorgoron prosto do ucha Abraxasa, odwzajemniając jego uścisk.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik wybiegł więc z kryjówki i pobiegł w stronę Marioka rzucając za siebie potężnych rozmiarów kulę ognia. Sam goblin natomiast przeładował broń i wystrzelił je w tych zmierzających do niego, ale w jednego z konstruktów atakujących obie kobiety. Marek natomiast w tym momencie odsunął się od Marioka i rzucił się na najbliższego przeciwnika chwytając go i niemalże wbijając go w ziemię. Złodziejka natomiast prędko położyła Saki i już wyciągnęła sztylet kiedy na drugiego konstrukta zbliżającego się do niej skoczył Jack okładając go szpadą i starając się w jakiś sposób go uszkodzić.

Szczur stanął więc w tym samym pomieszczeniu w którym zawsze pojawiają się nowi, przywitała go ognista kobieta uśmiechając się szczerze. Poza nim była tu jeszcze dwójka skażonych elfów, oraz jakiś podejrzanie wyglądający typ w rogu pomieszczenie.
- Witamy w Masilium, czym mogę służyć? - zapytała.
Dawny kultysta rozejrzał się niepewnie dookoła po czym przyjrzał się kobiecie.
- Chcę rozmawiać z Masilem, to ważne.
- Do nas przychodzą tylko ludzie z ważnymi sprawami, postaramy się ciebie wpuścić na rozmowę jak będzie czas.
- Nie ma wiele czasu ja... Przychodzę od Cedrika. - powiedział po chwili Szczur.
- Rozumiem, postaram się więc przenieść pana jak tylko Masil będzie gotowy, dopiero co wrócił z pewnej ważnej dla niego misji.
- Jasne. - mruknął po czym oparł się o ścianę niedaleko elfów.

Karczmarz stał chwilę w ciszy po czym w końcu puścił dziewczynkę i spojrzał jej w oczy.
- Nie zapominaj że jesteś w rodzinie z Elisif, jeśli ktoś to potrafi, to będziesz to ty. A przynajmniej warto spróbować, racja?

W tym samym czasie Michael siedział w ogrodzie z wbitym wzrokiem w ziemię.
- Skupiając się wyłącznie na moich obliczeniach. Swoim stylem życia zmierzasz prosto do samozniszczenia. - powiedział Atlas starając się brzmieć jeszcze mniej ludzko niż normalnie.
- A zwróciłeś może uwagę że dzieje się tak odkąd opuściłem ojczystą planetę?
- Jeśli się nie mylę, to tak naprawdę nie była twoja ojczysta planeta... - zauważył Atlas.
- Cholera, dobrze wiesz o co mi chodzi. Zresztą to nie ma znaczenia, nikogo nie obchodzą twoje obliczenia.
- Błąd. Istnieje całkiem duża grupa istot które byłyby naprawdę bardzo zadowolone, gdybyś to ty był zadowolony.
- Znowu to? Mówiłem ci już, ci ludzie do idioci. Ci dobrzy którzy uważają że wszystko może się skończyć dobrze, że zawsze jest jakieś wspaniałe wyjście które spowoduje że wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Nie w moim przypadku.
- Mogłoby by się wydawać że cierpisz tylko dlatego że po części wybrałeś taką drogę, było wiele innych opcji...
- Nie zawsze dokonuje się dobrych wyborów. A ty jeśli chcesz, możesz mnie nazwać masochistą.
Atlas najwyraźniej chciał coś odpowiedzieć ale w tym momencie usłyszeli kaszel dla atencji, a zza drzewa obok wyłonił się kultysta.
- Znalazłem twoją wiadomość. Najwyraźniej chciałeś z nami rozmawiać. - powiedział przyglądając się Michaelowi. Co ciekawe był to ten sam kultysta która jakiś czas temu pomagał Naznaczonej kobiecie w mieście.
- Owszem, mam coś, co może was interesować...

Avatar darcus
Szpada niestety nie była dobrą bronią w walce z obsydianowym konstruktem. Ten przekształcił swoją dłoń w ostrze i zwinnie blokując ciosy pirata wytrącił mu broń z dłoni, a następnie zasadził kopniaka, posyłając go na glebę kilka metrów dalej. Drugi z konstruktów oberwał od wystrzału i upadł na ziemię, tracąc nogi i nieruchomiejąc. Kolejna postać miała widoczny problem z Markiem. Choć jej siła była większa od siły gąsienicy, to jednak widać było, że taki przeciwnik nie jest czymś znajomym dla Kaina. Forma, która oberwała kulą ognia, nie zrobiła sobie z tego większego zmartwienia, ale została spowolniona, dając Czytelnikowi odrobinę czasu na obranie pozycji. Marioka jednak ponownie ominęło szczęście. Jego dobroduszność polegająca na pomocy w walce reszcie drużyny zamiast samemu sobie kupiła ostatniemu z konstruktów czas, by zdążył do niego dolecieć, celnym uderzeniem wytrącić broń z ręki i złapać za gardło, a następnie unieść do góry, dusząc biednego goblina własnym ciężarem i mocnym ściskiem dłoni.

- Ale... Nie wiem jak... - Dziewczynka spojrzała Abraxasowi w oczy. Wyglądała na zmartwioną i chyba było w jej spojrzeniu także odrobinę poczucia winy.

Michael i kultysta być może nie zdawali sobie sprawy, że są obserwowani. Asasyni patrolujący okolicę, w tym i sam ogród, zdążyli już rozpoznać maga kultu i jego konszachty z zamaskowanym, dziwnym człowiekiem i teraz przyczaili się na nich nieopodal, otaczając ich z niemal wszystkich stron. Było ich pięciu. W pewnym momencie w plecy Michaela i klatkę piersiową kultysty poszybowały dwa bełty wystrzelone z podręcznych kusz, tak ciche, że, parafrazując pewnego Gniota, musieli być je**nymi cyborgami, albo tego nie słyszeli.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Jack jęknął tylko przewracając się na bok. W tym momencie goblin gwizdnął najmocniej jak potrafił przy uścisku gardła co poskutkowało tym że nagle spod otaczającego ich śniegu wyskoczył nagle polarny niedźwiedź niemal dwa razy większy od normalnego który rzucił się na konstrukt trzymający Marioka. Dziwniej wyglądała sytuacja jego drugiego zwierza,Marka który teraz w trakcie walki zaczął nagle rosnąć zwiększając się już dwukrotnie i co raz mocniej naciskając na konstrukt. Czytelnik natomiast przywołał kamiennego golema który rzucił się do walki z goniącym go przeciwnikiem. Złodziejka w tym samym czasie zdążyła ukryć Saki i teraz rzuciła sporym lodowym odłamkiem w golema atakującego pirata żeby go odciągnąć.
- Darcus! Victoria! - zawołał Czytelnik rozglądając się w biegu. - Gdzie oni do cholery są... - syknął.

- Nie martw się, pewnie coś wymyślisz. - odparł Karczmarz wciąż się uśmiechając.

Może i Michael nie do końca był cyborgiem, to jednak jak tylko w okolicy zjawili się asasyni ten dostał na ten temat informację od Atlasa. W momencie kiedy wycelowali w obu ten skoczył szybko do przodu łapiąc kultystą i wywracając go, chroniąc przed atakiem, co spowodowało że obaj zniknęli, zostawiając po sobie lodowe posągi.

Avatar darcus
Sytuacja wyglądała następująco. Dwa z konstruktów padły, jeden użerał się z ognistymi ptakami Czytelnika, dwa ze zwierzętami Marioka, a kolejny właśnie odwrócił się i ruszył na złodziejkę. Stworzenie golema kupiło Czytelnikowi kilka sekund, ale niewiele więcej. Konstrukt po prostu zaszarżował na niego i rozbił w perzynę niczym zwykłą kupę gruzów swoją większą masą i wytrzymałością, a następnie bez problemu ruszył w dalszy pościg. Sam Czytelnik zaś w biegu natrafił wzrokiem na ruiny w których właśnie kurz opadł na tyle, by był on w stanie spostrzec Victorię, samotnie walczącą z dwoma pozostałymi przeciwnikami, z czym z chwili na chwilę radziła sobie coraz gorzej. Po Darcusie i największej z form Kaina nie było zaś śladu.

- Może i tak... - Rzekła Gorgoron, wodząc wzrokiem teraz po podłodze.

W tym samym mniej więcej momencie wiadomość o przypuszczalnej zdradzie Michaela dotarła do Demitiusa, stacjonującego akurat w jednej z kwater asasynów na powierzchni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Mariok ruszył teraz na czworakach w stronę swojej broni. Jego larwa wciąż natomiast rosnąć przybrała juz czterokrotnie większy rozmiar dalej napierając na wroga. Jack natychmiast wykorzystał szansę i chwycił niewielką czarną bombkę z prochem którą do tej pory nosił przy pasie wraz z pustą butelką po rumie wypełnioną w większości zużytymi zapałkami. Chwycił pierwszą jaka była sprawna po czym zapalił lont i rzucił w konstrukt. Czytelnik zaklął tylko po nosem i omijając właśnie przeciwnika walczącego z niedźwiedziem i rzucił w tego goniącego go książka która w locie się zatrzymała i zaczęła strzelać piorunami.

- No dalej! Uśmiechnij się! Wiesz co? Może weźmiesz swoją siostrę i pójdziecie poszukać Elisif? - zaproponował Gniotek.

Avatar darcus
Konstrukt walczący z larwą w pewnym momencie szamotaniny chwycił ją i z niespotykaną siłą odrzucił w dal, wstając i szykując się do kontrataku. W tym momencie inny przeciwnik uporał się z ognistymi ptakami Czytelnika i ruszył naprzód, by wspomóc swego klona walczącego z niedźwiedziem. Ten zaś, w którego rzucono księgą, złapał ją i rozdarł na dwie części. Błyskawice po prostu rozeszły się po jego ciele jak gdyby nigdy nic. Konstrukt w pobliżu Jacka odwrócił się i wykazując się nadludzkim refleksem złapał bombę w locie, jednak zanim mógł się zorientować z czym ma do czynienia ta eksplodowała, rozrywając go na drobne kawałeczki, które rozleciały się po całej okolicy.

Gorgoron po raz kolejny uśmiechnęła się niepewnie, podnosząc wzrok. - W porządku... - Rzekła cicho, mrugając co nieco.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Mariok w tym momencie dorwał się do swojej broni i ładując ją szybko wystrzelił w konstrukt który dopiero co zniszczył książkę. Jack wraz z złodziejką odskoczyli na ziemię unikając kawałków przeciwnika a pirat następnie klnąc że nie zabrał ze statku większej ilości bomb podniósł się z ziemi i chwycił swoją szablę, co nie bardzo mu pomogło wiedząc że nie jest zbytnio użyteczna w tej walce, rozejrzał się natomiast za Albertem którego stracił z wzroku w trakcie walki. Czytelnik w końcu dobiegł do Marioka i oddychając ciężko wyciągnął sporych wielkości zawinięty zwój.
- Miałem nadzieję że zachowam to na lepszą okazję... - mruknął a następnie użył go co spowodowało że ten spalił się wystrzeliwując w niebo cienki ognisty promień. Minęła chwila a promień nagle zgasł, a tuż po tym na najbliższe konstrukty z nieba spadł płonący feniks skrzeczący przy tym głośno.

- Poszukajcie więc Elisif, a ja może przygotuję waszej trójce coś słodkiego jak wrócicie, co ty na to? - wpadł na kolejny pomysł Abraxas który próbował wymyślić cokolwiek byle poprawić dziewczynce humor.

Avatar darcus
Konstrukt najwyraźniej spodziewał się uderzenia, gdyż uskoczył, tracąc tylko jedno z ramion. Popędził następnie w kierunku Marioka, chcąc go obezwładnić. Przeciwnicy walczący z niedźwiedziem zdołali we dwójkę szybko go przytłoczyć, a po chwili zakończyć jego żywot celnym ciosem obsydianowego szpikulca w serce. Następnie wznieśli się w powietrze, do walki z feniksem. Dołączył do nich kolejny, który ustąpił walki z Victorią, gdy spostrzegł, że jego pozostałe formy potrzebują wsparcia. Kolejny konstrukt dopadł do larwy Marioka i zaczął ją z nadludzką prędkością okładać pięściami.

- W porządku! - Odparła Gorgoron nieco bardziej rozweselona, po czym zwinnie zeskoczyła z lady i biegiem ruszyła do wyjścia.

Avatar
Konto usunięte
- Eghhhh Co ...... co się agh moja głowa ehhh - Powiedział Albert, któremu "Moc" nie tylko zafundowała mu darmowy lot ale także i sen, co znaczy innymi słowy że w czasie upadku stracił przytomność i dopiero teraz wrócił do świata żywych ze tak się wyrażę i to co zobaczył nie było "zaskakujące" do tego stopnia że go zamurowało i zaczął panikować tylko że tym razem bezgłośnie

Avatar Gniotek7
Właściciel
Jack podbiegł teraz do Alberta i kucnął przy nim.
- Słuchaj, musisz rozejrzeć się za Darcusem i tą jego dwójką, trzeba jak najszybciej znaleźć żeby się stąd wydostać. - powiedział.
- Znam pewien sposób, ale potrzebuję ochrony przez pewien czas. - powiedział Czytelnik przywołując dookoła siebie niewielką barierę.
- Zajmę się tym. - odparł pirat wstając z powrotem.
Nim konstrukt dotarł do Marioka udało się mu szybko załadować broń i po raz kolejny wystrzelić. Marek tymczasem nie miał aż tak dużych problemów z konstruktem. Powodem było to że zanim ten po raz ponowny go zaatakował zdążył on wyrosnąć do rozmiarów rozciągniętego słonia. Kiedy przeciwnik do niego dopadł ten po prostu wgniótł go swoim ciężkim cielskiem w ziemię a następnie sam zniknął zakopując się pod ziemią.

Karczmarz uśmiechnął się tylko a następnie poszedł do kuchni.

Avatar
Konto usunięte
Albert tylko przytaknął i zaczął się czołgać ehm na pewno zaczął się czołgać gdzieś gdzie nie było konstruktów, walki oraz gdzie mógłby mieć jakieś szanse na przeżycie czyli w stronę zewnętrznych murów, albo przynajmniej tak mu się wydawało

Avatar darcus
Konstrukt walczący z larwą raczej nie przetrwał jej ataku. A przynajmniej na to nie wyglądało. Tors przeciwnika Marioka oderwał się od nóg i odleciał kawałek, jednak jego właściciel nie został zniszczony. Ostatkiem sił zaczął lewitować słabo w stronę goblina, a część kostek po prostu zaczęła sypać się z jego ciała, tracąc integralność. Tymczasem trzy konstrukty walczące z feniksem okazały się zupełnie odporne na ogień i przytłoczyły go szybko, praktycznie rozrywając ptaka na części, a następnie rzucając się na Czytelnika. Victoria, pozbawiona jednego z przeciwników, zaczęła nieco lepiej radzić sobie z drugim, wciąż jednak musiało minąć trochę czasu zanim szala zwycięstwa przechyliłaby się na jej stronę. Zaś Albert, czołgając się w stronę zewnętrznych murów, wpadł z deszczu pod rynnę. Tuż przed nim przeleciał przez powietrze z cichym świstem Darcus, wbijając się w kawałek muru. W dłoniach kurczowo dzierżył Kosę Śmierci, o której raczej obecni nic nie wiedzieli, aczkolwiek wyglądem robiła pewne wrażenie, przypominając rzeźbione, zdobione ostrze, zatknięte na metalowym kręgosłupie. W niemal tym samym momencie obok przeleciał Kain w swej potężnej formie o wysokości trójki ludzi. Jedno z jego ramion zmienione było z długie na prawie trzy metry ostrze, z którym rzucił się na Darcusa, całkowicie ignorując, albo po prostu nie zauważając Alberta.

Avatar
Konto usunięte
Albert widząc Kaina począł wtedy się czołgać w przeciwną stronę, bowiem jasnym jest że nie my z tym czymś żadnych szans w jakiekolwiek walce, więc zrobił wszystko co w jego mocy żeby nie ściągać na siebie uwagi i zniknąć z miejsca walki między Darcusem is czarnym jak noc konstruktem o ostrzu dłuższym niż on sam, więc taktyczny odwrót jest na miejscu w tej sytuacji jednak jeżeli mu nie pomoże to oni wszyscy tu zginął więc po wycofaniu się na odpowiednią odległość Albert wstał i wziął jakiś kamień czy to może był kawałek bruku który się odłamał? W każdym razie wziął coś z podłogi i cisnął to z całą siłą w konstrukt po czym próbował schować się w którymś z budynków

Avatar darcus
Nie podziałało. Kawałek gruzu odbił się od konstruktu nawet nie odwracając jego uwagi, nie mówiąc już o poczynieniu jakiejś szkody. W momencie, kiedy Kain znalazł się na odległość kilku metrów od miejsca, w którym wylądował Darcus, ten ostatni wyskoczył stamtąd, wdając się z przeciwnikiem w potyczkę, która wyglądała doprawdy widowiskowo. Asasyn wyprowadzał ciosy raz po raz, mierząc w czułe punkty ciała Kaina i skacząc naokoło niczym konik polny, co w jakiś sposób wspomagała jego broń, zaś konstrukt używał swego ostrza zadając szybkie cięcia oraz pchnięcia i generalnie starał się przytłoczyć ślepca swoją wielkością i masą, a także co chwilę strzelał promieniami energii z klejnotu zamieszczonego na jego czole. Szala zwycięstwa w walce nie zdawała się przechylać na którąkolwiek ze stron.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią