Konto usunięte
- Tak w ogóle jak się tu znalazłeś Jack?
Baba wyglądała na zdziwioną. - Jakoś wątpię, żeby to było do mnie. Zrób mi przysługę, idź i sprawdź kto to, nie mogę teraz odejść. - Odparła wiedźma, która w rzeczy samej, wykonywała teraz przy swoim najnowszym wywarze coś, co wyglądało na bardzo ważne.
Właściciel
- A więc nie słyszałeś jeszcze tej historii? No cóż, jakiś sukinkot mnie wrobił. Dostałem na jednej z wysp informację o jakichś nieodkrytych do tej pory skarbach w pewnej świątyni. No więc dopłynęliśmy we wskazane miejsce, moja załoga została na statku w razie ataku innych piratów, a ja ruszyłem na rekonesans. Dotarłem do wnętrza świątyni i znalazłem portal który... Przeniósł mnie tutaj! Rozumiesz? Aktywny portal w starej jak świat świątyni miał mnie przenieść akurat do Myrthany?! To po prostu niemożliwe! Jestem pewien że ten su**nsyn po prostu zrobił mnie w konia chcąc się mnie pozbyć! W końcu wiedzieli że ze mną i moją załogą nie mają szans w sprawiedliwym starciu na środku morza!
- No dobrze. - odparła po czym udała się do drzwi chatki, a następnie otwarła je ciekawa, kto mógł przyjść do chatki w takim miejscu.
Konto usunięte
- Mogłem się spodziewać że magia byłą jakoś z tym związana, a co do tego czy ta osoba zrobiła cię w konia to powiem tyle że jest to dość prawdopodobna teoria
A za drzwiami, jak można było się spodziewać, stał Darcus. Kate mogła zapewne też wyłapać gdzieś w okolicy pozostałą dwójkę gości.
- Kate! - Zawołał uradowany asasyn na widok przybranej siostrzenicy. - Dobrze cię widzieć całą i zdrową. - Skwitował, uśmiechając się niepewnie.
Właściciel
- Najgorsze jest to że nie mam pojęcia co się dzieje z moją załogą, krew mnie zalewa jak pomyślę że może kierować nimi teraz jakiś frajer który może wyobrażać sobie że jest godny zastąpienia mnie. - mruknął wyraźnie niezadowolony Jack.
Elisif widząc córkę podbiegłą i ją objęła. Kate uśmiechnęła się i odwzajemniła uścisk, ale wyglądała na trochę zdziwioną.
- Też się cieszę że wasz widzę... Ale co wy tu właściwie robicie? - zapytała.
Michael natomiast stał w milczeniu, wyglądało na to że na widok Kate stał się tylko jeszcze bardziej zaniepokojony niż wcześniej.
Co tu jest grane? To oczywiste że gdyby Loki chciał dotrzeć tutaj przed nami to by to zrobił... W takim razie na co czeka? Co pominęliśmy?
- Prawdopodobnie ktoś z Kultu na ciebie poluje. Musimy zabrać cię do miasta, w bezpieczne miejsce. - Streścił Darcus, przestępując z nogi na nogę nerwowo.
Właściciel
Kate spojrzała na niego z wyraźnym zdziwieniem i już miała coś powiedzieć ale Michael powstrzymał ją gestem kościanej dłoni.
- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł. - stwierdził zamaskowany. - Gdyby Loki chciał ją teraz zabrać albo zabić, to już by to zrobił. Z jakiegoś powodu jednak nie wszedł po nią do chatki. Może czeka aż sami ją mu wyprowadzimy? - pomyślał na głos Michael.
Konto usunięte
- Mimo faktu że nigdy nie byłem w twojej sytuacji to współczuję
- Gdybyście wiedzieli, co siedzi w tej chatce, też byście do niej nie podeszli na bliżej niż sto kroków. - Powiedział ktoś, na którego równocześnie zwróciły się oczy wszystkich obecnych, a kim okazał się Cedrik, wychodzący właśnie spomiędzy drzew.
Właściciel
- Jasne, po prostu zajmijmy się tym głupim Kultem, to wrócę na morze, znajdę tego frajera i wyrwę mu jaja. - odparł pirat unosząc pięść.
- Ty tutaj? - zdziwiła się Elisif spoglądając na Cedrika. Michael natomiast patrzył przez otwory w masce na przybysza, z jakiegoś powodu czując do niego niechęć.
- Kate, wiesz o czym on mówi? - Zapytał Darcus, którego dla odmiany obecność Cedrika wcale nie zdziwiła.
Właściciel
- Ja... - zastanowiła się przez chwilę Kate. - No tak, na dole mieszka wiedźma z którą tutaj ostatnio przebywam, chcemy odtworzyć las i w ogóle... Ale nie wiem czy Kult jest kimś kto jej się boi.
Konto usunięte
- Każdy ma jakieś cele, byle tylko przetrwać do ich wykonania
- Ha! A powinien! - Cedrik w sposób do siebie niepodobny wyraził emocję i to w sposób dość groteskowy, jak na swój skryty styl bycia, a konkretnie wyglądał na mocno rozbawionego.
- Co masz na myśli? Kim jest ta wiedźma? - Dopytywał się Darcus.
- ...i ty też powinnaś. - Kontynuował członek kręgu, głuchy na pytania asasyna. - O ile rzeczywiście wiesz, kim ona jest? - Zaintonował swoją wypowiedź wznosząco, jakby faktycznie była bardziej pytaniem, niż domysłem.
Darcus odwrócił się do Kate z wyczekującym wyrazem twarzy.
Właściciel
- Moje szanse na przetrwanie raczej nigdzie nie się wybierają. - stwierdził z uśmieszkiem Jack. - Za to ja sam idę się napić, jakby co to będę na górze. - dodał pirat po czym zeskoczył z półki i ruszył na górę go Karczmy.
- W zasadzie to nie mówiła mi o sobie zbyt wiele... - odparła Kate rozmyślając. - Wiem tylko że nazywa się Jaga, ale sama siebie karze nazywać Babą Jagą. Poza tym dzięki niej potrafią wyrastać różne wspaniałe rzeczy! - przypomniała sobie Kate po czym chwyciła kostur zamocowany na plecach i pokazała go wszystkim.
- Przez ile starych książek i historii zamierzamy jeszcze przelecieć? - spytał Atlas w jego masce, jakby potwierdzając jego myśli.
- Pozwólcie że was na chwilę zostawię. - powiedział nagle Masil. - Upewnię się że nikt się w okolicy nie szlaja. - stwierdził po czym nie czekając na niczyją odpowiedź ruszył za chatkę rozglądając się przy tym po gaju. - Atlas, czy zbyt duża ilość Historii Wspólnego Natchnienia w jednym miejscu może mieć jakieś negatywne efekty? - zapytał cicho, jak tylko oddalił się wystarczająco, by mieć pewność że reszta go nie usłyszy.
- A skąd taki pomysł?
- Wolę się upewnić, wiesz, to może mocno zmienić moje plany.
- Nie jestem pewien. Jeśli się nie mylę taki wypadek miał miejsce tylko raz. Prawdopodobnie jednak same historie nie wystarczą by spowodować jakieś negatywne efekty.
- A co dokładnie się wtedy stało? - dopytywał zamaskowany.
- Do jednego z świeżo otwartych wymiarów dostał się kupiec handlujący książkami z innych światów. Tak się złożyło że natrafił on w jednym z miast na księgarnię, więc postanowił wpaść tam i zapytać czy właściciel nie chciał by zakupić książek, jakich ich świat nie widział! Okazało się jednak, że praktycznie wszystkie jego książki okazały się powstać z pomocą tego samego Natchnienia, przez co zdenerwowany właściciel uznał że to najzwyklejsze na świecie, nieco zmienione podróby ksiąg które sam sprzedaje! Tak się wściekł że rzucił jakieś zaklęcie chcąc zniszczyć wóz na którym sprzedawca przetrzymywał wszystkie księgi.
- I co wtedy?
- Doszło do katastrofy. Najpewniej winą było użycie magii w bliskiej odległości książek pochodzących z tego samego Natchnienia. Spowodowało to swego rodzaju jakieś rozładowanie energii, co nie zaszkodziło nikomu w okolicy, ale samemu wymiarowi! Stał się strasznie niestabilny, jakiekolwiek blokady dla podróży do niego i z powrotem się zerwały, losowo zaczął łączyć się z innymi wymiarami wpuszczając do swojego okropnie różne stworzenia i przedmioty z kompletnie innych wymiarów. To był chaos, nawet orkowa flota musiała się stamtąd wynosić po tym jak znikąd prosto na statek ich Wodza spadł jakaś gigantyczna gotycka katedra.
- Rozumiem, cóż, oznacza to że póki co nic się nie stanie.
- Czekaj, pamiętam że sam zabrałeś jakąś książkę z swojego świata, mam rację?
- Tak, ale to jedna książka, i póki co wątpię że natrafimy na tą samą tutaj. - stwierdził Michael.
Konto usunięte
Albert natomiast wrócił do czytania książki, w końcu na razie nic nie ma do roboty
- To wygląda dziwnie znajomo... - Darcus zmrużył oczy, lokując swój ślepy wzrok na kosturze Kate.
- Nie dziwne, że nic o niej nie wiesz. Rzadko kiedy opowiada o swojej przeszłości. Chociaż rzeczywiście, jej obecność tutaj może faktycznie ułatwić kilka spraw... - Skomentował Cedrik, odprowadzając Michaela wzrokiem.
Właściciel
- Ułatwić? O co chodzi? Kim jest ta wiedźma o której mówi Kate? - Elisif zaczęła zadawać pytania wyraźnie zaniepokojona.
Michael natomiast wrócił po krótkiej chwili, wciąż bacznie obserwując gaj.
- Cóż... Wiedżmą. W pełnym tego słowa znaczeniu. Prawdopodobnie pierwszą i najpotężniejszą z nich. Nie dziwię się Kate, że się polubiły. Ona sama również uwielbia lasy. - Zaczął ostrożnie Cedrik.
Właściciel
- Wiedziałam że potrafi najwyraźniej więcej niż wiedźmy które mieszkały w tym lesie, ale żeby pomyśleć że jest najpotężniejsza ze wszystkich... - powiedziała Kate wyraźnie zdziwiona.
- Co takiego potrafi ta wiedźma, że Kult powinien się jej bać? - zapytał Michael zakładając ręce i spoglądając na Cedrika.
- A czego nie potrafi? Przede wszystkim umie bez żadnego skrępowania rozkazywać przyrodzie. To, że ten las odrasta to wynik samej tylko jej obecności. Gdyby chciała, mogłaby w kilka sekund pokryć całą Myrthanę puszczą gęstszą od Fenevijskich lasów, bardziej egzotyczną od Sarmakandzkiej. Posiada wiedzę o roślinach i zwierzętach tak rozległą, że nawet Krąg jej zazdrości, jest też tak stara, że jej dokładny wiek pozostaje dla nas zagadką. Wielu próbowało się jej sprzeciwić, lub choćby wejść w drogę. Tych, którzy mieli szczęście, znajdowano w brzuchu kilkudziesięciu zwierząt naraz, rozsmarowanych po leśnej ściółce, albo powieszonych na drzewie za jelita. Ci bardziej pechowi kończyli zmienieni w drzewa, albo insekty. Tacy zaś, którzy naprawdę ją zdenerwowali... Cóż, o nich lepiej nie mówić głośno. - Mówił ze stoickim spokojem Cedrik.
- Musiała naprawdę bardzo cię polubić, skoro od razu cię nie zabiła. - Dodał, zwracając się do Kate.
Właściciel
Kate i Elisif słuchały Cedrika z otwartymi ustami, Michael uśmiechnął się za to lekko pod maską.
- Ktoś taki mógłby być świetnym sojusznikiem w walce z Kultem, ale równie nie pewnym co Loki.
Kate zastanowiła się za to przez chwilę.
- Wygląda więc na to że nie potrzebnie się o mnie martwiliście, tak długo jak jestem tutaj to nic mi raczej nie grozi. - powiedziała w końcu.
- Jeżeli rzeczywiście jest tak jak mówi Cedrik, to faktycznie powinnaś być tu bezpieczna. To może też wyjaśniać, dlaczego Loki jeszcze nie zaatakował. - Stwierdził Darcus z zamysłem, kiwając głową na znak tak zrozumienia, jak i zastanowienia. - Ale to oznacza, że musimy natychmiast wrócić do miasta. Powiadomiłem już moich ludzi, ale to może nie wystarczyć. - Dodał, ruszając z powrotem w kierunku Anubel.
Właściciel
- Czy ktokolwiek z twoich ludzi zna zaklęcie które pozwala wykryć zmiennokształtność, niewidzialność albo przywołanego klona? - zapytał Darcusa Michael, któremu dalej coś nie pasowało. Czy to możliwe że Loki mógł planować zabójstwo Kate i nie sprawdzić przed tym kto żyje w tym lesie? Musiał wiedzieć że to nie jest zwykła wiedźma, inaczej dziewczyny już by tu nie było. Czy możliwe że nie planował od razu przejść do finału książki, tylko zrobić jakiś ruch przed tym? A może to nie Kate ma być Julią? Wiedziałem że to za proste! - zastanawiał się w myślach.
Tymczasem kawałek od lodowej skały w Fenevii, której działanie było już odczuwalne w obrębie kilku kilometrów, pojawił się kultysta. Co ciekawe, okazał się być tym samym, którego jakiś czas temu zauważono na rozmowie z Michaelem w ogrodach Anubel. Teraz pojawił się przy Konstrukcie i zbliżył się do niego.
- Mimo iż drużyny niejakiego Darcusa nie udało się pokonać, to jednak obroniliśmy naszą skałę i zadaliśmy im widoczne obrażenia. Tak więc Kult dotrzyma umowy. - powiedział stając przed nim, po czym uniósł dłoń i zacisnął ją. Kilka metrów za nim uniosła się zamarznięta ziemia która powoli zaczęła formować się w posągi, a dokładniej w okrągłą setkę posągów. Minęła chwila a Konstrukt ujrzał już je w pełni okazałości, prezentujące biednie ubranych ludzi z przerażeniem i bólem na twarzach. Następnie kultysta zniżył rękę i szybkim ruchem rozprostował palce dłoni, co spowodowało że posągi rozprysnęły się dookoła, ukazując brudnych i rannych ludzi którzy w większości popadali na ziemię, zbyt zmęczeni i poobijani by utrzymać się na nogach. - Poza tym któryś z nas wkrótce skontaktuje się z tobą odnośnie kolejnego wydarzenia, jakie niedługo ma mieć miejsce. - powiedział po czym nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, zniknął zostawiając po sobie lodowy posąg, najwyraźniej nie chcąc patrzeć na to, co zrobi z więźniami Konstrukt.
Karczmarz za to w końcu wyszedł z kuchni z dużą tacą na której znajdował się spory talerz wypełniony okrągłymi słodkimi i pachnącymi czekoladowymi ciastkami oraz dwoma kubkami i butelką pełną ciepłego mleka. Postawił to wszystko z uśmiechem na ladzie.
- Strasznie dawno nic nie piekłem, ale chyba wyszło jadalne. - powiedział wesołym głosem.
- Z moich ludzi nie, ale znam kogoś, kto umie to zrobić. - Odparł zagadkowo asasyn. - Elisif, mówiłaś coś o tym, że idziesz do Masila? - Rzucił przez ramię do siostry niby od niechcenia, o ile oczywiście ta podążyła za nimi, bo w przeciwnym razie po prostu milczał, idąc naprzód i kierując się do ogrodów.
W tym momencie z nieba spadła główna forma Kaina, ta sama, z którą wcześniej walczył Darcus. Konstrukt wyprostował się, stojąc przed swoimi pomniejszymi ciałami, i rozejrzał po żałosnym tłumie ludzi. W tym momencie wydał z siebie metaliczny chichot i uniósł dłonie, a wokół podniosła się złowroga aura, podczas gdy Kamień Duszy na czole Kaina zamigotał. Wszyscy ludzie obecni na miejscu poczuli w tym momencie, jak uchodzi z nich życie. Ich wszelkie siły życiowe, a jeśli takie posiadali, to także magiczne, były w wyjątkowo bolesny sposób wyciskane z ich ciała jak woda z gąbki. Ze wszystkich ust i oczu w tłumie uniosły się eteryczne, żółtawe smugi energii, które powędrowały wprost do dłoni Konstruktu, a następnie wspięły się wzdłuż jego ramion, po torsie i szyi, znikając w świecącym klejnocie umieszczonym na czole. Kain wydał z siebie ciche westchnienie, po czym zacisnął pięści. W tym momencie wszyscy obecni w tłumie ludzie padli martwi, gdyż z ich ciał uszło coś jeszcze. Coś niezwykle ważnego, bez czego żadna istota ludzka nie mogła przeżyć. Dusze... Popłynęły one przez powietrze trasą sił życiowych i, podobnie jak one, zostały zaabsorbowane przez Kamień Nieskończoności. Kain, nie czekając dłużej, ponownie wzbił się w górę, wyraźnie zadowolony, pozostawiając po sobie polanę usłaną ciałami, które powoli zaczynał ogarniać mróz.
Gorgoron, zachwycona widokiem ciastek, zapomniała nagle o wszelkich manierach i zaczęła pochłaniać je niczym dzikie zwierzę. Na tyle oczywiście, na ile mogła sobie na to pozwolić czterolatka.
Właściciel
Kate pomachała im tylko jeszcze po czym wróciła na dół do chatki.
- Podobno w okolicy mógł kręcić się ktoś nie miły, ale chyba go wystraszyłaś. - powiedziała uśmiechając się do Jagi po czym ponownie spróbowała skupić się na tym co mówią motyle.
- Noo tak, mieliśmy się do niego z Cedrikiem w kwestii... - najwyraźniej chciała dokończyć ale przypomniała sobie że za nimi, z rękami w kieszeniach z opuszczoną w zamyśleniu głową szedł Michael. - No zresztą sam pewnie wiesz jakiej.
Karczmarz zaśmiał się cicho podnosząc kubki i kładąc je przed Gorgoron i Saki która podziękowała tylko skinieniem głową.
- Pamiętaj żeby zostawić trochę dla innych. - powiedział do córki z uśmiechem po czym spojrzał z zastanowieniem na butelkę a potem na Vitę. - Kurcze, w sumie nigdy wcześniej nie karmiłem dziecka, nawet nie wiem czy takie mleko jest dla niej odpowiednie.
- Nigdy nie miałam dzieci, ale wydaje mi się że ciepłe mleko raczej jej nie zaszkodzi, poza tym jeśli chcesz, sama mogę je nakarmić. - stwierdziła elfka skora do pomocy.
- I tak za mało czasu z nimi spędzam, przynajmniej chcę więc umieć je porządnie nakarmić. - odparł.
- Dobry pomysł. - przyznała Saki i podała Gniotkowi Vitę, ten wziął ją na ręce i z uśmiechem przyjrzał się dziewczynce. - To jak, chcesz się napić? - zapytał.
Głód wraz z Wojną natomiast skończyli w końcu dość długą jazdę na nowych wierzchowcach i teraz znaleźli się pod murami miasta. Drugi z nich siedział tak spoglądając na namioty, mury i wszystko inne otaczające ich.
- Nie wiem czy to pozostałość po moim instynkcie. Ale mam przeczucie że te ziemie przeżyją w najbliższym czasie nie jedną wojnę... Nawet jeśli Kult przegra, to znajdzie się wielu, którzy mogą uznać tą osłabioną część kontynentu za świetne miejsce na poszerzenie własnych wpływów... - mówił jakby sam do siebie zawieszając wzrok na falującym od chłodnego wiatru z północy. - Słuchaj, chcę cię zapytać o coś ważnego. - powiedział po krótkiej przerwie kierując swój wzrok na Głód. - Gdyby doszło do walki między mną i Darcusem, to po czyjej stronie byś stanął? - zapytał z niezwykłą powagą w głosie.
Konto usunięte
Albert natomiast kontynuował czytanie książki Wulfa, fakt faktem z ogólną tematyką tej książki spotkał się już wielokrotnie i to bez zbytniego szukania, w końcu w czasie jego edukacji wszystkie książki które zadono im do czytania jeśli nie były całkowicie oparte na krytyce zorganizowanej religii,instytucji religijnych czy nawet samego jej konceptu , to przynajmniej jakaś wzmianka w takowych klimtach się pojawiła. No ale diabeł tkwi w szczegółach ,więc młody chirurg dokładnie się wczytywał w zawartość powieści
- Coś podobnego... - Zachichotała Baba, najwyraźniej zdając sobie sprawę, jaki wpływ ma na postronnych. Motyle zaś wydawały się zdziwione, przerażone i zaskoczone jednocześnie.
- Siostra!... Przyjaciółka... Wielka... Brzydka... Siostra... Żyje?... Na zewnątrz?... Żyje?... - Piszczały owady.
- No to możemy do niego pójść razem. - ...i stało się jasne, że kieruje się właśnie do ogrodów.
Gorgoron nieco przystopowała, czerwieniąc się delikatnie ze wstydu, zaś Vita wyciągnęła rączki, zadowolona z widoku ojca.
- Dlaczego pytasz? Czyżbyś zamierzał z nim walczyć? - Wyminął sprytnie odpowiedź Głód, zaniepokojony pytaniem.
Właściciel
Kate widząc reakcje motyli po raz kolejny spróbowała namówić więc je do wylotu, zwracając przy tym uwagę na fakt że skoro komuś tak dużemu, a przez to widocznemu nic się nie stało, to czemu miałoby się stać coś takim małym motylom które mogą bez problemu się ukryć?
- Cóż, to nie taki zły pomysł, miejmy tylko nadzieję że znajdzie dla nas czas. - stwierdziła Elisif podążając za bratem.
- Ja w takim razie zostanę w mieście i spróbuję dojść do tego, co planuje Loki. - powiedział Michael, któremu niezbyt odpowiadała wizyta w wymiarze Masila.
Karczmarz zadowolony chwycił się ręką butelkę, pilnując przy tym żeby nie wypuścić córki, po czym zbliżył ją do Vity w celu nakarmienia jej.
- Darcus jest oddany swoim ludziom, jest w końcu jednym z nich. Jeśli sojusz z orkami minie, a patrząc na historię obu ras jest to niezwykle prawdopodobne, to wtedy może dojść do kolejnej wojny. Mi jest znacznie bliżej do orków, trenowałem ich, znam bardzo wielu orkowych wojowników. Jeśli będą musieli z kimś walczyć, zwłaszcza teraz kiedy straciliśmy nasze "powołanie", to ja stanę po ich stronie.
Coś w przekazie Kate, coś z uczuć, za pomocą których przecież się komunikowała, sprawiło, że motyle stały się spokojniejsze. Może jej niedawne spotkanie z matką i wujem ją rozpogodziły? Niektóre z owadów nawet skierowały się do uchylonych drzwi pozostawionych przez dziewczynę, czy okien, które, zbudowane z gęstego bluszczu, same utorowały im drogę.
- Niech będzie. Spotkajmy się na dziedzińcu, za godzinę. - Odparł Darcus, kiedy grupka przeszła przez bramę miasta i, nie czekając na odpowiedź, przyspieszył kroku.
Dziewczynka złapała butelkę rączkami, pijąc łapczywie. Najwyraźniej była całkiem głodna.
Głód skrzywił się lekko, spuścił wzrok na ziemię, przesunął po niej, a następnie podniósł głowę z powrotem i spojrzał na miasto. - Do wojny nie dojdzie. A przynajmniej nie między tymi dwoma gatunkami. - Skomentował w końcu posępnie.
Właściciel
Kate ruszyła więc w stronę drzwi i otwarła je na oścież dalej namawiając motyle do udania się na pole. Z wyjątkiem tego jednego, tego którego Baba chciała, by złapała. Spróbowała go teraz namówić by ten nie ruszał z resztą i został jeszcze tutaj na chwilę.
Michael patrzył przez chwilę na oddalającą się grupkę po czym mruknął jakieś pojedyncze słowo i rozejrzał się dookoła. A więc przedstawienie dopiero się zacznie.
- Najpierw musi zebrać się widownia. - stwierdził Atlas wyraźnie zaciekawiony wydarzeniem.
Zamaskowany w tym momencie otwarł szeroko oczy. No tak! - zawołał w głowie i pędem ruszył w stronę placu. Jeśli Loki rzeczywiście planuje te swoje przedstawienie, to znajdzie miejsce gdzie zobaczy to jak największa ilość osób! Przecież to nie tylko zadowoli jego ale tylko jeszcze bardziej zaszkodzi psychice mieszkańców!
Elisif natomiast wciąż szła bez słowa za bratem, zajęta własnymi myślami.
Karczmarz zadowolony poczekał aż Vita opróżni butelkę lub przestanie pić. W tym samym momencie z podziemi wyszedł Jack.
- Czyżby znudziło ci się siedzenie w podziemiach? - rzucił do niego Abraxas.
- A no, muszę się czegoś napić.
- No to mów czego chcesz.
- Oj nie, nie dzisiaj. Słyszałem że mają tutaj swoją siedzibę nie jacy Magowie Rumu. Czuję że to jest miejsce gdzie bezzwłocznie powinienem zajrzeć. - odparł pirat szczerząc swoje żółtawe zęby.
- No tak, w takim razie do zobaczenia później. - pożegnał go Karczmarz na co pirat kiwnął głową i wyszedł z Karczmy.
- Wielu chciałoby podzielać twój optymizm. - stwierdził Wojna. - Ale niestety daleko mu do realizmu. Jak sam widzisz nawet teraz kiedy panuje względny sojusz, to sytuacja momentami jest napięta. Znam Bhor-gula, to nie jest troll który nadawałby się na wolontariusza. Jeśli ten cały Stratum namówił go do wsparcia Myrthany, to tylko i wyłącznie dlatego że pokazał mu idący za tym widoczny zysk. Jeśli walka z Kultem się skończy, a powstały po tym rząd Myrthany nie będzie chciał oddać im tego, czego ci żądają, to orkowie najpewniej postanowią wziąć to sobie sami. Pojawia się też drugi aspekt. Te dwie rasy łączą siły tylko i wyłącznie dlatego że pojawił się wspólny wróg, z którym oboje samotnie sobie nie poradzą. A co jeśli ten wróg zniknie? Zniknie też główny powód dla którego doszło do sojuszu. Jeśli komuś nie uda znaleźć się kolejnego ogniwa spajającego, to może ponownie dojść do podziału. A podział ten orkowie z pewnością wykorzystają, w przypadku rozpadającego się państwa.
Im dalej Albert wczytywał się w księgę, tym okazywała się ona co raz bardziej oczerniać wyznawców Innosa. Co jednak było najistotniejsze to ogromna dokładność z jaką opisywał wszystko autor. Każde miejsce i postać, jeśli tylko dokładnie znać by historię Myrthany, okazywały się dokładnie pasować do tego co działo się w rzeczywistości. Nie było żadnych nieścisłości, wszystko znajdowało się tam gdzie powinno, miejsca wyglądały identycznie jak za czasów kiedy naprawdę istniały, postacie żyły w powieści i zachowywały się identycznie jak według historii. Ogólnie mimo dość niespodziewanego punktu widzenia na działalność paladynów, który mógł wydawać się nieprawdopodobny, wszystko opisane było tak, jakby rzeczywiście mogło mieć miejsce i co więcej, jakby sam autor rzeczywiście żył w tych czasach, mimo iż historia toczyć się miała dość dawno temu.
'Wycelowanie' w konkretnego motyla było trudniejsze, niż Kate się początkowo wydawało, dlatego wraz z nim podleciało do niej kilka innych, które obsiadły ją w kilku miejscach ciała.
Po pewnym czasie rodzeństwo Certainów dotarło do ogrodów, gdzie już czekał na nich Cedrik.
- Jesteście już. - Skomentował, prostując się.
Głód pokręcił głową przecząco. - To nie optymizm. Wręcz przeciwnie. Po prostu zdaję sobie sprawę z czegoś, czego ty jeszcze nie dostrzegasz. To prawda, napięcia społeczne są istotne, ale jest coś znacznie ważniejszego. - Rzekł z lekka złowieszczo Głód.
Konto usunięte
- Hmmmmm muszę przyznać że autor jest niezwykle dobry, ta uwaga poświęcona detalom, a dzięki temu buduję się niesamowita atmosfera ...... huh może powinienem wziąć te książki do domu, jestem pewien że by się przyjęła nie mówiąc już o tym że mamy technologię która pozwoli ją skopiować. - Powiedział do siebie w zamyśleniu chirurg po czym odszedł od półki i usiadł przy stole. Następnie kontynuował czytanie powieści.
Właściciel
Kate widząc że to nie będzie takie proste, starała się jakoś doprecyzować o którego motyla jej chodzi, próbując go wyróżnić za pomocą opisu jego kolorów, miejsca w którym aktualnie latał lub tego, że to właśnie ten ścigany był wcześniej przez kobolda.
Elisif odruchowo spojrzała za siebie, jako iż miała wcześniej wrażenie że Cedrik idzie razem z nimi. Z drugiej strony czego mogła się spodziewać po członku Kręgu.
- Proponuję załatwić to najszybciej jak się da. - stwierdziła podchodząc do drzewa Masila. - "Chcę udać się do ogrodu z którego pochodzisz i pomówić z Nad Ogrodnikiem" - powiedziała, na co drzewo zaśmiało się raczej z czymś w rodzaju smutku w głosie.
- Ależ oczywiście, wszyscy w kółko do pana, a z biednym drzewem już nikt nie porozmawia. - powiedziało smutno po czym jak zazwyczaj otwarł się portal.
- Pogadamy jak wrócimy. - zapewniła go Elisif po czym spojrzała na pozostałą dwójkę i wkroczyła do portalu.
- Byłoby fajniee... - odparło drzewo.
Wojna przyglądał się przez chwilę Głodowi w zamyśleniu, w końcu założył ręce.
- A więc? Czym jest ta rzecz której nie widzę? - zapytał.
Albert mógł też zwrócić uwagę na to, że cała historia opisana w pierwszej osobie była niezwykle dokładna również pod względem samego głównego bohatera. Wszystkie przemyślenia i uczucia były przemyślanie tak bardzo dokładnie i sensownie, że albo autor musiał niezwykle długo kształtować sobie tą postać w głowie zanim przelał jej historię na papier... Albo sam być głównym bohaterem.
W tym samym czasie Akryl dotarł wreszcie na koniec jeziora najszybciej jak tylko się dało i spojrzał na stojący tutaj ponury, duży kamienny dom.
- Kto by chciał mieszkać tak daleko od czegokolwiek, w takim straszydle? - zapytał sam siebie Akryl po czym zaśmiał się głośno. - No tak, jakby u Xardasa było przytulniej. - stwierdził wspominając przy tym czasy jak jeszcze służył nekromancie. Gdyby nie to że był szkieletem, to pewnie popłynęła by mu z oka samotna łza, a tak to podrapał się jeszcze po łopatce i ruszył do drzwi. Stał tak przez chwilę spoglądając na czarne, sporych rozmiarów drzwi wykonane z jakiegoś solidnego drewna, po czym zastukał dwa razy ciemną żelazną kołatką. Nikt nie odpowiedział, więc ten spojrzał tylko na okna dwupiętrowego domu w poszukiwaniu śladów obecności, ale wszystkie okazały się być zasłonięte czarnymi i trochę zakurzonymi kotarami. Postał tak przez dosyć długą chwilę wystukując na swojej miednicy jakąś wesołą melodię i już miał zapukać po raz kolejny, kiedy nagle z niezwykle głośnym skrzypnięciem drzwi się otwarły.
W drzwiach ukazał mu się bardzo dobrze zbudowany, będący prawdopodobnie w średnim wieku wysoki mężczyzna. Jego twarz otoczona była gęstą, zaniedbaną czarną brodą, siwiejącą lekko na dole. Oraz krótkimi czarnymi włosami zachodzącymi lekko na czoło. Jego zbroja również była dosyć ciekawie zrobiona. Z początku przypominać ona mogła niezwykle pancerze, które zwykli nosić w Myrthanie paladyni, jednak było tutaj parę istotnych różnic. Pomijając już że - jak można było się domyślić - jego zbroja była znacznie ciemniejsza i wyglądająca na mniej zadbaną od tych które nosili słudzy Innosa, najbardziej przykuwającym wzrok szczegółem był nietypowy kształt zbroi. Pancerz bowiem wydawał się być nie do końca dopasowany do mężczyzny, był nieco większy i ułożony w dziwny sposób, w wielu miejscach znajdowały się umieszczone powiązane pasy i inne wiążące elementy z czarnej skóry. Całość wyglądała tak, jakby była przygotowana do tego by w trakcie walki zmienić właściciela, albo jakby to właściciel... Miał zmienić kształt.
- Zgaduję że przysłał cię Masil? - zapytał mężczyzna suchym głosem patrząc na szkieleta.
- Dokładnie tak, chyba ma dla ciebie jakieś zadanie.
- Spodziewałem się tego, w końcu nikt nie mieszka tu za darmo, co? - odparł uśmiechając się krzywo. - No dobrze, założenie tego cholerstwa trochę zajęło, więc ruszajmy już i nie marnujmy więcej czasu Masilowi. - powiedział i wyszedł z domu zamykając przy tym drzwi na klucz, który następnie schował do czegoś w rodzaju zapinanej na metalowe guziki luźniej kieszeni, znajdującej się pod jednym z naramienników.
- Racja, ostatnio i tak nie ma go prawie w ogóle. - stwierdził Akryl mając przy okazji nadzieję, że Kaziu znalazł już rycerza i teraz czekają na nich pod wieżą. - No to w drogę.
Mężczyzna skinął tylko głową i oboje ruszyli w drogę powrotną wokół jeziora.
- Mógłbym cię tylko zapytać jeszcze o jedno? - spytał Akryl patrząc z boku na mężczyznę, który z jakiegoś powodu wydawał mu się być znacznie starszy, niż wyglądał. - Jak masz na imię?
- Ja? Od bardzo dawna już go nie używałem, bo nie miałem z kim rozmawiać, ale jeśli naprawdę cię to tak interesuje to ci powiem. - odparł mężczyzna uśmiechając się lekko. - Nazywam się Serh Wolf.
Żadna z tych metod nie dawała pewnych efektów. Kate nie była synestetyczką, więc opisanie motylom ich koloru poprzez komunikację operującą na uczuciach nie było łatwe. Co więcej, owady zdawały się mieć zupełnie inną percepcję przestrzeni, w ogóle nie zdawały sobie też sprawy, że ktoś je wcześniej ścigał. Coś jednak, chyba sama intencja, sprawiło, że motyle domyśliły się o co chodzi. Pozostałe odleciały, podczas gdy ten jeden wybrany usiadł na nosie Kate i zatrzepotał skrzydłami, wyrażając radość z bliskiego spotkania.
- Wybaczcie moje nagłe znikanie, ale nie mogę sobie pozwolić, by ktoś niepowołany zdał sobie sprawę z mojej obecności. - Rzekł Cedrik, stając wraz z Elisif i Darcusem przed drzewem, obserwując jak siostra wkracza w portal, a za nią brat.
- A ty nie marudź już więcej, rozmawiałem z tobą kupę czasu. - Zakomunikował nieco mniej werbalnie temu ostatniemu, po czym sam przeszedł przez przejście.
- Spójrz na te pola. - Rzekł, wskazując ręką rzeczone. - Miasto jest duże. Już teraz to, co zostaje ze zbiorów po nakarmieniu zwierząt i pracowników ledwie wystarcza na jego wyżywienie. Co będzie, kiedy Darcus skończy ściągać tu tych wszystkich ludzi do swojej armii? - Rzucił retorycznym zapytaniem Jeździec.
- Z okolicznymi farmami wcale nie jest lepiej. Niemal wszystkie w tym kraju zostały zniszczone przez kultystów. Ich pełna odbudowa wymaga ludności i zasobów, których po tej wojnie nie będzie. A orkowie? Mieszkają na pustyni. Byliśmy na niej, sam widziałeś. Niewiele tam rośnie. Ich przywódcy próbują to ignorować, wiedząc, że orkowie przez lata nabrali wytrzymałości dla takich rzeczy, ale na jak długo? - Głód pokręcił głową przecząco w niemej odpowiedzi na własne pytanie.
- W dodatku wokół nie ma nikogo, do kogo można by było zwrócić się o pomoc. Gordulum? Odcięte. Fenevia? Oni sami potrzebują pomocy. Nordmar? Tam są tylko małe klany. Albion jest daleko, a Sarmakanda nie ma żadnego rządu. Do kogo jeszcze można się zwrócić? - Rzucił zrezygnowany, znów omiatając wzrokiem okoliczne pola.
- Nie, bracie. Ani orków, ani ludzi, nie stać teraz na wojnę. To, co nadejdzie po upadku Kultu, to wielki głód. - Skwitował, wzdychając ciężko.
Konto usunięte
Albert raczej chylił się ku temu drugiemu, chociaż nie w dosłownym sensie, po prostu myślał że autor jako główną postać wstawił siebie ale z innym imieniem, wyglądem zewnętrznym itp. To nie jest aż takie niespotykane. Oczywiście jest możliwość że główny bohater jest autorem w najbardziej dosłowny sposób, w końcu bo zobaczeniu tego co zobaczył to by nie było takie dziwne, ale wciąż uważał to za raczej mało prawdopodobne.
Właściciel
Kate spróbowała więc przekazać innym że mogą spokojnie wylecieć na zewnątrz po czym podeszła do wiedźmy powoli by nie wystraszyć motyla.
- Chyba mi się udało. - powiedziała.
Cała trójka pojawiła się w standardowym pomieszczeniu, w którym przywitała ich ognista kobieta. Poza nimi wyjątkowo nie siedział tutaj nikt.
- Chcielibyśmy zobaczyć się z Masilem, to dosyć ważna sprawa.
Kobieta patrzyła na nich przez moment, najwyraźniej rozpoznając dosyć ważną trójkę.
- Cóż, normalnie powiedziałabym że pan jest zajęty ale... Myślę że dla was może zrobić wyjątek. - powiedziała wyjmując tą samą kulę co zawsze, przesunęła po niej palcami po czym wszyscy usłyszeli głos Masila.
- Co znowu? - zapytał, jego głos wypełniony był frustracją, ale wydawał się przy okazji jakiś nieobecny. - Właśnie miałem udać się do Śniącego, nie mam za bardzo czasu na rozmowy.
- Masz gości.
- Gości? - jego głos wypełniło niedowierzanie. - Chcesz mi powiedzieć że zawracasz mi głowę bo przyszli jacyś pieprzeni...
- To członek Kręgu wraz z Elisif i jej bratem. - powiedziała szybko przerywając Masilowi, najwyraźniej nie mając ochoty słuchać jak ten wybucha.
- Że co? Czego oni nagle ode mnie chcą? - zdziwił się Masil. - Niech to wszystko ogień pochłonie... Przenieś ich do mojej wieży. - mruknął po chwili zrezygnowany.
- Z góry przepraszam za niego, ma ostatnio okropnie dużo roboty i strasznie go to wymęcza. - powiedziała ze smutkiem patrząc na nich, kiedy jednocześnie otwarły się drzwi ukazujące portal.
- Póki Kult nie skupi się bardziej na walce z orkami, tych głód nie spotka, radzili sobie na pustyni wystarczająco długo, kilka miesięcy tego nie zmieni. Tak czy siak jednak, nie ważne jak na to spojrzeć Myrthanę czeka spotkanie z naszym dawnym powołaniem, pytanie tylko gdzie my staniemy w tej sytuacji? - zastanowił się Wojna.
- To świetnie, w ostatniej chwili. Wrzuć go do zupy. - Baba pogoniła Kate, wykonując zagarniający gest ręką.
- Cały Masil, zabiegany jak zawsze. - Pokręcił Darcus głową z udawaną rezygnacją, starając się zachować kruchy spokój w i tak już napiętej atmosferze. Cedrik tylko rzucił posępne spojrzenie ognistej i ruszył do portalu. Asasyn wskazał siostrze gestem dłoni, że chętnie puści ją przodem.
- Coś czuję, że Jeźdźcy Apokalipsy jeszcze się nie skończyli. - Skomentował tylko Głód, kiwając głową w zamyśleniu.
Właściciel
Kate otwarła szerzej oczy w zdziwieniu. Jej myśli wypełnił taki niepokój, że wpadając już w rytm komunikacji z motylami zamiast ludźmi, odruchowo przekazała swoje obawy motylowi który to miał paść ofiarą zupy. Do tego dotarło więc najpewniej, że powinien jak najszybciej polecieć za resztą znajomych motyli i że tu zrobiło się dla niego mniej bezpiecznie.
Elisif skinęła głową i przeszła przez portal. Cała trójka pojawiła się w wieży na piętrze z kominkiem. Masil stał oparty o ścianę z kubkiem wypełnionym najwyraźniej jakimiś ziołami, z którego wciąż parowało. Jego skupione na zawartości kubka oczy iskrzyły od czasu do czasu nieco wyblakłą pomarańczową energią, która zdawała się przygasać.
- Co... - zaczął Masil po chwili ciszy ale złapał go kaszel, uniósł kubek telekinezą w powietrze po czym zasłonił usta i zaczął kaszleć. - Co was tu sprowadza? - zapytał suchym głosem jak tylko skończył i ponownie chwycił kubek w dłonie. Wydawało się jednak że jego ton głosu nie jest spowodowany jego wolą, a raczej zmęczeniem i tym że nie zdarzało mu się ostatnio zbyt często pić czegokolwiek.
- Emm... Darcus może ty zacznij? Twoja sprawa jest bardziej nagląca. - stwierdziła niepewnie Elisif patrząc na brata.
- Racja. - przyznał Wojna. - Swoją drogą zastanawia mnie co znowu wymyślił Zaraza. Nie widziałem go ani razu odkąd tutaj przybyliśmy.
Pewien kultysta schodził w tym momencie powolnymi krokami do podziemi zamku. Na jego ustach spoczął szyderczy uśmiech kiedy tak jak się spodziewał, zauważył zmęczonego i wyczerpanego króla Myrthany siedzącego teraz skurczonego w celi.
- Mój panie, twój wierny sługa po ciebie wrócił. - zaczął po czym zaśmiał się skrzekliwie widząc marną postawę dawnego władcy.
- Czego chcesz? - zapytał z wściekłością w głosie dawny król nie podnosząc nawet wzroku z kamiennej podłogi niegdyś należącego do niego więzienia. - Zniszczyłeś już mnie i moje królestwo, nic więcej nie zostało!
- Jakże okropnie się mylisz. Nie zapominaj że przecież wciąż żyją twoi ludzie, wiernie walczący w słusznej sprawie.
- W waszej sprawie! - krzyknął władca wstając całkiem szybko jak na kogoś kto ostatni czas spędził za kratkami. - To nie są już moi ludzie! Opętaliście ich ciała i umysły a resztę pozostawiliście na pewną śmierć! - krzyczał z gniewem i rozpaczą w głosie łapiąc za kraty i spoglądając na wykrzywioną uśmiechem twarz
człowieka który doprowadził do całej tej katastrofy.
- Nie zapominaj że sam dałeś się omamić. Jak każdy słaby władca, uwierzyłeś w obietnice które ktoś ci składał. Kiedy otwarłeś się dla mnie, cała Myrthana stanęła otworem! Gdybyś tylko był w stanie w pełni pojąć jak twoja słabość i głupota ułatwiły nam nasz plan. Ale to jeszcze nie koniec, przecież jesteś władcą. A każdy szanowany król powinien prowadzić swój lud ku chwale!
- Możesz się śmiać! Ale przysięgam na bgów że kiedyś wasze plany się skończą! Wszystkich was spotka kara!
- I kto miałby nas niby ukarać? Orkowie? Bo to jedyny kraj którego jeszcze się trzyma, ale nie długo. Myrthana upadła, zrozum to głupcze!
- Myrthana nie upadnie tak długo, jak chociaż jeden świadomy człowiek stoi na jej ziemiach! - wrzasnął a jego oczy zaświeciły się przez chwilę resztkami mocy, jaką był obdarzony niegdyś jako paladyn.
- A skąd wiesz że ktokolwiek jeszcze stoi? Skąd ta pewność że już wszystkich nie wybiliśmy? - zapytał jadowitym głosem kultysta.
- Ja... Czuję to... Jeszcze nie przegraliśmy...
- Ty już dawno przegrałeś! - zawołał i zaśmiał się głośno. - Ale nie martw się, Kult jest łaskawy, dostaniesz więc szansę na zdobycie naszej przychylności.
- Prędzej zdechnę!
- Naprawdę myślisz że masz tutaj cokolwiek do powiedzenia? - zapytał śmiejąc się ponownie. - Chodź, nadszedł czas. Pusta armia potrzebuje pustego króla! - zawołał unosząc ręce po czym skierował je na dawnego władcę.
I był już on teraz pod jego kontrolą. Nic nie mogło tego zmienić, jego wszelkie uczucia i myśli wyparowały po raz kolejny, jak tego samego dnia kiedy odkrył prawdziwe zamiary jego doradcy. Wiedział że to jego koniec, wiedział że nie ma już szans na to by odkupić swoje winy. Ale resztka jego wolnej duszy krzyczała z pragnienia, przysięgając sobie że nie przestanie oddychać, tak długo jak jego dawny doradca a teraz pan nie zapłaci własną krwią, za to co uczynił jemu i jego wspaniałemu ludowi.
Motyl zaczął trzepotać i już miał poderwać się do lotu, ale wtem ręka Baby uniosła się szybko niczym język wystrzelony z paszczy kameleona, łapiąc owada w locie w dwa palce z zabójczą niemal precyzją. Pokręciła głową z dezaprobatą, spoglądając to na jeszcze żywego, trzepoczącego w przerażeniu motyla, to na dziewczynę, która tak przeraziła się jego losem.
- Potrzebuję twojej pomocy w sprawie Lokiego. - Przeszedł od razu do rzeczy Darcus, występując naprzód.
- Znasz go, zawsze coś wymyśli. - Zdobył się na cień uśmiechu Głód.
Właściciel
- Dlaczego chcesz go ugotować?! - zawołała teraz oburzona dziewczyna, stając w obronie motyla. - Przecież jego brak na pewno nic nie zmieni!
- Czy ja jestem jakimś potężnym człowiekiem który byłby wstanie stworzyć nawet własny wymiar, że wszyscy oczekują ode mnie pomocy? A... No tak. - odparł Masil łechtając własne ego i poprawiając sobie trochę humor. - Jeśli się nie mylę to ten zabójca co to ostatnio się u was szlaja po mieście? - zapytał najwyraźniej dobrze poinformowany i minimalnie żywszy niż przed chwilą.
- Pewnie tak. - przyznał Wojna po czym westchnął. - Masz pomysł za to moglibyśmy się teraz wziąć? Przydałoby się ubić jakiegoś stwora albo coś. - stwierdził Jeździec rozglądając się po okolicy w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia.
- Kate, nie możesz w ten sposób reagować na każde, najmniejsze stworzonko. Jeśli przywiążesz się do nich wszystkich, wkrótce nie będziesz miała co jeść. - Starała się wytłumaczyć Baba, wyraźnie niezadowolona z postawy uczennicy.
- Owszem. - Potwierdził Darcus kiwnięciem głowy. - Trudno go znaleźć, zna się na zmianie wyglądu i tworzeniu klonów. A o ile się nie mylę, ty też coś o tym wiesz... - Rzekł z lekka konspiracyjnym tonem.
- Pojęcia nie mam. - Wzruszył ramionami Głód. - W tej sytuacji może przydałoby się zrobić małą rewizję sprzętu i wojska? - Zaproponował.
Tymczasem Zaraza, gdziekolwiek by teraz nie był, poczuł znajome uczucie nagromadzenia wokół energii magicznej. Na tyle znajome, że wiedział, iż to prawdopodobnie Xardon właśnie zapragnął się z nim skontaktować. Z jakiegoś powodu jednak nic więcej się nie stało.
Właściciel
- Ale... On i tak jest na tyle mały że zjedzenie go nic by nam nie dało! - stwierdziła Kate - Więc możemy go spokojnie wypuścić!
- Ach, a więc tego ode mnie chcesz. Cóż, jeśli chcecie pozbyć się go z miasta na stałe to widzę tylko jedną opcję. Dawanie jakiegoś sprzętu lub pojedynczego zaklęcia komuś z was i tak wiele nie da, Loki szybko zorientowałby się że go rozpoznajecie i po prostu unikał takiej osoby. Nie będzie jednak miał jak unikać, w momencie kiedy jego zaklęcia najzwyczajniej w świecie nie będą działać na obszarze miasta. A tak się składa że nad całym waszym miastem rozpościera się takie pewne dosyć niezwykłe drzewko. Mogę sprawić że będzie ono wydzielać blokadę na zaklęcia tego typu, ale pamiętaj, że wtedy także nikt z waszych nie będzie wstanie ich używać.
- Moich znajomych orków nie ma co sprawdzać, są na tyle dobrze wyszkoleni że raczej nawet pod nieobecność Krothgara będą starać się dbać o swój sprzęt, umiejętności a także wierzchowce, których praktycznie nigdy nie zostawiają pod opieką kogoś innego. Możemy za to zobaczyć jak trzymają się ludzie w mieście, bo z tego co się orientuję ich stan wygląda znacznie gorzej. - doszedł do wniosku Wojna.
Zaraza znajdował się teraz niedaleko wejścia do kanałów, siedząc przy murze i czytając książkę pt. "Wszelkie granice stanów psychicznych". Czując moc opuścił książkę i rozejrzał się w poszukiwaniu miejsca, gdzie jak myślał, pojawi się mag.
- Nie jemy go dla jego mięsa, tylko dla pyłu ze skrzydeł. Bez niego wywar nie zadziała. - Naciskała Baba, obracając motyla w palcach, na tyle mocno, by go nie wypuścić, ale nie na tyle, by zrobić mu krzywdę.
- Zrób to. - Odparł bez wahania Darcus. - Chciałbym z tobą zamienić jeszcze słowo na ten temat, ale to na osobności, porozmawiaj najpierw z nimi. - Dodał, wskazując głową na towarzyszy.
- Zerknąć nie zaszkodzi. - Głód kiwnął głową i przeciągnął się. - Ach... Już nie taki nieśmiertelny, huh? Będzie dobrze potem się trochę przespać. Nie robiłem tego od wieków... - Dodał, śmiejąc się pod nosem z samego siebie.
- Paskudztwo... - Wymsknął się Xardonowi szept, który Zaraza usłyszał wprost z kanałów.
Właściciel
- A nie ma przypadkiem sposobu by zdobyć pył bez krzywdzenia go? - zapytała zaciskając dłonie na swoich spodniach. - W końcu jesteś potężna, prawda? Musisz znać jakiś sposób!
Zaufanie ma swoje granice, co? - pomyślał sobie Masil ale nie powiedział tego na głos, zamiast tego skierował swój wzrok na pozostałą dwójkę.
- A więc? Czego wy potrzebujecie? - zapytał.
- Przyszliśmy ponieważ chciałam się zapytać... Mówiłeś że postarasz się pomóc mi przy zdobywaniu tych rzadkich składników, co nie? Zastanawiałam się czy przypadkiem nie znalazłeś na to czasu.
- A, no tak. Jeśli o to chodzi, to dzięki znajomościom udało mi się zdobyć trochę czarnej rudy, na ostrze z pewnością wystarczy. - mówiąc to wolną ręką otwarł obok siebie niewielki unoszący się portal, po czym wyciągnął z niego ten sam worek który jakiś czas temu dostarczył mu demon. W tym samym momencie ów worek zniknął z jego górnego piętra wieży. - Nie ma jednak w moim wymiarze wystarczająco dobrego kowala, żeby być pewnym że niczego nie spartaczy. - stwierdził mag podając Cedrikowi worek. - Ponadto zamierzałem wysłać dwójkę osób by zdobyli ten kryształ Ducha Ognia, bo tak się składa że znam kogoś kto powinien dać radę go przywołać. Mam nadzieję że Akryl nie spieprzył sprawy i już czekają na mnie pod wieżą... Tak czy siak, z podanych składników brakować wam będzie jeszcze tylko serca golema mroku. Co prawda tak się składa że posiadam kuźnię golemów, ale z tego co wiem, to ona nie da rady stworzyć czegoś takiego. Musicie sobie więc z tym poradzić sami.
- A więc rzeczywiście pomagasz! Naprawdę dziękuję! - powiedziała Elisif wyraźnie zadowolona tym co usłyszała.
- Jasne, tak długo jak niczego się przede mną nie ukrywa, - tutaj odruchowo na ułamek sekundy jego wzrok skupił się na Cedriku. - to zajmę się wszystkim na co znajdę czas.
- Szczerze nie wyglądasz jakbyś miał go ostatnio dużo...
- W zasadzie to nie mam go w ogóle. Ale wiecie, pomiędzy brakiem czasu a brakiem czasu, zawsze znajdzie się troszeczkę czasu do zagospodarowania. - stwierdził uśmiechając się po czym wypił duszkiem całą wciąż gorącą zawartość kubka po czym rzucił go o ścianę, tej jednak fragment w ostatniej chwili zniknął i kubek wyleciał na zewnątrz.
- Ta, chyba masz rację. - odparł Wojna który widząc Jeźdźca odruchowo ziewnął. - No dobra, no to chodźmy. - powiedział i skierował wierzchowca powoli w stronę bramy.
Zaraza uniósł w tym czasie brwi i zbliżył się do wejścia do kanałów.
- Wszystko stanie się jasne gdy tylko wypijesz wywar. Obiecuję ci to. - Zamlaskała Baba ze zniecierpliwieniem.
Cedrik uniósł dłoń nad worek, a ten po chwili zniknął w utworzonym tuż pod nią niewielkim portalu. - Dziękuję ci za pomoc. Jeżeli to wszystko, to my dwoje powinniśmy już iść. Muszę zamienić kilka słów z Elisif... Na osobności. - Wyjaśnił wymownie, kładąc nacisk na ostatnie słowa, przy czym spojrzał na Darcusa, na co ten ostatni zdawał się nie zwrócić uwagi.
Głód również popędził swojego zwierza, ruszając za bratem.
Xardon był w rzeczy samej w kanałach, skryty w cieniu na tyle dobrze, by nie zobaczył go ktoś niepowołany, ale wystarczająco odsłonięty, by nie przeszkadzało to w nawiązaniu z Zarazą bezpośredniego kontaktu. - Jeźdźcze, obawiam się, że czasu jest jeszcze mniej, niż myśleliśmy. - Zaczął mag. - W całym Morgradzie zapanowało teraz pospolite ruszenie. Musisz podjąć decyzję. - Naciskał stanowczo.
Konto usunięte
// Żeby pokazać że żyję to napiszę coś dla Ulryka
W międzyczasie Ulryk już od dłuższego czasu siedział przy ognisku i sortował swoje rzeczy w niewielkim kuferku. Ów kuferek mimo bycia dość niewielkim przedmiotem, mieścił w sobie cały dobytek rycerza, który był dość spory, bowiem pudełko było "bez dna" czyli posiadało nieskończoną ilość wolnego miejsca wewnątrz siebie. Jak dokładnie to powstało nie wie nikt, lub przynajmniej nikt z jego domu albo nikt kogo znał wiedział jak to się tworzyło. Ale wracając do tego co robił Ulryk przeglądał is sortował głównie swoją broń i pancerze w kolejności alfabetycznej.
Właściciel
Kate zastanawiała się przez pewną chwilę. Mimo iż mimo wszystko robiło się jej smutno na myśl o ugotowaniu motyla, to w końcu pomyślała, że jeśli nie będzie się słuchać Baby, to z odnowienia lasu może nic nie wyjść. Postanowiła więc ten jeden raz zaufać Jadze.
- Niech będzie. - powiedziała cicho kiwając głową.
Masil, który uśmiechnął się teraz lekko pod nosem wykonał gest ręką a tuż za Cedrikiem oraz Elisif pojawił się portal.
- Jeszcze raz dziękujemy! - zawołała Elisif po czym rzucając jeszcze tylko okiem na brata, przeszłą przez portal co spowodowało że pojawiła się ponownie przy drzewie w ogrodzie.
Jeźdźcy dotarli więc po czasie pod koszary, gdzie znajdowała się teraz grupka strażników dyskutujących o czymś żywiołowo.
- A co to całe poruszenie ma wspólnego z Masilem? - zapytał Zaraza stając tak, by jak najlepiej słyszeć nekromantę.
W tym momencie obok Ulryka zjawił się Akryl wraz z Wolfem. Szkielet wyraźnie zadowolony stanął przy rycerzu spoglądając na niego.
- Widzę że goblin wyjątkowo nie zawalił roboty i cię tutaj sprowadził. - stwierdził. - To jak, gotowy na zadanie od Masila?
Baba uśmiechnęła się i westchnęła z ulgą, że nie będzie musiała dłużej kłócić się z dziewczyną, po czym przesunęła motyla w palcach i zgniotła mu głowę. Kate, wciąż pod wpływem poprzedniego wywaru Baby, poczuła jak powoli uchodzi z owada życie, co mogło wywrzeć na niej niezbyt przyjemny efekt, ale zanim jeszcze żyjątko zdążyło zupełnie zgasnąć, wylądowało w zupie. Tam z jego maleńkiego truchełka zaczęło się coś sączyć i wywar niemal w mgnieniu oka zabarwił się na niebiesko. Jaga dorzuciła jeszcze tylko jakąś przyprawę, zamieszała kilka razy, po czym zgasiła ogień, telekinetycznie odstawiła kocioł na bok, wcześniej jednak nabierając zupy do miski i podając ją Kate. - Pij, szybko, bo motyl ci ucieknie zanim zdążysz go wyczuć. - Rzekła wiedźma żartobliwie.
Cedrik tylko kiwnął głową z szacunkiem, po czym rzucił jeszcze jedno, posępne spojrzenie Darcusowi i ruszył w ślad za Elisif.
Asasyn obserwował ich i dopiero, gdy miał pewność, że portal się zamknął, odwrócił się do Masila.
- Jak twoje plany? - Zapytał niby od niechcenia, choć wyczuć się dało, że to pytanie to swoista gra na czas przed przejściem do sedna.
- Hejże, żołnierze. Chcieliśmy zamienić z wami kilka słów. - Zagaił Głód, podjeżdżając na swym niecodziennym zwierzu i zatrzymując go w miejscu.
- Bezpośrednio? Niewiele. Ale Śniący szykuje armię do czegoś wielkiego, a Masil jest jej zadeklarowanym wyznawcą. Musimy stanąć po jednej ze stron, jeśli chcemy mieć jakąkolwiek szansę na dosięgnięcie go, a komunikat o kontrofensywie Księcia Ciemności już się rozszedł. Obie strony czekają teraz tylko na okazję, by wykonać pierwszy ruch, który może nastąpić w każdej chwili. Zanim to jednak nastąpi, władca Disu chce wiedzieć, na kogo może liczyć. Nie mogę stawić się na jego dworze nie mając nic do powiedzenia na temat tego, czy zechcesz stanąć po naszej stronie. Jeśli pójdę tam sam, będzie to oznaczało, że nie zdołałem cię przekonać. A nie zapominaj, że mamy do czynienia z demonem. Dla niego sprawa jest bardzo prosta. Albo jesteś z nim, albo przeciwko niemu. Nie będzie więc drugiej szansy. Czas nagli, Zarazo, a ścieżki są otwarte. Musisz wybrać. - Zadeklarował jasno i dobitnie Xardon, zakładając ręce.
W tym momencie na polanę wpadł Kaziu, po czym podparł się rękami o kolana, dysząc ciężko i zwieszając głowę. - Melduję posłusznie... Że go nie znalazłem... - Wysapał, po czym, złapawszy nieco oddech, wyprostował się i zrobił wielkie oczy na widok rycerza. Za chwilę jednak zreflektował się. - Melduję posłusznie że go znalazłem! - Zawołał, wypinając pierś w geście przesadnie butnej dumy.