Karczma pod Historią

Avatar darcus
- Cholera! - Darcus uderzył pięścią w dłoń. - To nie może być przypadek. Byliśmy w drodze do takiej samej skały i tam nas zaatakował. Wygląda na to, że dwójka naszych największych przeciwników zawiązała coś w rodzaju sojuszu... - Dywagował na głos, niezbyt zadowolony.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Już ci mówiłem, staram się o nich czegoś dowiedzieć. Trochę to zajmie, ale moim zamiarem jest odkrycie lokalizacji ich siedziby. - odparł Michael którego powoli zaczynały nudzić pytania.

Więc taką samą skałę macie też u was? - zapytał Wojna.

Karczmarz już miał zapytać, ale postanowił że starczy mu już jego własnych problemów.
- Tak długo jak płacisz, możesz karmić nawet smoki w górach. - odparł po czym wrócił za ladę. - A więc jednak przyszedłeś Albert, chcesz coś zjeść? - zapytał zabierając kufel po rumie Jacka który teraz potężnie beknął.

Avatar Kuba1001
//Hej no, Gniocie...//
W takim razie czekał na resztę zamówienia, najpierw dobierając się do tego, co już miał.

Avatar
Konto usunięte
- Ehh ehm może szklankę wody? I jakiś kotlet

Avatar Gniotek7
Właściciel
//No bywa :L///
- Załatwi się. - odparł Karczmarz i ponownie zniknął w kuchni.

Avatar Kuba1001
No cóż, dalej czekał.

Avatar darcus
- I oczywiście nawet ci nie przyszło do głowy, żeby komuś o tym wspomnieć... - Odparł Demitius ironicznie, ponownie zakładając ręce.

- Tak, u nas i z tego co się domyślam jeszcze gdzieś indziej. Właśnie stamtąd wróciliśmy. - Odpowiedział Darcus, potwierdzając kiwnięciem głowy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Im więcej ludzi wie, tym większa szansa że ktoś coś spieprzy. Poza tym tak jak wy nie ufacie mi, tak ja nie ufam wam. - odparł Michael, po czym zastanawiając się chwilę, powiedział. - Pozwól że teraz ja zadam ci pytanie. Gdybyś musiał wybierać między zniszczeniem Kultu a uratowaniem swojego kontynentu, to co byś wybrał?

Jeździec przyjrzał się teraz uważniej Darcusowi.
- Zgaduję że się wam nie udało?

Avatar darcus
- Też mi coś. Oczywiście, że wybrałbym kontynent. Żaden kult nie jest wart takiego poświęcenia. Co to w ogóle za pytanie? - Zapytał zdziwiony i z lekka skonsternowany Demitius.

- Nawet nie zdołaliśmy się zbliżyć. Nie dość, że na miejscu byli kultyści, to potem dołączył się ten cały konstrukt, Kain. To on nas tak pokiereszował. - Wyjaśnił Darcus.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Rozumiem. - odparł Michael nie odpowiadając na jego pytanie. - Jak dla mnie rozmowa jest skończona, chyba że zamierzasz trzymać mnie tutaj siłą. - tutaj uśmiechnął się pod maską i ruszył w stronę drzwi.

- Więc przygotowali się znacznie lepiej. Pewnie nie spodziewali się tak szybkiej reakcji na środku pustyni. - powiedział Wojna.

Chwilę później wrócił Karczmarz z kolejnym kuflem rumu, szklanką wody dla Alberta, po czym przytoczył beczkę piwa do stołu przybysza.
- Mięso powinno być za moment gotowe. Za pokój i całe jedzenie należą się dwie złote monety. - powiedział wyciągając z kieszeni klucz do pokoju i kładąc na stole.

Avatar darcus
- Jeszcze jedno. - Zatrzymał go gestem Demitius. - Co to za Atlas? - Zapytał.

- Pozostaje mi więc wam podziękować. Zapewne oszczędziliście nam sporo wysiłku. Teraz jednak trzeba będzie zrobić to samo z pozostałymi skałami, o ile rzecz jasna ta tutaj nie jest ostatnia. - Wytłumaczył Darcus, którego mina wciąż wskazywała na niezadowolenie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mój adwokat i jedyny łącznik z miejscem z którego przybyłem. Mam z nim stały kontakt dzięki masce, jednak mogę oddawać mu pewną kontrolę, to on poraził twoich ludzi. W zasadzie to nie będzie niczym złym, jeśli powiem ci że nie jest nawet istotą organiczną. - odparł Michael odwracając się w jego stronę.
- Co wcale nie znaczy że jestem od was mniej rozwinięty. - Demitius usłyszał ten sam głos który odezwał się wcześniej przy asasynach dochodzący z maski Michaela.

- Skoro mówisz że pilnują ich aż tak, to sami z Głodem sobie nie poradzimy, z drugiej strony jak widzę ty i twoi ludzie których zabrałeś nie jesteście w tym momencie zbyt sprawni.

Avatar Kuba1001
Schował owy klucz do kieszeni, aby później wyjąć stamtąd żądaną przez karczmarza sumę złotych krążków.
- Mój przyjaciel czeka przed drzwiami, kazałem mu tam zostać, bo tutaj zwyczajnie by nie wszedł. Oby tylko nie narobił sobie kłopotów ze strażą miejską. - odrzekł i profilaktycznie wstał, aby przenieść tam beczkę razem z karczmarzem.

Avatar Omeg12
- Przepraszam, ale chyba wypadałoby mi chociaż to wiedzieć: Czym są te skały i czemu są takim zagrożeniem?

Avatar darcus
- I oczywiście to miejsce z którego pochodzisz pozostanie wieczną tajemnicą? - Demitius zdawał się być wcale nie zdziwiony głosem Atlasa.

- Cholera, sam nie wiem. Maralius miał to zbadać na miejscu, ale nie dotarliśmy tak daleko. Jestem jednak pewien, że to nic dobrego. Inaczej kult nie fatygowałby się, żeby to sprowadzić. - Rzekł Darcus zrezygnowany z lekka.

Avatar
Konto usunięte
Albert rozpoczął powoli pić wodę z szklanki w międzyczasie również oglądał zniszczoną maskę

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz westchnął tylko i pomógł przetoczyć beczkę do wyjścia a następnie otworzył drzwi by rozejrzeć się za "przyjacielem" przybysza.

- Dopilnowałem z Atlasem żeby nikt nie był wstanie przenieść się stamtąd tutaj, i na odwrót. Przynajmniej tak długo jak ja tego nie będę chciał. - odparł Michael opierając się o ścianę przy drzwiach.

- Ma sens. - przyznał Wojna. - Jednak jeśli chcesz się tym zająć to trzeba lepszego planu, i większej ilości ludzi... W zasadzie myślałem o Braciach Wojny.

Avatar Kuba1001
//To teraz ja Ci mam go tu opisać, ale sterować będziesz nim Ty, tak?//

Avatar darcus
- W porządku. To teraz posłuchaj, zanim pójdziesz i zdążysz całkiem olać nasze krótkie spotkanie. Nasi ludzie mają rozkaz strzelać do kultystów. Tym razem puszczę ci płazem ten cały incydent, ale jeśli jeszcze raz cię z nimi ktoś zobaczy, to potraktujemy cię jak jednego z nich. Jeżeli natomiast chcesz odstawiać akcje z infiltracją, to nie bez naszej wiedzy. I nie obchodzi mnie przy tym co sądzisz o naszych kompetencjach i na ile nam ufasz. Czy rozumiemy się? - Zwieńczył paladyn wywód pytaniem, zadanym dla pewności.

- Tych orkach, tak? Cóż, z nimi miała dogadywać się moja siostra. Sytuacja jest nadal napięta. - Wyjaśnił Darcus, zastanawiając się.

Avatar Gniotek7
Właściciel
///Wait what, to ja mam nim sterować? :l?///

Michael stał przez chwilę spoglądając na niego po czym westchnął.
- A więc koniec końców zachowujesz się jak cała reszta. Nadal nie zorientowałeś się że to nie ty rozdajesz karty? Będę z tobą szczery ten jeden, ostatni raz. Wyjdę stąd i będę mój plan kontynuował dalej, nie podzielę się z wami żadnymi informacjami tak długo jak wasza obecność nie będzie mi potrzebna. W razie czyichkolwiek pytań, to po tej rozmowie przestałem się kontaktować z Kultem. Jednak jeśli postanowisz mi przeszkadzać, przeszkodzisz moim planom to zniknę. Ale kiedy wyślesz na mnie armię tych swoich zakapturzonych morderców, to miej na uwadze że zabijasz tym samym rodzinę Abraxasa z nim włącznie. Przemyśl więc rozważnie jak chcesz zakończyć naszą krótką znajomość. - powiedział z powagą w głosie po czym nie czekając na odpowiedź, wyszedł.

- Jeśli mam być szczery, to skoro ja ich wyszkoliłem, to chyba mogę mieć coś do powiedzenia w tej sytuacji, co nie? - zauważył Wojna wyraźnie dumny z całej sytuacji.

Avatar darcus
Demitius tylko pokręcił głową z rezygnacją. Wydał już rozkazy dotyczące śledzenia Michela, więc nie miał potrzeby go zatrzymywać. Wyjął z kieszeni Pieczęć Gildii... Ale po namyśle nie użył jej. Wolał na razie nie angażować w to pozostałych. Wyszedł z pomieszczenia i skierował się w sobie tylko znanym kierunku.

- Chwila moment, jak to ty?... Chyba nie mieszałeś się w świat śmiertelników na służbie u Rady? - Darcus wyglądał na zdziwionego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael zdenerwowany tym że praktycznie cały plan dnia mu się posypał, udał się z podziemi prosto do Karczmy.

- Ja... Jakby to powiedzieć... Dobrze wiesz że zdarzało się przy nich cholernie nudzić. - powiedział Wojna drapiąc się po głowie. - Poza tym teraz Rady już nie ma więc jakie to ma znaczenie?

Avatar darcus
Darcus nagle rozpogodził się i roześmiał. - Nudziłeś się, huh? Zawsze musiałeś na coś wpaść, co? - Rzekł, wstając powoli z łóżka, najwyraźniej wreszcie zadowolony z wizyty starych przyjaciół. - Powinieneś więc niezwłocznie z nimi porozmawiać. Z tego co pamiętam, stacjonują przed północną bramą miasta. A może to była południowa? Cholera, sam nie wiem. Ostatnie dni nie były dla mnie łaskawe... - Zastanawiał się asasyn.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- W takim razie najlepiej będzie jak zajmę się tym już teraz, nie? - zapytał Wojna uśmiechając się. - Głód, idziesz ze mną?

Avatar darcus
- Jasne, nic lepszego do roboty nie mam. Zaraza, a ty... - Zwrócił się Głód do Zarazy, jednak zaraz zreflektował. - Ach, no tak, ty miałeś jeszcze jakąś sprawę. No, to chodźmy. - Rzekłszy to wraz z Wojną ruszył na powierzchnię, bo drogę zapewne przynajmniej jeden z nich pamiętał.
- Sprawę, huh? - Darcus uniósł brwi, prostując się i spoglądając na do tej pory milczącego Zarazę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Zaraza już miał coś powiedzieć ale przypomniał sobie obecność Davisa.
- Ufasz mu? - zapytał wskazując na niego głową. - Jeśli nie, to wolałbym porozmawiać na osobności.

Avatar darcus
- Pójdźmy więc do mojego gabinetu. Davisie, poczekaj na mnie w gabinecie Maraliusa, z łaski swojej. - Poprosił Darcus, po czym gestem wskazał Zarazie, by ten ruszył za nim, przeciągnął się i skrzywił z bólu, a następnie podążył ku wyjściu ze szpitala.

Avatar Omeg12
- Jak sobie życzysz - mruknął. Normalnie poszedłby od razu do gabinetu, ale nie chciał tarasować przejścia, więc poczekał aż Darcus wyjdzie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wybacz że tak cię wyciągam przy twoim stanie, ale jest to sprawa w której w zasadzie jesteś jedynym któremu mogę zaufać. Z drugiej strony w razie czego nie chcę być z tym powiązany. - powiedział Zaraza podążając za Darcusem.

Avatar darcus
- W porządku, i tak musiałbym się stąd ruszyć. Nie jestem kimś kto nie potrafiłby wytrzymać odrobiny bólu w plecach. - Rzekł Darcus z lekko wymuszonym uśmieszkiem, rzucając po drodze przepraszające spojrzenie Davisowi. Podróż nie trwała długo. Wkrótce asasyn otworzył przed dawnym współpracownikiem i przyjacielem drzwi do swego gabinetu, co dziwne otwierając aż pięć różnych zamków, a następnie gestem zaprosił swego gościa do środka.

Avatar Omeg12
Kiedy przejście już było wolne, Davis podążył w ślady jeźdźców i wyszedł ze szpitala w znanym mu kierunku gabinetu Maraliusa

Avatar Gniotek7
Właściciel
Zaraza wszedł do środka po czym obrócił się w stronę Darcusa.
- Wszyscy mamy jakieś sprawy na głowie więc postaram się streścić. Co możesz mi powiedzieć o Masilu? - zapytał zaraz po tym jak Darcus zamknął drzwi.

Avatar darcus
Gabinet Maraliusa, o dziwo, był otwarty.

Miejsce gdzie rezydował Darcus było zaś oszczędnie urządzone. Znajdowało się tam biurko, jakaś szafka... I niewiele więcej. Bogatsze wyposażenie można było znaleźć w kwaterach co niektórych szeregowych asasynów. - Całkiem sporo. Będzie lepiej jak doprecyzujesz pytanie. - Zastanowił się Darcus wchodząc do środka i wodząc ślepym wzrokiem po podłodze. - Dlaczego nie dziwi mnie, że to o niego pytasz?... - Dodał po cichu, bardziej do siebie, niż do Zarazy.

Avatar Omeg12
Nieco zdziwiony wszedł i rozejrzał się po gabinecie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Czy uważasz go za zagrożenie? Czy ludzie których znasz ucieszyliby się gdyby zniknął, czy wręcz przeciwnie? - zapytał więc Zaraza.

Avatar darcus
Gabinet wyglądał podobnie jak poprzednio. Wszędzie walały się jakieś kartki, dokumenty, pisma i papiery. Panował ogólny rozgardiasz, ale w środku nie było żywej duszy. A przynajmniej tak się zdawało.

- To prawda, jest pewnym zagrożeniem, zwłaszcza po ostatnim czasie, kiedy wchłonął mnóstwo mocy i sięga po sprawy, które mogą go przerosnąć, ale mimo wszystko, Masil to przyjaciel i ani ja, ani osoby z mojego otoczenia nie byłyby lekko mówiąc zachwycone, gdyby coś mu się stało. - Wytłumaczył wyczerpująco Darcus.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Rozumiem... - odparł myśląc nad kolejnym pytaniem. - Czy uważasz że ty lub któraś z osób które znasz byłyby wstanie powstrzymać go przed jakimś szaleńczym ruchem? Czy on sam potrafiłby poświęcić kogoś z przyjaciół dla swojej sprawy?

Avatar darcus
- Tak i nie. A przynajmniej tak mi się wydaje. - Odparł spokojnie Darcus.

Avatar Omeg12
Znalazł sobie jakieś niezawalone miejsce, choćby kawałek podłogi, i zgodnie z poleceniem czekał na Darcusa. Czuł się trochę głupio, ale nie było nic do roboty poza czytaniem cudzych dokumentów lub bawieniem się cudzymi umysłami, żadne z których nie brzmiało na coś moralnego.

Avatar darcus
Dobrym miejscem do spoczęcia wydawał się fotel stojący w rogu pomieszczenia, choć stary to całkiem użyteczny i dość wygodny, a przynajmniej na taki wyglądał.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ciekawe... Patrząc na to co robi Masil to mimo swojego agresywnego rozwoju wciąż znajduje schronienie dla wielu istot i wciąż ma przyjaciół którzy mu ufają. Można więc powiedzieć że jak na to nie spojrzeć, jest dobrym człowiekiem. - rozmyślał na głos Jeździec. - Więc mam dla ciebie jeszcze jedno pytanie. Czy osoby które chcą jego śmierci, same nie powinny umrzeć? - zapytał w końcu.

Avatar darcus
Darcus zastanawiał się przez chwilę. Widać było, że waży słowa. - Nie wiem. Może w przeciwieństwie do mnie istnieje ktoś, kto ma powody, by chcieć jego śmierci. Może jest coś co Masil zrobił, a o czym nie wiem. Nie mogę oceniać tak pochopnie wartości swojego życia. - Rzekł w końcu ostrożnie.

Avatar Omeg12
Tak więc tam usiadł :L

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cholera, - mruknął Zaraza. - śmiertelnicy są zbyt skomplikowani. - powiedział po czym zaczął się nad czymś zastanawiać, w momencie kiedy połączył sobie pewne fakty. - Tak właśnie pomyślałem... Czy ludźmi którym najbardziej odpowiadała by teraz jego śmierć, nie jest przypadkiem Kult?

Avatar darcus
- Myślę, że mogłoby to być dla nich całkiem korzystne. - Potwierdził Darcus, kiwając głową.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Tak myślałem. - odparł Zaraza. - Dzięki za szczere odpowiedzi. Jednak wiem że mogłeś mieć taką nadzieję, ale nie pomogę wam bezpośrednio w walce z Kultem. To pozostali dwaj korzystają z tego waszego kamienia, ja osobiście czuję że po tych wszystkich latach współpracy z Radą muszę wreszcie odpocząć. Interesuje mnie świat śmiertelników, ale nie wojny między nimi.

Avatar darcus
Darcus wyglądał na lekko zawiedzionego, jednak zaraz zmusił się do uśmiechu. - W porządku. Nie mogę cię do tego zmusić. Jakbyś czegoś potrzebował, mów. - Rzekł w końcu.

Avatar Kuba1001
Karczmarz musiałby być co najmniej ślepy, żeby go nie zauważyć... Zdecydowanie rzucał się w oczy, jak każdy Okun: Trzymetrowa góra mięśni, pokryta zieloną skórą pełną szram i blizn. Odziany był w prostą przepaskę na biodra oraz elementy zbroi płytowej na ramionach, przedramionach, łydkach i udach. Posiadał także pancerz chroniący korpus i plecy oraz hełm z szerokim otworem na twarz w kształcie litery T, w którym wyglądał dość komicznie. Siedział spokojnie na ziemi, zaś olbrzymi młot bojowy, którym mógłby zmienić każdego człowieczka w krwawą miazgę spoczywał obok niego. Wszyscy omijali bydlaka szerokim łukiem, może poza parą miejskich strażników, którzy stali naprzeciw niego i czasem wymienili jakieś uwagi między sobą.
- Bolg, wróciłem. - powiedział zamaskowany mężczyzna, zaś Okun odwrócił się w jego stronę gwałtownie, wlepiając zarówno w niego, jak i w karczmarza, parę świecących ślepi.
- Teraz już wiesz dla kogo ten dzik i piwo. - powiedział człowiek do zapewne nieco osłupiałego karczmarza, a później spróbował się zaśmiać, acz wyszedł mu jedynie zachrypnięty kaszel.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie martw się Darcus, planuję się czegoś dowiedzieć i jeśli rzeczywiście moje podejrzenia okażą się prawdziwe, to pomogę wam znacznie lepiej niż jakbym ruszył do walki. Ale potrzebuję na to parę dni. Do tego czasu... Przydałyby mi się jakieś nowe ubrania, pokój i... Fajka. - wyliczył na koniec Zaraza. - Oczywiście jeśli to nie problem.

Karczmarz stał przez chwilę przypatrując się stworowi. Mimo tego że zdążył zobaczyć już wiele dziwnych rzeczy, to to było coś nowego nawet jak na Anubel.
- Pan Abraxas! - zawołał jeden ze strażników którzy obserwowali wielkiego przybysza. - Orkowie przy bramie tak po prostu przepuścili to coś a my... No nie czuliśmy się na siłach go zatrzymać. - przyznał się strażnik.
- Tak długo jak ten przybysz uważa że jest wstanie kontrolować to... Coś... To może tutaj siedzieć. Chociaż wolałbym żebyś przeniósł go na tyły Karczmy, żeby nie odstraszał mi klientów. - powiedział Karczmarz zwracając się do przybysza i stawiając beczkę na zewnątrz po czym pokręcił głową i skierował się do kuchni.

Avatar Kuba1001
- Spokojnie, Bolg jest ze mną, ja zaś odpowiem za wszystkie szkody przez niego wyrządzone. No, ale Bolg by do czegoś takiego nie doprowadził, nieprawdaż?
Okun pokiwał ochoczo głową.
- Dzieeee tam, szefo.
- Bierz beczkę i młot, a potem idź na tyły karczmy, jak kazał tamten facet. Nie chcemy tu kłopotów.
Zaś gdy behemot znalazł się już na tyłach karczmy ze swym piwkiem, człowiek w masce wrócił do karczmy, siadając tam gdzie wcześniej.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią