Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
Larwa która zakopała przed chwilą pod ziemią teraz wyskoczyła prosto na jednego z trzech konstruktów które skończyły walkę z feniksem chwytając go i zakopując się z nim z powrotem w ziemi. Jack natomiast rzucił się na resztki konstruktu wciąż zmierzającego w stronę goblina po prostu starając się je docisnąć do ziemi i dobić. Goblin nie tracąc czasu przeładował broń i wystrzelił w drugiego z przeciwników pędzących do Czytelnika.
Ten natomiast przypomniał sobie zaklęcie które mogłoby zadziałać na tego typu wroga ale nie miał już na to czasu. Wyciągnął jakąś książkę w której niemal pierwsza połowa kartek była wyrwana. Dotarł ów granicy w księgi i zaczął szeptać coś nad najświeższą wyrwaną stroną.
Między nim a trzecim konstruktem stanęła teraz natomiast złodziejka z wściekłym wyrazem twarzy gotowa przyjąć przeciwnika mimo iż jedynym co trzymała w rękach był sztylet.

Avatar
Konto usunięte
Cóż Albert wskoczył do jednego z pobliskich budynków po czy poczekał chwilę później wychylił głowę i począł się rozglądać po okolicy żeby sprawdzić czy może w miarę bezpiecznie przejść zrobił i pobiegł do reszty grupy, oczywiście robił to w taki sposób żeby nie dać się zobaczyć

Avatar darcus
Konstrukt schwytany przez larwę, choć niemal natychmiast zmiażdżony, zdołał utkwić obsydianowy, długi na metry szpikulec w podbrzuszu larwy, zanim został zniszczony. Jak to na nią podziałało, nie mnie osądzać. Cios Jacka zadany stopą w kark konstruktu przy Marioku skutecznie przerzedził i tak już osłabioną strukturę kostek z których twór się składał i oddzielił jego głowę od ciała. Tymczasem konstrukt w którego wystrzelił goblin zręcznie wyminął pocisk i wystrzelił niczym bełt z kuszy w stronę strzelającego, nie dając czasu na kolejne załadowanie broni. Kolejny z przeciwników uderzył z całym impetem w barierę Czytelnika, posyłając potężne wibracje wzdłuż jej struktury i w zależności od tego jak była mocna, niszcząc ją lub potężnie uszkadzając. W tym momencie tuż obok głowy Alberta przeleciał pocisk Marioka, niszcząc jego długą maskę i rozbryzgując jej zawartość wokół, ale nie czyniąc większej krzywdy samemu medykowi. Ostatni zaś z konstruktów, ten walczący z Victorią, zaczął wdawać się z nią w coraz zacieklejszą walkę. W pewnym momencie ona skoczyła na niego, razem uderzyli w ziemię i przeturlali się kawałek, po czym kontynuowali potyczkę na ziemi starając się zyskać górę. Walka Darcusa z Kainem nie zdawała się ani trochę zwalniać, a wręcz przeciwnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Poraniona larwa jak na razie schowała się teraz pod ziemię i tyle ją było widać. Mariok jako iż nie był zbytnio zwinny z połamanymi paroma żebrami oberwał w ramię i wywrócił się na ziemię, klnąc jednak załadował kolejny pocisk i wystrzelił ponownie w przeciwnika. Konstrukt który zamierzał zaatakować barierę Czytelnika został jednak zatrzymany ///tak jak napisałem wcześniej :L/// przez złodziejkę która teraz kiedy się zbliżył rzuciła się na niego sprawnie skacząc na "plecy" zaczęła go okładać sztyletem starając się go raczej przytrzymać a niżeli pokonać.
- Cholera... - mruknął Jack któremu walka z przeciwnikiem którego nie można przeciąć mieczem lub wyrzucić za pokład niezbyt odpowiadała. - Albert! Zaraz będziemy mogli stąd spieprzać, musisz zawołać Victorię i Darcusa. Poza tym wydaje mi się że Maralius upadł gdzieś obok ruin z których wybiegłeś, trzeba go stamtąd przyciągnąć. - poinformował go stojąc przy goblina i broniąc go przed ewentualnymi dalszymi atakami.
Księga Czytelnika zaczęła tymczasem wydawać z siebie cichy melodyjny dźwięk oraz generować niebieskie światło które z czasem nabierało mocy.

Avatar
Konto usunięte
- ON Z CZYMŚ WALCZY CZYMŚ CHOLERNIE WIELKIM O OSTRZU DŁUGOŚCI 3 METRÓW, 3 METRÓW! JA TAM NIE WRACAM NIE MA MOWY

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Słuchaj do cholery, jesteś chirurgiem czy ci***? - syknął pirat. - Jeśli wszyscy się stąd nie wyniesiemy to nie będziesz już nawet miał kogo operować, więc skup się i rusz dupę!

Avatar darcus
///Dobra, dobra, byłem zmęczony jak to pisałem :v///
Konstruktowi przy Marioku odpadła ręka od strzału, jednak ten o dziwo nie zrobił sobie z tego nic. Pacnięciem wierzchu dłoni przewrócił Jacka, który upadł na ziemię i skręcił sobie kostkę, po czym chwycił broń goblina, wyrwał mu ją z rąk i połamał na dwoje uderzając o kolano, wyrzucił fragmenty, a następnie złapał jej właściciela za gardło i uniósł do góry, zaciskając z każdą chwilą coraz mocniej... Przeciwnik z którym walczyła złodziejka, a któremu ciosy sztyletem nie robiły większej szkody, w pewnym momencie złapał ją za obie ręce, przerzucił sobie przez plecy naprzód i uderzył jej ciałem jak szmacianą lalką o ziemię. Następnie uniósł nogę i nadepnął kobiecie na przedramię, boleśnie je łamiąc przy akompaniamencie głośnego chrupnięcia kości i zmuszając ją do upuszczenia sztyletu, który kopnął w dal. Chwilę potem doskoczył do bariery i uderzył w nią z pełną siłą, wspomagany dodatkowo jakimś rodzajem energii. Tarcza eksplodowała, a wokół rozeszła się fala uderzeniowa, odrzucając Czytelnika, ale zdając się w ogóle nie poruszyć konstruktu, który złapał za książkę i rozdarł ją na dwoje, uwalniając zgromadzoną w niej energię w powietrze. Potem odwrócił się, chcąc dokończyć robotę przy złodziejce... Rywal Victorii zdołał zadać jej kilka ciosów, jednak ta nie poddawała się, wytrwale dociskając go własnym ciężarem i siłą do ziemi. W pewnym momencie rozwarła szczęki w sposób nienaturalny dla istoty ludzkiej i zacisnęła je na gardle konstruktu, jednocześnie łapiąc jego głowę obiema rękami i próbując oderwać ją od ciała. Po chwili kostki nie wytrzymały napięcia i rozerwały się, a konstrukt drgał jeszcze przez chwilę, po czym znieruchomiał. Sama Victoria klęknęła na ziemi, podpierając się dłońmi. Wypluła trochę krwi i kilka połamanych zębów. Na jej ciele mnóstwo było ran ciętych i obtłuczeń. Zaczęła się przekształcać, dysząc ciężko, powoli wracając do swej zwyczajnej formy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik wylądował prosto w śniegu wyraźnie zmęczony biegiem i walką. Przez chwilę złapały go mroczki ale otrząsnął się i wyciągnął jakiś zwój którego już miał użyć ale...
W tym momencie z boku z ukrycia wyjrzała Saki celując z zwykłego krótkiego łuku świecącą się na zielono jaskrawą strzałą i bez mrugnięcia oka puściła cięciwę. Stała idealnie pod takim kątem że strzała przeleciała przez oba konstrukty przebijając ich bez problemu a następnie roznosząc po nich jakąś dziwną substancję lub swego rodzaju zaklęcie które roztopiło obu przeciwników nie robiąc przy tym krzywdy goblinowi ani niczemu innemu poza przeciwnikami.

Avatar darcus
I z tym, dwa ostatnie konstrukty padły. Mariok upadł na ziemię, tym razem szczęśliwie nie robiąc sobie krzywdy, poza tym że jego złamane żebra bolały jak diabli. Victoria w tym czasie wróciła do swej normalnej, niebieskiej formy, dysząc ciężko. Była nadal mocno poraniona, a jej rany zdawały się wcale nie goić. Miast tego zaczęła się z nich powolnymi strumieniami sączyć krew. W tym momencie zaczęła ją dopadać panika. Pisnęła cicho, a jej stawy zachwiały się... Ale w tym momencie zobaczyła coś błyszczącego wśród gruzu nieopodal. Wiedziała, że nie może się teraz poddać. Zdeterminowana do dalszego działania, mimo ran i zmęczenia, wstała i pobiegła w tamtym kierunku.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Mariok łapiąc ciężko oddech złapał się za brzuch siedząc na ziemi i rozglądając się. Przez chwilę zastanawiał się czy przypadkiem nie będzie już po nim. Było mu niedobrze, ale dopiero w momencie kiedy zauważył swoją zezłomowaną broń nie wytrzymał i zwymiotował obok siebie do śniegu. Saki podbiegła do nich szybko i uklękła przy złodziejce która teraz trzymając się za ramię z niewyraźną miną leżała spoglądając w zamieć unoszącą się nad nimi oddychając powoli.
- Jesteś cała? - zapytała elfka z wyraźnie wystraszoną miną kładąc łuk obok siebie.
- Nie do końca... Ale żyję, co nie? - mruknęła złodziejka uśmiechając się krzywo po czym jęknęła i zacisnęła dłoń na ramieniu.
- Na moją przyszłą drewnianą nogę - Jack który teraz podczołgał się pod skałę a następnie usiadł opierając się o nią. - Skąd ty do cholery wytrzasnęłaś tą strzałę? - zapytał pirat spoglądając na elfkę.
- Ja... - zawiesiła się na chwilę Saki. - Michael mi ją dał... Powiedział żebym zachowała to naprawdę ostateczną chwilę ale... Przecież nie mogłam was tak zostawić, racja?
- Dobrze zrobiłaś. - powiedział Czytelnik który teraz podniósł się ze śniegu otrzepując ubranie. - Albert, póki co jest w miarę bezpiecznie więc zajmij się rannymi. Elfko, trzeba przenieść tutaj Maraliusa i znaleźć jakiś nowy sposób na powrót do miasta. Ja idę poszukać reszty. - powiedział po czym pobiegł za Victorią która teraz zniknęła mu z widoku rozglądając się przy okazji za Darcusem.

W tym samym czasie Michael jakby nigdy nic pojawił się z powrotem w podziemnej siedzibie obok ciała Oghrena kręcąc głową po czym pogrzebał coś przy swoim prawym rękawie i westchnął.

Avatar darcus
Victoria wbiegła w ruiny i schyliła się, próbując coś podnieść, jednak w tym momencie dostała potężnego skurczu w mocno zranionej nodze i przewróciła się, uderzając się w głowę o głaz leżący na uboczu. Świat zawirował, w uszach zapiszczało, a w oczach pojawiły się mroczki. Jęknęła głośno podświadomie, niezdolna chwilowo do bardziej zaawansowanej formy komunikacji. W tym samym momencie od strony zewnętrznych murów w kierunku środka pola bitwy wyskoczył zwinnie Darcus, unikając rzuconych przez Kaina obsydianowych kolców długich na metr. Kilka z nich przeleciało przez drogę Czytelnikowi, ale jeden wbił mu się w lewe udo, przechodząc na wylot przez mięsień boleśnie i utkwił w nim.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik syknął chwiejąc się lekko i chwytając się za nogę. Starając się być teraz bardziej przygotowanym na kolejny atak zacisnął zęby i wyciągnął kolec a następnie zwinnie użył zwoju który spowodował że przywołane ciemne pnącza owinęły mu ranę blokując krwawienie.
W tym samym momencie Saki podbiegła do Maraliusa po czym chwyciła go za ramiona i potrząsnęła nim.
- Hej! Obudź się! Musimy się stąd zbierać!

Avatar darcus
Maralius był nieprzytomny. Z rozcięcia z tyłu jego głowy lała się krew, która zdążyła już stworzyć średniej wielkości kałużę. W tym momencie Kain strzelił promieniem energii, starając się trafić Darcusa. Nie udało mu się, jednak wiązka przecięła fragment muru stojący obok Saki i Maraliusa oraz piętrzący się cztery metry nad nimi. Podniszczone kamienie zatrzeszczały, chrupnęły i zaczęły walić się w stronę dwójki. Była to kwestia może połowy sekundy, zanim ściana spadnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie z ziemi tuż obok elfki i maga wyskoczył Marek który zdążył wrócić do normalnych wielkości i ułożył się prosto na nich osłaniając ich przed fragmentami muru i samemu przyjmując wszystko "na klatę". Czytelnik krzyknął tylko i rzucił się od razu w ich stronę wyciągając zwój dzięki któremu powoli rozrzucił wszystkie części ruin.
Saki klękała skulona osłaniając samą sobą Maraliusa a tuż nad nimi oboma leżała larwa emanując z siebie jakąś bladą energię. W momencie kiedy Czytelnik odrzucił z nich wszelkie fragmenty skurczyła się nagle stając się niemal tak mała jak normalna larwa.
- Darcus! Trzeba się stąd wynosić! Nie zapominajmy że może na łby zlecieć nam się Kult! - zawołał Czytelnik używając kolejnego zwoju, tym razem przywołując coś przypominającego białe widmo które podniosło teraz Maraliusa i zaczęła truchtem biec w stronę reszty. - Zmywaj się stąd, ich walka nie jest na nasz poziom. - syknął wyjmując następny zwój już niemal opróżniając swoją tubę w której trzymał co, to potrzebował mieć pod ręką.
Saki kiwnęła tylko głową po czym wzięła larwę na ręce i pobiegła za widmem z Maraliusem.

Avatar darcus
Biegnąc Saki kątem oka spostrzegła Victorię, która próbowała niezgrabnie podnieść się z mieszanki śniegu, pyłu, gruzu i własnej krwi. Tymczasem Darcus, słysząc Czytelnika lub po prostu zauważając sytuację, wykonał ryzykowny manewr. Przeskoczył nad Kainem, wykonał półobrót, odsłaniając plecy, po czym uderzył go dolną, obuchową częścią kosy, wrzucając go w resztki muru, co spowodowało jego ostateczne zawalenie. Następnie asasyn zdematerializował w dłoni swoją broń i ruszył biegiem tam, gdzie spostrzegł, że znajdowało się najwięcej z jego towarzyszy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Saki stanęła więc i podbiegła do Victorii.
- Nie wygląda to najlepiej. Chodź, pomogę ci. - powiedziała podając jej rękę.
Czytelnik widząc natomiast że Darcus się zebrał kulejąc ruszył z powrotem do reszty.

Avatar darcus
Victoria wyciągnęła dłoń i z początku wyglądało to tak, jakby chciała ją podać Saki, jednak zamiast tego umieściła coś małego i ciepłego w dłoni elfki, po czym jęknęła cicho i oparła się o kawał zawalonego muru, podnosząc się powoli.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Saki wyraźnie zdziwiona spojrzała na przedmiot znajdujący się w jej dłoni.
Darcus tymczasem dotarł już do grupki teraz opatrywanej prawdopodobnie przez Alberta. Jack siedział sobie na kamieniu dyndając zdrową nogą. Złodziejka i goblin leżeli na ziemi a Czytelnik dotarł na miejsce chwilę wyraźnie zmęczony spoglądając na przyniesionego przez jego zaklęcie Maraliusa który teraz też został położony na równym fragmencie ziemi.
- Fajnie że jesteś. - mruknął goblin podnosząc lekko głowę i spoglądając na Mistrza Asasynów. - Możesz nas teraz oświecić co to do jasnej cholery było? Bo przynajmniej z mojej perspektywy nie była to broń Kultu.

Avatar darcus
Elfka trzymała w dłoni kryształ z asortymentu maga, wcześniej naładowany zaklęciem. Było jasne, że po rozgnieceniu przeniesie ją i tych, którzy mają z nią kontakt fizyczny, prosto do Anubel. Darcus szybko klęknął przy Maraliusie i zaniepokojony położył dłoń na jego czole. Nie trwało to jednak długo, kiedy wstał, rozejrzał się i ruszył do miejsca, gdzie stały Saki i Victoria.
- Później wyjaśnię! - Rzucił przez ramię, biegnąc.
- No dalej, trzeba się ruszać! - Popędził elfkę, popychając ją lekko w stronę reszty, kiedy już dobiegł na miejsce. Spojrzał następnie w kierunku miejsca swojej potyczki z Kainem. Ten zrzucał właśnie z siebie resztki gruzów, podnosząc się.
- Darcus... Twoje... - Mruczała Victoria, siedząca na gruzowisku za asasynem, wciąż zbyt słaba by stać o własnych siłach.
- Nie ma czasu. - Skomentował krótko rzeczony, odwracając się i biorąc niebieską na ręce, po czym ruszając biegiem z powrotem do reszty.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Tak tak, już idę! - zawołała elfka po czym pobiegła za Darcusem do reszty grupy.

Avatar darcus
Kiedy dobiegli na miejsce, Darcus ułożył delikatnie Victorię obok Maraliusa na ziemi, po czym zaczął przeszukiwać kieszenie starca. - Cholera, gdzie to jest... - Mruczał przy tym niespokojnie, coraz bardziej zdesperowany.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- O tym mówisz? - zapytała Saki stając tuż obok niego i pokazując zawartość swojej dłoni.

Avatar darcus
Darcus spojrzał na nią tak, jakby uratowała mu właśnie życie, co poniekąd było prawdą. - Dobra, złapcie się wszyscy mnie! - Rzekł, chwytając kamień i wstając.
- DOŚĆ! - Wrzasnął Kain, wyzwalając się z gruzów i podnosząc się do lewitacji, zaczął zbliżać się do grupy. Nagle wszędzie wokół pociemniało i zrobiło się dziwnie cicho. Postać wielkiego konstruktu spowiła aura pomarańczowej energii przypominająca eteryczny płomień, a jego własna sylwetka zaczęła niemal żarzyć się w półmroku.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Saki bez słowa więcej złapała się go szybko. Chwilę po tym podszedł najszybciej jak był wstanie kulejący pirat po czym dołączył do nich Czytelnik który przyciągnął ranną złodziejkę i goblina którzy obaj chwycili się nóg Darcusa.

Avatar darcus
Podczas gdy Albert zapewne również go chwycił, Darcus stanął tak, by stykać się z Maraliusem, po czym zacisnął palce na klejnocie. Ten rozgniótł się, jednak nic się nie stało. Magia nie została uwolniona. - Co jest... - Mruknął Darcus, spoglądając na zbliżającego się przeciwnika, po czym z przerażeniem zdał sobie sprawę, że to jego sprawka.
- Zaczęło się... Świat upadnie... - Rzekł Kain, jak się zdawało, dość cicho, jednak jego głos był bardzo dobrze słyszalny w całej okolicy.
- Tak powstanie mój, lepszy świat... - Mówił konstrukt, a jego pokonane wcześniej przez drużynę kopie nagle odbudowały się ze zgliszczy i powoli uniosły, lewitując u jego boku.
- Czas ludzi przeminął... - Jego głos rozbrzmiewał coraz głośniej, zdając się brzmieć niczym lament opętanego, podczas gdy ramiona konstruktów przekształciły się w ostrza i szpikulce.
- Nadchodzi era Kaina... - Wokół zaczęły rozbrzmiewać głosy nie z tego świata w jakimś nieznanym języku, a członkowie drużyny nagle zaczęli odczuwać nieokreślony, niemal fizyczny ból, słysząc je, choć nie mogąc w żaden sposób ich zrozumieć, podczas gdy konstrukty powoli, acz nieubłaganie zbliżać do nich, a sam Kain pozostawał w bezruchu niczym zły omen...
W tym momencie z ziemi podniósł się Maralius. Nie wyglądał na rannego, ani nawet zmęczonego, ale jego wygląd się zmienił. Skóra poszarzała, krótkie włosy pociemniały, a z oczu bił blady blask. Jego szaty stały się znacznie ciemniejsze, zdawały się być dłuższe i poszarpane, a jego samego otoczyła bijąca mocą aura. Uniósł do góry swój kostur, który pojawił się przy nim znikąd, a z którego wydobyło się potężne, zimne, ale nie oślepiające światło, które zderzyło się z mocą Kaina niczym dwie fale na morzu.
- Nie masz tu żadnej władzy! - Przemówił starzec, a jego wzmocniony, zmieniony głos rozniósł się po okolicy echem. Konstrukty otaczające Kaina w jednej chwili zostały odepchnięte do tyłu i rozpadły się, uderzając w płomień energii otaczający jego główną formę.
- Wytworze szaleństwa! - Dookoła wystrzeliła niewidzialna, aczkolwiek wyczuwalna moc, która sprawiła, że ziemia się zatrzęsła. Sam Kain zaczął powoli, z trudem, zbliżać się do maga, a pochodzące od niego głosy nasiliły się, jednocześnie szepcząc i krzycząc.
- Nie masz imienia! - Kontynuował Maralius, nasilając światło ze swego kostura, tworząc wokół drużyny coś w rodzaju bariery, która jednak była niestała, płynna, jak tkanina falująca na wietrze, w zderzeniu z mocą Kaina.
- Nie masz twarzy! - Ziemia ponownie zatrzęsła się, tym razem jeszcze silniej, a te z okolicznych gruzów, które jeszcze stały, zaczęły walić się z hukiem.
- Nie masz duszy! - Prawie krzyczał mag, unosząc swój kostur wyżej i występując krok naprzód. Energia Kaina zaczęła przekształcać się chaotycznie, co chwila nagle zmieniając objętość, kształt i odcienie, próbując niekiedy zderzyć się z mocą Maraliusa, a innym razem po prostu wirując wokół swego pana.
- Wracaj do pustki z której wyszedłeś! - Rzekł starzec, w momencie kiedy on i Kain niemal patrzeli sobie w twarz. Napięcie w powietrzu sięgnęło zenitu, wokół rozeszły się wibracje tak potężne, że niemal widoczne. Moc obu potężnych istot mieszała się i siłowała, głosy dookoła wydały się być niebezpiecznie blisko, podczas gdy słuchająca ich drużyna odczuła silne bóle w głowie, klatce piersiowej, brzuchu i innych częściach ciała. I wtedy, kiedy już mogło wydawać się, że ten koszmar nigdy się nie skończy, wszystko ucichło. Kain wydał z siebie westchnienie przypominające jęk umierającego i odleciał nagle do tyłu, wyrzucony z ogromną prędkością po chwili zniknął na niebie, podczas gdy resztki jego wyzwolonej mocy rozeszły się po chmurach, co można było zobaczyć w niemal całym kraju. Światło Maraliusa eksplodowało, na chwilę oślepiając obecnych, a sam mag w jednej chwili wrócił do swego normalnego wyglądu, zachwiał się i runął do tyłu, upadając na plecy, na co zareagował Darcus, łapiąc go. W tym momencie magia użytego wcześniej klejnotu została wreszcie wyzwolona, teleportując drużynę i przenosząc jej członków prosto do Anubel. Po potyczce na miejscu nie pozostało śladu, a wszystko zaczęła powoli znów przykrywać zamieć.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- To było... - jęknął Czytelnik przecierając oczy ze zdumienia oraz lekkiego oślepienia po tym teatrze świateł.
Złodziejka z powodu ran a następnie bólu stworzonego podczas walki Kaina i Maraliusa zemdlała. Mariok też ledwo się trzymał leżąc na kostce brukowej na środku placu i trzymając się za głowę w której teraz wszystko mu się kręciło.
Pirat siedział na ziemi schylony spoglądając na swoją skręconą nogę i próbując ogarnąć wszystko co się wydarzyło. Co ciekawe najgorzej przeżył nie tyle samą walkę Kaina z Maraliusem a teleportację, po której wszelkie bóle czy zawroty głowy nasiliły się kilkukrotnie.
- Muszę się napić rumu... - mruknął tylko.
O dziwo z całej Złotej Gildii najlepiej prawdopodobnie poradziła sobie Saki, która teraz siedziała blisko złodziejki trzymając jej dłoń. Wyglądało na to jakby zadowolenie z tego że udało im się stamtąd wydostać i że wszyscy przeżyli zagłuszyło myśli i ból którego doświadczyła podczas walki.

Tymczasem orkowie, ludzie i inne istoty przechodzili obok spoglądając na tą dziwną grupę wciąż nie mogąc przyzwyczaić się do tych wszystkich dziwnych rzeczy które dzieją się w tym mieście.

Avatar darcus
- Pomoc... Trzeba sprowadzić pomoc... - Mruknął Darcus, wstając i już mając ruszyć biegiem do najbliższego wejścia do przyczółku asasynów, kiedy nagle zatrzymał się i jęknął. Teraz, kiedy adrenalina opadła i nic więcej go nie znieczulało, poczuł przeszywający ból. Inni też mogli to zobaczyć, choć wcześniej, w ogniu walki, zupełnie nie zwrócili na to uwagi. Asasyn miał wielką, podłużną, przechodzącą przez całe plecy od lewej łopatki do prawego biodra ranę ciętą. Do tej chwili krew lejąca się z niej zdążyła już przesiąknąć całą tylną część jego szat. Jęknął cicho, bardziej ze zdziwienia, niż z bólu, po czym upadł na ziemię.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Zajmę się tym! - zawołała elfka wstając i rozglądając się po całej grupie po czym pobiegła do Karczmy a następnie omijając zdziwionego Karczmarza pobiegła na dół szukając pierwszego lepszego asasyna.

Avatar darcus
Asasynów w podziemiach było pełno. Chodzili w tę i wew tę, ogólnie panował spory ruch. Najwyraźniej coś się działo.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Saki zatrzymała więc pierwszego napotkanego asasyna.
- Wróciliśmy wraz z Darcusem z misji! Większość jest poważnie ranna, potrzeba ich jak najszybciej zabrać z placu! - powiedziała szybko z poważną miną.

Avatar darcus
Asasyn spojrzał na nią, szybko analizując fakty i jak to asasyn, kiwnął tylko głową bez zbędnych pytań i pobiegł wgłąb podziemi, zapewne w kierunku szpitala.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elfka wykonała tylko głębszy oddech po biegu po czym ruszyła w drogę powrotną po czym zderzyła się z Gniotkiem przy wejściu do podziemi.
- Przepraszam! - zawołała odsuwając się.
- Nic nie szkodzi. Gdzie wyście się do cholery podziewali? I w zasadzie gdzie jest reszta?
- Ja... Michael nic ci nie mówił? - spojrzała na niego lekko zdziwiona.
- Nie mówił o czym? - zapytał Karczmarz marszcząc brwi.
- Reszta jest na placu, właśnie byłam powiadomić asasynów że trzeba ich stamtąd zabrać.
- Zabrać? Co się do cholery stało?
- Myślałam że Michael powiadomił cię o naszej misji... Może po prostu chodź ze mną. - powiedziała po czym ruszyła z powrotem na plac.
Karczmarz pokręcił tylko głową i ruszył za nią. W momencie kiedy dotarli Abraxas otwarł tylko szeroko oczy spoglądając na wszystkich.
- Na wszystkich bogów, Darcus, co wam się stało? - zapytał kucając przy nim.

Avatar darcus
- Cholera... - Mruknął Darcus, podnosząc się do siadu i starając się nie zwinąć z bólu. - Kain nas dopadł... - Dodał tylko, wspierając się dłońmi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Kain? Gdzie wyście wszyscy byli? - zdziwił się Karczmarz.
- Więc Kult znalazł sobie nowego sojusznika. - zauważył Michael stojący obok z założonymi rękoma.
- Ty! - zawołał Abraxas. - Ty su**nsynu! - podniósł się po czym wściekły rzucił się w jego stronę z pięścią. Ten tylko wykonał szybki unik co spowodowało że Karczmarz wylądował obok stojącej Saki.
- Trzymaj swoją złość na wodzy. - mruknął spoglądając na każdego z rannych po kolei.
- Jak śmiesz! Dlaczego o niczym mi nie powiedziałeś?! - Abraxas oparł się na zaciśniętych pięściach i powoli się podniósł.
- Twój przyjaciel potrzebował pomocy, a Złota Gildia treningu. A ty nigdy byś się na to nie zgodził.
- To nazywasz treningiem?! - krzyknął wskazując na rannych.
- A co sobie wyobrażałeś?! - zawołał Michael odwracając się w jego stronę i zaciskając kościaną dłoń. - Mieli walczyć z manekinami?!
- Panowie! - zawołał Czytelnik po czym jęknął cicho. - Nie możecie przełożyć tego na później? Kłótnia między wami jest prawdopodobnie ostatnim na co mamy teraz ochotę.
Gniotek tylko zacisnął pięści i zęby spoglądając z wściekłością na maskę Michael'a. Który w tym momencie się pod nią uśmiechnął.

Avatar darcus
- Ta misja to kompletna porażka... Nie dość, że nie zdobyliśmy informacji, których szukaliśmy, to jeszcze dostaliśmy porządnego kopa. Nie wiem jakim cudem nikt tam nie zginął... - Mruczał Darcus, oddychając ciężko. W tym momencie do grupy dobiegł cały oddział asasyńskich medyków i zaczął zajmować się rannymi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Szczęście w nieszczęściu, co? - zauważył Jack drapiąc się po brodzie starając się nie ruszać skręconą nogą.

Avatar darcus
- Sam nie wiem. Gdyby nie Maralius... Cholera... - Jęknął asasyn, spoglądając na wciąż nieprzytomnego starca. - Bądź łaskaw się położyć mistrzu. - Powiedział cicho jeden z medyków, na co Darcus, najwyraźniej w ocenie medyków nie mogąc iść sam, ułożył się na noszach. Podobnie zrobiono z Mariokiem, Maraliusem, Victorią i Czytelnikiem, następnie całą piątkę medycy zaczęli nieść do podziemi. Jackowi zaoferowali laski, gdyż niewiele więcej mogli zrobić ze skręceniem, zaś złodziejce eskortę do szpitala. Jeden z medyków przynajmniej trzy razy zapytał Alberta i Saki czy aby na pewno nie są ranni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wszystko ze mną w porządku, naprawdę. - odpowiadała uśmiechając się elfka.
Karczmarz poczekał aż lekarze zaniosą resztę a potem spojrzał na Michael'a.
- A więc? Co masz mi do powiedzenia?
- W sumie niewiele, ale jak tak bardzo chcesz rozmawiać, to proponuję raczej podziemia, aniżeli środek placu. - mruknął po czym ruszył z powrotem do siedziby Złotej Gildii, Karczmarz zaklął tylko pod nosem i ruszył za nim.
- Nie wiem jak ty, - zaczął pirat spoglądając ja elfkę. - ale ja chętnie popatrzę jak się biją. - powiedział po czym również ruszył za dwójką podpierając się cały czas o laskę.
Saki nie bardzo odpowiadała wizja kolejnych konfliktów, ale wiedząc że być może uda się jej im jakoś zapobiec, ruszyła za nimi.

W tym samym czasie Elisif pożegnała się z Kate pod bramą i ruszyła w drogę powrotną. Dziewczyna natomiast zadowolona z dreszczoroślą w rękach pobiegła czym prędzej z powrotem do wiedźmy.

Avatar darcus
Upewniwszy się, że nikt więcej nie potrzebuje na miejscu ich pomocy, medycy zwinęli się z powrotem do podziemi.

Baba Jaga była tam, gdzie wcześniej, w swoim zagajniku. Jeśli Kate zwróciła uwagę, a jako iż Kate to Kate, to pewnie zwróciła, zauważyła, że lasek nieco się rozrósł.
Tymczasem Elisif odwracając się natrafiła na Gorgoron. - Hejo! - Zawołała dziewczynka, uśmiechnięta od ucha do ucha.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Mariok w międzyczasie kiedy byli niesieni postanowił podzielić się swoim skargom żeby choć trochę ulżyć sobie w bólu.
- Te cholerne śmiecie nawet nie rzuciły na nas niczego większego, po prostu siedzieli sobie i czekali aż ten cały Kain załatwi sprawę za nich!

Kate wyraźnie zadowolona pobiegła czym prędzej do Baby z rośliną.
- Patrz co zdobyłam! - zawołała unosząc doniczkę z rośliną.

- No proszę, czyżby znudziło ci się siedzenie w budynku? - zapytała Elisif uśmiechając się.

Avatar darcus
- Bardziej interesuje mnie, co Kain w ogóle w nich widzi. Jeśli to faktycznie jest sojusz, a nie tylko przypadkowe wtargnięcie... - Zastanawiał się na głos Darcus.

Baba, oderwana od kotła, wyglądała na zdumioną. - Nieźle. Całkiem nieźle... - Mruknęła, kiwając głową z aprobatą. - Postaw to... Gdzieś. Będę tego potrzebować za chwilę. - Poleciła dziewczynie, wracając do warzenia swego wywaru.

- Odrobinkę. - Odparła Gorgoron, wyciągając rączki w kierunku Elisif.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- To zdecydowanie nie wyglądało na przypadkowe... W sensie... Da się w ogóle przypadkiem trafić w takie miejsce? - zastanawiał się na głos goblin.
- Chyba że się pomyliliśmy, może ten obsydianowy drań również walczy z Kultem a przypadkowo trafił tam na nas? Chociaż mówilibyśmy wtedy o naprawdę ogromnym zbiegu okoliczności. - zauważył Czytelnik.

Kate zadowolona więc postawiła roślinę na stole po czym podeszła żeby przyjrzeć się zawartości kotła.

Elisif wzięła Gorgoron na ręce i rozejrzała się.
- Więc... Chciałabyś może pójść w jakieś konkretne miejsce? - zapytała Elisif.

Avatar darcus
- Nie wiem czemu się tam znalazł, ale nawet gdyby tylko urządzał sobie spacerek w tamtej okolicy, Kain nie przepuści okazji, żeby mnie dopaść. - Dodał Darcus do głośnych rozważań.

Baba Jaga, nucąc jakąś melodyjkę, gotowała w wywarze gęstą, bulgoczącą masę o żółtawym zabarwieniu.

- Może ogrody? - Zaproponowała Gorgoron, tuląc się do Elisif.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Fajnych masz znajomych. - zauważył Mariok.

Kate spoglądając w kocioł poczuła się trochę senna i ziewnęła głośno.
- Masz dla mnie jeszcze coś do roboty? Bo osobiście chętnie się trochę prześpię.

- Dobry pomysł. - przyznała Elisif po czym ruszyła z córką na rękach w stronę ogrodów.

Avatar darcus
- Nie jestem dumny z każdego momentu w moim życiorysie, dobra? - Rzekł z lekka pretensjonalnie Darcus i westchnął ciężko.

- Możesz się położyć w moim łóżku. Obudzę cię, jeśli będę czegoś potrzebować. - Rzekłszy to Baba odwróciła się w stronę dreszczorośli i urwała maleńki kawałek jednego z listków, który następnie wrzuciła do kotła.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Czyli rozumiem że ty i ten cały Kain się znacie? - zapytał Czytelnik. - Czemu mnie to nie dziwi. Jakby na to nie patrzeć, wszystkie problemy tego kontynentu w jakiś magiczny sposób muszą być powiązane z waszym miastem.

Jak wiedźma powiedziała tak Kate zrobiła, kładąc się w łóżku i ziewając po raz kolejny.

Avatar darcus
- Gdybym tylko wiedział skąd to się wzięło... - Westchnął ponownie Darcus, po czym zakaszlał. Tymczasem medycy donieśli ich do szpitala i przełożyli na łóżka szpitalne, gdzie zaczęli się nimi zajmować.

Łóżko Jagi pachniało serem, ale było bardzo miękkie, ciepłe i bardzo nieznacznie wilgotne, jak to mech.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Członkowie Złotej Gildii już więcej nie mówili tylko jęcząc trochę w trakcie opatrywania zajęli się własnymi myślami.

Kate mimo niezbyt przyjemnego zapachu szybko zasnęła.

Avatar darcus
Victoria została wzięta pod ostry dyżur. Zajęła się nią sama Ayla. Po krótkich oględzinach okazało się, że ma rozległe obrażenia wewnętrzne. Darcus miał uszkodzony kręgosłup, ale tylko z wierzchu. Na szczęście Kain nie zdołał ciąć za głęboko i rdzeń kręgowy nie był przerwany. Maralius był bardzo osłabiony po swoim wyczynie i doznał silnego wstrząsu mózgu, ale oprócz tego miał tylko kilka ran powierzchownych. Mariok miał połamane żebra, więc wyglądało na to, że ładną chwilę w szpitalu poleży. Złodziejka miała przedramię złamane w dwóch miejscach, jednak żadne z tych złamań nie było otwarte, dlatego szczęśliwie medycy mogli szybko założyć gips, poinstruować ją jak ma z nim postępować i wypuścić ze szpitala. Czytelnik miał mocno uszkodzony mięsień w nodze, wyglądało więc na to, że również chwilę w szpitalu spędzi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Złodziejka niemalże że wściekła z powodu tego że ktoś postanowił grzebać przy jej ramieniu, mimo wciąż odczuwalnego osłabienia z zadowoleniem opuściła szpital i skierowała się w stronę siedziby. Ledwo zdążyła jednak otworzyć drzwi a o ścianę kawałek od niej rąbnęła książka.
- Miałeś mi pomóc prowadzić tą grupę! Nie ją zamordować! - wrzasnął Abraxas chwytając za kolejną książkę z półki i miotając nią w Michael'a stojącego teraz plecami do złodziejki który wprawnie unikał rzucanych przedmiotów.
- Jesteś na tyle tępy że nie potrafisz pojąć jak to działa! - odkrzyknął mu zamaskowany zaciskając kościaną dłoń. - Z jednej strony chcesz mieć grupę oddanych ci ludzi, którzy będą potrafili skoczyć w ogień. A z drugiej boisz się dać im zapałek bo mogą się poparzyć! Zrozum wreszcie że przy twoim nastawieniu ci ludzie będą mogli zostać najwyżej bibliotekarzami! Niczego się nie nauczą jeśli nie zobaczą jak wygląda rzeczywistość! Ja chcę ich tylko nauczyć prawdziwej walki!
- Typ tropem nauczysz ich tylko jak umrzeć!
Złodziejka pokręciła tylko głową po czym kucnęła przy Saki siedzącej przy ścianie i spoglądającej ze smutkiem na dwójkę. W tym momencie zobaczyła że elfka ma na prawej ręce widocznie świeżego siniaka. Co zdziwiło ją, bo była pewna że nie oberwała w trakcie walki z Kainem.
- Co ci się stało?
- Chciałam ich powstrzymać... No wiesz, od kłótni... Ale Michael mnie popchnął na ścianę i...
- Zaraz, to przez nich? - syknęła złodziejka po czym wstała z ziemi i ruszyła w stronę Michael'a.
- Czekaj nie musisz...
- Naprawdę szlag mnie trafia jak słucham tych twoich bzdur! - krzyknął Michael. - Siedzisz sobie w tej swojej cholernie Karczmie i marzysz tylko o tej swojej dumnej grupie łowców przygód! Mimo iż cholernie dobrze wiesz jak wygląda rzeczywistość, to nie jesteś wstanie niczego poświęcić! Zachowujesz się jakbyś... - zamaskowany nie zdążył jednak dokończyć bo niespodziewanie dostał najpierw z impetem łokciem w brzuch a następnie kolanem w maskę z taką siłą że wywalił się z trzaskiem na podłogę.
- Zamknij się już do cholery! Nie zamierzam więcej wyruszać na samobójcze misje tylko i wyłącznie dla twoich chorych sekretnych planów! - syknęła złodziejka plując na kulącego się teraz Michael'a.
- Widzisz? - powiedział Gniotek. - Nawet ona rozumie że... - i w tym momencie dostał potężnych rozmiarów książką prosto w twarz wywracając go na ziemię i powodując krwawienie z nosa.
- Ty też się wreszcie zamknij! Jeśli chcesz Złotej Gildii a nie Złotych Pieluch to przestań nas traktować jak dzieci! Mam was obu dosyć! Każdy z was ma swoje cholerne poglądy, ale tak naprawdę oboje przesadzacie! Nie zamierzam patrzeć jak ta grupa która ma szansę powstać rozpada się, bo dwóch dorosłych frajerów postanawia na siebie pokrzyczeć! Macie na wszystkie ku*wy zważać na to co robicie i mówicie, bo reszta patrzy na was i ocenia! A jak tak dalej pójdzie to i tak albo wszyscy poumieramy albo się rozejdziemy bo w takich warunkach nie da się pracować!
- Zrobiło się gorąco! - zawołał Jack siedzący teraz na wysokiej półce na książki. Złodziejka słysząc to zaklęła pod nosem i schyliła się po następną książkę. - Ej ej zluzuj! To był żart! Żartowałem! - powiedział pirat unosząc ręce w obronnym geście.
Zapadła cisza. Michael i Abraxas spoglądali teraz na siebie z poziomu podłogi. Złodziejka spojrzała tylko na ich obu po czym zaklęła cicho jeszcze raz i wyszła z pomieszczenia. Saki nie wiedząc co powiedzieć wstała tylko z ziemi i pobiegła za nią.
- Wiecie co... - powiedział niepewnie Jack. - Ja chyba też pójdę się napić. - powiedział po czym ostrożnie zszedł z półki i podpierając się o laskę także wyszedł i skierował się do Karczmy.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią