Podczas gdy Albert zapewne również go chwycił, Darcus stanął tak, by stykać się z Maraliusem, po czym zacisnął palce na klejnocie. Ten rozgniótł się, jednak nic się nie stało. Magia nie została uwolniona. - Co jest... - Mruknął Darcus, spoglądając na zbliżającego się przeciwnika, po czym z przerażeniem zdał sobie sprawę, że to jego sprawka.
- Zaczęło się... Świat upadnie... - Rzekł Kain, jak się zdawało, dość cicho, jednak jego głos był bardzo dobrze słyszalny w całej okolicy.
- Tak powstanie mój, lepszy świat... - Mówił konstrukt, a jego pokonane wcześniej przez drużynę kopie nagle odbudowały się ze zgliszczy i powoli uniosły, lewitując u jego boku.
- Czas ludzi przeminął... - Jego głos rozbrzmiewał coraz głośniej, zdając się brzmieć niczym lament opętanego, podczas gdy ramiona konstruktów przekształciły się w ostrza i szpikulce.
- Nadchodzi era Kaina... - Wokół zaczęły rozbrzmiewać głosy nie z tego świata w jakimś nieznanym języku, a członkowie drużyny nagle zaczęli odczuwać nieokreślony, niemal fizyczny ból, słysząc je, choć nie mogąc w żaden sposób ich zrozumieć, podczas gdy konstrukty powoli, acz nieubłaganie zbliżać do nich, a sam Kain pozostawał w bezruchu niczym zły omen...
W tym momencie z ziemi podniósł się Maralius. Nie wyglądał na rannego, ani nawet zmęczonego, ale jego wygląd się zmienił. Skóra poszarzała, krótkie włosy pociemniały, a z oczu bił blady blask. Jego szaty stały się znacznie ciemniejsze, zdawały się być dłuższe i poszarpane, a jego samego otoczyła bijąca mocą aura. Uniósł do góry swój kostur, który pojawił się przy nim znikąd, a z którego wydobyło się potężne, zimne, ale nie oślepiające światło, które zderzyło się z mocą Kaina niczym dwie fale na morzu.
- Nie masz tu żadnej władzy! - Przemówił starzec, a jego wzmocniony, zmieniony głos rozniósł się po okolicy echem. Konstrukty otaczające Kaina w jednej chwili zostały odepchnięte do tyłu i rozpadły się, uderzając w płomień energii otaczający jego główną formę.
- Wytworze szaleństwa! - Dookoła wystrzeliła niewidzialna, aczkolwiek wyczuwalna moc, która sprawiła, że ziemia się zatrzęsła. Sam Kain zaczął powoli, z trudem, zbliżać się do maga, a pochodzące od niego głosy nasiliły się, jednocześnie szepcząc i krzycząc.
- Nie masz imienia! - Kontynuował Maralius, nasilając światło ze swego kostura, tworząc wokół drużyny coś w rodzaju bariery, która jednak była niestała, płynna, jak tkanina falująca na wietrze, w zderzeniu z mocą Kaina.
- Nie masz twarzy! - Ziemia ponownie zatrzęsła się, tym razem jeszcze silniej, a te z okolicznych gruzów, które jeszcze stały, zaczęły walić się z hukiem.
- Nie masz duszy! - Prawie krzyczał mag, unosząc swój kostur wyżej i występując krok naprzód. Energia Kaina zaczęła przekształcać się chaotycznie, co chwila nagle zmieniając objętość, kształt i odcienie, próbując niekiedy zderzyć się z mocą Maraliusa, a innym razem po prostu wirując wokół swego pana.
- Wracaj do pustki z której wyszedłeś! - Rzekł starzec, w momencie kiedy on i Kain niemal patrzeli sobie w twarz. Napięcie w powietrzu sięgnęło zenitu, wokół rozeszły się wibracje tak potężne, że niemal widoczne. Moc obu potężnych istot mieszała się i siłowała, głosy dookoła wydały się być niebezpiecznie blisko, podczas gdy słuchająca ich drużyna odczuła silne bóle w głowie, klatce piersiowej, brzuchu i innych częściach ciała. I wtedy, kiedy już mogło wydawać się, że ten koszmar nigdy się nie skończy, wszystko ucichło. Kain wydał z siebie westchnienie przypominające jęk umierającego i odleciał nagle do tyłu, wyrzucony z ogromną prędkością po chwili zniknął na niebie, podczas gdy resztki jego wyzwolonej mocy rozeszły się po chmurach, co można było zobaczyć w niemal całym kraju. Światło Maraliusa eksplodowało, na chwilę oślepiając obecnych, a sam mag w jednej chwili wrócił do swego normalnego wyglądu, zachwiał się i runął do tyłu, upadając na plecy, na co zareagował Darcus, łapiąc go. W tym momencie magia użytego wcześniej klejnotu została wreszcie wyzwolona, teleportując drużynę i przenosząc jej członków prosto do Anubel. Po potyczce na miejscu nie pozostało śladu, a wszystko zaczęła powoli znów przykrywać zamieć.