Karczma pod Historią

Avatar darcus
Natalie rozejrzała się za Bleckiem. Jeśli nadal nie było go w zasięgu wzroku, czy słuchu, ostrożnie zapytała o niego Med.

- Zwołam je jak tylko wrócę z kolejnej wyprawy. - Potwierdził asasyn kiwnięciem głowy.

- Jasne! - Odparła Gorgoron rozentuzjazmowana, spoglądając na elfkę. Może nawet nieco bardziej niż powinna. Vita zaś nie wyglądała na niezadowoloną.

Avatar
RhobarIII
Ponieważ Szlachcic nie dojrzał swej sakiewki, po wejściu do karczmy zaczął się rozglądać w ta i wewta. W końcu stwierdzając że niczego nie znajdzie, podszedł do lady i rzucił do karczmarza:
-Sakiewkęś waćpan sobie wziął? Waścina li? A nie waścina, zatem oddajcie po dobroci zanim karę za niesprawiedliwość osobiście wymierzę!
Już trzymał dłoń przy szabli. Był czerwony ze wściekłości i wszystko wskazywało na to, że jeśli nie dostanie tego co chce, prawdopodobnie rozpęta tu nie lada awanturę. Jakby dla wzmocnienia siły swych żądań, walnął pięścią w ladę. Oczy miał podobne do ślepi wilka ze wścieklizną, albo wygłodniałego lwa który po długiej tułaczce ujrzał zagubionego wędrowca i szykuje się do skoku. Atmosfera była tak gęsta że możnaby ją pokroić.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tunel skręcał co jakiś czas mniej lub bardziej ostro, nigdzie jednak go nie widzieli.
- Widziałam go tyle co wy. - powiedziała beznamiętnie Med idąc wciąż przed siebie, nawet nie spojrzała w jej stronę.

- Jasne. Czy jest w międzyczasie jeszcze coś z czym moglibyśmy pomóc? - zapytał Wojna.

- No dobrze, w takim razie idźcie i bawcie się dobrze! - powiedziała Elisif po czym pożegnała się ze wszystkimi i udała się na plac.

Karczmarz pożegnał się więc z nią po czym obrócił się i ponownie ku jemu niezadowoleniu ujrzał buraka.
- Ja nie wziąłem twojej sakwy, gdybyś nie był tak bardzo zadufanym w sobie burakiem, to może zorientowałbyś kiedy ktoś cię okrada. Jeszcze coś, zanim asasyni wyrzucą cię z tego budynku raz na zawsze? - zapytał Karczmarz zakładając ręce, wyraźnie nie wystraszony postawą Macieja.

Saki natomiast odeszła od lady z Vitą na rękach i prawdopodobnie z Gorgoron blisko siebie.
- A więc chcecie iść do ogrodu, tak? - upewniła się uśmiechając się do dziewczynek.

Avatar darcus
Natalie szła niezmiennie naprzód, nie wahając się i smakując zapach powietrza po drodze.

- Chwilowo nie, ale z pewnością przydacie mi się jak tylko wrócę z polowania. - Odparł Darcus. - Ach, jeszcze coś. Nie widziałem z wami koni, więc... Cóż, nie pytam co się stało, ale jeśli szukacie jakiegoś tymczasowego zastępstwa dla nich, to odnajdźcie Finara, właściciela farmy na północ od miasta. Ma kilka niezłych sztuk. Powiedzcie mu, że chcecie zupy. Zrozumie o co chodzi. - Wyjaśnił szczegółowo Darcus.

- Tak, tak, tak! - Zawołała Gorgoron, podskakując przy każdym 'tak', a jej przybrana siostra zachichotała ponownie, słysząc entuzjazm starszej z dziewczynek.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Szli więc tak przed siebie skręcając co jakiś czas skręcając. Nie spotkali przez dłuższy czas ani Blecka ani żadnych kolejnych śladów po piratach, wyglądało na to że podróż jeszcze trochę potrwa.

- Wątpię że znajdę cokolwiek lepszego od mojego konia, ale z drugiej strony i tak nie mamy niczego do roboty, więc można tam zajrzeć.
W tym samym momencie natomiast dotarła do nich Elisif która woląc się nie wtrącać stanęła tylko z boku czekając aż skończą.

- No dobrze, no to chodźmy. - powiedziała uśmiechając się elfa po czym pomachała jeszcze tylko do złodziejki na co ta kiwnęła głową i oparła się o siedzenie, po czym wyszła z Karczmy i skierowała się z dziewczynkami do ogrodu.

Avatar darcus
- To nie jest głupi pomysł, przynajmniej na jakiś czas. - Skomentował Głód.
- A teraz wybaczcie mi. - Powiedział Darcus i odszedł na bok, stając przed Elisif. - Gotowa? - Zapytał formalnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna kiwnął więc głową i ponownie ruszył w stronę bramy.
- Zastanawia mnie w sumie co za sprawę do Darcusa miał Zaraza, skoro gdzieś na razie zniknął. - pomyślał na głos Jeździec.

- Owszem, gotowa. - odparła Elisif pokazując tylko lekko swoje ostrze pod rękawem. - Pewnego dnia pomyślałam że bezpieczniej będzie je nosić, mimo iż to nie w moim stylu, to teraz mam je niemal cały czas ze sobą.

Avatar darcus
- Pewnie zdradzi nam to w odpowiednim czasie. - Wzruszył ramionami Głód, idąc wraz z bratem.

- Nie wiem czy cieszyć się, bo będziesz bezpieczniejsza, czy martwić, bo świat wymusza stosowanie takich środków. Mniejsza o to. Nie powinniśmy wzbudzać powszechnego zainteresowania teleportacją. Chodź ze mną. - Rzekłszy to asasyn odwrócił się na pięcie i ruszył do jednej z licznych bocznych uliczek.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Jeździec kiwnął tylko głową, i po pewnym czasie dotarli do farmy.

Elisif ruszyła więc za bratem.
- Mam nadzieję że moje dzieci dożyją czasów w których nie będzie to już więcej potrzebne. - powiedziała wzdychając, bardziej myśląc o tym jak o marzeniu aniżeli rzeczywistą możliwością.

Avatar darcus
Pozostawało więc znaleźć wspomnianego przez Darcusa Finara. Nie było to łatwe, gdyż Jeźdźcy nie znali jego twarzy, a spośród krzątających się po okolicy ludzi żaden się nie wyróżniał.

- Naprawdę nie masz pojęcia, jak bardzo chciałbym móc powiedzieć ci, że tak będzie... - Rzekł smutnym głosem asasyn, nie odwracając się.

Avatar
RhobarIII
Karczmarz wcale nie bał się pana Macieja. Miał przecież przy sobie oddział jakichś ochroniarzy, których nazwał assasynami. Stwierdził jednak, że ktoś okradł szlachcica. Wąsacz zastanowił się chwilę, popatrzał na assasynów szepcząc pod nosem jakieś przekleństwa, a następnie jeszcze raz zwrócił się do karczmarza, tym razem spokojniejszym tonem. Ale nadal był zdenerwowany i wyglądało na to że z trudem się powstrzymuje.
-A więc wiecie, waćpan, że mnie okradziono. Mów więc waść, kto to zrobił i gdzie ta szumowina jest.
Może zachowanie jego było dość nielogiczne, w końcu znajdujące się w skradzionej sakwie monety były tu warte praktycznie nic i stanowiły jedynie błyskotkę, której przecież karczmarze obowiązku wyceniać nie mieli. Ale to upór i zaciętość jego sprawiły, że gotów był w stanie porzucić wszystkie sprawy dla odzyskania sakiewki i godności. Gdyby ci ochroniarze chcieli go wyrzucić, znaczyć to będzie że ta karczma bandycką jest i odwiedzać jej więcej nie warto. Ale czy w mieście jest jeszcze jakaś? Oby tak...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna ruszył więc do pierwszej napotkanej na farmie osoby.
- Ekhem. - zakaszlał wyraźnie żeby zwrócić na siebie uwagę. - Szukamy Finara, właściciela tej farmy.

Elisif kiwnęła tylko głową i bez słowa więcej ruszyła za bratem.

Karczmarz wyraźnie zmęczony przetarł oczy i twarzy dłonią wbijając wzrok w ladę, po czym niechętnie spojrzał na szlachcica.
- Koleś, jesteś chyba najbardziej denerwującą osobą jaka kiedykolwiek się tutaj pojawiła... Nie, czekaj. Zaraz po takim jednym... Pierwszy asasyn jakiego kiedykolwiek spotkałem, gdyby wszyscy byli tacy jak on to chyba bym się wyprowadził... Mniejsza. - powiedział raczej sam do siebie aniżeli do Macieja. - Jeśli serio nie potrafisz dojść do tego kto cię okradł w tym krótkim czasie kiedy wychodziłeś z Karczmy a potem do niej wróciłeś... To duma naprawdę cię oślepiła dostatecznie. Tak czy siak, nie mam pojęcia gdzie koleś poszedł.

Avatar darcus
Rolnik zdębiał widząc Jeźdźców. A przynajmniej Wojnę, który dość istotnie górował nie tylko nad zwykłymi ludźmi, ale i nad swym bratem, Głodem. Człowieczyna wyglądała jakby miała zaraz upuścić stosik drwa, który niosła, ale raczej ze zdziwienia, gdyż ów pracownik był najwyraźniej zbyt przyzwyczajony do realiów tego miasta, by realnie się bać. - Jest w stodole, tam, przy domu... - Wydusił w końcu, przyglądając się zbroi Wojny.

Kiedy znaleźli się w alejce, Darcus wyciągnął dłoń w kierunku siostry. - Teraz już nikt niepowołany nie powinien nas zauważyć. - Rzekł krótko.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dzięki. - odparł Wojna rozbawiony reakcją chłopa, po czym ruszył do wskazanej stodoły.

Elisif kiwnęła tylko głową i chwyciła dłoń brata.

Avatar darcus
Ze stodoły wydobywały się dziwne dźwięki, przypominające rżenie konia, ale o dziwnie basowym wydźwięku i z charakterystycznym bulgotem w tle.
- Może jednak nie będzie tak źle. - Powiedział Głód, uśmiechając się pod nosem.

Elisif poczuła znajome uczucie, świat zawirował i nagle dwójka znalazła się przed obozem myśliwych opuszczonym dzień wcześniej na Khorinis.

Avatar
RhobarIII
Karczmarz powiedział to, co pan Janczura chciał wiedzieć. Uradowany otrzymaną informacją, walnął pięścią w ladę, ale teraz jakby bardziej ze szczęścia niż ze złości. Podszedł bliżej karczmarza, złapał go za ramiona i po chwili złożył swoimi trochę śmierdzącymi od alkoholu ustami dwa soczyste całusy na jego policzkach. Potem poklepał go po plecach, odwrócił się na pięcie i wybiegł z lokalu na zewnątrz. Tylko jedna osoba mogła go okraść, musiał to być ten sam młodzieniec który przeciskał się między nim. Zapamiętał tylko, że rozmawiał z jakąś kobietą. Powinien ją poznać, jeśli ją spotka. Teraz jednak po prostu szedł przed siebie starając się wypatrzeć twarz albo jej, albo złodzieja. W oczach jego tlił się płomień determinacji, a dłonie raz po raz zaciskały się w pięść by po chwili się rozluźnić. Rozpoczęło się polowanie. Lecz czy łowca wypatrzy swą zwierzynę?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna którego zainteresowały teraz odgłosy zajrzał do środka stodoły.

Elisif rozejrzała się tylko po okolicy.
- Chodźmy więc do nich. - powiedziała ruszając w tamtą stronę.

Karczmarz wyraźnie zniesmaczony wytarł twarz tą samą szmatą którą wycierał kufle.
Maciej natomiast nie musiał szukać długo, gdyż chwilę po tym jak wyszedł z Karczmy usłyszał czyjś głos.
- Szukasz kogoś? Może ci pomogę? - zapytał ten sam chudy chłopiec który teraz siedział na dachu jednego z domów przed Karczmą.

Avatar
RhobarIII
Szlachcic ujrzawszy na dachu jednego z domów chłopca, zrobił z początku duże oczy. Nie do końca dlatego, że znajdował on się w tak nietypowym miejscu, ale dlatego że to był niewątpliwie ten sam młodzianek który zapewne ukradł mu sakiewkę. Miał ochotę zaraz rzucić się na niego, wskoczyć za nim na ten dach i dorwać złodzieja. Ale wiedział że to nie najlepszy pomysł. Dlatego też postanowił posłużyć się fortelem.
-A wiesz, acan... Pomożesz, jeno zejdź z dachu bom za stary na wdrapywanie się!
Chłopiec ujrzał na obliczu wąsacza wyraz ewidentnego zafrapowania, ale też jakby sympatii w stosunku do każdego kto gotów by był wesprzeć go i pomóc w trudnej sytuacji.

Avatar darcus
Wewnątrz znajdował się farmer który przypominał zwykłego robotnika. Miał brudne spodnie, wytarte gumowce, rękawice robocze, połataną uszankę na głowie i w niczym nie przypominał właściciela ziemskiego. Obok, w niewielkich wydzielonych boksach znajdowały się zwierzęta, głównie konie, aczkolwiek pod tym kątem Jeźdźcy nie widzieli co znajdowało się w głębi stodoły, która była bądź co bądź całkiem spora.

- O w du... Szę... - Usłyszeli cichy szept gdzieś obok, zanim Darcus zdążył odpowiedzieć siostrze.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie no wiesz, jakoś mi tu wygodnie póki co. - stwierdził chłopak uśmiechając się. - Swoją drogą jeśli szukasz swoich pieniędzy, to przy mnie ich nie znajdziesz. - zauważył złodziejaszek.

Wojna podszedł bliżej rozglądając się przy okazji dokładniej po stodole.
- Szukamy Finara. - powiedział stając przy farmerze.

Elisif bez słowa spojrzała tylko w stronę skąd dobiegał głos.

Avatar
RhobarIII
Zdaje się, że chłopiec doskonale wiedział czego chce szlachcic. Wykręcał się że na dachu jest mu wygodnie i zastrzegał że nie ma przy sobie niczyich pieniędzy. A to było ewidentnym dowodem na to że czysty nie jest. To musiał być ten sam złodziej. Pan Maciej jednak uśmiechnął się zadziornie, podszedł bliżej chłopca i powiedział:
-Toś mię acan zafrapował... Ale trudno, skoro trzeba, to ja do was przyjdę.
To mówiąc złapał za krawędź dachu tuż obok miejsca gdzie siedział kieszonkowiec i z zadziwiającą sprawnością i tężyzną podciągnął się, a następnie wgramolił na dach. Nie zrobił tego może z kocią gracją, ale z pewnością nie był starym dziadem co tylko krzyczeć potrafi. Swoje ubytki w zdrowiu psychicznym najwidoczniej nadrabiał sprawnością fizyczną. Stanął na dachu i spojrzał na chłopaka z góry. Dłonie oparł o biodra i tak zaczął mówić:
-Acanie, ja ośmielać się o posiadanie przez ciebie pieniądza jakowego cudzego posądzać nie raczę, jeno w umyśle mym wasze lico wykute, tak więc wiem kiedym sakwę swą stracił, a karczmarz prawdę wyrzekł.
Tu schylił się i złapał chłopaka za kark i postawił go z taką łatwością, jakby królika podnosił za uszy łapiąc. Wolną ręką poklepał pochwę swej szabli, a następnie potargał sobie wąsa, szczerząc się przy tym i ukazując nieco pożółkły, lecz pełny komplet mocnych zębów.

Avatar darcus
Chłop podniósł się i odłożył widły, których do tej pory używał. - No, to go znaleźliście. - Odparł, podnosząc swą fikuśną czapkę w geście powitania, ujawniając przy okazji do połowy spaloną czuprynę potarganych, tłustych, rudych włosów.

Na drzewie obok siedział dość dobrze ukryty wśród liści Wan, spoglądając ze skonsternowanym, ale nie zdziwionym wzrokiem na dwójkę. - Macie własny obóz, tak? - Zapytał ironicznie, zeskakując z drzewa.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Szlachic nie mógł jednak złapać go tak po prostu gdyż w momencie kiedy ten wlazł na górę, chłopiec cofnął się o jakieś dziesięć kroków, wciąż trzymając ręce w kieszeni.
- Karczmarz? A skąd on to mógł wiedzieć? Skoro ty tego nawet nie poczułeś, to jak on miałby to zobaczyć? Czyżby był z tym w jakiś sposób powiązany? - zadał parę pytań gotowy odskoczyć w razie kolejnych prób złapania przez szlachcica. Wydawało się ogólnie że cała sytuacja go bawi.
Tymczasem z dołu zaczęła przyglądać im się trójka orków którzy akurat patrolowali okolicę.

- Rozumiem. Przysyła nas Darcus, ponoć możesz nam zaoferować jakieś ciekawe rumaki. - powiedział Wojna zadowolony że dotarli do właściwej osoby.

- Można tak powiedzieć. - odparła Elisif. - Jesteście gotowi ruszyć za śladami pantery? - zapytała.

Avatar
RhobarIII
Cóż, chłopiec zaraz odskoczył, także panu Maciejowi nie udało się go schwytać. Gdy zaczął mówić jakieś wykręty i chyba sobie kpić z możnego pana, temu twarz jęła się czerwienić po części z poczucia upokorzenia, a po części ze złości. No tak, gdyby sam był z dwadzieścia lat młodszy, albo złodziej był w jego wieku, to nie sprawiłoby żadnego problemu go schwytać. Ale choćby i najsprawniejszy pięćdziesięciolatek nie podoła przecież najsprawniejszemu z młodzieńców. Przez chwilę tak oboje stali, patrząc się na siebie. Pan Janczura prychał i sapał. W pewnym momencie jednak zerknął za siebie i zadrżał. Oto obok budynku na którego dachu siedzieli on i chłopak, stały trzy dwunożne bestie. Przyglądały się im badawczo. Takich bestii nie widział szlachcic nigdy, chyba że w najgorszych koszmarach sennych. Uszczypnął się dyskretnie w policzek, a potem rozdziawił buzię uświadamiając się że to wszystko jest rzeczywistością.Przez chwilę na nich patrzał trzęsąc się jak osika, lecz nagle zamknął buzię i zacisnął pięści przyjmując srogi wyraz twarzy. Oblizawszy suche usta, spojrzał na złodziejaszka i rzekł doń:
-Uciekajcie. Czyn wam przebaczony, coście ukradli zachowajcie, a rodzicu podarujcie. Ile sił w nogach biegnijcie... No!
Teraz znów spojrzał na trzy potwory. Najpierw wykonał dziwny gest prawą ręką, a potem chwycił nią za szablę. Wyjąwszy ją z czarnej pochwy, zeskoczył z dachu lądując pewnie na nogach. Lewą dłoń schowaną miał za plecami, położoną na lędźwiach. Prawa zaś pewnie dzierżyła piękną karabelę. I mimo że trząsł się pan Maciej nadal i bez wątpienia bał się, ryknął dość pewnie:
-Ha! Wąpierze! Widzicie barwę pochwy?! A święcenia na karabeli czujecie! O krok się który zbliży, a ostrze w swym w ciele swym wołoskim ugości! Który z was?! Ha?!
Machał ręką, jakby mierząc bronią do straszliwych czartów.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Złodziej przez chwilę spoglądał na niego zdziwiony po czym złapał się tylko za usta żeby powstrzymać się od śmiechu, po czym zeskoczył z drugiej strony dachu znikając im z widoku.
Orkowie natomiast spojrzeli na siebie nawzajem po czym oboje wybuchli śmiechem najwyraźniej na widok szlachcica.
- Czy to kolejny stary pierdziel który ma wrażenie że wojna nigdy się nie skończyła? - zapytał jeden z nich.
- Nie wiem... Koleś uważaj żeby się nie skaleczyć tym cacuszkiem. - powiedział drugi z trudem powstrzymując śmiech.
Trzeci natomiast w milczeniu spoglądał tylko na mężczyznę.

Avatar darcus
- Nooo... Niestety, obecnie nie mam żadnych do oddania... - Zaczął wykręcać się Finar.
- Kazał powiedzieć, że chcemy zupy. - Dodał prędko Głód, przypomniawszy sobie słowa Darcusa.
- Aaaa, to co innego. Faktycznie jesteście od niego. W takim razie, za mną. - Wskazał farmer gestem dłoni, po czym ruszył w głąb stodoły.

- Niech będzie. Miejcie sobie swoje sekrety... - Rzekł Wan niechętnie, krzywiąc się. - Tak, jesteśmy gotowi. Reszta ruszyła już naprzód. Chodźcie ze mną. - Dodał, po czym odwrócił się i ruszył w las prędkim krokiem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna ruszył więc bez słowa za Finarem ciekawy co wydawało te odgłosy które słyszeli wcześniej.

Elisif spojrzała jeszcze tylko na brata po czym ruszyła szybko za myśliwym.

Avatar
RhobarIII
Trzy upiory szydziły niemiłosiernie z Pana Macieja. On zaś, zafrapowany tym że "wąpierze" przemówiły ludzkim głosem, ani myślał chować szabli. Nadal mierzył nią do podejrzanych bestii, w każdej chwili gotów stawić im czoła, choć nie bez strachu. Mówił przy tym po części do siebie, a po części do nich:
-Ha! Czarcie pomioty... Gaworzyć do się każą, ale ja nie poganin, ni słowa nie rzeknę, o nie!
Tu zadał cięcie powietrzu za pomocą swej szabli. Jeśli przyglądali mu się dobrze, a na fechtunku się znali dobrze, być może dostrzegli w tym ruchu pewną niepospolitość i odkryli, iż szlachciura wie jak zrobić z szabli użytek i nie stoi przed nimi bynajmniej całkowity amator w sztuce fechtunku. Zdradzać to mógł ruch nadgarstka czy łokcia... Ale czy wśród tak paskudnych bestii którakolwiek wie cośkolwiek o szablach?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- I weź tu pojmij ludzi. - mruknął jeden z nich. - Niby chcą naszej pomocy. Ale trafi się jakiś burak i nam będzie grozić.
- Ta, coś w tym jest. - zauważył drugi.

Avatar darcus
Finar doprowadził ich do swoistej alejki między boksami, gdzie w dwóch najbliższych z nich, na które zresztą farmer wskazał, znajdowały się dwa konie, jeden czarny, drugi szary. Wyglądały na silne zwierzęta, ale tylko w porównaniu z resztą swojego gatunku, gdyż dla Jeźdźców wyglądały na podejrzanie... Zwykłe.

Darcus również prędko ruszył za siostrą, zamykając szyk. Wyglądało na to, że czeka ich chwila wędrówki.

- Jakiś problem, panowie? - Zapytał przechodzący właśnie obok asasyn, spoglądając mocno podejrzliwym wzrokiem na 'szlachcica' i kładąc dłoń na rękojeści broni.

Avatar
RhobarIII
Straszne stwory zaczęły między sobą rozmawiać i mówić coś o pomocy, ale pan Maciej nie był taki głupi. Doskonale wiedział że czarcie pomioty bywają podstępne, a on nie miał zamiaru dać im się omamić. Spoglądał na nich jak sparaliżowany, do czasu gdy przyszedł jeden z tak zwanych assasynów. Ów ze stoickim niemal spokojem zapytał czy jest jakiś problem! Czyżby nie widział że trzech z czterech panów do których mówi to jakieś upiory? A może doskonale to wiedział, lecz trzymał z nimi? Bisurmanin niegodziwy! Zaskoczony niesłychanie szlachcic zaczął się zaś zastanawiać co robić. A w rozumku swoim kombinował następująco: Odwagą wsławiać się należy, ale zrobił to już przecież stając w obronie tamtego bezbronnego chłopca. Teraz jednak dalsze wymachiwanie z szablą będzie równało się z ryzykowaniem swojego życia, a kto siebie bez powodu na zgubę naraża, ten grzech popełnia ciężki. Wnioski szły z tego jasne: Uciekać! Dlatego też pognał zaraz, na oślep, wymijając wszelkich przechodniów i nie zdając sobie sprawy z tego gdzie zmierza, byle jak najdalej od pogańskiego syna i jego szatańskich towarzyszy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Hmm... - mruknął Wojna spoglądając na ów konie. - Ciekawiło mnie raczej... Słychać było dość nietypowe głosy kiedy się tutaj zbliżaliśmy. - powiedział Jeździec spoglądając na Finara.

Orkowie patrzyli chwilę za szlachcicem po czym spojrzeli na asasyna.
- Ten koleś widocznie nie przepada za orkami. - powiedział jeden z nich.
- Pewnie jakiś przedwojenny dziad. - mruknął drugi.

Avatar darcus
- Ależ cierpliwości wojowniku, podejdź bliżej... - Nalegał Finar, uśmiechając się i pokazując w kiepskim stanie uzębienie, a jednocześnie wskazując zachęcająco na konia.
- Słuchaj, nie wiem jak tobie, ale mnie się to nie podoba... - Szepnął Głód 'na ucho' Wojnie.

Asasyn przyjrzał się uciekającemu awanturnikowi z niesmakiem wymalowanym na twarzy. - Bywają i tacy. Proponuję wam ich zignorować. Niektórzy po prostu nigdy się nie nauczą... - Mruknął, po czym ruszył dalej, wrócić do swych obowiązków.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie martw się. - mruknął cicho Wojna zbliżając się do konia, gotowy w każdej chwili sięgnąć po miecz.

Avatar darcus
Koń wyglądał w miarę normalnie. Żuł sobie jakieś siano, nie zwracając większej uwagi na Wojnę.
- No dalej, pogłaskaj go, nie ugryzie... - Zachęcał Jeźdźca Finar z niesłabnącym uśmieszkiem na twarzy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna zmrużył tylko oczy i położył ubraną w rękawicę dłoń na grzbiecie konia.

Avatar darcus
Oczy konia, do tej pory czarne i puste, zwęziły się i nabrały żywego, ognistego koloru. Zwierzę zarżało, a raczej wydało dźwięk podobny do rżenia, ten sam, jaki Jeźdźcy słyszeli wcześniej. Następnie w mgnieniu oka koń przeobraził się. Jego skóra pokryła się grubymi płytami, ogon wydłużył się i teraz przypominał gadzi, na głowie pojawił się róg, zaś sama bestia powiększyła się znacznie i pokryła płomieniami.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna odsunął się o krok przyglądając się przeobrażeniu zwierza, po czym zaśmiał się głośno.
- No i to ja rozumiem! - zawołał klaszcząc dłońmi.

Avatar darcus
Finar wyglądał na lekko zdumionego. - Nie odskakujesz z przerażeniem? Coście wy za jedni? - Pokiwał głową sam do siebie, zdając sobie sprawę z czegoś. - No nic. Konie są wasze. Rozumieją proste polecenia i powinny się was słuchać. Ten wabi się Żurek, tamten drugi to Barszcz. Miłej jazdy. - Farmer ukłonił się teatralnie jeszcze raz, po czym oddalił.
- Nieźle. Całkiem nieźle... - Mruknął Głód, przyglądając się wszystkiemu z założonymi rękami.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Żurek? - Wojna uniósł brwi, najwyraźniej zdziwiony bardziej nazwą konia aniżeli jego transformacją. - No to co Głód? Co powiesz na jazdę próbną?

Avatar darcus
- Nie odmówię. - Rzekł drugi z Jeźdźców z uśmieszkiem, podchodząc do drugiego konia i dotykając go, na co ten uległ podobnej transformacji, aczkolwiek nabrał nieco bardziej czarnej barwy, zamiast ognia otoczył go dym, a róg zakrzywił się w inny sposób. - To co? Do góry i z powrotem? - Zapytał rozentuzjazmowany Głód, łapiąc swego konia za kark i wsiadając na niego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna również dosiadł konia.
- Kto ostatni ten zmienia pracę! - zawołał Jeździec również wyraźnie zadowolony.

Avatar darcus
- Jestem bezrobotny! - Zawołał wesoło Głód i popędził konia, łapiąc czym prędzej za wodze, gdyż pamiętał, że w przeciwieństwie do poprzednich rumaków podwładnych Rady, te nie były w stanie rozumieć poleceń swojego jeźdźca telepatycznie, i ruszył do wyjścia ze stodoły.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna również chwycił wodze i ruszył za Jeźdźcem w końcu ustawiając się obok niego przy wyjściu ze stodoły.

Avatar darcus
I odjechali, a wieśniacy odprowadzili ich wzrokiem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tymczasem Michael przez cały ten czas siedział na dachu Karczmy i nawet nie zwrócił uwagi na złodziejkę która pojawiła się obok niego, badając zamyślonym wzrokiem miasto.
- Powinieneś znaleźć sobie jakieś hobby, oczywiście poza użalaniem się nad sobą. - powiedziała siadając obok niego.
- Myślałem że nie lubisz rozmawiać z facetami. - odparł Michael spoglądając na dwójkę orków przechodzących przed Karczmą.
- W tobie jest więcej z trupa, niż z faceta. - odparła.
- Więc mówisz że trupy bardziej ci odpowiadają, co? - parsknął zamaskowany, uśmiechając się krzywo.
- Powiedzmy że mam z nimi lepsze wspomnienia. - odpowiedziała spuszczając głowę.
- Więc jakie hobby miałbym sobie niby znaleźć? - zapytał wracając do tematu.
- Ja mam to wiedzieć? Nie wiem co kryje twoja przeszłość, ale pewnie musiało być coś co lubiłeś.
- Poza planowaniem? Najbardziej pamiętam chyba muzykę i batony... Ale to może dlatego że oba niezwykle pomagały mi z planowaniu...
- A co jak akurat nie planowałeś? Nie chcesz mi chyba powiedzieć że to jedyne co robiłeś przez całe swoje życie? - zapytała przyglądając się jego masce.
- No cóż... Jak tak sobie myślę... To dawno nie robiłem przerwy, poza momentami w których jak to ujęłaś, użalam się, albo krzyczę na innych, bo psują mi plany. Zostałem obdarowany niezwykle długim życiem, nie mogę go zmarnować na zwykłe banały.
- A może jednak czasem powinieneś? Nie ważne kim lub czym jesteś, jeśli chociaż raz na jakiś czas nie odpoczniesz od rutyny, to w końcu nawet to przestanie mieć dla ciebie jakiekolwiek znaczenie, skończysz się.
- Więc może sama coś zaproponuj, zamiast się tutaj wymądrzeć? Podaj coś ze swojego zakresu.
- Z mojego zakresu? Myślę... Myślę że mógłbyś nauczyć się tańca.
- Taniec? - Michael zdziwił się tak bardzo, że aż spojrzał na złodziejkę jakby chcąc się upewnić czy nie robi sobie z niego żartów. - Skąd ci to w padło do głowy?
- Możesz myśleć że sobie kpię. - powiedziała wstając z dachu. - Ale ja w tańcu odnalazłam spokój. Możesz sobie myśleć że to do mnie nie pasuje, albo tym bardziej do ciebie, ale jeszcze się możesz zdziwić. Spróbuj kiedyś, powiew świeżości wśród rutyny pozwala oddychać, może to dlatego masz wrażenie że się dusisz? - zapytała, po czym nie czekając na odpowiedź, zeszła z dachu i ruszyła w miasto.
- No proszę, rozgryzła cię! - zawołał Atlas wesoło.
Michael patrzył za nią milcząc. Dzisiejszy dzień niezwykle pomieszał mu w głowie. Poza zdziwieniem i zmieszaniem gdzieś głęboko poczuł coś, czego nie czuł już od bardzo bardzo dawna. Szacunek do innych.

Avatar darcus
W tym momencie na dachu obok Michaela coś błysnęło. Pomarańczowe światło rozświetliło okolicę przy akompaniamencie dźwięku prądu przepływającego pod dużym napięciem przez metal, a kiedy dźwięki i światła uspokoiły się, obok stał mężczyzna w dziwnie skrojonym, jak na czasy w których się znajdował, czarnym ubraniu z czerwonym zwisem u szyi i cylindrycznym nakryciem głowy. Na jego lewym nadgarstku znajdował się karwasz wyposażony w jakieś skomplikowane, nawet jak na standardy Michaela, instalacje, świecące pomarańczowym, żywym światłem, przy których ów mężczyzna, którego twarz była porośnięta gęstą, kruczoczarną brodą, wygoloną jednak w dziwnym stylu w miejscu podbródka, majstrował, zdając się nie zwracać uwagi na otoczenie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael dopiero po chwili wybudził się z zamyślenia i spojrzał na przybysza. W tym momencie przez głowę przeszła mu pewna niepokojąca myśl, ale chociaż trochę uspokoiły go słowa Atlasa które były w tym momencie niesłyszalne dla faceta który dopiero się zjawił.

Avatar darcus
Mężczyzna przez chwilę tak jeszcze majstrował, naciskając guziki, przekręcając pokrętła i świecąc światłami. W pewnym momencie podniósł ramię, jakby chciał spojrzeć na nie pod światło, i dopiero wtedy zauważył, że nie jest sam. Spojrzał na Michaela zdębiały i przez chwilę stał w bezruchu, jakby miał przed sobą ducha, ale zaraz się otrząsnął i pokiwał głową. - Ouuui... - Mruknął pod nosem, nie spuszczając wzroku z zamaskowanego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Coś nie tak? - zapytał Michael również spoglądając na przybysza.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią