Darcus rozejrzał się jeszcze raz dla pewności, po czym cała grupa ruszyła dalej.
Natalie, dotarłszy za Med do kryjówki, spojrzała na Michaela wymownie i z lekka pretensjonalnie, zupełnie jakby wiedziała, albo domyślała się co myśli, co przecież było niezbyt możliwe.
Xardon pokręcił głową. - Masila nie obchodzi równowaga. Nie zatrzyma się. Rozmawiałem z nim całkiem niedawno. Nie obchodzi go nic poza jego własnym zyskiem. - Rzekłszy to westchnął ciężko, co było do niego wcale niepodobne.
Właściciel
W trakcie podróży podczas której jaszczury wykazały się niezwykłą prędkością jak na gady Mariok postarał się dogonić Darcusa i zrównać się z nim. Upewnił się że gad Saki i złodziejki był wystarczająco oddalony od nich i zagadał.
- Słuchaj, dalej nie do końca się orientuję w tym co się działo przed moim przybyciem więc jakbyś mógł tak pokrótce. Co się stało w Fenevii? W sensie... Elfy u was normalnie tak nie wyglądają, nie?
Michael stał z założonymi rękoma po czym nagle zagadnął do niego Bleck.
- Możemy na stronę?
- Jasne - odparł zamaskowany po czym obaj ruszyli w drugą stronę kanałów i zniknęli za kolejnym zakrętem.
Po chwili wrócił Smakosz i opatrzył Med ranę na nodze.
- Dzięki. - jęknęła wstając ostrożnie po czym spojrzała na Natalie. Wyglądała tak jakby chciała jej coś powiedzieć, albo najwyraźniej się nie odważyła. Zaklęła tylko cicho po czym spuściła głowę.
Tymczasem kiedy obaj mężczyźni znaleźli się wystarczająco daleko od reszty, Bleck oparł się o ścianę i zapalił kolejne ziele.
- Na pewno chcesz nas wysyłać w takim stanie? - zapytał po chwili wypuszczając z ust kłąb dymu.
- Nie mam wyjścia. Za dużo czasu straciłem, a nie mam go nieskończoność. Poza tym ta rana nie jest aż taka niebezpieczna, oboje miewaliśmy gorsze.
- Nie o to mi chodzi Michael, chodzi mi o stan psychiczny. Smakosz nie jest zbytnio wstanie walczyć inaczej niż przypadkiem, podtruwając kogoś. Bliźniacy równie dobrze mogą zaatakować kogoś z naszych w "samoobronie". A Med... Te tunele są cholernie długie i puste, mam rację? Jeśli nie znajdziemy tam nikogo do zabicia, to prędzej czy później załatwi kogoś z naszych.
- A Natalie? Czyżbyś się do niej przekonał? - zapytał Michael zdziwiony że pominął ją w tej wyliczance.
- Bzdura, nie ufam jej jak cholera. Ale w zasadzie to nie ufam teraz nikomu, racja? Ale jeśli ona spróbuje zabić kogoś z nas, to przynajmniej znajdzie jakiś racjonalny powód. Z resztą może być gorzej. Ta misja to cholerne samobójstwo Michael, ale nie z powodu tego co tam spotkamy, tylko z tego powodu że prawdopodobnie pozabijamy się nawzajem.
- Wiesz jak to się stało Bleck że dotarłem tak daleko mimo że w większości spraw obracałem się i kierowałem ludźmi takimi jak wy? Odnajdź wszystkie wady swoich ludzi, a następnie naucz się je wykorzystywać. Przed wami długa droga, pomyśl o tym.
- Piszę się na to tylko dlatego że wyciągnąłeś nas z więzienia. Ale jak wrócę... Stawiasz mi kolejkę.
- Jak dla mnie to wy wszyscy możecie się upić na mój koszt. Ale najpierw wróćcie z towarem.
- A, dobrze że mi przypomniałeś, jeszcze jedno pytanie. Jeśli dojdzie do wyboru między towarem a jednym z naszych, to co mam wybrać?
- A komu bardziej ufasz, materiałom z których możesz skorzystać, czy ludziom którzy w każdej chwili mogą ci wbić sztylet w plecy? - zapytał spoglądając w brudną wodę ściekową.
- Trafny punkt widzenia. - odparł Bleck po czym wrzucił spalonego skręta do wody. - Dobra, ruszajmy zanim zlezie się więcej strażników.
- Najwyższa pora. - odparł po czym obaj ruszyli z powrotem.
Tymczasem elfy które przez pewien czas obserwowały Kaina, teraz zaczęły się powoli zbliżać w jego stronę. Było ich dwóch, obaj z przygotowanymi łukami, skradali się powoli w stronę skały.
Darcus zastanowił się przez chwilę. Z tej pozycji Mariok mógł zauważyć, że asasyn jechał z zamkniętymi oczami, w pozycji niemal leżącej. - Zaczęło się od tego, że do naszego świata wkroczył potężny demon. Był na tyle mocny, że udało mu się opętać niemal wszystkie krasnoludy na kontynencie. Z jego pomocą zdobyły one pewien materiał o niezwykłych właściwościach, którego użycie spustoszyło Fenevię i zmieniło wszystkich mieszkańców, których nie zabiło, w to, co widziałeś. - Wyjaśnił Darcus ponurym tonem, jakby wspomnienie tego zdarzenia było dla niego w jakiś sposób bolesne.
Natalie spojrzała na Med pytająco, nie odzywając się. Było jednak widać, że coś wyczuła, jej mimika zdradzała oznaki zaniepokojenia.
Kain nie zdradzał absolutnie żadnych oznak funkcjonowania. Jeśli elfy nie widziały jak ustawiał się w tej pozycji kilka godzin wcześniej, to nic nie wskazywało im na to, że był czymś więcej niż dwudziestoma czarnymi posągami, przysłoniętymi przez zamieć.
- Na to wygląda - odparł, choć takie niemal przypadkowe odnalezienie miasta wydawało mu się trochę zbyt... wygodne jak na jego szczęście. Tymi wątpliwościami się jednak nie podzielił.
Właściciel
- Cholera, u nas od dużych bomb i wybuchów jesteśmy raczej my, gobliny. Ale coś takiego... A co do tych którzy przeżyli, spowodowało to jakieś ważne zmiany poza wyglądem? - dopytywał się Mariok wyraźnie zainteresowany tematem.
W tym samym momencie dotarli do nich z powrotem Bleck i Michaelem.
- Dobra, mapa jest gotowa, gdy dotrzemy się do tunelu, dostaniecie transport i ostateczne informacje. Med, dasz radę iść?
- Tak. - odparła cicho oddychając ciężko.
- Dobra, Smakosz, Bleck, zabierzcie skrzynie, przydadzą się wam.
- Się robi. - powiedział kucharz i obaj weszli do środka.
Po chwili wyszli oni, a tuż za nimi obaj bliźniacy trzymający się za ręce i spoglądający teraz na Med z zainteresowaniem. Michael wszedł na chwilę do środka, po czym nacisnął jedną z cegieł i wyszedł, kiedy za nim po krótkiej chwili zamknęły się z powrotem cegły.
- No dobra, załóżmy że się zgodzę i pomogę wam w zabiciu go. Co się stanie z jego wymiarem i wszystkimi istotami żyjącymi tam? - zapytał Zaraza starając się myśleć o wszystkich za i przeciw odnośnie Masila.
Elfy powoli i ostrożnie zbliżyły się do posągów i ukrytej w zamieci skale.
- Cholera, ciekawe co to. - powiedział jeden.
- Nie wiem. - mruknął drugi. - Ale nie podoba mi się to.
- Może to kolejne dzieło krasnoludów?
- A cholera ich tam wie... Chociaż z drugiej strony nie wygląda to na ich robotę. - zastanowił się drugi z nich podchodząc bliżej jednego z posągów.
- Uważaj! Nie wiadomo czy to coś jest bezpieczne.
- Może i masz rację. - przyznał cofając się trochę. - Myślisz że coś jest za tą zamiecią?
- Nie mam pojęcia, ale tam i tak raczej się nie dostaniemy, powinniśmy się stąd zbierać, nic tu po nas.
- Czekaj, chcę się temu trochę lepiej przyjrzeć...
- No świetnie, czyli dobrze że się nie przenosiliśmy. - powiedział zadowolony Wojna. - To co, idziemy?
- Nie wiem. Z kultem, Kainem, Balvornem, Amshorem i Masilem na głowie naprawdę nie miałem czasu się tym zainteresować. - Rzekł szczerze Darcus, spoglądając na Marioka swym ślepym wzrokiem.
Natalie trzymała się reszty, a zwłaszcza Med. Z jakiegoś powodu czuła, że na tym jednym wypadzie może nie skończyć się przygoda z dziewczyną.
- Zazwyczaj w takich sytuacjach decydowała Rada, ale obaj wiemy, że raczej nic z tego. Podejrzewam więc, że wymiar trafi w ręce Twórców. - Odparł Xardon w zastanowieniu, podnosząc wzrok.
W tym momencie posąg poruszył się, złapał najbliżej stojącego elfa za gardło i skręcił mu kark jednym, precyzyjnym ruchem dłoni. Zanim drugi z elfów zdążył zareagować, jego klatkę piersiową przebił od tyłu obsydianowy szpikulec. Polała się krew, oba teraz już martwe ciała upadły na ziemię, a Kain jak gdyby nigdy nic wrócił do swej poprzedniej pozycji.
- Skoro już mamy to miejsce na widoku to może lepiej się tam przenieśmy? Będzie szybciej. - Zaproponował lekko zmęczony Głód.
Konto usunięte
- Masilem? Kainem? Balvaronem? Amshorem? to my nie walczymy tylko z Kultem?!Są jeszcze inni?! I równie potężni co KULT?! - Wrzasnął Albert głosem pełnym przerażenia i zdziwienia
Właściciel
- Cholera, rzeczywiście trochę się tego nazbierało. - przyznał Mariok. - I serio myślicie że damy sobie z tym wszystkim radę?
Cała grupa ruszyła więc do wyjścia, kiedy dotarli do drabiny Michael obrócił się do nich.
- Trzymajcie się blisko mnie i lepiej żebyśmy na nikogo nie wpadli. - powiedział po czym ruszył po drabinie na górę, kiedy dotarł do włazu uchylił go i rozejrzał się. - Dobra, czysto. - powiedział po czym wyszedł na zewnątrz. Cała reszta ruszyła za nim, przy czym Med miała lekkie problemy z powodu nogi, ale w końcu wszyscy dotarli na zewnątrz. Teraz Michael rozejrzał się po murach najwyraźniej czegoś szukając.
- Cokolwiek myślicie sobie o Masilu, uważam że oddawanie tak sprawnego i wolnego wymiaru w ręce kogoś kto nie jest jednym ze znajomych, nie jest dobrym wyjściem. Chyba wiem czemu tak bardzo chcecie jego upadku, nie rozumiecie go, a ja chyba zaczynam. Oboje mamy dość oddawania wszystkiego w ręce silniejszych od nas żeby potem mieć nadzieję że czegoś nie spieprzą. Tyle cholernego czasu spędziłem na słuchaniu tego co miała mi do powiedzenia Rada, i co mi to dało? Wszyscy umarli, a ja nawet nie wiem gdzie znajduje się reszta Jeźdźców. A, wspominałem o tym że mój koń zatonął? To był piekielnie dobry koń.
- Jasne. - odparł Wojna. - Sam chętnie był sobie w końcu usiadł.
- Chyba możemy i tak zrobić. Tylko spróbuj nikogo zbytnio nie przestraszyć, dobrze? Nadnaturalne istoty pojawiające się znikąd to nie do końca norma, nawet w takim mieście.
- Mamy wybór, dać sobie radę, albo zginąć. Dla mnie odpowiedź jest prosta. - Rzekł Darcus, starając się brzmieć pocieszająco.
Natalie albo się rozglądała, albo spoglądała na Med, albo próbowała nadążyć własnym wzrokiem za spojrzeniem Michaela. W każdym razie, wyglądała na gotową na to, co miało nastąpić.
- Dlaczego więc sam go nie przejmiesz? - Zapytał Xardon, wpatrując się w Zarazę.
- Dobra, złapcie się mnie. - Rzekł Głód, a Wojna poczuł jak z Kamienia ubywa energii.
Właściciel
- Warto przynajmniej spróbować. - przyznał goblin. - No dobra, to najpierw skopmy i dupę tam, a potem zajmijmy się resztą! - zawołał Mariok.
Michael podszedł po chwili do muru blisko nich i przesunął dłonią po trzech cegłach w pionie. W tym momencie doszło do lekkiego trzęsienia tuż obok nich i ściana przed nimi zsunęła się pod ziemię.
- No dobra. - w tym momencie wyciągnął mapę i przyjrzał się jej. - Miejmy nadzieję że nic nam nie przeszkodzi, to stosunkowo nie daleko. - powiedział po czym ruszył przed siebie w stronę gór.
- Ja? - zdziwił się Zaraza po czym poważnie się nad tym zastanowił. - Do korzystania z tak dużego wymiaru potrzeba dużej mocy, której ja nie posiadam. A jednak... Muszę to przemyśleć Xardon, wszystko co mi dzisiaj powiedziałeś. Daj mi dzień lub dwa. - powiedział w końcu Jeździec. - Swoją drogą, wiesz może jak dostać się stąd do Anubel?
Wojna bez słowa złapał drugiego Jeźdźca za ramię czekając aż ich przeniesie.
Darcus pokiwał głową w zamyśleniu, po czym zamknął oczy i jechał dalej.
Natalie bez słowa podążała za drużyną, cały czas niezmiennie szczególną uwagę zwracając na ranną dziewczynę.
- Tego miasta w Myrthanie? Nawet nie pytam, czego stamtąd potrzebujesz. Mogę cię tam przenieść nawet teraz. - Zaproponował Xardon.
Konto usunięte
- Ehm eh ok cho........ eh nie ważne - mruknął do siebie Albert po czym odwrócił się w stronę ich celu
Właściciel
Med miała największy problem z ich wszystkich żeby nadążyć za Michaelem, który raczej nie oglądał się za siebie. Mimo bandażu wciąż kulała trzymając się cały czas za nogę. Nie narzekała jednak, tylko szła najszybciej jak dawała radę spoglądając w podłogę.
- Byłoby miło. - odparł Zaraza. - Poza tym potrzebuję informacji, a tam żyje ktoś kto jest mi wstanie ich dostarczyć.
Natalie, po czasie spędzonym na zastanawianiu się i obserwacjach, w pewnym momencie zrównała krok z Med. - Potrzebujesz pomocy? - Zapytała po chwili swoim matczynym tonem.
- W porządku. Znajdę cię zatem za dwa dni, chyba, że czas mnie ponagli. - Rzekłszy to Xardon bez żadnego słowa, czy nawet gestu, utworzył obok portal, po czym sam zniknął w chmurze fioletowych płomieni.
Właściciel
Med drgnęła lekko wystraszona, wybudzając się z zamyślenia i jakby teraz orientując się gdzie jest.
- Nie... - powiedziała cicho. - Poradzę sobie.
Zaraza westchnął tylko po czym wkroczył do portalu.
Kate w tym momencie dotarła do miasta i zaczęła od rozglądania się po straganach, nie widząc tam jednak tego czego szukała postanowiła zajrzeć do sklepu Afrida.
- Dzień dobry! - zawołała wchodząc szybko.
handlarz krzyknął głośno i schował się za ladą, po chwili wyjrzał lekko po czym odetchnął głęboko i z powrotem stanął wyprostowany.
- Bogowie... Myślałem że to znowu... A, nie ważne. Czym mogę służyć?
- Ja... - zawiesiła się na chwilę Kate zdziwiona reakcją kupca. - Chciałam zapytać czy nie ma pan dreszczorośli.
- Dreszczorośli? Cholera, rzadko mnie kto pyta o takie rzeczy. Wybacz, hodowałem to nawet kiedyś ale odkąd przeniosłem się do Anubel nie bardzo było mnie stać żeby tutaj także się tym zajmować. Będziesz chyba musiała poszukać gdzie indziej.
Kate westchnęła zawiedziona po czym jednak uśmiechnęła się.
- No trudno, to tyle, do widzenia! - zawołała po czym wybiegła ze sklepu i skierowała się w stronę Karczmy.
- A może powinienem się wyprowadzić póki jest szansa... - pomyślał na głos Afrid po czym przypomniał sobie co ostatnio dzieje się w Myrthanie. - Albo nie, chyba lepiej zostanę.
W tym samym momencie Masil jechał właśnie magiczną windą głęboko pod ziemię, prosto do Pięciu, tych samych u których dość długi czas temu zjawił się Akryl. Kamienne drzwi po chwili otwarły się a przed nim znajdował się ten sam mag w czerwono-czarnych szatach który wcześniej przywitał szkieleta.
- Masil? - zdziwił się mag. - Czyżby wysyłanie swoich potworków żeby błagać nas o pomoc już ci się znudziło?
- Nie, nie przyszedłem tutaj po waszą pomoc. Chcę zostać członkiem Pięciu. - powiedział stanowczo Masil.
- Żartujesz sobie ze mnie? Przecież wiesz że wykorzystałeś swoją szansę lata temu, kiedy jeszcze nie potrafiłeś przywołać porządnego chowańca. Już wtedy marzyła ci się moc i władza. Nikt nie ma prawa podchodzić do tej próby drugi raz.
- Wasze zasady to bzdura. Zaprowadź mnie do reszty, omów to z nimi. Byłem tutaj ostatnio lata temu, zmieniłem się, teraz nie możesz mnie zlekceważyć tak jak poprzednio.
- Nie mogę? Daj spokój nowicjuszu. Pamiętasz czemu przeżyłeś tam to spotkanie? Bo darowałem ci życie i powiedziałem ci żebyś spadał, szkoda mi było kogoś, kto nawet nie zdążył by wykonać ruchu a i tak już by zginął. A teraz ty przychodzisz tutaj ponownie i myślisz że dopuścimy cię w nasze szeregi? Co za głupota... Pozwól że nie będę tracił na ciebie więcej mojego czasu. - mówiąc to odwrócił się i ruszył powoli tunelem.
- Korzystam z Prawa Ostatniego Słowa. - powiedział Masil co spowodowało że mag stanął w miejscu.
- Nie spodziewałem się tego po tobie, nie spodziewałem się że postanowisz umrzeć w tak głupi sposób. Wiesz jakie są zasady, racja? Jeśli nasza Piątka nie uzna twojej sprawy, wtedy zginiesz.
- Dobrze wiem na co się piszę, a teraz skończmy tracić czas, i zabierz mnie...
- Na twój cmentarz, no dobrze, za mną. - powiedział mag uśmiechając się pod nosem.
Minęła chwila i w końcu Masil stanął przed pięcioma tronami na których siedzieli ci sami ludzie co ostatnio. Tym razem jednak zamiast kota znajdował się tam sęp spoglądający swymi chciwymi oczami na Masila.
- A więc skorzystałeś z Prawa Ostatniego Słowa i znalazłeś się po raz ostatni przed naszymi tronami. Jeśli jesteś gotowy zginąć, powtórz im to samo co mi. - powiedział mag siadając na swoim tronie na środku.
- Chcę podejść do waszej próby jeszcze raz. Chcę dołączyć do Piątki. - rzekł Masil zakładając ręce.
- Ha! Dobrze wiesz że każdy ma tylko jedną szansę! - zawołał Raijin a sęp po lewej zaskrzeczał głośno.
- Czy w tej sali jest ktokolwiek kto uważa że Masil powinien dostać drugą szansę? - zapytał mag na środku. Tym razem odezwał się ten najbardziej obdarty, otoczony złomem i śmieciami, mag po lewej.
- Ten facet dobrze wiedział że każdy ma tylko jedną szansę! Nie ma nawet szacunku do naszych praw! Zasługuje na śmierć!
- Rozumiem. A więc nasza Piątka zadecydowała Masilu, nie jesteś godzien do nas dołączyć, nadszedł twój koniec.
Natalie ze zdziwieniem i lekkim zaniepokojeniem, którego oznaki dało się zauważyć na jej twarzy, kiwnęła tylko bez słowa głową i szła dalej, starając się przez całą drogę mieć Med na oku.
Amshor ostatkiem sił kuśtykał przez Pustkę. Był wyczerpany po walce i mocno poraniony, jednak jego umysł był przepełniony gniewem. Został zdradzony i nawet nie wiedział przez kogo. Część jednak jego myśli, ta która nie była akurat skupiona na złości i tym, by iść prosto, przypominała sobie zapamiętany jak przez mgłę w momencie półprzytomności wizerunek chuderlawej postaci w niebieskich szatach, która zjawiła się znikąd, przeszyła Eligora potężną energią i zostawiła mu Berło Cienia, sprawiając, że ten zaatakował Światło i dając Amshorowi nieco czasu na ucieczkę. Kim mógł być i dlaczego pomógł?
- Nareszcie jesteś... - Rozmyślania Wygnańca przerwał poirytowany głos Chaosu stojącego kilkanaście metrów przed nim.
- Powiedz mi... Że masz ten... Cholerny klucz... - Na wpół wysapał a na wpół wycedził przez zęby metaliczny, patrząc na słup dymu, którego miał już po dziurki w nosie. Miał ochotę napluć byłemu Jeźdźcowi pod nogi, gdyby tylko ten jakieś miał...
- Mam go. Ale to nie zmienia faktu, że twoja głupota mogła zniweczyć wszystkie nasze plany. - Odparł Chaos ze stoickim spokojem, a jego postać zadrżała nieco.
- Nie było... Cię tam... Nic nie wiesz... - Wysyczał Amshor, nie mając siły krzyczeć.
- Miałeś przekonać Eligora do naszej sprawy, a nie popisywać się siłą. - Kontynuował były Jeździec, całkowicie ignorując słowa swego towarzysza.
- Przestań! - Wysilił się na jeden krzyk metaliczny, po czym zakaszlał. - Zostaliśmy... Zdradzeni... Ktoś im powiedział... Że przybędę... - Wydusił w końcu, siadając na ziemi obok, najwyraźniej zbyt słaby, by ustać.
Chaos milczał przez chwilę. - Lilith... - Jego głos zabrzmiał jak trzask płomieni, pełen nienawiści i gniewu.
- Co powiedziałeś?... - Amshor podniósł głowę, zdziwiony.
- Musiała spostrzec cię w wymiarze Samaela... Ta suka ma sobie za nic wszelkie wartości... A ja byłem na tyle naiwny, by założyć, że jeśli nie zobaczy mnie, to się nie domyśli... - Mówił były Jeździec bardziej do siebie, niż do Wygnańca, zaś jego forma drgała niespokojnie.
- Co? O czym ty do cholery mówisz?... - Zdziwił się Amshor.
- Nie mam na to czasu. Muszę wyrównać kilka rachunków... Ty tu zostań. Masz odzyskać siły. - Rzekł krótko i pospiesznie zniknął, nie dając czasu towarzyszowi na choćby cień odpowiedzi.
Ten zaś pokręcił głową z rezygnacją i położył się na podłożu, a następnie zapadł w letarg, nie będąc na siłach na nic więcej.
Davis chwycił się jeźdźca i wstrzymał oddech.
Właściciel
W momencie kiedy Piątka zadecydowała, sceneria kompletnie się zmieniła, pojawili się na jakiejś nieznanej pustyni, dookoła nie było dosłownie niczego z wyjątkiem pięciu kamiennych tronów na których wciąż siedziała Piątka oraz dużego kamiennego koła z runami, na którym stał Masil.
- Dajcie mi się nim zająć. Nie potrzebujemy na niego całej Piątki! - zawołał Raijin wstając. - A ja przynajmniej naprawię swój błąd kiedy postanowiliśmy mu pomóc!
- Jeśli tego chcesz. - powiedział mag na środku.
W tym momencie Raijin uśmiechnął się szyderczo i przywołał z ziemi dwa ogromne bębny uderzył w nie posyłając w Masila dwie ogromne błyskawice. Ten jednak już tam nie stał. Przeniósł się o jakieś dwadzieścia metrów w bok a następnie przywołał dookoła siebie coś co wyglądało jak ogromne lustro, z taką różnicą że całe zrobione było z wody. Sam natomiast nie wyglądał już jak Masil, pokryty bowiem był drewnianą skórą, które co dziwne jak na niego, było jednym z podstawowych zaklęć ze sztuki obrony. Po chwili pojawiło się drugie lustro które zaczęło krążyć dookoła Masila nie pozwalając zbliżyć się Raijinowi który właśnie ruszył w jego stronę. Ten postanowił więc wskoczyć na wodne lustro co wykorzystał Masil unosząc je oba.
- Twoje wspaniałe sztuczki ci nie pomogą martwy magu! - wrzasnął bębniarz po czym zaczął tłuc w bębny jak szalony posyłając w Masila błyskawice, ten jednak kontrolując swoje lustro sprawnie ich wymijał. Trwało to tak jeszcze dłuższą chwilę.
- On tylko się z tobą bawi! - wrzasnął mag otoczony śmieciami wstając. - Załatw go w końcu!
- Niech i tak będzie! - ryknął Raijin po czym na jego lustrze pojawiły się dwa dodatkowe bębny a z jego ciała wyłoniły się dwie, stworzone zupełnie z błyskawic ręce które teraz kontrolował. - Zdychaj robaku! - wrzasnął jeszcze raz po czym z całej siły uderzył wszystkimi czterema rękoma w bębny wywołując ogromną elektryczną falę która ruszyła w stronę Masila. Ten jednak nie zmarnował tego czasu, w momencie kiedy przeciwnik bawił się w dodatkowe bębny ten połączył ich wodne lustra mostem, również stworzonym z wody. W momencie kiedy Elektryczna fala uderzyła w Masila rozeszła się po drewnianej skórze nie powodując mu praktycznie żadnych obrażeń a następnie zeszła w wodę i z impetem wzmocnionym na dodatek telekinezą Masila popłynęła na lustro Raijina rażąc go potężnie i niemal paraliżując.
- Raijin! - krzyknął mag znajdujący się przy tronie całkiem po lewej po czym zamienił otaczający go piach w wszelakiego rodzaju złom i śmieci, a następnie zaczął pochłaniać z nich nergię.
Masil natomiast rozdzielił oba lustra i sam unosił się teraz na swoim spoglądając na porażonego przeciwnika.
- Nie ważne jak dobrzy jesteście w swoich żałosnych szkołach. Zapominacie o tym że na nie wszystkie są jakieś sposoby. A ja je znam. Pokonanie was nie będzie żadnym problemem. - powiedział Masil gniewnym głosem spoglądając na całą Piątkę. - Poza tym Raijinie, ja też przybyłem naprawić swój błąd. Ponieważ wydaje mi się że to ty mogłeś zabić Franka, trafiając go jednym ze swoich cholernych zaklęć! - w tym momencie Masil zeskoczył swobodnie z lustra które z ogromną prędkością wystrzeliło w Raijina przecinając go na pół. Kiedy mag walczący z Piątką opadł powoli na ziemię oba lustra zniknęły zostawiając w niebie tylko spadające przepołowione ciało które wylądowało idealnie na tronie martwego właściciela.
W międzyczasie grupa prowadzona przez Darcusa poczuła że wiatr wzmógł się teraz niezwykle, a ze strony w którą zmierzali zaczęły napływać czarne chmury.
- Szybko naszła ta zmiana. - zauważył Czytelnik który teraz wraz z Albertem z tyłu gada zrównali się z przodu z Mistrzem Asasynów. - Chyba jesteśmy blisko.
Konto usunięte
Albert siedział w ciszy i nic nie mówił, tylko niczym dureń gapił się w czarne chmury, można było łatwo wydedukować że młody chirurg był cholernie spięty i prawdopodobnie przerażony.
Darcus pokiwał głową w reakcji na słowa Czytelnika, po czym dał gestem znak Maraliusowi, który na to zrobił marsową minę, patrząc w dal, po czym sięgnął do jednej ze swoich toreb, a po chwili grzebania wydobył z niej małą buteleczkę z przezroczystym płynem, którą uniósł do góry, mrucząc coś pod nosem. Płyn w tym momencie zmienił kolor na biały i zaczął świecić jasnym światłem, które popłynęło we wszystkie strony. W promieniu jakichś pięćdziesięciu metrów od buteleczki, w miejscu, gdzie światło blakło, powstała eteryczna, ledwie widoczna bariera, przemieszczająca się razem z drużyną, która zatrzymała wiatr i wszelką magię, jaka mogła próbować dostać się do środka.
Przy południowej bramie Anubel otworzył się portal, z którego wyszedł Zaraza. W tym momencie, zanim mógł zareagować, w tym samym miejscu pojawili się pozostali Jeźdźcy z Davisem. Cała scena wyglądała dość komicznie, bo trójka wpadła prosto na Zarazę, sprawiając, że wszyscy się poprzewracali.
Właściciel
W momencie kiedy Masil wylądował na ziemi musiał uniknąć ogromnych wielkości polarnego niedźwiedzia który się na niego rzucił. Trzy z tronów były teraz puste.
- A więc poszliście po rozum do głowy i nie zamierzacie walczyć fair, co? - zapytał Masil teleportując się kilkanaście metrów w prawo po tym jak poleciała w niego fala kwasu rzucona przez maga-śmieciarza.
- Zabiłeś jednego z naszych i śmiałeś podważać nasze tradycje i zasady! Kara jest tylko jedna! - krzyknął niedźwiedź któremu teraz wyrosły skrzydła i zionął w niego falą lodu, ten natomiast przywołał przed sobą ścianę ognia która zablokowała atak i przytrzymała na chwilę zmiennokształtnego.
- Wasza Piątka straciła sens już dawno temu! Kiedy byłem mały wasza grupa miała sens! Rzeczywiście wspieraliście i pilnowaliście wielu magów! Staraliście się z ukrycia kontrolować problemy i je rozwiązywać! Zależało od was niemal wszystko jeśli chodzi o magię śmiertelników! - wołał Masil osłaniając zaklęciami przed co raz to innymi formami zmiennokształtnego. - A teraz? Kryjecie się w tej swojej norze i napawacie się dumą mówiąc sobie jacy wy to dobrzy nie jesteście, co?!
- Mamy zasoby i zdolności które mogą odmienić los niejednego państwa! Zagrażając nam zagrażasz wszystkim! - zawołał śmieciarz rzucając zaklęcie na piach, co spowodowało że po chwili wyłonił się wielki toksyczny-błotny golem którzy bez nóg niemal popłynął na Masila.
- I co z nimi robicie? Nic! Kiedy już się was pozbędę wykorzystam je we właściwy sposób! Piątka upadnie na rzecz jednego. Mnie! - w tym momencie Masil chwycił golema telekinezą i rzucił nim w ogromnego trolla który właśnie celował w niego swoim tronem. Troll wrzasnął w momencie kiedy golem chwycił się jego twarzy co w przypadku jego składu spowodowało że niemal wypalił mu twarz. Potwór rzucił się na ziemię chwytając się na głowę i wrzeszcząc, po chwili zmienił się jednak smoka pokrytego jasnymi zielonymi łuskami z wypalonym okiem i sporym fragmentem nosa i zionął kwasem w powietrze ze wściekłości.
- Sprytnie. Wreszcie zaczynacie myśleć. - Masil uśmiechnął się pod nosem spoglądając na obu magów.
- Cholera! - krzyknął Wojna wywracając się na glebę po czym rozejrzał się żeby przyjrzeć się kto śmiał na niego wpaść. - Zaraza?
Ów Jeździec również spojrzał zdziwiony na pozostałych dwóch.
- Jesteście ostatnimi osobami których się tutaj spodziewałem. Co wy tu robicie?
- O to samo mógłbym zapytać ciebie, a więc?
- Szukam niejakiego Darcusa. - powiedział Zaraza. W tym momencie Wojna uniósł brwi a następnie spojrzał na Głód.
- No proszę. - powiedział.
Im bliżej celu byli tym chmury zdawały się co raz bardziej zasłaniać niebo, a wiatr - mimo iż go nie czuli. - nasilał się. W oddali byli też wstanie coś ujrzeć, ogromną zamieć która teraz otaczała do kilkudziesięciu metrów dookoła miasta w którym wylądowała skała. W pewnym momencie, jakby przekroczyli niewidzialną granicę z chmur zaczął sypać śnieg, opady były tym mocniejsze im byli bliżej celu. Ponadto w niektórych miejscach zaczęły strzelać błyskawice, ogólnie rzecz biorąc nie licząc zamieci, zapowiadało się na burzę śnieżną.
W tym samym momencie obok skały w Fenevii chronionej przed Kaina pojawił się kultysta z długimi białymi włosami oraz opaską zasłaniającą oko.
- Mamy dla ciebie kolejne zadanie. - powiedział rozglądając się po posągach. - Do skały w Myrthanie zbliża się tak zwana Złota Gildia, prowadzona przez niejakiego Darcusa. Chcemy żebyś ich zabił. Wszystkich.
Davis wstał i otrzepał się
- Ten tu jest z nami? - spytał się Wojny
Konto usunięte
Albert siedział w ciszy i oglądał te magią spowodowane wydarzenia pogodowe z głębokim niepokojem , dodam że od samego patrzenia robiło mu się zimno
///Zdublował ci się post Gniocie, usunąłem jeden.///
- Zaraza, oczom nie wierzę, no kto by pomyślał! - Wykrzyknął Głód z zadowoleniem, wstając i rozkładając ręce w geście powitania. - Nie wiem, czy to jakieś fatum, czy po prostu szczęście, ale... - W tym momencie spojrzał na Wojnę. - ...my też go szukamy. - Dokończył, przenosząc wzrok ponownie na Zarazę.
Choć bariera tworzona przez Maraliusa zatrzymywała zjawiska pogodowe i większość magii, to tak czy inaczej w powietrzu dało się wyczuć złowrogą aurę. Staruszek zmniejszył nieco swoją tarczę w miarę zbliżania się do wielkiej zamieci. Darcus skrzywił się, wciąż z zamkniętymi oczami, zaś wzrok Victorii spoglądał w dal z niepokojem.
Jedno z ciał Kaina poruszyło się i wystąpiło naprzód, podczas gdy jego oczy nabrały pomarańczowego blasku. - Darcus? - Zapytał retorycznie nieco zdziwiony. - Poza swoim miastem? Z dala od swych wojsk? - Kontynuował, zaś na jego twarzy, choć pozbawionej praktycznie wszystkich cech charakterystycznych dla ludzkiej mimiki, dało się w jakiś sposób ujrzeć zadowolenie. - Zrobię to z przyjemnością. Ale tym razem chcę czegoś w zamian... - Rzekł po chwili, spoglądając na kultystę.
Właściciel
///Nie zwróciłem uwagi bo musiałem kończyć, ale rzeczywiście pamiętam że dwa razy klikałem "Odpowiedz" bo nie chciało zaskoczyć.///
- Jest z nami to mało powiedziane! - zawołał Wojna do Davisa. - Mógłbym raczej powiedzieć że to jeden z naszych. No dobra, skoro wszyscy zmierzamy do tej samej osoby to może razem się tam udajmy? Davis! Gdzie znajdziemy Darcusa? - zapytał.
Po pewnym czasie kiedy byli jakieś pół kilometra od zamieci niebo w tej okolicy było już całkowicie zasłonięte i dookoła wszystko zaczynał pokrywać śnieg. To co było najbardziej niepokojące to to, że w okolicy nie było słychać niczego poza wiatrem i błyskawicami, jakby niczego tu nie było.
- Su**nsyny się pewnie gdzieś czają. - powiedział Jack wyciągając swoją szpadę.
- Ma rację, lepiej nie podjeżdżać dużo bliżej póki nie znamy ich położenia, to teraz ich teren, trzeba być ostrożnym. - powiedział Czytelnik.
- Zrobimy co w naszej mocy, czego potrzebujesz? - zapytał Kultysta spoglądając teraz na Kaina.
Grupa prowadzona przez Michaela w końcu dotarła do gór a zamaskowany stanął teraz przed jedną ze ścian górskich, niezwykle płaską i stromą przypominającą w kształcie półokrąg.
- To tutaj. - powiedział po czym podał Bleckowi mapę. - kierujcie się tunelem oznaczonym wzorem błękitnego kilofa a powinniście w końcu trafić na piratów. W środku czeka na was transport. Nie skręcajcie do żadnych innych tuneli bo łatwo się zgubicie, zwłaszcza że ta mapa nie zawiera ich wszystkich. Jeśli dotrzecie do jego końca i nie spotkacie piratów, oznaczać to będzie że zrobili nas w ch*ja. Wtedy musicie udać się do ruin które są tuż obok drugiego wyjścia i znaleźć portal. Następnie wyjdźcie z ruin po drugiej stronie portalu i udajcie się na wybrzeże. Jeśli tam nie będzie piratów...To poszukajcie jakichś ich śladów, jak nic nie znajdziecie to wracajcie. Im szybciej wrócicie tym lepiej, ale pamiętajcie że najważniejszy jest towar. Jakieś pytania?
Masil uniknął właśnie fali kwasu wyplutej przez smoka ujeżdżanego teraz przez drugiego maga który zaczął przywoływać na niebie zielone czaszki które z otwartymi szczękami rzuciły się w stronę Masila. Ten sprawnie pozbywał się czaszek zanim zdążyły do niego dolecieć zamrażając je w powietrzu a następnie krusząc na kawałki które na pustyni od razu się topiły. Uniknął drugi raz atakującego smoka teleportując się po czym rozruszał kostki dłoni.
- Starczy tego! Znosiłem z powietrza całe twierdze! Jakiś cholerny mag nie jest dla mnie problemem! - mimo iż kontrola żywej istoty, i to na dodatek magicznej była znacznie trudniejsza niż martwego obiektu, udało mu się jednak zatrzymać smoka w powietrzu, a następnie z ogromnym impetem cisnąć nim o ziemię zmieniając piasek pod nimi w twardą skałę. Spowodowało to że w momencie uderzenia słychać było dźwięk setek pękających gości, w tym czaszki. Bestia drgała jeszcze chwilę po czym jej oczy zgasły a następnie zmieniła się w zwykłego człowieka, z krótkimi brązowymi włosami oraz brodą. Drugi walczący z Masilem mag natomiast w trakcie upadania zeskoczył na piasek i spojrzał na resztę Piątki.
- No dalej! Ruszcie się! - zawołał z rozpaczą spoglądając na nich.
- Jeśli nie jesteś wstanie sam sobie z nim poradzić, nie jesteś godzien należeć do Piątki. - powiedział nieskazitelnie czysty mag. Ten drugi chciał się ruszyć jednak tamten go zatrzymał. - Potrzebujemy silnych, nie takich jak oni, już zbyt długo byliśmy ślepy Tezzonie, czas znaleźć nowych.
- No dalej! Nie kpijcie sobie ze mnie! To nie jest zwykły... - urwał nagle śmieciarz, który nim się zorientował, umarł z sercem przebitym ognistą lancą posłaną przez Masila. Jego ciało całe zapłonęło i po chwili zostały po nim tylko zwęglone zwłoki.
- Chyba nie chcesz dołączyć go do nas po tym wszystkim! - wrzasnął mag w czerwono czarnej szacie, nazwany Tezzonem. - Zabił trzech z naszych! Zasługuje na śmierć!
- Jak tak bardzo chcesz go zabić, to zrób to. - powiedział biały mag nie ruszając się nawet z miejsca.
- Pieprzyć to... - syknął Tezzon po czym wstał z tronu. Koniec zabawy Masil! Czas z tobą skończyć!
Darcus pokiwał głową po krótkim namyśle po czym uniósł dłoń na wysokość głowy, dając znak do zatrzymania się wszystkim tym, którzy nie słyszeli krótkiej wymiany zdań. Konie i jaszczury zatrzymały się, prawdopodobnie gdzieś pośród ruin miasta, zaś dwójka obecnych członków rady asasynów zsiadła z koni.
- Maraliusie, twoje zaklęcia wytrzymają? - Zapytał Darcus starca, podchodząc do niego.
- Myślę, że tak. Co prawda im bliżej jesteśmy źródła, tym więcej wysiłku kosztuje mnie utrzymanie ich, ale powinny nie dopuścić nikogo i niczego do środka, zaś atak z zewnątrz przetrzymają na tyle długo, by dać nam czas na reakcję. - Wytłumaczył Maralius po chwili namysłu, wieszając swoją buteleczkę u pasa.
- W porządku. Potrzebuję cię przytomnego, więc zmniejsz barierę do niezbędnego minimum. Jeśli chodzi o konie, poprowadzimy je ze sobą, na wypadek gdyby trzeba było na nich wrócić. Ufam, że sprawa waszego transport rozwiąże się sama. - Wydał polecenie Darcus, patrząc na swoich, a ostatnim zdaniem zwracając się do Czytelnika.
- Zaraz, jak to "na wypadek"? Czyżbyś planował jakiś inny sposób powrotu, niż na koniach? - Zapytała Victoria zdziwiona.
- Wytłumaczę ci później. A zatem? - Odparł asasyn, po czym skierował się ponownie do Czytelnika.
- Potrzeba mi dusz. - Odparł Kain, mówiąc z czymś w rodzaju pragnienia w głosie, co było do niego niepodobne, nawet zważywszy na to, że kultyści znali go krótko. - Tak, dużo dusz. Najlepiej świeżych, takich, które nie opuściły jeszcze ciała. - Dodał, wykonując ruch i dźwięk takie, jakby brał głęboki wdech, chociaż było to niemożliwe dla istoty takiej jak on.
- Co to za towar, który mamy przynieść? - Zapytała bez ceregieli Natalie prosto z mostu, wpatrując się w Michaela.
Właściciel
W momencie kiedy Darcus zapytał o ich transport jaszczury po prostu zamieniły się w popiół.
- Zbliżamy się do samego środka zamarzniętego piekła. - stwierdził Czytelnik. - Jeśli tym razem nie chcemy nikogo stracić, to lepiej uważać. Już teraz widać że tak po prostu tego nie oddadzą.
Mariok przejrzał swoją broń upewniając się że jest czysta i załadowana po czym stanął obok nich.
- Myślicie że ta wasza bariera przetrwa aż tyle? Jaki macie plan gdyby okazało się że nas nie utrzyma? - upewniał się goblin który nie zamierzał tak po prostu umrzeć w śniegu.
- Co prawda Kult miał co naszych "zapasów" inne plany, ale myślę że da się załatwić. Setka wystarczy? - zapytał po chwili.
- Wszelakiego rodzaju. Magiczna ruda, zioła występujące tylko w Khorinis, kilka artefaktów i ksiąg, broń. Za dużo żeby wymienić wszystko. Ważne jest to że wozy powinny być trzy. A według umowy, powinny być oznaczone czerwoną i zieloną farbą.
- Nie znam jego harmonogramu, ale według moich oszacowań powinien być... - Davis użył telepatii aby zlokalizować znajomy już mu przecież umysł ostatniego z jeźdźców, zapewne bez większego powodzenia.
Konto usunięte
- Ta to jest heh dobre pytanie, patrząc na to że poza czytelnikiem raczej nikt z nas nie jest ubrany na taką pogodę
- Nie stać mnie teraz na plany awaryjne. Muszę i chcę ufać Maraliusowi w tej sprawie. - Uciął Darcus, 'patrząc' po członkach Gildii.
- W zupełności. Dostarczcie mi je na zachodnie wybrzeże Albionu. Ufam, że wiecie, gdzie to jest? - Rzucił dla pewności Kain, pochylając głowę pytająco.
- W porządku. Nie mam więcej pytań. - Natalie pokiwała głową w zrozumieniu.
Davis nie był w stanie wyczuć umysłu Darcusa nigdzie w mieście, ani jego okolicach.
Właściciel
Jack założył ręce wyraźnie nie zadowolony.
- A więc pokładamy nadzieje że nasz mag poradzi sobie z całym Kultem który znajduje się w okolicy? Słaba strategia jak dla mnie. - mruknął.
- Oczywiście. Sprowadzimy ich najszybciej jak się da. A w Myrthanie szukaj burzy, wtedy bez problemu znajdziesz przeciwników. - zakończył kultysta po czym zamienił się w posąg a następnie się rozsypał.
- Świetnie w takim razie za mną. - Michael obrócił się od nich i podszedł do skały a następnie nacisnął jeden z kamieni leżących tuż pod skałą. Cała góra zadrgała odsuwając wejście do ogromnego tunelu który prowadził przed siebie. Tuż za odsuniętym wejście ujrzeli wychodzących trzech orków, tuż za nimi znajdowały się trzy wargi, wyhodowane specjalni dla Braci Wojny, czyli oddziału orkowego który teraz zajmował się obroną Anubel. Do trójki wargów przypięte zostały ogromne metalowe sanie z tyłu które byłyby wstanie pomieścić z kilkunastu chłopa. Póki co znajdowały się na nich tylko jakieś liny i skórzane pasy służące prawdopodobnie do zapięcia się.
- Udało nam się dogadać z paroma naszymi i załatwiliśmy wszystko, zamaskowany. Wargi powinny was słuchać do czasu aż wrócicie. Ale pamiętaj, jeśli któregoś stracicie, to nasza umowa zerwana i będziesz miał kłopoty. To nie są pierwsze lepsze koniki, więc uważajcie, bo mają kopa. - powiedział jeden z orków po czym cała trójka ruszyła w stronę miasta.
Michael poczekał chwilę aż orkowie się oddalą.
- Nie ważne co mówi ta trójka, towar jest najważniejszy, jak stracicie któregoś z wargów to jakoś sobie z tym poradzę. Nie zmienia to jednak faktu że postarajcie się utrzymać je przy życiu, zwłaszcza że bez nich powrót zajmie wam znacznie dłużej. Podobno rozumieją nasz język, więc powinniście dać radę. Dobra, to tyle, pakujcie się na transport, i powodzenia. - powiedział w końcu Michael i wyszedł z tunelu czekając aż reszta na niego wejdzie.
Bleck położył skrzynie z ich sprzętem na a saniach po czym usiadł z samego przodu. Potem wskoczyli bracia i usadowili się w rogu. Smakosz wskoczył następnie na wóz i podał rękę Med, ta jednak ją zignorowała i z trudem wspięła się na sanie i usiadła na samym tyle.
- Umm... nie wygląda na to, żeby był gdziekolwiek w pobliżu - powiedział, po czym szybko dodał - Może zameldujemy się w podziemiach? Na pewno ktoś tam będzie coś wiedział.
- Nie zrozumiałeś. - Darcus pokręcił głową. - Maralius nie jest tu, by radzić sobie z Kultem, ale po to, by osłonić nas przed zamiecią i zbadać jej źródło. Od walki z Kultem mamy was. - Wytłumaczył spokojnie.
Kain wycofał się na swoją pozycję i znieruchomiał, dołączając do reszty posągów.
Natalie, z kołtunem myśli w głowie, zwinnie wspięła się na sanie i usadowiła na siedzeniu, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
- Podziemiach? - Głód uniósł brew pod kapturem, patrząc pytająco na Davisa.
Konto usunięte
- Ehm niestety to wciąż raczej słaba strategia patrząc na to że walczyliśmy z kultem tylko jeden raz przed pojechaniem tutaj i mimo iż udało nam się zdobyć spore zasoby pieniędzy to straciliśmy jednego z nas, nie mówiąc już o tym że stawienie wszystkiego na "jedną kartę" że tak się wyrażę rzadko skutkuje pozytywnymi konsekwencjami
- W ostateczności jest jeszcze jedna opcja. - Rzekł Darcus, po czym powoli odwrócił 'wzrok' i skierował go na Victorię.
Miło podróżować z kimś jeszcze słabiej zorientowanym niż ja. Choć zapewne szybko się przejada
- Darcus i ta jego organizacja mają tu całkiem rozbudowany kompleks - pobieżnie wyjaśnił jeźdźcowi - Chyba nikt się nie obrazi, jeśli tam was zaprowadzę.
- Skoro tak... - Głód rzucił okiem na Wojnę, a potem na Zarazę, jednak najwyraźniej bez żarnego konkretnego celu. - ...to prowadź. - Rzekł, spoglądając z powrotem na Davisa.
Davis skierował się w stronę najbliższego - i znanemu mu - wejścia do podziemi assasynów, dając jeźdźcom znak aby z nim podążali.
Właściciel
- Co to za opcja? - zapytał Czytelnik próbując domyśleć się o co może chodzić Darcusowi.
Kiedy wszyscy wsiedli na wóz wejście do tunelu powoli zamknęło się zostawiając ich samych z wargami w niezwykle długim oświetlonym pochodniami metalowym tunelu.
Było to coś w rodzaju znaku dla wargów bo zawyły głośno i ruszyły do przodu, najpierw powolnie, potem co raz szybciej aż w końcu pędziły już z niezwykłą prędkością jak na zwierzęta ciągnące tak ciężkie sanie.
Bleck widząc jak to się może skończyć zapiął skórzane pasy które znajdowały się najbliżej niego. Smakosz widząc to poszedł jego śladem. To samo po chwili zrobili bracia niezadowoleni wyraźnie tym że żeby mogli zapiąć się oboje musieli się od siebie trochę odsunąć. Med natomiast najwyraźniej nie zwróciła na to uwagi i spuściła głowę a następnie w zamyśleniu zamknęła oczy.
Zaraza i Wojna po wymianie zdań pozostałych dwóch ruszyli za nimi rozglądając się. W którymś momencie Wojna przyjrzał się orkom którzy przechodzili obok.
- Hej! To przecież Bracia Wojny!
- Wojna? - jeden z orków zdziwił się spoglądając na ich grupkę. - O cholera, nie spodziewaliśmy się ciebie tutaj.
- Ja was również, tu? W Myrthanie? Kroth-gar już wrócił?
- Nie, wciąż siedzi na pustyni, podejrzewam że próbuje wyszkolić jakiś nowy oddział. Wiadomo, nie będą tak dobrzy jak my, ale zawsze coś, nie?
- Jasne, jak będę miał czas to odwiedzę was wieczorem.
- Chłopaki się ucieszą, mamy obóz przed miastem. - powiedział ork po czym ruszył dalej pogrążając się w rozmowie z tym drugim.
Wojna wyraźnie zadowolony z spotkania tych orków ruszył dalej za Davisem.
- Victoria potrafi znacznie więcej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. - Rzekł Darcus, odwracając spojrzenie z powrotem na resztę. - Nie bez powodu wziąłem ją ze sobą. - Dodał, na co niebieska zmrużyła oczy, założyła ręce i oparła się o konia.
Natalie bardziej niż sobą zdawała się być przejęta Med. - Hej... - Powiedziała cicho, nachylając się nad dziewczyną i kładąc dłoń na jej ramieniu. - Lepiej się zapnij, może być niebezpiecznie. - Dodała swym charakterystycznym, matczynym tonem.
Davis nie zwracał większej uwagi na orków. Dalej szedł w kierunku najbliższego przejścia, w myślach obmyślając co powie napotkanym tam assasynom.
Najbliższe wejście znajdowało się na wschód od ambasady orków, a na północ od południowo-wschodniej wieży strażniczej. Davisowi chwilę zajęło przypomnienie sobie w którym domu się znajdowało, gdyż było bardzo dobrze ukryte, ale jako iż problemów z pamięcią nie miał i mógł wspomagać się telepatią, to wkrótce je znalazł.
Konto usunięte
Albert spojrzał na Victorię, wzrokiem mówiącym "Ni cholery ci nie ufam krwiopijco" z lekką mieszanką "O MÓJ BOŻE PROSZĘ NIE ZABIJAJ MNIE, JESTEM ZA MŁODY A MOJA KREW NIE JEST ZBYT SMACZNA". Na całe szczęście dla niego, jego maska dobrze no cóż maskowała jego emocje
- Wchodzimy! - powiedział głośno, głównie z obawy przed zaskoczeniem kogoś na dole, po czym wspólnie z jeźdźcami zszedł do podziemi i zaczął się rozglądać za jakąś osobą wyższego stopnia.
Właściciel
- Podejrzewam że w sytuacji w której się znajdujemy przyda się każdy z nas. - powiedział Czytelnik. - No dobra, nie ma co gadać, czas zajrzeć co tam u naszych znajomych. - powiedział spoglądając w sam środek zamieci.
W momencie kiedy Natalie dotknęła jej ramienia ta odsunęła się od niej szybko wciskając się w kąt sań i chwyciła za ramię zupełnie jakby jej dotyk ją poparzył.
- Jasne... - szepnęła cicho z odwróconą głową spoglądając w przemijającą z niezwykłą prędkością podłogę tunelu. - Dzięki... - dodała po chwili zapinając jeden z pasów najbliżej niej.
- Hej psy! - zawołał Bleck spoglądając na mapę a następnie na wargi. - Nie mam zielonego pojęcia czy mnie rozumiecie czy orkowie zrobili sobie ze mnie jaja, ale przy najbliższym skrzyżowaniu skręcamy w prawo. - Wargi nie dały po sobie znaku że cokolwiek zrozumiały pędząc dalej przed siebie. - Cholera, trzeba wymyślić coś na wypadek gdyby postanowiły nas nie słuchać.
- Posłuchają. - odezwali się bracia ponownie wspólnym mieszanym głosem.
- A skąd wy to niby wiecie? - zapytał zdziwiony.
- Po prostu wiemy. - odpowiedzieli.
Bleck zaklął pod nosem i rozejrzał się po saniach najwyraźniej szukając kogoś normalnego. Rzucił tylko okiem na Natalie i Med po czym odpiął się i usiadł obok Smakosza po czym wziął się za przeglądanie tego co zostało w skrzyniach.
Mag w czarno-czerwonej szacie wyciągnął z kieszeni szybko nóż ofiarny i przeciął sobie rękę od łokcia po samą dłoń. Jego krew jednak zamiast normalnie wypływać zaczęła otaczał najpierw całą jego rękę na następnie ciało po chwili zamieniając całą krew na zewnątrz w twardy ciemnoczerwony, przypominający chitynowy, pancerz. wrzasnął wściekły po czym zmaterializował miecz wyglądający na stworzony z tego samego co pancerz i rzucił się wściekły na Masila.
Mag bez większego wysiłku uniknął jego ataku przenosząc się w bok a następnie musiał się unieść bo tuż obok niego z ziemi wyrosła wielka krwista, szponiasta dłoń która próbowała go schwytać. Kiedy uniósł się w powietrze w jego stronę poleciały trzy wielkie lance, dwie z nich ominął a trzecią z nich złapał w miejscu i wykorzystał swoje autorskie zaklęcie. Dzięki mocy którą zdobył od Semangata udało mu się na bazie zaklęcia pochłaniającego energię stworzyć coś moc dzięki której mógł dotrzeć do źródła zaklęcia. Jak w większości przypadków była to mana, lub coś z zewnątrz, tym razem wyczuł krew maga, z której korzystał do walki z nim. Nim Tezzon zorientował się co się dzieje, Masil schwytał mocą całą jego krew, a następnie pochłonął ją zdobywając jego moc i zostawiając suche ciało które upadło na ziemię.
W tym momencie Masil wylądował na ziemi prosto przed białym magiem, który spoglądał teraz na niego w zamyśleniu.
- Ty jedyny wydajesz się nie skory do walki. - zauważył.
- Po tym co dzisiaj ujrzałem, przejrzałem na oczy. Przez ostatnie lata byłem zaślepiony tak jak oni, poczuciem władzy i jakiegokolwiek znaczenia. Ale to nieprawda, od dawna straciliśmy sens i wartość, te wszystkie możliwości które posiadaliśmy i z których korzystali nasi poprzednicy, baliśmy się ich. Baliśmy się że wyszkolimy kogoś kto zajmie miejsce jednego z naszych. Wtedy zjawiłeś się u nas ty, a Tezzon i reszta nie widząc w tobie zagrożenia wręcz zabronili ci walczyć. A ty wróciłeś dzisiaj niszcząc ich wszystkich, muszę przyznać że wyszło ci całkiem nieźle.
- To nie było trudne. Uczenie się tylko jednej szkoły magii to kalectwo. To jak korzystanie z tej samej strategii mając nadzieję że nikt nie znajdzie na nią sposobu, a zawsze się znajdzie. Z wami nie było problemu, waszą czwórkę znałem, a Raijin sam pokazał mi swoje umiejętności w walce z Kultem.
- Powiedz no, naprawdę zabił kogoś z twoich? - zastanowił się biały mag.
- Franka? Nie mam pojęcia, ale to bardzo prawdopodobne patrząc na jego chaotyczną naturę i sztukę magii z jakiej korzystał. Obok ciała goblina nie było żadnego lodu, więc wniosek jest prosty.
- Więc walka z Kultem też będzie dla ciebie taka prosta?
- Nie. - odparł Masil po czym westchnął. - Może i korzystają zazwyczaj z jednego typu magii, jednak Kult nie jest pojedynczym magiem. Przez te wszystkie lata waszej ślepoty i ludzkiej niewiedzy rozwinęli swoją sztuką tak bardzo, że sam nie mam pojęcia jak sobie z nimi poradzić. Do tego będzie potrzeba wielu. Udało mi się już znaleźć sporą ilość sojuszników, nie zmienia to jednak faktu że wrogów pojawiło się znacznie więcej. Na przykład Xardon zjawił się u mnie ostatnio, z jednej strony mnie ostrzegł, z drugiej strony czuć że prędzej czy później postanowi mnie zabić. A przynajmniej będzie chciał spróbować.
- Xardon? Wydawało mi się że on raczej zachowywał spokój, w porównaniu do jego brata.
- To chyba jeden z powodów dla których za mną nie przepada. Jego brata już nie ma, a ja mam jego moc.
- A więc zaślepia go braterska miłość? Do Xardasa?
- Nie, podejrzewam że to tylko mały fragment tego jego powodu. Pewnie chodzi o coś w rodzaju zakłócenia równowagi czy czegoś tam. Ale nie ważne, muszę się spieszyć bo moce martwych członków Piątki długo tutaj nie zostaną. - powiedział wyjmując identyczne urządzenie jak to, z którego skorzystał przy walce Smoka z Mardukiem. - Rozumiem więc że nie zamierzasz ze mną walczyć?
- Nie, a ja rozumiem że nie zamierzasz tworzyć nowej Piątki?
- Nie, przyszedłem tutaj tylko po wasze moce i surowce. Skoro jednak przeżyłeś... - zamyślił się teraz Masil. - Zamierzam otworzyć szkołę. - powiedział po chwili. - Wydaje mi się że mógłbyś być dobrym nauczycielem.
- Ja? - zdziwił się a następnie zastanowił mag. - Cóż... Skoro przebudziłeś mnie ze snu poczucia władzy, to może teraz czas przekazać moje umiejętności i wiedzę dalej. W końcu to od młodego pokolenia zależeć będzie przyszłość.
- Dokładnie, a więc?
- Poczekam na ciebie w naszej siedzibie i oprowadzę cię po tym co ciekawego możesz stąd zabrać. - powiedział otwierając portal.
- Doskonale wiem co ciekawego mogę stąd zabrać. - odparł Masil uśmiechając się i podrzucając urządzenie w dłoni.
- Rozumiem. - powiedział po czym już miał wejść do portalu ale zatrzymał się na chwilę. - Jeszcze jedno, jak zamierzałeś mnie pokonać? - zapytał.
- Wiatr? Pozwól że zachowam tą informację na czas kiedy będę z tobą musiał stoczyć walkę.
- No dobrze. - biały mag uśmiechnął się. - Będę czekał z niecierpliwością. - zakończył i wkroczył do portalu.
Masil westchnął więc i aktywował urządzenie wchłaniając moc wszystkich czterech zabitych magów.
Dom otworzył Davisowi i Jeźdźcom jakiś asasyn w czerwonych szatach, który rozpoznał Davisa, obrzucił jego trójkę towarzyszy niespokojnym spojrzeniem, ale wpuścił ich do środka, najwyraźniej mając już rozkazy z góry. Wewnątrz kolejny asasyn, już w białych szatach, wskazał im drogę do piwnicy, a następnie do sprytnie ukrytej klapy w podłodze, która schodami i przydługim tunelem doprowadziła ich do podziemi. Tam wystarczyło zorientować się pytając rozmawiającą dwójkę asasynów, stojących przy wyjściu tunelu, przeszukując ich telepatycznie, lub po prostu spoglądając na plany podziemi, które były rozwieszone co jakiś czas. W każdym razie, wkrótce Davis znał drogę i mógł udać się do Axa, czy Parakhangotara.
Darcus kiwnął głową, a potem gestem wskazał swoim, by szli naprzód. Cała trójka chwyciła konie za uzdy i ruszyła w kierunku źródła zamieci.
Natalie odruchowo chwyciła się za dłoń, gdyż jej zdolność również pozwoliła jej wyczuć co nieco z tego, co poczuła Med. Niebieska sama zapięła swoje pasy, aczkolwiek nie spuściła wzroku z dziewczyny ani na chwilę.
Właściciel
Złota Gildia ruszyła tuż za Darcusem. Przeszli może oni wszyscy ze sto metrów w skupieniu otoczeni przez co raz większą warstwę śniegu, mocniejszy wiatr oraz co raz to częstsze błyskawice. W którymś momencie jednak wśród chmur ujrzeli coś innego. Sporych wielkości lodowy obiekt, spadający prosto na nich.
Bleck w tym czasie zauważył parę ciekawych składników w skrzyni i coś mu wpadło do głowy.
- Słuchaj grubasie, nie przygotowałbyś paru porcji zupy?, znam świetny przepis!
- Mówisz poważnie?! - zawołał wyraźnie zdziwiony ale i zadowolony Smakosz. - Pewnie!
- No dobra, tylko uważaj, bo jedziemy dość szybko. Słuchaj, są tylko dwie ważne rzeczy. Po pierwsze, użyj tych grzybów. - powiedział wyciągając sporych wielkości grzyba w kolorze morskim. - A po drugie umieść ją w tych trzech butelkach z wodą.
- Tylko trzy? Przecież nas jest więcej!
- Spokojnie to na specjalną okazję, starczy dla wszystkich. A, właśnie. Lepiej załóż rękawiczki, bo wiesz, nie wszyscy lubią jak dotykasz jedzenia brudnymi palcami.
- No dobrze już dobrze. Biorę się za robotę!
- Świetnie. - mruknął Bleck po czym wziął sobie jabłko ze skrzynki i wrócił na poprzednie miejsce przy wargach.
Bracia natomiast zaczęli z powrotem przyglądać się Natalie. Tym razem jednak nie z gniewem, a czymś w rodzaju... Satysfakcji? Zadowolenia? Trudno było to po nich określić.
Śniący tymczasem stał otoczony przez dużą grupę demonów strażniczych i wraz z demonem-satyrem obserwował idące prace budowle nad nową siedzibą dla władcy wymiaru. Postanowił że postawi ją tuż obok miejsca gdzie wcześniej spadły ruiny twierdzy Semangata, a z ów run stworzy coś w rodzaju demonicznego odpowiednika parku-ogrodu.
- Maralius! - Ostrzegł maga Darcus, na co ten spojrzał w niebo.
- Powinno wytrzymać... - Mruknął szybko staruszek, jednak mimo tego chwycił mocno buteleczkę i zaczął coś szeptać.
- "Powinno" mnie nie satysfakcjonuje... - Popędził go mistrz asasynów.
Mag tylko kiwnął głową i skupił się jeszcze mocniej, a bariera zdała się wzmocnić.
Natalie odwzajemniła spojrzenie bliźniaków z pytającym wyrazem twarzy, zaraz potem jednak spojrzała na Blecka spode łba, domyślając się, co ten planuje.
W pewnym momencie w pobliżu grupy strażników Śniącego i jego samego, w bezpiecznej odległości pojawił się pozornie znikąd słup dymu. I choć straż raczej nie mogła go poznać, to własca wymiaru z pewnością rozpoznał w nim postać Chaosu. - Demonie. - Zwrócił uwagę Śniącego, przemawiając swym przeraźliwym głosem, który prawdopodobnie był dla mieszkańców Krainy Wiecznej Ciemności codziennością.
Konto usunięte
Albert po zauważeniu obiektu począł szukać jakiegoś schronienia, tak samo jak nie ufał Victorii tak samo nie ufał tej Magicznej barierze