Karczma pod Historią

Avatar darcus
- Zgoda. - Rzekł Cedrik niemal od razu, prostując się.

- Bardzo chętnie. - Rzekła Natalie z uśmiechem, odprowadziwszy Michaela wzrokiem, skierowała swój wzrok na grubasa.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Widzicie? Mory bywają przydatne!
- Dalej nie wiem...
- No skończcie już marudzić! Nie byliśmy tam tak dawno! Pamiętacie co sobie obiecaliśmy?
- A niech i tak będzie! Jaskinia będzie nasza!
- Dobra ludzie, poczekajcie chwilę, musimy się przygotować. - dokończył jeden z orków po czym cała trójka wzięła się do pakowania różnych rzeczy do swoich plecaków i kieszeni.

- Polecam koleżance uważać. - powiedziała dziewczyna która właśnie skończyła rysunek i usiadła teraz na ziemi. Teraz widać było że jest zapewne nie wiele starsza od Kate. - Bo to może być albo dobry posiłek, albo twój ostatni posiłek. - powiedziała uśmiechając się.
- Nie przeszkadzaj im. - wtrącił się Bleck. - Jak będzie miała pecha to przynajmniej nie będziemy jej musieli zabierać.
- Jesteś dla niej strasznie niemiły. - mruknął kucharz który wyjął z kieszeni jakiegoś nieznanego pochodzenia proszek w mieszku i wsypał go w całości do kotła po czym znowu zaczął mieszać.
- Naprawdę? - zapytał retorycznie Bleck po czym pokręcił głową i wbił wzrok w oczy w sufit.

Avatar darcus
Cedrik wyszedł na zewnątrz i stanął tyłem do namiotu, znów zakładając ręce i cierpliwie czekając. Spoglądał w jakiś daleki punkt na horyzoncie.

- Zapewniam was, jadałam gorsze rzeczy. - Rzekła Natalie prześmiewczo z uśmieszkiem, unosząc ręce w żartobliwej defensywie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Minęło jakieś dziesięć minut kiedy w końcu cała trójka wyszła z namiotu, wszyscy z dużymi wyładowanymi plecakami. Jeden z nich zamknął namiot po czym spojrzeli po sobie.
- No to co panowie? Wracamy do dawnych wspaniałych czasów, co?
- No a jak!
- Dobra mory, ruszajcie za nami, jak dobrze pójdzie i nie trafimy na żadnych cholernych kultystów po świcie powinniśmy być na miejscu. - powiedział zwiadowca po czym cała trójka ruszyła w stronę bramy.

- Wątpię. - Bleck uśmiechnął się krzywo ale więcej się nie odzywał.
Minęło jeszcze kilka minut aż gruby facet podszedł do stołu i z jednej z skrzynek wyjął drewnianą - nie do końca czystą - a następnie napełnił ją zupą która po wsypaniu proszku nabrała koloru zgniłej zieleni a następnie podał ją Natalie.
- voilà. - powiedział gotujący uśmiechając się serdecznie. W tym momencie, choć Natalie mogła tego nie zauważyć, ale wszyscy skupili na niej wzrok jeszcze bardziej niż wcześniej. Jakby oczekiwali że po zupie coś się wydarzy.

Avatar darcus
Cedrik tylko skinął głową na Adanosa, by ten udał się za nim, a następnie sam ruszył za orkami.

- Dzięki. - Natalie posłała kucharzowi jeszcze jeden uśmiech, po czym chwyciła za miskę, przyłożyła ją do ust i wychyliła, z zamiarem wypicia wszystkiego za jednym razem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Cała piątka wyszła więc ze stolicy a następnie ruszyli w poszukiwaniu podziemnej oazy na środku pustyni...

Jako iż nie była to lawa nic nie przeszkodziło Natalie w wypiciu zupy. Trudno jednak było jednoznacznie stwierdzić jaki był smak samej dosyć gęstej zupy. Z jednej strony kobieta mogła poczuć że gdzieś w tym wszystkim mogły znajdować się pieczarki i jakieś inne grzyby, z drugiej strony woda prawdopodobnie nie była taką świeżo zabraną ze strumienia. Czuć też było lekki posmak kurzu który prawdopodobnie znajdował się na misce przed nalaniem zupy. Wśród samego smaku dało się też wyczuć prawdopodobnie jakieś mięso nieznanego pochodzenia, całą masę ziół i roślin dobranych w wydawałoby się zupełnie losowy sposób i całą masę innych trudnych do opisania rzeczy. Nie zapominając także że na dnie miski znajdowały się fragment jakiejś kości, również nieznanego pochodzenia. Komuś kto nie był przyzwyczajony do takich gęstych zupełnie dziwnych potraw, mogłoby się zrobić niedobrze, ale to już zależało od osoby.

Avatar darcus
Natalie przez chwilę spoglądała w sufit i zamlaskała, wyglądając niczym znawca zastanawiający się nad smakiem wina. - Nie jest wcale takie złe. - Stwierdziła po chwili, spoglądając na kucharza z uśmiechem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie bliźniacy wydali z siebie cichy dźwięk brzmiący jak przekleństwo.
- Farciara. - mruknął Bleck.
- Udało się! - zawołał gruby klaszcząc dłońmi. - Widzicie nie wierzyliście we mnie! Jestem dobry! Ha ha! - facet chodził tak jeszcze chwilę widocznie z siebie dumny aż w końcu z powrotem stanął przy kotle i zaczął mu się przyglądać. - A jakby coś tutaj dodać... - powiedział raczej sam do siebie.

Avatar darcus
Natalie kręcąc głową z udawaną rezygnacją podeszła do stołu i odłożyła nań miskę. - To co, jeszcze jakieś niespodzianki? - Zapytała, odwracając się do reszty.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Zobaczymy przez noc. - powiedział Bleck uśmiechając się szyderczo.
- Nie martw się. - powiedziała dziewczyna uśmiechając się do niej wesoło. - Jak bracia nie spróbują znowu tej nocy kogoś zamordować to powinno być spokojnie.

Avatar darcus
- Znowu? - Natalie uniosła brwi zaskoczona, ale nie przestraszona. - Powinno być ciekawie. - Dodała po chwili, spoglądając na rzeczonych.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Bliźniacy niemal przez całą jej wizytę tutaj nie spuszczali z niej swojego wzroku mordercy.
- Owszem. - powiedział Bleck. - Raz próbowali ze mną. Małej się boją, a grubego chyba wolą zachować aż skończy się jedzenie.
- Wcale nie jestem mała! - zawołała dziewczyna oburzona.
- Tak sobie mów. Ale ja wiem swoje, słyszałem jak poprzedniej nocy śpiewałaś sobie sto lat z okazji wejścia w dorosłość. Osiemnaste urodziny, co? Dobre towarzystwo na taką okazję.
- Zamknij się już! Poza tym to nie były moje urodziny...
- Przecież dokładnie widać że jesteś pewnie w okolicy tego wieku, wiec niby kogo to miały być urodziny?
- Nie twój interes. - syknęła ze złością.
- Tak sobie mów. - powtórzył Bleck.

Avatar darcus
Natalie skrzywiła się nieco słuchając kłótni. - No to może... Powiecie mi co potraficie, że tutaj trafiliście? - Zmieniła temat naprędce.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- To zależy kogo spytasz. - powiedział Bleck któremu zmiana tematu najwyraźniej odpowiadała. - Ja mogę ci trochę o tej bandzie opowiedzieć, ale zaraz zacznie się biadolenie że nie mówię prawdy że sam nie jestem lepszy czy inne bzdury. Z drugiej strony jak chcesz pytać każdego osobiście to młoda będzie zmyślać, bracia prędzej się obrażą na siebie wzajemnie niż z tobą porozmawiają. A ten tłuścioch będzie tłumaczył że to wszystko przypadek.
- Bo to prawda! - zawołał kucharz.
- Gadaj zdrów. - parsknął.

Avatar darcus
Natalie uśmiechnęła się, tym razem z politowaniem. - No to słucham. - Rzekła, opierając się o ścianę i zakładając ręce, a spoglądając na Blecka.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No dobra. Najlepiej zacząć ode mnie, bo ja przynajmniej wiem co robię. Jestem łowcą głów, dostaję zlecenia, znajduję cel, ścinam głowę, zanoszę płacącemu. Zawsze działam w pojedynkę, przynajmniej nie muszę się martwić że przez kogoś innego całą misję trafi szlag, a sobie ufam. Ten jeden raz z powodu tych pojawiających się wszędzie kultystów zagapiłem się i nim się zorientowałem, wylądowałem w celi w koszarach. Pomyśleć że po tylu tak trudnych i genialnych zleceniach skończyłem w tak durny sposób... Potem zjawił się Smakosz, przynajmniej tak nazywali go strażnicy. - powiedział głową wskazując na ów otyłego faceta. - Ten koleś to jest coś. Ponoć otruł jakąś kobietę w mieście swoją potrawą, i wciąż utrzymuje że zrobił to przypadkiem.
- Bo tak było! Nie chciałem tego zrobić! - tłumaczył się kucharz.
- Zamknij się grubasie. Myślisz że czemu mała ostrzegała cię przed spróbowaniem tej zupy? Ten koleś marzy sobie że będzie znakomitym kucharzem, ale tak naprawdę wrzuca do gara co popadnie i modli się żeby tym razem kogoś nie zabić. Choć jak dla mnie to po prostu bawi się z nami w ruletkę. "Dzisiaj nic się nie stanie, a jutro ktoś dostanie sraczki". - Smakosz widocznie chciał jeszcze coś powiedzieć jednak z trudem zmusił się do milczenia patrząc ślepo w zupę. - Potem zjawiła się młoda...
- Ja też mam imię! - zawołała oburzona.
- A tak... Jak ono szło? Szajbuska która słyszy głosy?
- Nazywam się Med!
- Niech ci będzie, w każdym razie. Mała to wariatka jakich mało. Sama przylazła do koszar i powiedziała że musi kogoś zabić, strażnicy woleli nie ryzykować i od razu ją skuli. Cholera wie ile ofiar ma na koncie, pewnie dużo. Jaka jest jej motywacja to nie wiem, a sama o tym nie piśnie słowa. Ale podejrzewam że jest po prostu pie**olnięta na głowę. Jakiś czas potem przyprowadzili tych bliźniaków. Cholera, musieli zebrać chyba połowę strażników z miasta żeby ich ujarzmić. - w tym momencie oboje z braci uśmiechnęli się krzywo jakby dumni ze swojej siły. - Ci dwaj w każdym widzą kogoś kto chce skrzywdzić tego drugiego, i wymordowaliby pół miasta jeśli tylko jakiś obywatel spojrzałby krzywo na jednego z nich, albo co gorsza, na obu. Strażnicy którzy nas pilnowali uważali że mogą być wynikiem jakiegoś magicznego eksperymentu i myślę że mogą być nie dalecy od prawdy. Magowie zawsze byli poje**ni. Poza nami był jeszcze K'ey. O nim ci wiele raczej jednak nie powiem. Kiedy tylko Michael nas wszystkich wyciągnął, oznajmił że woli podciąć sobie żyły niż pracować z którymś z nas. Szczerze nie wiem co z nim zrobił, pewnie znalazł mu jakąś inną robotę. No i to w sumie tyle. Banda wariatów z którą z samego rana ruszasz do mających nie wiadomo ile lat tuneli które w każdej chwili mogą zawalić nam się na łby.

Avatar darcus
Natalie pokiwała głową ze zrozumieniem. - Spotkałam K'eya. Nadal pracuje dla Michaela. - Rzekła po chwili, trochę niepewna tego ile w zasadzie powinna na ten temat mówić.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Tak myślałem. No cóż... To tyle co mogę ci na razie powiedzieć o nas. O inne rzeczy pytaj resztę, ja już się wygadałem na dzisiaj. - powiedział Bleck po czym położył się na ziemi i obrócił plecami do reszty.
- Nie wierz we wszystko co on mówi. - szepnęła Med. - To tylko jego wypaczony punkt widzenia. Wcale nie jesteśmy tacy źli.
- Nie kłam. - syknął Bleck poprawiając się na ziemi.

Avatar darcus
Natalie przyjrzała się dziewczynie. - Hej, mogę cię dotknąć? - Zapytała w pewnym momencie, co, zważywszy na okoliczności, zabrzmiało dość głupio.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Dziewczyna spojrzała na nią trochę zdziwiona.
- Wiesz... Wolałabym raczej poznać osobę bliżej zanim przejdę do... Dotykania się. - powiedziała niepewnie Med składając swój rysunek by następnie schować go do kieszeni.

Avatar darcus
Natalie przez krótką chwilę zastanawiała się nad tym co usłyszała, z każdym momentem coraz bardziej marszcząc brwi, ale kiedy po chwili zdała sobie sprawę, że przecież rozmawia z kimś nowym, skrzywiła się i skryła twarz w dłoni, ciężko wzdychając, zażenowana własną gafą. - Nie o to mi chodziło... Po prostu... Daj mi rękę. Proszę. - Wykrztusiła w końcu, wyciągając dłoń w kierunku dziewczyny.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No... No dobrze. - rzekła po chwili i wyciągnęła w jej stronę prawą dłoń wciąż trochę niepewnie.

Avatar darcus
Natalie delikatnie ujęła jej dłoń w swoją i zamknęła oczy, chłonąc wszystko, co mogła z niej odczytać.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Natalie od razu mogła wyczuć że coś jest z nią nie tak. Dziewczyna od urodzenia wydawałoby się była normalną osobą, raczej miła dla wszystkich, zwykły człowiek. Jednak już od czasów dzieciństwa co jakiś czas zdarzało jej się robić różne dziwne, niezbyt dobre rzeczy. Potrafiła przez cały dzień siedzieć w domu i odpoczywać spokojnie po czym nagle wychodziła na miasto i zabijała, mogłoby się wydawać przypadkowe ofiary. Zupełnie jakby coś jej rozkazywało by to zrobić. Poza tym w jej pamięci słychać niewyraźne głosy mówiące do niej, i potężny ból związany z nimi.

Avatar darcus
Po chwili Natalie cofnęła rękę, biorąc głęboki oddech. - Och... To... Och... - Wydusiła tylko, patrząc na dziewczynę z żywym zainteresowaniem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Med przekrzywiła głowę i spojrzała na Natalie nie do końca rozumiejąc o co jej chodzi.
- Coś się stało? - zapytała.

Avatar darcus
- Nie, tylko... Trochę śmierci. To wszystko. - Wyjaśniła pokrótce Natalie, łapiąc się jedną dłonią za drugą i masując jej wnętrze kciukiem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Rozumiem... Znaczy nie rozumiem ale... Każdy z nas ma swoje tajemnice, prawda? - Med puściła jej oczko po czym wyciągnęła z kieszeni pustą kartkę i zaczęła na niej coś rysować.

Avatar darcus
- W rzeczy samej... - Natalie uśmiechnęła się, po czym wróciła do opierania o ścianę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
I tak, po dość długim mogłoby się wydawać czasie, w końcu nadszedł świt.

Avatar darcus
///Sorki degant, ale potrzebuję napisać coś z samego świtu :c///
Darcus obudził się. Chwilę zwlekał z otwarciem oczu, ale wiedział, że było to bezcelowe, gdyż tak czy siak były one ślepe, a wzrok zastępowały mu inne zmysły, których nie mógł tak łatwo odciąć. Powoli podniósł się do siadu, rozglądając się za Victorią. Przez chwilę jej nie zobaczył i pomyślał czy mogła ich opuścić, ale za chwilę skarcił się w duchu za taką nieufność, kiedy spostrzegł, że rzeczona siedzi na pobliskim samotnym drzewie, ledwie widoczna wśród gałęzi i liści, odwrócona tyłem do obozujących, a przodem do wschodzącego słońca, którego Darcus nie mógł zobaczyć, ale wydedukował jego obecność na podstawie uczucia ciepła spowodowanego promieniami padającymi na jego skórę. Asasyn kolejno rozprostował kończyny i rozmasował mięśnie barków oraz ud, a następnie wstał i spostrzegłszy, że pozostali jeszcze śpią, postanowił dołączyć do niebieskiej towarzyszki. Szybkim, bezszelestnym ruchem wskoczył na drzewo, podciągnął się na gałęzi i usiadł obok Victorii. Ta nawet na niego nie spojrzała, widocznie się go spodziewając, wpatrywała się we wschód słońca.
- Piękne, prawda? - Zapytała po chwili obustronnego milczenia. Westchnęła melancholijnie, najwidoczniej wspominając dawne czasy.
- Jeśli tylko nadal jest takie, jak pamiętam... - Odparł Darcus, wodząc ślepym wzrokiem po niebie, które było dla niego nieosiągalne. - Chciałbym móc jeszcze raz je zobaczyć... - Dodał po chwili i odetchnął głęboko, dołączając do Victorii w stanie melancholijnego zastoju.
Ona spojrzała na niego, po czym spuściła wzrok, jakby nie mogąc się poważyć na ponowne spojrzenie na słońce, którym jej towarzysz w podróży nie mógł sam się cieszyć. Po chwili jednak otworzyła oczy nieco szerzej, jakby zdając sobie z czegoś sprawę. Przez chwilę widocznie myślała, intensywnie coś rozważając, aż w końcu dość niepewnie się odezwała.
- Jest... Sposób... - Wykrztusiła, wciąż jakby niezdecydowana tym, co chciała zrobić.
- Co masz na myśli? - Darcus spojrzał na nią swymi ślepymi oczami, zdziwiony. Z tego co wiedział jego wzroku nie dało się przywrócić nawet najsilniejszą magią, nie miał więc pojęcia o co mogło jej chodzić.
- Mogę... Cóż... Po prostu... - Westchnęła Victoria, po czym odwinęła rękaw z lewego nadgarstka i sięgnęła po nóż, po czym zrobiła małe nacięcie w miejscu, gdzie żyła była tuż pod skórą. Z rany powoli, małym strumyczkiem zaczęła sączyć się krew. Niebieska wyciągnęła zranioną rękę w stronę asasyna, podstawiając zranione ramię niemal pod jego twarz. - Pij. - Rzekła krótko, acz dosadnie, w głębi duszy czując, że w jakiś sposób tego pożałuje.
On przez chwilę był sparaliżowany zdziwieniem, dopóki nie zdał sobie sprawy z tego, o co jej chodzi. - Victorio, to miłe z twojej strony, ale nie mogę pozwolić ci... - Zaczął mówić, ale nie dokończył, gdyż Victoria mu przerwała.
- Nie ty o tym decydujesz. To moja krew i zrobię z nią co będę chciała. Powiedziałam pij. - Odparła dobitnie, tonem niemal rozkazującym, po czym podsunęła rękę jeszcze bliżej twarzy Darcusa.
Ten, nie mogąc otrząsnąć się z konsternacji, z umysłem w którym kotłowało się mnóstwo niezgodnych i niejednoznacznych myśli, chwycił delikatnie jej ramię i przyłożył usta do rany, a jego oczy zaszły błękitem.

Avatar
Konto usunięte
// Ohh ok .............
Krótko po tym wydarzeniu Albert otworzył swoje oczy i się obudził................ w namiocie........... gdzieś z dala od jego małego przytulnego mieszkania w Kingsmouth...............
- Ughhh więc to nie był sen - wyszeptał do siebie, lekko załamanym głosem, młody Chirurg, jednak mimo tego Albert się zebrał i wyszedł z namiotu

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie tuż po wyjściu z namiotu zatrzymała go ręka Jacka który tylko kiwnął głową w stronę Darcusa i Victorii.
- Lepiej im chyba teraz nie przeszkadzać. - mruknął pirat stojący przed namiotem.
Goblin spał na kamieniu kawałek od nich trzymając nogi na również śpiącej wielkiej larwie Marku która wydawała z siebie odgłosy przypominające mruczenie, Saki wraz ze złodziejką siedzące na drzewie również jeszcze się nie obudziły. Natomiast Czytelnik siedział na samym krańcu obozu plecami do nich i w ciszy czytał jakąś książkę.

W tym samym czasie pod Anubel, w kanałach po ukrytym pomieszczeniu rozeszło się potężnie ziewnięcie Smakosza który podniósł się po nocy spędzonej opartym o kocioł. Spowodowało to obudzenie się Blecka.
- Jasna cholera... - mruknął nie otwierając nawet oczu. - Czy takie tłuściochy jak ty zawsze muszą być takie głośne?
- Michael powinien niedługo przyjść. Pomyślałem że mogą przyrządzić nam wszystkim wspólne śniadanie. - odparł Smakosz drapiąc się po brzuchu.
- Masowe samobójstwo? Ja podziękuję. - rzekł łowca głów wstając z ziemi i rozglądając się po pomieszczeniu.
Białowłosi bliźniacy wciąż spali dotykając się plecami i trzymając za ręce jakby nawet przez sen bronili się nawzajem. Med natomiast siedziała z zamkniętymi oczami wciśnięta w róg pomieszczenia. Jej mięśnie były niezwykle spięte, a sama trzęsła się z jakiegoś nieznanego jeszcze powodu.

Zaraza przez całą noc siedział na sporej skale przy granicy Myrthany z Fenevią i przyglądał się wschodowi słońca. Nie musiał czekać długo kiedy tuż obok niego pojawił się obłok dymu z którego wyszedł znany mu facet, ten sam który odwiedzał go wcześniej i poinformował go że Xardas jest niebezpieczny, u lepiej by było gdyby się go pozbyć.
- A więc Xardas nie będzie nam więcej przeszkadzał. - powiedział człowiek spoglądając na zamyślonego Jeźdźca.
- No nie. - odparł Zaraza.
- Jednak z tego czego się dowiedziałem pojawił się teraz znacznie gorszy problem. Mówię o człowieku który nie tylko pokonał Xardasa ale i pochłonął całą jego wiedzę i moc.
- Masil? Więc jego też chcesz się pozbyć?
- Myślałem że pozbycie się Xardasa będzie wystarczającym krokiem, okazało się jednak że Masil jest człowiekiem w tym momencie znacznie potężniejszym i niestabilnym od martwego nekromanty.
- Moment, chyba nie próbujesz mi powiedzieć że to ja mam się nim zająć? Ten koleś uratował mi życie!
- Uratowanie paru istnień nie czyni z niego bohatera. Sam widziałeś do czego jest zdolny. Przecież widzisz że może on być zagrożeniem dla wszystkiego co nam znane.
- Czegoś mi nie mówisz.
- Niby czego miałbym ci nie mówić, przyjacielu?
- Od dawna zdarzało mi się potajemnie wykonywać dla ciebie zadania które tłumaczyłeś na wiele różnych sposób. Wydaje mi się jednak że w twoich planach jest coś więcej niż względna równowaga.
- Ja tylko chcę żeby nasz świat miał dobrą przyszłość. A ten mag w tym momencie tu uniemożliwia.
- Niby czemu?
- Czemu? Gdybyś wiedział o wszystkim co udało mu się osiągnąć, to nie zadawałbyś takich pytań. Ten człowiek jest rządny potęgi bardziej niż jakikolwiek człowiek na tym świecie. I to dąży do niej bardziej skutecznie. Myślisz że w końcu zatrzyma się na racjonalnym poziomie! Ha! Będzie zdobywał moc tak długo aż sam się w niej zatraci i sprowadzi na nas wszystkich zagładę. Dlatego trzeba się go pozbyć póki to w ogóle realne.
- No dobra... Przemyślę to. - mruknął Zaraza po chwili zamyślenia.
- Świetnie, skontaktuję się z tobą wkrótce. - zakończył przybysz po czym ponownie zniknął otoczony kłębem dymu. Jeździec pokręcił tylko głową.
- W co ja się wpakowałem.

Tymczasem po dość długiej wędrówce Tonące Psy wraz z Adanosem i Cedrikiem dotarli... Na sam środek pustyni, gdzie okiem sięgnąć, był tylko piach.
- Bosch, mapa! - zawołał ork stojący na samym przodzie ekipy.
- Ta jest. - odparł jeden z pozostałych dwóch po czym wyciągnął mapę i podał ją orkowi.
- Hmm... Jakieś trzy godziny temu ominęliśmy tą starą kamienną chatę a następnie ruszyliśmy w stronę w którą wskazywał wyschnięty kaktus. Myślę że... Jeśli dobrze pamiętam jaskinia powinna być... - ork rozejrzał się uważnie spoglądając do moment na mapę po czym tupnął nogą pod siebie. - Dokładnie pod nami.
- Przecież tutaj nic niema... - odparł trzeci ork drapiąc się po głowie.
- Oczywiście że nie, przez dwa lata wejście dawno zasypał piach! Tonące Psy, do łopat! Czas odzyskać naszą ziemię obiecaną! - zawołał ork po czym cała trójka wyciągnęła łopaty i zaczęli kopać.

Elisif obudziła się dzisiaj wyjątkowo wcześnie po czym postarała się po cichu wstać z łóżka, ubrać się i zeszłą na dół gdzie spotkała Karczmarza który zasnął na stojąco opierając się o ladę. Uśmiechając się podeszła do niego powoli i potrząsnęła za ramię.
- Hej, Gniotek. - powiedziała cicho.
- Co... Co się stało? - zapytał podnosząc powoli głowę. - A... To ty, cześć Elisif. - mruknął po czym powoli podniósł się i wytarł oczy.
- Czemu spałeś tutaj? - spytała.
- Spałem? A... Jak wróciłem od Masila to postanowiłem że posprzątam trochę w kuchni i przy ladzie, a potem postanowiłem że i tak jest zbyt późno żeby iść spać... Nawet kogoś obsłużyłem! Albo nie... - mruknął spoglądając na kufel piwa stojący na ladzie prawdopodobnie od paru godzin. Elisif uśmiechnęła się tylko.
- Skoro już tu jesteś, nalejesz mi coś co picia?
- Jasne, co chcesz?
- Obojętne.
- Zaraz coś skołuję. - odparł Abraxas po czym ruszył do kuchni.

Kiedy Szczur się obudził, wiedział już że będzie to jego najgorszy dzień w życiu. Upewnił się w tym przekonaniu kiedy jeden z ludzi Wieprza, jak nazywał swojego nowego nadzorcę, oblał go po twarzy lodowatą wodą.
- Ty su**nsynu! - syknął podnosząc się z łóżka i spoglądając na niego ze wściekłością.
- Och, już nie płacz, za dwadzieścia minut wyruszamy, więc radzę ci się pospieszyć.
- Zajebiście. - szepnął sam do siebie po czym wytarł twarz i wstał z łóżka.

Avatar
Konto usunięte
- Czekaj czy to oh to ona.............. spokojnie nawet nie miałem zamiaru zbliżać się do niej, wiesz jak to jest z........... albo wiesz co lepiej nic mówić

Avatar darcus
Darcus i Victoria zamienili jeszcze kilka cichych słów, po czym ta druga kiwnęła głową w stronę namiotów, wskazując na przebudzonych członków wyprawy, na co asasyn odwrócił głowę w ich stronę i pozdrowił gestem dłoni. Następnie oboje znaleźli się na ziemi, on schodząc z drzewa, zaś ona po prostu zeskakując i lądując z gracją. Darcus podszedł do reszty, zaś Victoria odeszła kawałek dalej, najwidoczniej zajęta sobą.
- Jak się spało? - Zapytał cicho asasyn, mając na uwadze, że nie wszyscy jeszcze się podnieśli.

- Ja za to chętnie coś zjem. - Rzekła wesoło Natalie, która najwyraźniej spała w pozycji embrionalnej pod ścianą, a teraz tylko siedziała z kolanami pod brodą, patrząc po swych nowych towarzyszach. Nieco niepokoił ją stan dziewczyny, jednak nie dała tego po sobie poznać.

W pobliżu Zarazy coś eksplodowało z niedużą siłą i błysnęło, a po chwili na miejscu wybuchu zmaterializował się nie kto inny, jak sam Xardon. Podszedł on do Jeźdźca i zlustrował go wzrokiem spod kaptura. - Jak się miewasz? - Zapytał neutralnym tonem, zupełnie tak, jakby to była zwyczajna wizyta towarzyska.

Cedrik odsunął się na bok i założył ręce, spoglądając na pracujących orków. Nie wyglądał na ani trochę zmęczonego, ani nawet znużonego, ale to równie dobrze mogło być tylko wrażenie. Od czasu do czasu zerkał ukradkiem na Adanosa, jakby sprawdzając jego stan.

W Karczmie zaś do nogi Elisif coś się przytuliło. Gorgoron, no bo kto inny, jak zauważyła kobieta, jeśli tylko spojrzała w dół, lub się po prostu domyśliła. Przywitawszy się w ten sposób dziewczynka podbiegła do najbliższego stołu i wspięła się na stojące przy nim krzesło, na którym następnie usiadła, zwiesiła nogi, zaczęła nimi machać i nucić wesołą piosenkę.

W Fenevii, a konkretnie przy lodowej skale, około dwudziestu konstruktów Kaina stało murem wokół lodowej skały, w kompletnym bezruchu, zasłonięte przez otaczającą meteoryt zamieć. Z tej pozycji, gdyby ktoś zdołał je zobaczyć, posądziłby je o bycie zwykłymi posągami, w jakiś sposób jednak odpornymi na oblodzenie.

W pobliżu Anubel, w zagajniku rosnącym na miejscu spalonego Farwood, Baba Jaga wyszła przed swoją chatkę, drapiąc się po swoim nienaturalnie gigantycznym nosie. - Kate! - Zawołała. - Chodź no tu! - Dodała, opierając dłonie na biodrach i rozglądając się, mając nadzieję, że dziewczyna wciąż jest gdzieś w okolicy.

Jeźdźcy Apokalipsy wraz z telepatą imieniem Davis po kilkugodzinnym błądzeniu przeszli przez las i za namową Głodu wspięli się na samotną górę stojącą pośród wyżyn. Stamtąd byli w stanie z łatwością zobaczyć sylwetki gór na północnym horyzoncie i nieco bliższe miasto kilka kilometrów od nich, ledwie widoczne w porannej mgle. - To nie jest przypadkiem to miasto? - Zapytał Głód, przyglądając się. I w rzeczy samej. Davis, nawet z tej odległości, mógł rozpoznać w nim Anubel. Czyżby łut szczęścia?

- Niech to szlag! - Wrzasnął rozwścieczony Skała, zaciskając pięści i spoglądając na truchła Twórców w ich kuźni. Wszyscy Powiernicy byli gdzieś w pobliżu, delikatnie mówiąc poruszeni widokiem, jaki ich spotkał po powrocie ze, zdawałoby się, krótkiej nieobecności. - Niech no tylko dorwę tego, który to zrobił... - Wycedził przez zęby, zaciskając pięści i z trudem hamując gniew.
- Te rany nie pochodzą od żadnej z tradycyjnych sił... - Rzekła Magia, podnosząc się z kolan, po tym jak sprawdziła stan jednej z ofiar. - Wyczuwam tutaj obecność chaosu. - Dodała z niepokojem, obracając się do swych braci i sióstr.
- Chaosu? A zatem to jeden z Jeźdźców? - Zapytał zdziwiony Wiatr.
- A konkretnie byłych Jeźdźców. - Odpowiedział mu przygnębiony Ogień, siedzący teraz na murku zabezpieczającym przed upadkiem do zbiornika z płynnym metalem w dole. - A skoro współpracuje z Amshorem i nadal ma swoją moc po upadku Rady, to chyba nawet wiem który. - Dodał po chwili namysłu.
- A zatem ten, który śmie nazywać się Chaosem, postanowił stanąć po niewłaściwej stronie barykady... - Syknął rozzłoszczony Cień.
- Niech go tylko dostanę w swoje ręce... - Mruknął Skała, kierując się do wyjścia.
Reszta tylko bez słowa odprowadziła go wzrokiem.
- Magio... Powinnaś zająć się ich duszami... - Rzekła Woda zasmuconym głosem, przełamując w końcu milczenie.
- Oczywiście, siostro. - Wspomniana kiwnęła głową i zmaterializowała w dłoni duży, błękitny kryształ pokryty jakiegoś rodzaju runami o czarnym kolorze. Z jego wnętrza wydobywało się światło, wyglądające tak, jakby w środku była świeczka. Powierniczka uniosła go, a z ciał porozrzucanych po podłożu uniosły się niewielkie płomyki, które następnie wniknęły w kryształ, sprawiając, że jego blask zabłysł nieco jaśniej.

Tymczasem w komnatach Księcia Ciemności, w mieście Dis wewnątrz Drugiego Królestwa, władca wymiaru, siedząc na tronie, skryty cieniami, zastanawiał się głośno, jakby mówiąc do kogoś, chociaż poza nim w pobliżu nikogo nie było.
- W całej krainie wiecznej ciemności nie został niemal żaden demon lojalny słusznej sprawie. Śniący ma wielu popleczników. Ale jak trzyma ich w ryzach? Jak sprawia, że pozostają mu lojalni? Czyżbyś im coś obiecał, stara modliszko? Czyżby... - Książę uśmiechnął się do samego siebie, zdając sobie z czegoś sprawę na co wskazywał tylko żar płonący w jego ustach, czy może raczej paszczy.
- Ach, więc to tak. Chcesz napaść na Niebo... Skorzystać z upadku Rady i złamać pakt niemal tak stary jak ty sam. Oczekujesz więc, że Białe Miasto po prostu pozwoli ci je sobie wziąć. Ale mylisz się... Straż pogromców piekieł jest silniejsza niż kiedykolwiek, a wasza ofensywa spotka silny opór. A kiedy wrócisz z podkulonym ogonem, nadziejesz się na armie Piekieł... - Demon wstał i zaczął przechadzać się po pomieszczeniu, buchając z nozdrzy niewielkimi kłębami dymu i pary.
- To załatwi sprawę pionków, ale jak dopaść samego Śniącego? Krąg jego sojuszu zaciska się ciasną pętlą wokół tego starego gada. Aby ją przerwać, potrzeba będzie prawdziwego mistrza starożytnej magii i Wyrzutek bynajmniej tu nie wystarczy... Chyba że... - Książę ponownie uśmiechnął się, spoglądając przez wątłe okno na czarne wieże swego miasta i górujące nad nimi chmury płomieni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Okropnie. - odparł Jack. - Wciąż nie mogę przywyknąć do braku szumu fal przed zaśnięciem. To straszne uczucie, jak słyszysz coś takiego cały czas przez kilkadziesiąt lat a potem nagle masz bez tego nie spać. Ale chyba i tak powolnie się przyzwyczajam, przez pierwsze kilka dni w ogóle nie sypiałem.

Bleck podszedł do skrzynek i wyciągnął stamtąd zielone jabłko które następnie rzucił Natalie.
- Więc zjedz coś stąd. Nie zamierzam tracić członka załogi przez jakąś durną potrawkę. - mruknął samemu wyjmując drugie jabłko po czym oparł się o ścianę obok stołu.
- Ale ja chciałem tylko... - zaczął Smakosz ale łowca mu przerwał.
- Czemu nigdy nie jadasz tego co zrobisz, grubasie?
- Ja...
- No tak, w końcu średnio połowa twoich wspaniałomyślnych dzieł zabija ale powoduje stałe urazy.
Smakosz zacisnął tylko pięści ale po chwili kiwnął głową i sam podszedł do skrzyń wyjmując z nich spory kawałek wędzonego mięsa. Bliźniacy tymczasem wyjątkowo przestali obserwować Natalie, a skupili się na Med która mimo iż nie spała, nie wyglądała najlepiej z powodu nie ustających drgawek.

- Xardon. - zauważył Zaraza najwyraźniej rozpoznając maga. - Nie spodziewałem się rozmowy z tobą.

Adanos usiadł na piasku obserwując orków i ziewając co chwilę. Miał ochotę zamienić się z którymś orkiem żeby im pomóc, ale czuł że jest na tyle śpiący że nawet nie chce mu się do nich odzywać.

Elisif uśmiechnęła się tylko obserwując córkę. Po chwili zaś wrócił Gniotek ze szklanką wody, postanowił ją na ladzie na następnie zauważył dziewczynkę.
- Cześć Gorgoron, zjecie coś obie? - zapytał przyjaźnie opierając się o ladę.
- Ja podziękuję. - powiedziała biorąc łyk wody. - Za wcześnie na jedzenie.

Tak się składało że Kain wraz ze skałą - która swoją drogą przez ten czas zaczęła wydzielać od siebie co raz większy chłód, powodując że teren w najbliższej okolicy zaczął się ochładzać i zamrażać. - był obserwowany. Dwójka skażonych elfów siedziała ukrytych za wzgórzem obserwując w ciszy lodową skałę oraz Konstrukt.

- Już idę... Aaa! - Baba usłyszała głoś z góry po czym krzyk i kawałek przed nią na ziemi wylądowała Kate wywracając się na ziemię. - Ała... - mruknęła siadając i pocierając posiniaczony bark.

Wojna przyglądał się teraz bez słowa miastu z założonymi rękoma.

Avatar darcus
Darcus spojrzał pytająco na Alberta, jakby od niego także oczekując odpowiedzi.

Natalie zwinnie złapała jabłko... - Dzięki. - ...po czym wzięła gryza. Jej wzrok ponownie zawędrował na drgającą dziewczynę. - Czy ona... Czy to u niej normalne? - Zapytała przełknąwszy, spoglądając to na Blecka, to na kucharza.

- Czasy są ciężkie. Ja również nie spodziewałem się, że będę zmuszony rozmawiać z Jeźdźcem, zwłaszcza w takim stanie. Nie mam jednak wyboru. Twój przyjaciel ma całkowitą rację. - Rzekł pokrótce Xardon, z lekka zagadkowo.

- Wytrzymaj jeszcze chwilę. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo powinno być po wszystkim. - Usłyszał Adanos głos Cedrika. Co dziwne, rozbrzmiewał on w jego głowie. Czyżby kolejna ze sztuczek Kręgu?

- Nie, dziękuję! - Odpowiedziała wesoło dziewczynka i posłała Karczmarzowi najbardziej uroczy uśmiech, po czym wróciła do nucenia melodyjki.

Kain albo nie zdawał sobie sprawy z obecności elfów, albo najzwyczajniej w świecie postanowił ich zignorować. W każdym razie, pozostawał w bezruchu, wciąż sprawiając wrażenie posągów.

Baba wybuchła gromkim śmiechem. - Musisz na siebie bardziej uważać! - Stwierdziła w końcu, podając dziewczynie dłoń, by pomóc jej wstać. - Jaki będzie z ciebie pożytek, jeśli się zabijesz? - Dodała, po czym znów się roześmiała.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Bleck uniósł brwi i przyjrzał się Med.
- Cholera ją tam wie, mówiłem ci już że jest wariatką. Zresztą, sama się jej spytaj. - powiedział po chwili.
- Lepiej nie. - powiedzieli obaj bliźniacy na raz. A raczej nie obaj... Brzmiało to tak jakby jeden z nich wypowiedział same spółgłoski a drugi same samogłoski ale wyszło im to zbyt płynnie, żeby było normalne. - To jej walka.
Wargi dziewczyny drgnęły a ta skuliła się jeszcze bardziej chowając twarz w kolanach.
W tym samym momencie usłyszeli stukanie po drugiej stronie ukrytego wejścia.
- Kiepski moment Michael. - mruknął Bleck po czym rzucił w połowie zjedzone jabłko na ziemi i podszedł do ściany. - Hasło.
- Zmarli otwierają drzwi. - usłyszeli głos zza przejścia.
- I zapraszają nas do siebie. - szepnął łowca głów i nacisnął jedną z cegieł a ściana zaczęła się powoli otwierać. Bleck stanął z boku spoglądając z powrotem na Med.

Zaraza wyraźnie się skrzywił.
- A więc nas słyszałeś. Nawet na pustkowiu nie ma tajemnic, co?

- Jasneee... - powiedział ziewając w tym samym momencie Adanos. - Trzymam się świetnie. - mruknął. Był najwyraźniej na tyle niewyspany że nawet nie zwrócił uwagi na sposób w jaki dotarł do niego głos.

- No dobrze. - powiedział Karczmarz odwzajemniając uśmiech po czym przyjrzał się Elisif. - Co u ciebie?
- O to samo chciałam zapytać. Co się wtedy stało? Nigdy wcześniej tak się nie zachowywałeś.
- Cholera. - mruknął Karczmarz który najwyraźniej nie miał ochoty o tym rozmawiać. - Wybacz Elisif, ale to nie jest coś o czym mogę ci powiedzieć.
- Dlaczego nie?
- Ja i Masil jesteśmy zobowiązani do trzymania pewnych rzeczy w tajemnicy. Nikt nie może o tym wiedzieć poza nami. Dlatego choćbym chciał, to nie mogę. Ale to nie ważne, Masil załatwi za dzień lub dwa coś co mi pomoże. A mi wystarczy żeby do tej pory nie napadli nas kultyści.
- Po prostu się martwię. Nie chcę żebyś znowu znikał na tak długo.
- Nigdzie nie zamierzam znikać. Dostaję tutaj, muszę zostawić przeszłość żeby móc cieszyć się teraźniejszością, prawda?
- Tak. Obiecujesz że nigdzie nie wyjedziesz?
- Obiecuję. - powiedział obejmując jej dłonie. - To jest mój dom.

- To był przypadek. - powiedziała Kate wstając ostrożnie i uśmiechając się. - Drzewo było dla mnie takie miłe!

Avatar
Konto usunięte
- Sen jako tako był przyjemny, szkoda tylko że muszę spać z dala od mojego mieszkania w rodzimych stronach, nie mówiąc już o tym w co się wplątałem i.........
Tutaj głęboko westchnął
- Po prostu wolałbym wciąż spać

Avatar darcus
Darcus pokiwał głową z wyrazem współczucia na twarzy. - Trzeba ruszać. Obudźcie resztę. - Rzekł po chwili, po czym odwrócił się i odszedł kawałek.

Natalie wstała i odłożywszy jabłko na stół podeszła do dziewczyny, klękając przy niej. - Wszystko w porządku?... - Zapytała zaniepokojonym tonem.

- Niestety... Ale do rzeczy. Chciałem ci zaproponować współpracę. - Rzekł Xardon krótko, kiwając głową z zamysłem.

Cedrik dalej spoglądał na orków, oczekując.

Baba uśmiechnęła się z zadowoleniem. - Dobrze ci idzie. Teraz jednak musisz na chwilę przerwać, mam dla ciebie zadanie. - Rzekła po chwili wpatrywania się w Kate.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Się robi. - powiedział Jack po czym wziął jakąś opróżnioną butelkę i rozbił ją tuż obok Mariok który podskoczył aż wyciągając odruchowo swoją broń palną. - Wstawaj szczurze lądowy! Zaraz wypływamy!
- Cholera, następnym razem to ja ci rozbiję butelkę, na łbie. Marek! Zbudź się! Słyszałeś tą flądrę, zbieramy się. - Larwa podniosła się powoli słysząc goblina po czym zaczęła przyglądać się zgromadzonym.
Słysząc wrzaski pirata Saki wraz ze złodziejką same się obudziły po czym zeszły na dół.

Med najwyraźniej chciała coś powiedzieć bo jej głowa lekko drgnęła jednak najwyraźniej nie była wstanie. Zacisnęła tylko mocno dłonie na swoich nogach co spowodowało że wbiła sobie wszystkie paznokcie.
Minęła jeszcze chwila i cegły w końcu się w pełni odsunęły ukazując stojącego Michaela. Dziewczyna jakby od razu wyczuwając możliwość rzuciła się niespodziewaną jak na aktualny stan prędkością, wypychając Michaela tak że ten wpadł do koryta niezbyt czystej wody kanalizacyjnej, a następnie rzuciła się pędem drogą którą przyszedł sam przywódca Czarnej Rękawicy i znikając za rogiem. Po chwili wszyscy byli wstanie usłyszeć wołania strażników na których najwyraźniej Med musiała wpaść.
- Hej, to ona! Bierzcie ją!
- A! cholera!
Przez chwilę można było usłyszeć wrzaski i szarpaninę po czym nagle wszystko ucichło. W międzyczasie Smakosz pomógł Michaelowi wydostać się z wody.
- Cholera. - mruknął zamaskowany, cały przemoknięty siadając na ziemi. - Natalie jeśli możesz... - powiedział spoglądając w stronę zakrętu za którym zniknęła dziewczyna.

- W zasadzie to nawet do końca się nie znamy. Czemu tak nagle chcesz współpracować? Czy wy naprawdę oboje myślicie że mam z tym kolesiem jakiekolwiek szanse? - powiedział Zaraza nie do końca rozumiejąc.

- I tak już wczoraj się nagadałam. - powiedziała wyraźnie zadowolona z siebie Kate. - Z czym ci mogę pomóc?

Avatar darcus
Darcus tymczasem obudził Maraliusa, który spał po drugiej stronie ogniska. - Wszyscy gotowi? - Zapytał mistrz asasynów, odwracając się z powrotem do reszty.

Natalie bez zbędnego gadania pobiegła natychmiast do wyjścia, a potem za róg. Poruszała się szybko. Jakby nie do końca była osobą, a raczej jakimś zwierzęciem.

- Ty nie. Ale z twoim doświadczeniem, renomą i odrobiną mojej pomocy, będziesz w stanie pozyskać sobie pomoc tych, którzy już szansę mają. - Rzekł Xardon, gestykulując lekko, obserwując Jeźdźca.

- Brakuje mi pewnego rzadkiego składnika, który rośnie wyłącznie w bardzo chłodnym klimacie, dlatego nie mogę go sobie sama wyhodować. Nazywa się dreszczorośl. Poznasz ją po niebiesko-białych liściach, wyglądających jakby były oszronione. Chcę, żebyś wróciła na chwilę do miasta i sprawdziła, czy przypadkiem któryś z mieszkających tam handlarzy nie ma tej rośliny. Jeśli tak, przynieś mi ją. Jeśli nie... To trzeba będzie po nią polecieć. - Wytłumaczyła Baba, ponownie drapiąc się po nosie.

Avatar
Konto usunięte
Albert wrócił do swojego namiotu skąd wziął swoją torbę, następnie sam zaczął zwijać namiot co mu szło powolnie albowiem (Jeżeli to nie było oczywiste) Albert nigdy przedtem nie ustawiał ani zwijał namiotu

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie obok nich stanął Czytelnik.
- Wygląda na to że tak. - powiedział chowając książkę. - Przynajmniej na podróż, trudniej powiedzieć jeśli chodzi o spotkanie z kultystami.

Kiedy po chwili dotarła do zakrętu ujrzała niemal że masakrę. Jeden strażnik leżał najbliżej niej plecami na ziemi, jego twarz była całkowicie podrapana a jedno z oczu wydłubane. Wszędzie było w cholerę krwi. Dalej jeden ze strażników zwisał tułowiem do wody z mieczem wbitym w gardło oraz dużą ilością ran na plecach. Natomiast trzeci, leżący najbliżej Med, leżał na brzuchu, głowa jednak jego skręcona była w taki sposób że martwe oczy spoglądały w sufit. Sama dziewczyna siedziała natomiast tuż obok trzeciego ze strażników oparta o ścianę spoglądając przed siebie. Cała była brudna od krwi, a w szczególności w przypadku jej dłoni. Przez jej udo przechodziła długa rana cięta z której teraz sączyła się krew. A po twarzy spływała jej pojedyncza łza.

- Na pewno o to chodzi? - zapytał Zaraza spoglądając na niego. - Wszyscy tak bardzo chcą żeby umarł. Rzeczywiście chodzi wam o równowagę czy o zemstę? Bo gdyby naprawdę chodziło o zachwianie równowagi to Krąg Pierścienia już dawno by się nim zajął, prawda?

- No dobrze, chętnie przy okazji odwiedzę rodzinę. - powiedziała Kate zadowolona. - Mam zajrzeć tam już teraz?

Avatar
Konto usunięte
Młody chirurg, w momencie kiedy Czytelnik skończył mówić, skończył składać namiot i wrócił do grupy z swoją torbą zawieszoną na jego ramieniu
- To ehm eh wszyscy gotowi do drogi?

Avatar darcus
Darcus kiwnął głową. - Ruszajmy. - I tak, spakowawszy wszystko, trójka wsiadła na konie. Asasyn spojrzał na Czytelnika, w oczekiwaniu na jego własny transport.

Natalie zwolniła kroku, podchodząc do dziewczyny powoli i ostrożnie. Zdawała się nie zwracać uwagi na strażników, a zamiast przerażenia czy szoku, normalnych w takiej sytuacji, na jej twarzy gościło wyłącznie współczucie. - Med... Już w porządku... Chodź ze mną... - Mówiła matczynym głosem, wyciągając dłoń w stronę dziewczyny.

- Krąg jest teraz w żałosnym stanie. Są bardziej skupieni na sobie, niż na tym, czym faktycznie trzeba się zająć. Nie będę jednak przed tobą ukrywał, że ja sam nie zajmowałbym się tym, gdyby nie osobisty uraz... - Rzekł Xardon.

- Tak byłoby najlepiej. Jak już wrócisz, to będę w piwnicy. - Baba kiwnęła głową, odwróciła się na pięcie i zniknęła z powrotem w chatce.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Czytelnik pogrzebał chwilę w torbie po czym wyciągnął zwój.
- Wydaje mi się że niektórym z was nas poprzedni transport niezbyt przypadł do gustu. - powiedział kątem oka spoglądając na Alberta. - Więc tym razem postanowiłem że skorzystamy z czegoś mniej latającego. - skończył po czym użył zwoju co spowodowało że obok nich pojawiły się teraz trzy niemal sięgające wzrostem koniom potężne pomarańczowe jaszczury.
Mariok z Jackiem wyraźnie zadowoleni wskoczyli na jednego z nich. Saki wraz ze złodziejką nieco mniej ufnie, jednak po chwili tak samo usadowiły się na gadzie. Następnie na tym z samego przodu usiadł Czytelnik po czym poczekał na Alberta.

Med spojrzała w jej stronę nie zdradzając zbyt wiele mimiką twarzy. Po chwili wstała ignorując rękę Natalie i ruszyła z powrotem do reszty. Już miała ominąć kobietę ale w tym momencie stanęła w miejscu.
- Oni pragną ciebie, Natalie. - powiedziała i nawet nie spoglądając na nią ruszyła dalej depcząc po drodze po zadrapanym na śmierć strażniku.

- Więc taki jest plan? Mam pomagać ludziom którzy pragną zemsty? Ten człowiek uratował mi i kilkudziesięciu jaszczuroludziom życie. Nie wspominając już o krasnoludach i ludziach z Myrthany. To nie jest czarny charakter Xardonie. Skąd mam wiedzieć że jego śmierć jest tym dobrym wyjściem, skąd ty to wiesz?

- No dobrze. - powiedziała Kate. - postaram się wrócić najszybciej jak się da! - zawołała do znikającej Baby a następnie pożegnała się z okoliczną florą i ruszyła w stronę Anubel.

Avatar darcus
Natalie, zdziwiona, odprowadziła dziewczynę wzrokiem, po czym, zastanawiając się i wodząc wzrokiem po podłożu, ruszyła do kryjówki.

Xardon przez chwilę milczał. - Tu nie chodzi tylko o zemstę. Równowaga, która dla ciebie i twoich upadłych mistrzów była niegdyś taka wartościowa, teraz naprawdę jest zagrożona. Masil ma układ ze Śniącym, a coś czuję, że ten demon się nie zatrzyma na swoim wymiarze. W całym Morgradzie panuje teraz wojna, Zarazo. Pakt waha się na granicy złamania. - Starał się przekonać Jeźdźca mag, mówiąc poważnym tonem.

Avatar
Konto usunięte
Albert wsiadł na jaszczura be żadnych wybrzydzeń ani innych takich, oczywiście wolałby konia lub jakiś wóz ale przynajmniej nie będzie musiał latać co stanowiło znaczący plus

Avatar Gniotek7
Właściciel
Med zostawiając za sobą teraz ślad krwi skręciła właśnie idąc powoli, kiedy jakby dopiero teraz dotarł do niej ból spowodowany raną. Syknęła boleśnie i chwyciła się za nogę.
- Pieprzeni strażnicy. - mruknęła spoglądając na ranę.
Michael spoglądał na nią spod wejścia już teraz myśląc jak ta rana może stać się problematyczna w trakcie misji. Nie zamierzał jednak wysyłać jej do żadnego lekarza ani kapłana, już bez tego stracił zbyt wiele czasu.
- Bleck, zostały wam jeszcze jakieś bandaże?
- Pewnie ta. - odparł odpalając skręta z bagiennego ziela.
- Przyniosę! - zawołał Smakosz po czym zniknął w ukrytym pomieszczeniu.

Zaraza westchnął spoglądając teraz w niebo.
- Jeśli Masil rzeczywiście współpracuje z Śniącym, to wydaje mi się że to jedyna osoba która jest wstanie ujarzmić demony. A gdyby go nie zabijać? - Zaraza zaczął teraz intensywniej myśleć. - A gdyby to właśnie jego wykorzystać do utrzymania równowagi?

Omawiany w tym samym czasie mag zszedł z najwyższego piętra wraz z Marcusem i dotarł do portali.
- No dobra, możesz wracać do swoich zajęć, rycerzu. Ja muszę zająć się czymś ważniejszym.
- Jasne. - odparł Marcus po czym ruszył do wyjścia.
Masil tymczasem stanął przed portalem spoglądając na niego.
- Czy jestem gotów? - zapytał sam siebie.
Na pewno, ci goście zadarli z niewłaściwym człowiekiem lata temu. Teraz pokażę im czemu był to błąd. - pomyślał po czym chwycił płytkę z wyrytymi pięcioma gwiazdami w kształt półkola po czym włożył ją w ramę portalu. Westchnął głęboko i do niego wkroczył.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią