Darcus i Victoria zamienili jeszcze kilka cichych słów, po czym ta druga kiwnęła głową w stronę namiotów, wskazując na przebudzonych członków wyprawy, na co asasyn odwrócił głowę w ich stronę i pozdrowił gestem dłoni. Następnie oboje znaleźli się na ziemi, on schodząc z drzewa, zaś ona po prostu zeskakując i lądując z gracją. Darcus podszedł do reszty, zaś Victoria odeszła kawałek dalej, najwidoczniej zajęta sobą.
- Jak się spało? - Zapytał cicho asasyn, mając na uwadze, że nie wszyscy jeszcze się podnieśli.
- Ja za to chętnie coś zjem. - Rzekła wesoło Natalie, która najwyraźniej spała w pozycji embrionalnej pod ścianą, a teraz tylko siedziała z kolanami pod brodą, patrząc po swych nowych towarzyszach. Nieco niepokoił ją stan dziewczyny, jednak nie dała tego po sobie poznać.
W pobliżu Zarazy coś eksplodowało z niedużą siłą i błysnęło, a po chwili na miejscu wybuchu zmaterializował się nie kto inny, jak sam Xardon. Podszedł on do Jeźdźca i zlustrował go wzrokiem spod kaptura. - Jak się miewasz? - Zapytał neutralnym tonem, zupełnie tak, jakby to była zwyczajna wizyta towarzyska.
Cedrik odsunął się na bok i założył ręce, spoglądając na pracujących orków. Nie wyglądał na ani trochę zmęczonego, ani nawet znużonego, ale to równie dobrze mogło być tylko wrażenie. Od czasu do czasu zerkał ukradkiem na Adanosa, jakby sprawdzając jego stan.
W Karczmie zaś do nogi Elisif coś się przytuliło. Gorgoron, no bo kto inny, jak zauważyła kobieta, jeśli tylko spojrzała w dół, lub się po prostu domyśliła. Przywitawszy się w ten sposób dziewczynka podbiegła do najbliższego stołu i wspięła się na stojące przy nim krzesło, na którym następnie usiadła, zwiesiła nogi, zaczęła nimi machać i nucić wesołą piosenkę.
W Fenevii, a konkretnie przy lodowej skale, około dwudziestu konstruktów Kaina stało murem wokół lodowej skały, w kompletnym bezruchu, zasłonięte przez otaczającą meteoryt zamieć. Z tej pozycji, gdyby ktoś zdołał je zobaczyć, posądziłby je o bycie zwykłymi posągami, w jakiś sposób jednak odpornymi na oblodzenie.
W pobliżu Anubel, w zagajniku rosnącym na miejscu spalonego Farwood, Baba Jaga wyszła przed swoją chatkę, drapiąc się po swoim nienaturalnie gigantycznym nosie. - Kate! - Zawołała. - Chodź no tu! - Dodała, opierając dłonie na biodrach i rozglądając się, mając nadzieję, że dziewczyna wciąż jest gdzieś w okolicy.
Jeźdźcy Apokalipsy wraz z telepatą imieniem Davis po kilkugodzinnym błądzeniu przeszli przez las i za namową Głodu wspięli się na samotną górę stojącą pośród wyżyn. Stamtąd byli w stanie z łatwością zobaczyć sylwetki gór na północnym horyzoncie i nieco bliższe miasto kilka kilometrów od nich, ledwie widoczne w porannej mgle. - To nie jest przypadkiem to miasto? - Zapytał Głód, przyglądając się. I w rzeczy samej. Davis, nawet z tej odległości, mógł rozpoznać w nim Anubel. Czyżby łut szczęścia?
- Niech to szlag! - Wrzasnął rozwścieczony Skała, zaciskając pięści i spoglądając na truchła Twórców w ich kuźni. Wszyscy Powiernicy byli gdzieś w pobliżu, delikatnie mówiąc poruszeni widokiem, jaki ich spotkał po powrocie ze, zdawałoby się, krótkiej nieobecności. - Niech no tylko dorwę tego, który to zrobił... - Wycedził przez zęby, zaciskając pięści i z trudem hamując gniew.
- Te rany nie pochodzą od żadnej z tradycyjnych sił... - Rzekła Magia, podnosząc się z kolan, po tym jak sprawdziła stan jednej z ofiar. - Wyczuwam tutaj obecność chaosu. - Dodała z niepokojem, obracając się do swych braci i sióstr.
- Chaosu? A zatem to jeden z Jeźdźców? - Zapytał zdziwiony Wiatr.
- A konkretnie byłych Jeźdźców. - Odpowiedział mu przygnębiony Ogień, siedzący teraz na murku zabezpieczającym przed upadkiem do zbiornika z płynnym metalem w dole. - A skoro współpracuje z Amshorem i nadal ma swoją moc po upadku Rady, to chyba nawet wiem który. - Dodał po chwili namysłu.
- A zatem ten, który śmie nazywać się Chaosem, postanowił stanąć po niewłaściwej stronie barykady... - Syknął rozzłoszczony Cień.
- Niech go tylko dostanę w swoje ręce... - Mruknął Skała, kierując się do wyjścia.
Reszta tylko bez słowa odprowadziła go wzrokiem.
- Magio... Powinnaś zająć się ich duszami... - Rzekła Woda zasmuconym głosem, przełamując w końcu milczenie.
- Oczywiście, siostro. - Wspomniana kiwnęła głową i zmaterializowała w dłoni duży, błękitny kryształ pokryty jakiegoś rodzaju runami o czarnym kolorze. Z jego wnętrza wydobywało się światło, wyglądające tak, jakby w środku była świeczka. Powierniczka uniosła go, a z ciał porozrzucanych po podłożu uniosły się niewielkie płomyki, które następnie wniknęły w kryształ, sprawiając, że jego blask zabłysł nieco jaśniej.
Tymczasem w komnatach Księcia Ciemności, w mieście Dis wewnątrz Drugiego Królestwa, władca wymiaru, siedząc na tronie, skryty cieniami, zastanawiał się głośno, jakby mówiąc do kogoś, chociaż poza nim w pobliżu nikogo nie było.
- W całej krainie wiecznej ciemności nie został niemal żaden demon lojalny słusznej sprawie. Śniący ma wielu popleczników. Ale jak trzyma ich w ryzach? Jak sprawia, że pozostają mu lojalni? Czyżbyś im coś obiecał, stara modliszko? Czyżby... - Książę uśmiechnął się do samego siebie, zdając sobie z czegoś sprawę na co wskazywał tylko żar płonący w jego ustach, czy może raczej paszczy.
- Ach, więc to tak. Chcesz napaść na Niebo... Skorzystać z upadku Rady i złamać pakt niemal tak stary jak ty sam. Oczekujesz więc, że Białe Miasto po prostu pozwoli ci je sobie wziąć. Ale mylisz się... Straż pogromców piekieł jest silniejsza niż kiedykolwiek, a wasza ofensywa spotka silny opór. A kiedy wrócisz z podkulonym ogonem, nadziejesz się na armie Piekieł... - Demon wstał i zaczął przechadzać się po pomieszczeniu, buchając z nozdrzy niewielkimi kłębami dymu i pary.
- To załatwi sprawę pionków, ale jak dopaść samego Śniącego? Krąg jego sojuszu zaciska się ciasną pętlą wokół tego starego gada. Aby ją przerwać, potrzeba będzie prawdziwego mistrza starożytnej magii i Wyrzutek bynajmniej tu nie wystarczy... Chyba że... - Książę ponownie uśmiechnął się, spoglądając przez wątłe okno na czarne wieże swego miasta i górujące nad nimi chmury płomieni.