Cedrik przystanął na chwilę i rozejrzał się za obozem zwiadowców, o którym mówił Ur-Shak.
- Często bratasz się z takimi jak on? - Zapytała niby od niechcenia niebieska.
- Jeśli tak, to przyjmij ostrzeżenie. Już teraz wielu przychylnie spojrzałoby na twoją śmierć. Jeśli będziesz dalej podążał tą ścieżką, będzie ich jeszcze więcej. A niektórzy z nich są dużo potężniejsi nawet ode mnie... - Rzekłszy to Xardon kopnął jakiś kamień, który poleciał w dal, zaś sam zniknął w chmurze dymu.
- Cieniu. - Rzekła Światło, zaraz po tym jak jej bracia i siostry jedno po drugim zaczęli pojawiać się w pałacu Eligora, który wciąż leżał na ziemi nieprzytomny.
- Światło. Wzywałaś? - Rzucił retorycznie Cień, omiatając wzrokiem okolicę z niesmakiem.
- Owszem. Zwłaszcza ciebie. Mam tutaj coś, co do ciebie należy. - Rzekłszy to sięgnęła za siebie.
- Czyżby? Co to takie... - Zaniemówił Cień, albowiem jego wzrok napotkał w wyciągniętej dłoni siostry jego własne Berło, skradzione mu przecież tak dawno przez tego potwora, który...
- Skąd je masz? - Zapytał z niedowierzaniem, nie mogąc oderwać oczu od artefaktu, położył na nim swe dłonie, by upewnić się, że jest prawdziwy. I rzeczywiście był. Tak wytęskniona i upragniona moc ponownie przeszyła ciało Cienia, sprawiając, że ten powiększył się kilkukrotnie, na wzór swych braci i sióstr.
- Eligor. Jemu je zabrałam. - Odparła krótko Światło, zmartwiona spoglądając na leżącego demona.
- Jak to się stało? - Zapytała Energia, wychodząc naprzód, podczas gdy pozostali Powiernicy rozeszli się po pomieszczeniu, by ocenić sytuację.
- Kiedy tu przybyłam, był poważnie ranny w walce z Amshorem. Ja zajęłam się tym drugim, ale kiedy miałam go wykończyć, coś odwróciło moją uwagę. Gdy się odwróciłam, Eligor trzymał Berło Cienia, a jego oczy biły żółtawym blaskiem. Zaatakował mnie, ale gdy go pokonałam, wygnańca już tu nie było. - Wyjaśniła świetlista Powierniczka.
- To musiał być Kamień Umysłu. - Rzekł Wiatr, klęcząc przy zawalonej kolumnie.
- Jest jeszcze coś. Do Berła była przyczepiona wiadomość. - Rzekłszy to podała znalezioną wcześniej kartkę Skale, który akurat stał obok.
- Wciąż jeden krok przed wami. Podpisano, William... - Odczytał Powiernik, spojrzawszy po swoim rodzeństwie, po czym gniewnie zmiął kartkę i rzucił w kąt.
- A zatem już wiemy kto to zrobił. Ale po co miałby pomagać Amshorowi? Przecież nie mają ze sobą nic wspólnego. I dlaczego oddał Berło? - Zwrócił uwagę Ogień.
Zanim ktokolwiek zdążył się zastanowić, dało się słyszeć jęk i w tym momencie oczy wszystkich zwróciły się ku podnoszącemu się z trudem Eligorowi.
- Nie ruszaj się. - Syknęła Magia, tworząc ostrze z czystej mocy w dłoni i celując nim w demona.
- Przepraszam was za tę zdradę... Ale on zjawił się zbyt szybko... Nie mogłem... Nie potrafiłem się oprzeć tej mocy... - Mówił słabo władca wymiaru, z trudem podnosząc się do siadu. Był nieźle poobijany i nadal miał ranę po starciu z Amshorem, ale jego oczy wróciły do normy.
- Mów co wiesz. - Zażądał Cień, kiwając głową w jego kierunku.
- Nie rozumiecie... Wygnaniec się zjawił, bo chciał dywersji... Chciał was wywabić z Krainy Kuźni... - Mruknął Eligor, na co Magia otworzyła oczy szerzej i zniknęła, a zaraz za nią wszyscy jej bracia i siostry, zdając sobie sprawę z tego, co właśnie się wydarzyło.
Tymczasem głęboko w mieście Disu, wewnątrz Drugiego Królestwa, demonica wkroczyła do spowitej mrokiem sali podpartej kolumnami, zdobionej drogimi dywanami, rzeźbami i innymi bogactwami.
- Mój panie, zrobiłam jak kazałeś. - Rzekła z lubieżnym uśmieszkiem, kłaniając się przed czymś, co kryło się w ciemnościach.
- Dobrze, Lilith. Gdyby Amshorowi się udało, mogłoby to zniweczyć moje plany. Teraz odejdź już. - Rozległ się tubalny, mrożący krew w żyłach głos, brzmiący niczym trzask piekielnych płomieni.
Lilith posłusznie opuściła pomieszczenie, zaś w mroku błysnął zarys potężnej demonicznej sylwetki.
- A więc Semangat zawiódł. Sprawdźmy zatem, do czego zdolny jest Wyrzutek... - Rzekł głos sam do siebie, odwracając się i znikając w jeszcze głębszych ciemnościach.