Karczma pod Historią

Avatar darcus
Głód odpychał od siebie wszelkie pociski ledwie widoczną tarczą eteryczną, która otoczyła jego ciało. Przeskoczył przed Davisem, odbijając rzucony w niego pocisk, a następnie z osobliwie wysoką prędkością rzucił się na jednego z magów, nie dając szansy na unik, czy ucieczkę, i dekapitując go z plaskiem. - Podoba mi się! - Krzyknął zadowolony, po czym jeszcze szybciej ruszył na kolejnego maga.

Kain spojrzał na miasto. - W porządku. - Rzekłszy to wycelował dłoń naprzód i po chwili świstu i błysków światła towarzyszących kumulowaniu się mocy wystrzelił z niej potężną falę pomarańczowej energii, która poleciała na miasto, powiększając się z każdym przebytym metrem, aż w końcu uderzyła, niemal zmiatając je z powierzchni ziemi. Kilka budynków na początku drogi fali dosłownie rozpadło się, następne zaczęły pękać i runąć. Po chwili z co niektórych spośród reszty ocalałych domów dało się ujrzeć wyczołgujących się ludzi o niemal spalonych ciałach, którzy jednak po chwili nieruchomieli na ziemi. - Wystarczy? - Zapytał Kain, odwracając się z powrotem do maga.

Victoria przez chwilę nie mogła się zorientować o co chodzi, czy działać czy nie, ale po chwili tylko pokręciła głową i wróciła do siedzenia. - Idźcie już lepiej spać. - Dodała tylko z lekką rezygnacją.

Avatar Gniotek7
Właściciel
drugi kultysta na którego rzucił się Głód przywołał w tym momencie wysoką na jakieś trzy metry grubą lodową ścianę chcąc się osłonić przed nim. W tym momencie inny z nich przywołał spod ziemi wielką lodową łapę która zgniotła dwójkę wojowników a następnie zamknęła się i z impetem wymierzyła się do uderzenia w Głód.

Kultysta widząc czego Kainowi udało się dokonać uśmiechnął się.
- Myślę że rzeczywiście nasza współpraca może być niezwykle owocna.

Mariok wyszczerzył do niej zęby po czym zaprowadził Marka do ogniska i tam z nim usiadł. Jack opierając się teraz o niewielki kamień spoglądał na goblina i jego zwierzątko.
- Skąd ty wytrzasnąłeś to bydle? - zapytał po chwili ciszy w momencie kiedy Mariok karmił larwę sporym kawałkiem mięsa.
- Wiele lat temu na kontynencie zamieszkiwanym przez grube humanoidalne pandy.
- Aha... Ja chyba muszę jeszcze pospać. - mruknął Jack i położył się pod kamieniem.

Avatar darcus
Głód uśmiechnął się złowieszczo i schylił się lekko, gotów do ataku, trzymając sierp wyciągnięty do tyłu, w bok i stojąc tyłem do lodowej ściany, a przodem do zamierzającej się na niego łapy.

- W rzeczy samej. Następny krok? - Zapytał Kain, zakładając ręce na klace piersiowej.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie kultysta ukrywający się za lodem z całej siły zwalił ścianę prosto na Jeźdźca i chwilę po tym spadła również lodowa pięść. W tym momencie Wojna dopadł od tyłu maga od pięści odcinając mu jednym zamaszystym ciosem nogi i kiedy ten wrzeszcząc próbował jeszcze rzucić jakieś zaklęcie w jego klatce piersiowej powstała dziura od przebijającego go ostrza.

Kultysta już chciał coś powiedzieć ale znieruchomiał jakby czegoś słuchając.
- Rozumiem. - szepnął po chwili po czym spojrzał na Kaina. - Jak szybko jesteś wstanie przemieścić się stąd do Varantu? - zapytał.

Avatar Omeg12
Jego moce nie działały na lód, więc Davisowi pozostawało paść na ziemię i stamtąd spróbować obezwładnić agresora mentalnie.

Avatar darcus
Głód, który najwyraźniej to przewidział, zamaszystym ruchem do tyłu rozpłatał ścianę na pół, a potem nie zatrzymując się wbił sierp w lodową łapę, złapał ją, wykonał obrót i przerzucił, ciskając w maga.

- Nie ma takiej potrzeby. Rzekł Kain z satysfakcją. - Ja już tam jestem. - Dodał, wykonując ruch przypominający uniesienie torsu u człowieka podczas wzięcia głębokiego oddechu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Mag którego spróbował zaatakować Davis w tym samym momencie jednak zamienił się w lodowy posąg przez co nic nie fizycznego nie zadziałało na niego. Tymczasem drugi żywy kultysta skoczył w bok padając na ziemię dzięki czemu ledwo udało mu się uniknąć lodowej pięści. W tym momencie wystrzelił w powietrze jakiś lodowy pocisk po czym ten uniósł się wysoko na niebo a następnie eksplodował granatowym światłem które bardzo dobrze było teraz widać na pustyni.

- Rozumiem. - kiwnął głową kultysta rozmawiający z Konstruktem. - Jeden z naszych właśnie wysłał znak, zobaczysz gdzie są. Mamy tam problem z pewną grupką która właśnie trochę popsuła nasz plan. Ponoć dwóch z nich to mogli być Jeźdźcy Apokalipsy. Trzeba się nimi zająć.

W tym momencie Wojna wrzasnął i z zaszarżował w stronę lodowego posągu jednak w momencie kiedy uderzył w niego mieczem błysnęło światło i odrzuciło go na jakieś dziesięć metrów w tył. Teraz w linii stał nie jeden, a pięciu identycznych kultystów.
- To tylko iluzja! - zawołał jeden z wojowników którzy wciąż mimo pewnych strat gotowi byli walczyć. - Trzeba znaleźć tego prawdziwego!

Avatar Omeg12
- Co to do cholery jest i po czyjej jest stronie!? - krzyknął do kogokolwiek w zasięgu głosu, wciąż leżąc

Avatar darcus
Głód w mgnieniu oka doskoczył do maga, który uniknął rzuconej przez niego pięści, po czym zamaszystym ruchem przeciął go na pół sierpem. Następnie spojrzał w górę, wyczuwając co się kroi, po czym uniósł dłoń i zacisnął ją w pięść. Źródło granatowego światła na niebie otoczyło się niebieską bańką, a następnie spadło na ziemię, uderzając w sam środek pięciu kultystów z którymi walczył Wojna i wywołując eksplozję energii.

- Jeźdźcy Apokalipsy... To będzie ciekawe... - Rzekł Kain, symbolicznie masując prawą pięść lewą dłonią.

Było już jednak za późno. Kain zdążył spostrzec światło utworzone przez kultystę i po chwili najpierw jeden, a potem drugi Jeździec, został uderzony i odrzucony do tyłu przez potężny promień energii o pomarańczowym kolorze.

Avatar Gniotek7
Właściciel
///Jak to jest że post Davisa wygląda jakby był napisany po tym darcusa ale jest napisany przed? .-.///

Czterech z identycznych kultystów zniknęło a piąty z nich odleciał od eksplozji do tyłu lądując w piachu. Wojna w tym momencie obolały podniósł się najszybciej jak był wstanie i chwycił miecz oboma rękoma spoglądając w miejsce skąd nadleciał promień. Jeden z wojowników podbiegł do Davisa chwytając go za rękę i podnosząc go.
- Nie wiem co to, ale raczej nie przyszło tu żeby nam pomóc. - mruknął.

Avatar darcus
///A bo ja wiem? ,_, Kain się w sumie jeszcze nie pokazał.///
W tym momencie obok pod kątem z dużym pędem wylądował Kain, a konkretnie jego forma z klejnotem na czole, wzniecając obłoki piasku, co osłoniło go chwilowo przed wzrokiem Jeźdźców, a następnie strzelając kolejnym promieniem, który wywołał eksplozję między nimi, odrzucając ich w przeciwnych kierunkach.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna uderzył w piach i przetoczył się kilka metrów dalej starając się nie wypuścić swojego miecza. Następnie wciąż nie wstając z rosnącym wnerwieniem na twarzy spojrzał w stronę Kaina.

Avatar Omeg12
- Bosh'tet - zaklął Davis, widząc nagromadzenie nadnaturalnych istot w pobliżu - Robi się nieciekawie. Chowamy się. Szybko!

Avatar darcus
Kain nie zwlekał. Zanim Wojna zdążył się podnieść na dobre, dostał z pięści w twarz z taką siłą, że został po raz kolejny wgnieciony w piach kilkadziesiąt metrów dalej. Widok na Głód przesłoniły mu tumany kurzu i pyłu.

Tymczasem do pokoju w którym siedział Adanos rozległo się pukanie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ten typ ma rację, to już nie jest nasza walka, lepiej wracajmy do wioski, trzeba ostrzec okolicę! - zawołał jeden z wojowników i pozostali przy życiu ludzie zaczęli się zbierać i ruszać w stronę wioski.
- Ty su**nsynu... - syknął Wojna starając się podnieść mimo bólu i zmęczenia jakie teraz czuł.

Adanos otwarł oczy i minęła krótka chwila zanim sobie przypomniał gdzie jest. Podniósł się powoli, podrapał po głowie po czym podszedł do drzwi i otworzył je.

Avatar darcus
Kain już miał ponownie uderzyć Wojnę, kiedy od tyłu rzucił się na niego Głód. Cios niemal dosięgnął Konstruktu, gdyby nie to, że ten był niezwykle zręczny, uchylił się, obrócił i zasadził Jeźdźcowi cios prosto w żebra, posyłając go na glebę. Następnie światło błysnęło z klejnotu na jego czole, a Kain uniósł dłoń i w tym momencie z oczu i ust Głodu zaczęła wydobywać się bladopomarańczowa mgiełka, która poszybowała do dłoni Konstruktu, a jej utrata widocznie osłabiła Jeźdźca i sprawiła że wyglądał na jeszcze bardziej wychudzonego niż normalnie, co było ledwie możliwe.

Za drzwiami stał Cedrik, a za nim ten sam pokój, w którym jakiś czas wcześniej odprawił kultystę do zadania. - Obudziłem? - Zapytał niemal bez emocji, mierząc Adanosa i jego stan od stóp do głów.

Avatar Omeg12
Pobiegł wraz z nimi, jednak celowo zostawał z tyłu. Nie mógł się oprzeć pokusie, żeby ujrzeć rezultat walki, choć wiedział, iż nie jest w stanie na niego nijak wpłynąć.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna wykorzystał więc chwilowy moment kiedy Głód zwrócił na siebie uwagę i rzucił się na Kaina celując mieczem prosto w tył głowy.

- Postanowiłem się trochę zdrzemnąć. - Adanos kiwnął głową. - Coś mnie ominęło?

Jako iż Kain wyraźnie był zajęty oboma Jeźdźcami ludziom udało się oddalić w miarę bezpiecznie. Teraz zwolnili trochę.
- Cholera, co to było? - zapytał w końcu jeden z wojowników.
- Ważne jest to, że bardziej zależało mu na tych dwóch a nie na...
W tym momencie tuż za grupą doszło do wybuchu który oślepił ich jasnym blaskiem. Poodwracani z wyciągniętymi już broniami ujrzeli jednego kultystę. Tego samego który wcześniej przywołał swoje widma. Spoglądał na nich lodowym wzrokiem a na jego głowie spoczywał teraz kaptur z którego unosiła się granatowa mgiełka. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować ten przywołał za odwróconą teraz w jego stronę grupą dwa atronachy który potężnymi uderzeniami zabiły dwójkę z wojowników. Zostało ich dziesięciu, i Davis.

Tymczasem Nei'qul powoli się obudził i rozejrzał się po pokoju, kiedy zorientował się że leży w klatce, a dookoła walają się jakieś nieznanego pochodzenia przedmioty. Krzyknął wystraszony i wstał rozglądając się. Marcus siedział przy ścianie cicho i nieruchomo jak zawsze.
- Hej ty! Gdzie my jesteśmy?! - krzyknął spoglądając na rycerza, ten jednak nawet nie drgnął. - Cholera... - zaklął Khajiit i z powrotem usiadł na ziemi.

Avatar darcus
Gniotek7 pisze:
Wojna [...] rzucił się na Wojnę
/// :v ///
Kain odwrócił się i zablokował cios w mgnieniu oka, ale to sprawiło że przestał skupiać się na Głodzie, dając mu czas na otrząśnięcie się. W tym momencie Konstrukt wyprowadził cios w podbrzusze Wojny.

- Tylko irytująca rozmowa z pewnym więźniem. Pozwolisz na chwilę? - Cedrik odsunął się, wskazując na kanapę stojącą w pokoju za nim.

Avatar Omeg12
- A ty kim do cholery jesteś i czego chcesz? - zapytał Davis, wyciągając swoją broń. Jeszcze nie używał telepatii, gdyż nie chciał ani na chwilę opuszczać gardy

Avatar Gniotek7
Właściciel
///oops.///

Wojna tym razem jednak odskoczył w bok unikając ciosu a następnie najszybciej jak był wstanie wyprowadził zamaszyste uderzenie w nogi.

- I jak? Udało ci się coś z niego wyciągnąć? - zapytał Adanos wchodząc do pokoju i siadając na kanapie.

Kultysta spoglądający teraz na grupę ludzi uśmiechnął się. Czwórka z wojowników na tyle zajęła się atronachami. Reszta spoglądała na maga gotowi do walki.
- Czego chcę? Chcę, żeby takie osoby jak wy lub Jeźdźcy nigdy więcej nie wchodzili nam w paradę. Chcę żeby nasze plany wreszcie po całym tym czasie czekania i planowania, zakończyły się. Ale nie jesteśmy wstanie stąpać bo naszej podłodze sukcesu tak długo jak pełzają po niej takie karaluchy jak wy! Dlatego nadszedł wasz koniec!
W tym momencie atronachy rozsypały się niby bez powodu po czym zaczęły łączyć się razem. Nie minęła nawet minuta kiedy grupa ludzi wraz z Davisem znalazła się teraz pomiędzy kultystą a Tamrielskich rozmiarów smokiem stworzonym z lodu.

Abraxas wraz z Masilem szli tak już pewien czas przez jodłowy las kiedy Gniotek o czymś pomyślał.
- Daleko jeszcze? Przydałoby się wreszcie żebym wrócił do Karczmy, w końcu to moja praca, nie?
- Wolisz narzekać czy znowu rozbić jakąś szybę w przypływie gniewu?
- Po prostu zaczynam się denerwować, miałem z tym wszystkim skończyć, ale co chwilę są jakieś problemy.
- Nie martw, to już nie daleko, wydaje mi się że... - w tym momencie Masil obrócił się w prawo i ruchem ręki zatrzymał mocą sporych wielkości głaz który leciał prosto na nich. Opuścił go powoli na ziemię po czym spojrzał na swojego przyjaciela. - Widzisz? Jesteśmy na miejscu. - uśmiechnął się i ruszył w stronę z której przyleciała skała.

Avatar darcus
Kain wykonał podskok, obrót w powietrzu i zasadził Wojnie kopniaka w twarz, posyłając go znów na glebę. W tym momencie Jeździec usłyszał wołania Głodu, który właśnie podnosił się po ostatnim osłabieniu. - Kamień! Użyj Kamienia! - Krzyczał, kaszląc co chwilę.

- Niewiele, ale upewniłem się, że nam pomoże. Albo zginie. - Odparł Cedrik, stając obok i zaglądając do papierów leżących na stole.

Avatar Omeg12
- Jeszcze trochę się z nami pomęczycie
Nie widząc sensu w angażowaniu smoka, Davis zaszarżował na kultystę. Miał nadzieję ogłuszyć go tarczą, a następnie wykończyć klasycznym pchnięciem, ale jak to wyszło nie zależało już od niego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna słysząc drugiego Jeźdźca podniósł się powoli łapiąc się jedną ręką za kolano a drugą chwycił Kamień i spróbował go użyć w jakiś sposób na Konstrukcie.

Davis nie zdążył jednak do niego dotrzeć ponieważ między nimi oboma wyrosła nagle gruba lodowa ściana, w tym samym momencie smok za jego plecami zionął chłodem w wojowników zamieniając połowę z nich w lodowe posągi. Pozostała czwórka rzuciła się teraz na smoka starając się odrąbać mu kończyny. Dokładnie w tym momencie ściana przechyliła się i poleciała prosto na Davisa.

- Dziwne, byłem niemal pewien że żaden z kultystów nie będzie chciał powiedzieć ani słowa. W końcu siedzieli cicho przez tyle lat, nie? - zdziwił się Adanos opierając się o kanapę.

Avatar darcus
Gniotek7 pisze:
jedną ręką za kamień a drugą chwycił Kamień
\\\ups\\\
Kain odleciał kawałek i dosłownie wbił się w ziemię, uderzony sporym, błękitnym promieniem energetycznym, który wystrzelił z klejnotu na klatce piersiowej Wojny. Głód tymczasem podniósł się i używając mocy Kamienia z ogromną prędkością dobiegł do Wojny i chwycił go za naramiennik. - Zwijamy się stąd! - Krzyknął, po czym energia z klejnotu otoczyła Jeźdźców i przeniosła ich, akurat w momencie kiedy w ziemię gdzie chwilę wcześniej stali uderzył kolejny pomarańczowy promień.

Pojawili się w wymiarze Rady Spopielonych, otoczeni przez ruiny i walające się tu i ówdzie ciała obserwatorów. - Cholera jasna... - Rzekł wkurzony Głód, zasadzając kopniaka jakiemuś kamykowi leżącemu na ziemi.

- Mam swoje sposoby, by zmusić do mówienia. - Rzekłszy to Cedrik podniósł skrawek papieru i podał Adanosowi bez słowa.

Avatar Gniotek7
Właściciel
///Dżizys, tak to jest jak się śpi trzy godziny .-.///
- Czym to coś do cholery było? - zapytał Wojna siadając na ziemi. - Bo na pewno nie jednym z tych lodowych gnojów.

- Domyślam się. - odparł Adanos biorąc papier i sprawdzając jego zawartość.

Masil po drodze jeszcze dwa razy zatrzymywał lecące głazy aż wreszcie stanęli z Gniotkiem na niej małej polanie, znaczy nie była by to polana, gdyby nie to że ktoś tu wyrwał z kilkanaście drzew. Abraxas rozglądał niepewnie obawiając się że zaraz znowu coś na nich poleci ale tym razem Masil nie zdąży tego złapać. Tak się jednak nie stało. W momencie kiedy stanęli na środku sztucznej polany Masil zawołał rozglądając się.
- Aldagai! To ja! Ten który cię nazwał!
- Masil? - oboje usłyszeli cichy skrzeczący głos który wydobył się zza jednego z drzew, nie było jednak widać właściciela ów głosu.
- Tak, to ja, przyprowadziłem mojego przyjaciela.
- Miałeś nikogo nie przyprowadzać. - odparł z wyrzutem w głosie. - Mieliśmy być sami...
- Sytuacja jednak tego wymagała, poza tym nie masz się czego martwić. To ten dla którego miałeś stworzyć ten amulet.
- Aha! - zaskrzeczał głosem brzmiącym jak dziwna mieszanina triumfu i strachu. - To znaczy że może być dla mnie groźny! Może się zdenerwować!
- Nie ma na co! Nie chcesz się pokazywać to nie ma problemu, po prostu powiedz mi co z tym amuletem.
- Amulet taa... No cóż, udało mi się go ukończyć...
- Świetnie! Gdzie on jest? - przerwał mu wyraźnie zadowolony Masil.
- Ale go zniszczyłem...
- Że co?!
- Nie podobał mi się z wyglądu... Był brzydki i nawet nie miał żadnego klejnotu albo coś...
- To nie miała być biżuteria dla królowej tylko amulet ochronny dla mojego znajomego!
- Nawet twoi dziwni znajomi nie powinni nosić byle czego... Przynieś mi jakieś dodatkowe ozdoby to wtedy stworzę amulet jeszcze raz!
- Na martwych bogów... - Masil przewrócił oczami. - No dobra, przyniosę ci je niedługo.
- Świetnie! Ja w międzyczasie przygotuję sobie norę na noc!
- Chodź Gniotek, cholera co za strata czasu...
Karczmarz wzruszył ramionami i ruszył za Masilem w drogę powrotną.

Tymczasem w środku nocy Michael siedział na podłodze w pustej teraz siedzibie Złotej Gildii i wpatrywał się nieobecnym wzrokiem na zgnieciony w kulkę kawałek papieru leżący przed nim.
- Nie przeszkadza ci? - usłyszał pytanie Atlasa po jakichś dwóch godzinach siedzenia w milczeniu.
- Co? - odparł cicho nawet nie drgając.
- No Oghren.
- Kto?
- Jak to kto? Ten krasnolud!
Michael potrząsnął lekko głową i spojrzał na przykryte ciało Oghrena leżące na stole i wciąż czekające na pogrzeb.
- Nie, to tylko kolejny trup. - rzekł po chwili kiedy wreszcie dotarło do niego o co Atlasowi chodzi.
- Wydaje mi się że za życia był kimś więcej niż po prostu trupem.
- Żywym trupem.
- Inni ludzie chyba widzieli w nim kogoś więcej.
- A co mnie obchodzą ludzie? Naprawdę myślisz że cokolwiek dla mnie znaczą? Dobrze wiesz że nie. Tylko ich wykorzystuję do swoich planów. Każdego z nich. Oghrena, Alberta czy choćby i Abraxasa. Nic mnie z nimi nie łączy, ani z martwymi, ani z jeszcze żywymi.
- Więc nie zamierzasz im nic powiedzieć?
- O czym?
- Że pewnego dnia ty i ta cała twoja Czarna Rękawica znikniecie stąd bez słowa i już nigdy więcej się nie pojawicie. - wyglądało na to że Atlas wiedział o rzeczach o których reszty Michael nie poinformował.
- A po co mam im mówić? Oni wszyscy mają swoje życie, a ja mam swoje.
- Czy aby na pewno? Bo ostatnio nie kojarzę żebyś chociaż przez najkrótszą chwilę cieszył się życiem.
- Powiedziałem że je mam, nie że jest szczęśliwe. Życie bez smaku, to wciąż życie.
- Nie jestem tego taki pewien.
- A co ty możesz o tym wiedzieć co? Jesteś tylko durnym wytworem ponad przeciętnie inteligentnego gada. Twój żywot jest sztuczny, tak naprawdę nigdy nie żyłeś.
- Widzisz? Nawet tak durna i sztuczna inteligencja bez życia jak ja, zasmakowała go lepiej od ciebie.
- Gadaj zdrów. - prychnął Michael.
- Zmieniłeś się stary, i to strasznie. Kiedyś poświęciłbyś życie żeby chronić przyjaciół, a teraz co? Odrzucasz od siebie wszystkich po kolei i próbujesz wmówić sobie że jesteś sam. Co się z tobą stało?
- Po prostu zmądrzałem. Zrozumiałem że martwienie się o kogokolwiek innego nie ma sensu. Bo my sami to jedyne pewne osoby które zostaną z nami do końca naszego życia. Dlatego nie mam po co tracić czasu na innych, bo nawet jeśli jest jeszcze ktoś kto uważa się za mojego przyjaciela, to i tak w końcu zostanę sam.
- Czy wypowiedziałbyś te słowa gdyby razem z tobą siedziała tutaj Sam? - zapytał Atlas po chwili przerwy.
Michael podniósł się niemal że agresywnie.
- Coś już ci mówiłem ty su**nsynu... - syknął.
- Ona nie chciałaby żebyś siedział w takiej sytuacji w samotności i...
- Mówiłem ci! - wrzasnął Michael i kopnął z całej siły stół z ciałem Oghrena i ten wywrócił się z głośnym uderzeniem na podłogę. - Nie masz najmniejszego pojęcia czego ona by chciała! Nic o niej nie wiesz, i nigdy się nie dowiesz!
- Na pewno się mylę? Ciekawe, bo z twojej urojonej rozmowy z nią wynikałoby coś innego...
- Zamknij się już do cholery! - krzyknął Michael łapiąc się za głowę. - Nie mów już nic do mnie! Daj mi ku*wa spokój! Zaraz rozpieprzę tą cholerną maską i choćbym miał się tutaj rozpłynąć to przerwę z tobą ten pie**olony kontakt! Nie mieszaj się w moje życie! Nigdy więcej! - w jego krzykach można było usłyszeć już nie tylko samą złość ale i mocną nutę histerii, Michael brzmiał jakby rozpadał się od środka.
- I tak oboje wiemy że tego nie zrobisz. - odparł zimno Atlas.
- Cisza!!! - Michael zacisnął w tym momencie pięści i kościstą dłonią z całej siły uderzył w ścianę co spowodowało że powstała w niej autentyczna dziura. Ponadto jego wrzask już właściwie pełen rozpaczy był tak głośny że usłyszała go nawet Elisif w Karczmie która podniosła się teraz i rozejrzała niewyspanymi oczami.
- Co to było? - zapytała cicho nie będąc nawet pewna czy rzeczywiście coś słyszała czy tylko jej się wydawało.

Avatar darcus
///No bywa.///
- Nie wiem, ale ten Kamień na jego czole i nasz klejnot... To nie jest przypadek. Wcześniej jeszcze się wahałem, ale teraz jestem już prawie pewien, że wiem co to jest i szczerze powiem, że wcześniej w to nie wierzyłem. - Mówił Głód, chodząc w tę i z powrotem. - Słyszałeś legendę o Studni Nieskończoności? - Zapytał w końcu, zatrzymując się i patrząc w twarz Wojny.

Na papierze od Cedrika znajdował się niezwykle realistyczny szkic pejzażu z tłumem ludzi na pierwszym planie. Rysunek był tak realistyczny, że Adanosowi wydawało się nawet przez chwilę, że ci ludzie się ruszają... Zaraz... Oni autentycznie się ruszali i ewidentnie gdzieś szli, prowadzeni przez kogoś na przedzie. Po chwili wpatrywania, o ile rzeczywiście ciekawiło go to na tyle, że to zrobił, były bóg dostrzegł wśród ludzi kilka znajomych twarzy, a po kolejnej chwili dotarło do niego, że są to ci sami ludzie, którym jeszcze nie tak dawno przewodził.

- Co tu się do diabła dzieje?! - Zapytał rozjuszony asasyn, trzymający dłoń na broni, który wparował do pomieszczenia kilka chwil po pierwszym wrzasku Michaela.

Avatar Omeg12
Odrzucił tarczę i jak najszybciej odskoczył spadającej ścianie z drogi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cóż... - mruknął Wojna. - zazwyczaj nie przykładam wagi to legend i bajek.

- Ciekawe urządzenie. - przyznał Adanos przyglądając się "rysunkowi". - Gdzie ich przeniosłeś?

Michael słysząc głos szybko wyprostował się, wyciągnął z kieszeni cienki podłużny nóż zrobiony z jakiegoś ciemnego, przypominającego ebon metalu i wyprostował rękę celując nim w asasyna.
- Do diabła... - Michael uśmiechnął się niemal szyderczo pod maską. Mimo iż jego twarz była niewidoczna asasyn mógł wyczuć morderczy wzrok jakim Michael go teraz badał.

Lodowa ściana rozwaliła się z impetem o piach tuż obok Davisa. Wojownicy byliby wstanie pokonać smoka gdyby nie fakt że w tym momencie okruchy ze ściany zaczęły formować się w lodowe lance które z impetem poleciały w stronę ludzi. Trzech z nich padło poprzebijanych na ziemię natychmiast. Jeden w ostatnim momencie skoczył na ziemię a drugi natomiast stał zasłonięty smokiem i blokował jego ataki szponami.

Avatar Omeg12
- Lubisz się zasłaniać, co!? - wrzasnął do kultysty, po czym sięgnął do jego umysłu w próbie obezwładnienia go

Avatar
Konto usunięte
// sorry że byłem martwy co mnie ominęło?

Avatar darcus
- Ja też nie, ale ta akurat przykuła w owym czasie moją uwagę. Mówiła o tym, że Studnia Dusz była kiedyś dużo potężniejsza, bo znajdowały się w niej jakieś Kamienie. Kamienie Nieskończoności. Przedmioty o niezmierzonej mocy, które przy pełnym potencjale dawały władzę nad jakąś częścią Wszechświata. Potem zostały wykradzione i słuch o nich zaginął. - Wyjaśnił Głód, w zamyśleniu przypominając sobie szczegóły.

- W okolicach Pierwszego Królestwa znajduje się niewielki wymiar, z którego ludzki mag imieniem Masil uczynił azyl dla odrzutków. Tam powinno być na nich miejsce, przynajmniej do czasu aż to wszystko się skończy. - Odparł Cedrik, podnosząc jakiś inny, podobny papier i przyglądając się mu.

Asasyn wygwizdał krótką melodyjkę, a po krótkiej chwili w pomieszczeniu pojawiło się czterech innych. - Rozumiem, że tutaj wszystko w porządku? - Zapytał wymownie jeden z nich, wychodząc naprzód i bacznie obserwując Michaela.

Kain był wściekły. Nienawidził, kiedy coś mu nie wychodziło, a ucieczka jego zdobyczy była właśnie takim wydarzeniem. Z impetem uderzył pięścią w piach i już miał wzbić się w powietrze, ale wtem wyczuł w pobliżu coś znajomego, a konkretnie kawałek dalej...

Avatar Gniotek7
Właściciel
W momencie kiedy spróbował obezwładnić jego umysł Davis sam poczuł okropny ból w głowie który dosłownie zwalił go na kolana. W momencie padania kątem kota miał szansę również ujrzeć jak aura dookoła kaptura zaświeciła się na moment agresywnie po czym z powrotem odzyskała swój dawny kolor.
- Niezła sztuczka. - kultysta uśmiechnął się pod kapturem spoglądając na Davisa który teraz czuł jakby ktoś wbił mu kołek w głowę. - Ale na mnie to nie zadziała.
Dzięki temu jednak że kultysta skupił się na Davisie a smok na jednym z wojowników, drugi z nich wstał teraz z ziemi wskoczył na lodowego smoka i szybkim cięciem toporem odciął mu łeb.

- Więc myślisz że te Kamienie mogą być... Kamieniami Nieskończoności? - Wojna spojrzał teraz na Kamień który posiadali trochę inaczej, jakby jego wartość nagle drastycznie wzrosła.

- Byłoby w porządku gdyby nie wparowała tutaj czwórka ludzi. - syknął Michael nawet nie drgając.

///Nic wielkiego, ludzie których prowadziła twoja postać już praktycznie dotarli do wioski, więc możesz odpisać.///

Avatar darcus
///O Adanosie zapomniałeś :c///
- Widziałeś, co mi wtedy zrobił? Nie czułem się tak osłabiony od całych stuleci, a wyglądało na to, że dopiero zaczynał. A ten nasz? Ta energia, która pozwala na szybkie poruszanie się i teleportacje, to nie może być przypadek. - Starał się wytłumaczyć Głód.

- Ot, procedury. Jak ktoś się bawi bronią i nie jest asasynem to trzeba założyć wrogość. Tacy z nas paranoicy. - Rzekł nonszalancko asasyn, stając w pozie równie wyluzowanej, albo idealnie na taką pozującej, co jego ton. - To jak? - Zapytał ponownie po chwili milczenia. - Wszystko w porządku, czy nie? - Spoglądał Michaelowi prosto w maskę.

Avatar Omeg12
- No cóż - Davis podniósł się na nogi - Może bardziej tradycyjne sztuczki zadziałają
Ponownie zaszarżował na przeciwnika z mieczem. Może nie było to zbytnio rozsądne, ale ból utrudniał telepacie logiczne myślenie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cóż, w takim razie można powiedzieć że moje aktualne zadanie które sam sobie znalazłem, zostało wykonane. - powiedział Adanos z nutą dumy w głosie.

- Nie. - mruknął Michael po czym z impetem wbił swój nóż w wywrócony stół tak, że wystawała teraz tylko rękojeść a następnie oparł się o ścianę zakładając ręce i nie patrząc już na asasynów tylko w sufit.

- Możesz mieć rację. Cholera, w takim razie powinno być ich więcej, nie? Słuchaj, myślę że powinniśmy teraz udać się do Darcusa, w końcu chciał się z nami zobaczyć. Wydaje mi się jednak że ten cały koleś może się do czegoś przydać. Ten, którego zostawiliśmy na środku pustyni. O ile w ogóle przeżył.

W tym samym momencie kiedy Davis ruszył na kultystę ten przywołał ogromną falę chłodnego powietrza która rzuciła telepatę kilkanaście metrów do tyłu. Zanim nawet doleciał do ziemi, mag uniósł lodowe kawałki ze smoka przebijając nimi pozostałych dwóch wojowników następnie w momencie kiedy Davis wbił się już niemal w piach lodowe odłamki spadły wszędzie dookoła niego zmieniając w tym czasie swój kształt. W momencie kiedy odrzucony mógł już zacząć myśleć o zrobieniu jakiegokolwiek ruchu odkrył że znajdował się teraz w niewielkiej klatce zrobionej z grubego ostrego lodu. Ponadto wcelowanych było w niego kilkadziesiąt ostrych sopli które w każdej chwili mogły się w niego wbić.
- A teraz, poczujesz we własnym ciele jak kończą ci, którzy myślą że z potęgą naszego Kultu mają jakiekolwiek szanse!
Kultysta już miał prawdopodobnie zakończyć żywot Davisa kiedy tuż obok niego pojawił się jakiś inny mag, również z kapturem na głowie, wyraźnie też będący członkiem Kultu.
- Do jasnej cholery, co ty wyprawiasz?! - zawołał do niego nawet nie spoglądając na Davisa.
- Daję zmarłym lekcję. - odparł z gniewem.
- Idioto! Dobrze wiesz co mówił przywódca! Dobrze wiesz że mieliśmy się nie ujawniać!
- Co za różnica? I tak zaraz skończę jego marny żywot!
- Ty chyba naprawdę upadłeś na głowę. Przecież sam wiesz że nie tylko w okolicy istnieją siły i osoby które bez problemu wyczują co robiłeś! A potem dadzą radę cię zapamiętać! Stoisz na środku cholernej pustyni! Zapewne połowa szamanów w Varancie już wie o twojej obecności!
- Więc zabijmy ich wszystkich! - krzyknął ten pierwszy z nutką jakiejś maniakalności w jego głosie.
- Słuchaj, ani ja ani Kult nie ma na to czasu. Będziesz rozmawiał z szefem.
I zanim ten pierwszy zdążył zareagować ten bardziej rozsądny pojawił się tuż za nim, złapał go za ramiona i obaj zniknęli.
Zostawiając Davisa na środku pustyni dookoła trupów i lodu w samym środku klatki.

Avatar darcus
- Gratuluję. Cieszy mnie to, że ktoś na tym świecie dba o faktyczne dobro ludzi i potrafi ich poprowadzić. Ostatnio coraz trudniej o takie osoby. - Cedrik oparł się o stół, chowając papier za pazuchę i spoglądając na Adanosa. - Nawet w Kręgu Pierścienia... - Rzekł, brzmiąc wymownie i lekko złowieszczo.

Asasyn zmrużył oczy, spoglądając na Michaela, ale po chwili kiwnął głową na pozostałych, na co ci wyszli z pomieszczenia, spoglądając po sobie. - Prosiłbym tylko, ponieważ jesteś naszym gościem, o nieco więcej ciszy. Nie lubimy tutaj zamętu. - Rzekł tylko, po czym sam wyszedł.

- Chcesz tam wrócić? To szaleństwo. Widać od razu, że tamto... Coś jest bardziej oswojone ze swoim Kamieniem niż my. - Mówił zaniepokojony Głód.

Davis nie musiał długo czekać, za chwilę bowiem usłyszał za sobą głos, który dobrze znał i który zmroził mu krew w żyłach. - No proszę, kogo my tu mamy... - Głos Kaina.

Avatar Omeg12
- Dobrze wiesz kogo. Czego tutaj szukasz? - Davis starał się brzmieć stanowczo, co nie było łatwe ze wzgląd na narastający strach i ostre sople tuż przy jego gardle

Avatar
Konto usunięte
Ulryk w tym samym czasie w końcu doszedł do tej wioski, gdzie ehmmmm ehmm co miał dokładnie zrobić gdy tam doszedł? Miał się z kimś spotkać ? ehmmm
- Ehmmmm hmmm mhhhhh hmmmmm

Avatar darcus
- Ciebie. - Rzekł krótko Kain, obchodząc klatkę tak, żeby Davis mógł go zobaczyć. Klejnot na jego czole błyszczał bladym światłem, kiedy konstrukt położył dłoń na szczycie klatki, a ta zaczęła się rozgrzewać i powoli topnieć. - I tym razem twój demon śmierci cię nie uratuje. - Dodał, brzmiąc złowieszczo.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Adanos podejrzewając o co Cedrikowi chodzi przewrócił oczami.
- A więc dalej chcesz żebym do was dołączył, mam rację?

Michael zsunął się na podłogę i spojrzał teraz na spód stołu który zwrócony był w jego stronę.
- Jak ja tutaj trafiłem? - zapytał sam siebie cicho.

- Domyślam się że mogłoby to nie być zbyt bezpieczne. Ale myślę że skoro Darcus wysłał go aż tak daleko, to może być coś warty. Trzeba go znaleźć, chwycić i spadać do Myrthany bo podejrzewam że to tam gdzieś siedzi nasz stary znajomy. No chyba że masz lepszy pomysł.

Ulryk stał teraz przy wiosce po której kręciło się sporo krasnoludów i jaszczuroludzi. Ludzie których przyprowadził rozglądali się nie do końca pewni czy są tutaj bezpieczni.
- To niby tutaj mamy mieszkać? - jęknął jeden z farmerów w średnim wieku. - Przecież to niebezpieczne!
W całym tym zgromadzeniu ludzi i nie ludzi wyróżniała się tylko jedna postać. Zaraza, Jeźdźca Apokalipsy który siedząc pod jedną z drewnianych chat spoglądał teraz na Ulryka.

Avatar darcus
- Taką mam nadzieję. - Rzekł Cedrik, ostrożnie kiwając głową.

- Pewnie przez przypadek, tak jak i ja. - Odezwał się jakiś kobiecy, najwyraźniej rozbawiony głos, gdzieś przy wejściu, jednak z uwagi na stół Michael raczej nie był w stanie zobaczyć źródła.

- Dobra, ale poćwiczmy chociaż chwilę. Jeśli mam tym walczyć to chcę wiedzieć jak tego używać. - Rzekł Głód, wytykając Kamień Przestrzeni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cóż... - zaczął Adanos. - Myślałem o tym trochę. Udało mi się uratować w tym momencie sporą grupę ludzi. Nie zmienia to faktu że Stary Kontynent i prawdopodobnie nie tylko, wciąż jest zagrożony z powodu Kultu. To byłby mój następny cel. Zważając jednak na to że teraz i wy zaczęliście na nich zwracać uwagę. To myślę że wspólnie moglibyśmy się ich pozbyć.

Stół leżał przewrócony na bok w lewą stronę - gdyby patrzyć od wejścia. - więc raczej nie sprawiał w tym momencie problemów jeśli chodzi o widoczność. Michael przez ułamek sekundy chciał ponownie sięgać po nóż jednak niemal natychmiast przypomniał sobie że jest w stole. Uniósł więc lekko głowę i bez słowa spojrzał w stronę wejścia.

- No dobra, tylko niech nam to nie zajmie zbyt długo. Mów co mam robić. - odparł Wojna zakładając ręce.

Avatar
Konto usunięte
Ulryk na to odwrócił się w stronę farmera
- Niebezpiecznie ? Proszę pana jestem pewien że ta oto wioska jest najbezpieczniejszym miejscem w którym możecie zamieszkać, zresztą jestem pewien że reszta osób mieszkających w tej wsi nie powinna sprawić wam kłopotów, w końcu gdyby właściciel wymiaru by tu was nie chciał to by was tu nie było

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A może chce nas do jakichś niebezpiecznych eksperymentów! - zawołał inny, starszy facet który teraz opierał się na drewnianej starej lasce. - Tak to zazwyczaj jest z tymi magami! Rzadko mają czyste sumienie!

Avatar darcus
- Tak właśnie zamierzałem. Szczególnie, że, choć do tej pory Krąg nie przejmował się Kultem, to teraz jest to już oficjalna sprawa. Przed chwilą doniesiono mi, że miasto Gotha zostało zniszczone. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jeden mały szczegół. - W tym momencie Cedrik wydobył papier na który wcześniej spoglądał i podał go Adanosowi.

W wejściu stała dziewczyna o wyglądzie, głosie, a nawet ubraniu, identycznym, jak u Victorii. Jej siostra, zapewne, ale Michael nie mógł o tym wiedzieć. Mógłby zatem je dwie pomylić, jeśli szybko nie skojarzył faktów, a konkretnie tego, że sama Victoria wyjechała. Miała ręce oparte na biodrach i spoglądając na Michaela uśmiechała się z politowaniem.

- Wzorki w skale. - Rzekł Głód nieco prześmiewczo, ale raczej mówiąc poważnie. - A konkretnie tym całym promieniem. Nie powinno ci też sprawić problemu przybieranie na szybkości. Ja poćwiczę przenoszenie się. - Rzekłszy to skupił się i zaczął otaczać błękitną energią.

Avatar
Konto usunięte
- Ludzie spokój, spokój jeżeli coś się stanie lub będzie nie tak to porozmawiajcie ze mną i ja spróbuje jakoś problem wyprostować, jednak proszę was o to żebyście dali temu miejscu szansę , bowiem alternatywą jest powrót do miejsca skąd przybyliście

Avatar Gniotek7
Właściciel
Adanos ciekawy o co może chodzić Cedrikowi chwycił papier i przyjrzał się mu.

Michael przez chwilę spoglądał na nią mając wrażenie że kiedyś już ją widział. Minął jeszcze moment zanim przypomniał sobie właśnie o kobiecie która pojechała z Darcusem.
- Myślałem że pojechałaś z Gildią i Darcusem... - odparł cicho, trochę od niechcenia, wciąż próbując się uspokoić po rozmowie z Atlasem. - Chyba że to nie ty. Sam nie wiem, wszyscy mi się już mieszają. - mruknął i machnął ręką przed sobą.

Wojna kiwnął więc głową i spróbował użyć kamienia skupiając się na kawałku ruin leżących kilkanaście metrów od niego.

Avatar darcus
Papier znów przedstawiał obraz będący niemal dokładnym odwzorowaniem, ale tym razem widniała na nim Gotha, zrujnowana. Szczegółem o który chodziło Cedrikowi był z całą pewnością fakt, że w całych tych zgliszczach usłanych gruzami i ciałami nie było ani jednego sopelka lodu.

- Może i ta osoba którą masz na myśli pojechała, ale to nie ja. W zasadzie to moja siostra i jestem tu bo jej szukam, ale skoro twierdzisz, że jej nie ma, to zapewne będę musiała poczekać. - Rzekłszy to rozejrzała się po pomieszczeniu z twarzą nie zdradzającą żadnych szczegółów na temat tego co myślała. - Tak przy okazji, jestem Natalie. - Przedstawiła się, puszczając Michaelowi oczko.

Promień wystrzelił tak jak poprzednio. Z wywoływaniem go nie było raczej problemu. Mógł on tkwić raczej w kontrolowaniu promienia, ale Wojna czuł, że wystarczy chwila i jakoś to rozkmini. Głód zaś zniknął i pojawił się kawałek dalej, gdzieś za plecami drugiego Jeźdźca.

Avatar Omeg12
- Że też nazywasz go demonem... a ty czym jesteś? Pytam z czystej ciekawości - Davis odruchowo zaciskał palce na mieczu, choć sam dobrze wiedział, jak jałowy jest to gest

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią