Właściciel
- Nie mam czasu, poza tym jeśli ja zasadził bym drzewo mogło by nie działać tak jak powinno, a na to nie mogę sobie pozwolić! Wiesz jak trudno było mi zdobyć te nasiona?
Właściciel
- Jak już ci mówiłem, nie mogę ci teraz wszystkiego wyjaśnić. Może dzięki temu drzewu zrozumiesz więcej.
Elisif tymczasem przytuliła do siebie dziecko silnie ale nie na tyle mocno by dało jej się zrobić jakąś krzywdę.
Właściciel
- No dobra... Tylko właściwie to ty powinieneś prowadzić, jestem w tym mieście pierwszy raz, nie wiem jak dojść do ogrodu.
Właściciel
- Może stąd że ten ogród zajmuje jakąś 1/4 miasta? Jest ogromny trudno go nie zauważyć. - wyszedł powoli zanim. Elisif położyła po chwili dziecko na ladzie
- Nie idź nigdzie dobrze - uśmiechnęła się po czym podeszła do miejsca gdzie znalazła dziewczynkę, schyliła się i zaczęła szukać, czegokolwiek co mogłoby powiedzieć skąd ona się wzięła.
Właściciel
- Hmm - zastanawiała się chwilę - no cóż, może ktoś się później po nią zwróci? W końcu ktoś musiał ją tu zostawić - podeszła do niej z powrotem - tylko jak na ciebie mówić? Przecież jakoś muszę. - zamyśliła się patrząc na nią.
Właściciel
- Ktoś zostawił tutaj dziecko, nie wiem kiedy i kto, ale zostawił. Byłam z nią u Ayli powiedziała żeby ja się póki co nią zaopiekowała
Właściciel
- Ma dopiero ponad miesiąc, czy to nie za wcześnie żeby o tym myśleć?
- Ekhem - chrząknął Masil - mamy coś do zrobienia.
Właściciel
- Przecież nigdy nie zrobiłem bym czegoś innego... - westchnęła Elisif a Masil pobiegł na darcusem.
Właściciel
- No dobra, najlepiej było je posadzić gdzieś głębiej, tak żeby nikt nie podeptał go przypadkiem, ponoć gdzieś w środku jest fontanna.
Właściciel
- Chodzi mi o miejsce, a nie żeby wsadzić nasiono DO fontanny, gdzieś obok.
Właściciel
- Może lepiej je zakopać? Przyspieszy to raczej wyrost.
Właściciel
- Mówię ci że nie mogę tego zrobić, nie mogę ci tego teraz wytłumaczyć ale nie kłamię. - rozejrzał się i rzucił w jakiegoś klona na drzewie zaklęciem zmieniając go w górę piachu.
Właściciel
- Jak mam cofnąć czar? I po co? Dla bezpieczeństwa zabijam każdego klona jakiego zobaczę. Poza tym mówię ci po raz kolejny że nie mogę!
Właściciel
- Nie mogę wytłumaczyć czemu nie mogę wytłumaczyć ponieważ nie mogę wytłumaczyć! Nie umiem ci tego wytłumaczyć i nie mogę ci tego nie wytłumaczyć ponieważ nie mogę ci tego wytłumaczyć! - westchnął po chwili - Słuchaj, proszę, zakop to przeklęte nasionko a może za kilka dni jak to drzewo urośnie to dowiesz się więcej, możesz to dla mnie zrobić? Ten ostatni raz.
Właściciel
- Darcus słuchaj... To nie zależy ode mnie... To nie ja stworzyłem te klony, nawet nie wiedziałem że to możliwe! Teraz nie mogę zrobić nic, nic póki to drzewo nie urośnie. Nie chodzi o to że nie mogę ci powiedzieć dlatego że z jakiegoś powodu nie chcę, chodzi o to że to jest groźne, nawet nie wiesz jak te klony działają, co czują co myślą, każde nawet najmniejsze moje słowo, nawet to co teraz mówię, mogą wykorzystać albo zrozumieć głębiej niż ja sam. Rozumiem że mi nie ufasz, nie dziwię się, mogę ci przysiąc na wszystko co kocham że nie próbuję cię oszukać. Ale ty i tak mi nie uwierzysz. To moja ostatnia szansa, jeśli ty teraz nie zakopiesz tych nasion to już po mnie. I nie tylko mnie, przez te przeklęte klony ucierpiało też sporo osób, bliskich mi, ale i całkiem obcych. Jeśli teraz nie zasadzisz tego drzewa, to zginą, po części z twojej winy. Nie dlatego że to ty zawiniłeś, ale dlatego że jesteś ostatnią osobą która może mnie, i ich uratować. Proszę cię, błagam... Zasadź to drzewo... Przysięgam ci że jak tylko to drzewo urośnie to dowiesz się wszystkiego... Nawet najmniejszych szczegółów... A jeśli tego nie zrobisz... Wybaczę... Nie mam wyboru... - westchnął i oparł się o klona ///tym razem chodzi o drzewo xD///
Właściciel
- Dziękuję ci... - Za parę dni powinno urosnąć, a teraz muszę zająć się swoimi sprawami. - zaczęło się powoli ściemniać.
Właściciel
- Przykro mi Darcus, nigdzie ze mną nie pójdziesz, później by tylko ścigał mnie twój zakon za to że coś ci się "przeze mnie stało". Nie mam poza tym czasu, ciągle musiałbym ci coś tłumaczyć. Poza tym to moja sprawa, pomogłeś mi z tym czego sam nie mogłem. Z resztą poradzę sobie sam.
Właściciel
- Nie słuchałeś mnie? Poczekaj aż drzewo urośnie, to zajmie kilka dni, w końcu to nie jest zwykłe drzewo. Nic ci póki co nie wyjaśnię. Jeśli dalej tego nie rozumiesz, to twoja sprawa. - odwrócił się i zaczął iść w stronę wyjścia z ogrodu.
Właściciel
Masil stając przed wyjściem z ogrodu założył jakiś amulet,i powoli zaczął znikać. Krótka chwila i zniknął całkowicie.
Właściciel
Nim doszedł do Karczmy było już całkiem ciemno, Elisif poszła do swojego pokoju i położyła się przytulając do serca dziecko.
Właściciel
Rano Elisif nie chciała wstawać widząc że dziewczynka śpi, nie ruszała się i myślała o niej cały czas.
Właściciel
Elisif zmieniła pozycję na siedzącą.
- Jesteś głodna tak? - zamyśliła się chwilę - Tylko jak mam cię nakarmić? Hmm... Może Ayla coś wymyśli. - wzięła ją na ręce wstała i ruszyła w stronę szpitala.
Właściciel
- Przeszkadzam? - zapytała trzymając dziecko na rękach.
Właściciel
- Jest głodna, a ja nie wiem jak miałabym ją nakarmić.
Właściciel
- Przecież samo pić nie potrafi! Ma dopiero ponad miesiąc!