Karczma pod Historią

Avatar darcus
Kamień trudno było złapać, był bowiem przytwierdzony do zbroi. Dotknięcie go jednak niewiele zmieniło. Wojna nadal czuł, jak stopniowo wraca mu moc.

- Ja też cię lubię! - Wydusiło drzewo pomiędzy chichotami.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Brakowało mi tego. - powiedział Wojna.
W tym momencie podszedł do nich orkowy kowal.
- Co tu się właśnie odwaliło? - zapytał rozglądając się po podłodze.

Kate poczuła w tym momencie że powinna zajrzeć do wiedźmy, może ona jej podpowie co dalej. Nie wiedząc dokładnie jak przekazać to drzewu poklepała je ręką po korze i ruszyła w stronę chatki.

Avatar darcus
- Mały wypadek. - Rzekł szybko Głód, uprzedzając ewentualną odpowiedź Wojny. - Uznaj to za swoją zapłatę. - Dodał, zagarniając nogą diamenty z podłogi.

- Pa! - Zawołało drzewo za odchodzącą Kate. Kiedy dziewczyna zbliżyła się do chatki wiedźmy, usłyszała kolejne głosy. Wyglądało na to, że dom Baby żył własnym życiem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kowal przyglądał się Głodowi jakby ten robił sobie z niego żarty po czym widząc że mówi na serio podniósł leżący pod jego stopami szmaragd i przyjrzał mu się pod słońce.
- A niech mnie zębacz ugryzie. To chyba najlepszy dzień w moim cholernym życiu! - zawołał po czym pobiegł do skrzyni w kuźni po worek i zaczął napełniać go klejnotami. - Nie chcecie przypadkiem wykuć czegoś jeszcze? - zapytał wpakowując sporych wielkości rubin do worka.
- Nie dzisiaj. - zaśmiał się Wojna. - Dobra, więc jakie mamy plany na teraz?

Kate zbliżając się do chatki oparła dłoń o jedną ze "ścian" starając się odkryć co ona może czuć.

Chwila minęła zanim Masil i jego ekipa zorientowali się że twierdza Semangata wcale nie zniknęła ale po prostu unosiła się teraz kilkaset metrów nad ziemią.
- Wiedziałem że trzeba było wziąć pod uwagę tych przeklętych emisariuszy z twierdzy! - zawołał jeden z demonicznych przywódców całego powstania. To dzięki niemu udało się podbić jedno z miast a następnie wyruszył wraz częścią demonów na twierdzę. Teraz większość nie żyła, kiedy pojawił się drugi robal zdążył wybić jakieś siedemdziesiąt procent rebeliantów - w tym drugiego z dowódców odbijających miasto. - zanim udało im się go dobić. A chwilę po tym twierdza Semangata po prostu uniosła się z powietrze.
- Było więc wcześniej podzielić się swoimi genialnymi domysłami. - warknął satyr-demon.
- Nie spodziewałem się że nie weźmiecie pod uwagę tak ważnego elementu!
- Nie wzięliśmy pod uwagę wielu rzeczy podczas planowania, na przykład że część ludzi okaże się tylko udawać że jest po naszej stronie przez co straciliśmy większość z trzeciego miasta. Potem te cholerne robale, a teraz to! Wybacz ale nie jesteśmy najlepszymi strategami jacy istnieją w tym wymiarze bo większość śmieje się teraz z nas z środka tej cholernej twierdzy!
- Co się unosi, musi spaść. - powiedział lekko niewyraźnie dwunogi demon ziejący ogniem.
- Tych emisariuszy było tam z dwudziestu, a to oznacza że poradzą sobie całkiem długo. Trzeba wymyślić coś innego.
- Wciąż mogę rzucić w nich głazem... - powiedział czteroręki spoglądając łakomym wzrokiem w stronę twierdzy.
- Jakieś inne wspaniałe plany? - zapytał satyr rozglądając się dookoła.
- Możżżna pppprzeczekaćć. - zaproponował jaskrawy, zielony i długi gad-demon. - Mammy czasss.
- W tym problem że nie do końca. Ci tutaj są po naszej stronie, jednak prędzej czy później inni zorientują się że nie daliśmy rady podbić twierdzy, wtedy albo zaczną tworzyć się nowe grupy chcące władać tym wymiarem albo postanowią nas wybić w nadziei na jakieś wspaniałe nagrody od aktualnego władcy.
- To jak? Co robimy? - zapytał jeden z demonów podbijających miasto który podszedł wyraźnie zniecierpliwiony. - Mieliśmy zabić władcę!
- Cicho tam! Musimy coś wymyślić! Masil! Powiedział byś coś! Nie możemy tak siedzieć w nieskończoność!
Masil jako jedyny przez cały ten czas milczał, spoglądał tylko cicho na latającą twierdzę. Teraz jego prawa ręka lekko drgnęła. Po jego minie wyglądało na to że coś postanowił.
- Hej! Masil! Obudź się!
- Mogę ją zrzucić.
- Co?
- Twierdza. - teraz spojrzał na satyra. - Mogą ją zrzucić z nieba.
- Co ty bredzisz! Przecież to niemożliwe! Czy ty widzisz jakich to jest rozmiarów? Poza tym wciąż trzymają to emisariusze Semangata i...
- Nie ma rzeczy niemożliwych demonie. To że ktokolwiek tutaj lub z istot które znałeś jest słaby, nie znaczy że wszyscy inni tacy są. Jestem wstanie zrzucić twierdzę z nieba. Z takiej wysokości spokojnie większość naszych przeciwników zginie kiedy mury tej fortecy będą łamać im kości. Semangat osłabnie, jego forteca obróci się w ruinę. Nawet jeśli przeżyje, to i tak już z miejsca będzie przegrany. Poza tym czy to nie świetny sposób żeby pokazać innym demonom że Śniący mający moje zwierzchnictwo nie jest kimś przeciwko komu będzie można się zbuntował i próbować go obalić? Czy jakikolwiek demon był na tyle głupi żeby spróbować sprzeciwić się Beliarowi?
- On był bogiem...
- Nie liczy się to kim się jest, tylko jak cię widzą. Myślisz że jakikolwiek demon spróbuje się mi przeciwstawić jeśli jestem wstanie zniszczyć istniejącą od setek lat siedzibę dawnego boga? Żaden demon nigdy nie próbował pokonać Beliara. Śniącego też nie będą, a jeśli któryś spróbuje, mogę wrócić tutaj i zmienić ten wymiar w pył. Większość ras zbyt boi się bogów. Tylko ludzie są na tyle szaleni żeby próbować ich pokonać. A ja jestem jednym z nich. To kolejny sposób by pokazać demonom by wiedziały gdzie ich miejsce.
- A co z twoją mocą? Naprawdę sądzisz że jesteś wstanie to zrobić? Przecież sam robal okropnie cię zmęczył!
- Robala musiałem podnieść, a dużo łatwiej jest coś zrzucić.
- Ale to jest jakieś pięć razy większe i cięższe nic ten cholerny robal!
- Swoją siłę trzeba testować, a nie skrywać.
- Nie wszystkim się to spodoba. - dołączył się do dyskusji przywódca z miasta. - Ta forteca to wspaniałe dzieło, dla wielu możliwość zdobycia czegoś tak wielkiego było częścią nagrody.
- Proponuję wam rozniesienia się na inne wymiary, stanie się prawdziwą potęgą pod moimi gigantycznymi skrzydłami, a dla was liczy się jakaś stara budowla martwego boga? Jeśli tak więc uważasz, mogę opuścić to miejsce, a wasza szansa na jakikolwiek rozwój już na zawsze zostanie pogrzebana.
- Ja nie mam nic przeciwko tylko...
- No i świetnie. - przerwał mu Masil. - Czas więc obalić kolejnego, martwego władcę. Och Abraxasie, pomyśleć że jakimś cudem udało ci się to przede mną. - powiedział raczej sam do siebie. - Wszyscy ludzie są tacy sami.
Zacisnął na chwilę pięści po czym z całej siły skupił swój wzrok, myśli i moc na latającej twierdzy. Nastała cisza, większość demonów która zgromadziła się w międzyczasie i przysłuchiwała się Masilowi teraz zamarła przyglądając się twierdzy. Wszystkich ciekawiło ile w słowach człowieka było prawdy, a ile pustych słów.
Masil po kolei bardzo ostrożnie i dokładnie znajdywał mocą każdego z emisariuszy w fortecy, rozdzielał swoje skupienie na każdego z nich tak żeby w każdej chwili móc przerwać ich zaklęcie. Każdy z nich w tym momencie używał zaklęć, wystarczyłoby więc osłabić nawet połową z nich i twierdza już zaczęła by spadać, Masila to jednak nie obchodziło. On chciał całkowitego zwycięstwa, To nie ma być walka, tylko zagłada.
Wykrył i skupił się na wszystkich emisariuszach jacy unosili teraz gigantyczną budowlę. Już teraz mógł pozbawić ich mocy i pozwolić siedzibie Semangata spaść. On jednak poszedł o krok dalej. Całą resztą swojej siły praktycznie w pełni wykorzystując swoje rezerwy możliwości chwycił myślami całą fortecę. Ludzie w twierdzy mogli tego nie czuć, ale on już miał nad nimi kontrolę.
Nie było to dla niego łatwe. Czuł że zbyt ostro jakby niektórym mogłoby się wydawać nadszarpuje granice istniejących w nim sił. Jego mięśnie naprężyły się teraz, jego mózg i dusza czuły niemal fizyczny ból utrzymując i wykorzystując tak wielki ciężar. Jego ciało zaczęło się niezwykle nagrzewać, osoby które go obserwowały widziały że ewidentnie coś się z nim dzieje. Jego ciało ekstremalnie się pociło, momentami można było mieć nawet wrażenie że sam Masil zanika. Trząsł się, wyglądał jakby miał wybuchnąć, jego skóra stała się niezwykle sucha i w kilku miejscach zaczęła pękać. Demony w okolicy nie widziały nigdy wcześniej czegoś takiego, nie rozumiały jak wiele w tym momencie czuł i robił mag. Normalny człowiek już dawno temu zmarłby od siły jaka na niego parła i skupienia w jakim się znajdował. On jednak był sobą, a ta twierdza była dla niego kolejnym kamieniem milowym którego nie ma przeskoczyć, ale go zmiażdżyć.
Wargi Masila drgnęły niewyraźnie jakby chciał coś powiedzieć, ale nie miał już na to siły. Całą energię swojego istnienia skupiał teraz na fortecy. Choć dla niego był to już cmentarz.
Najpierw pozbawił całkowicie mocy emisariuszy, następnie wolną w tym momencie energię również skupił na twierdzy i z całej siły jaka w nim istniała cisnął nią o ziemię.

Avatar darcus
Z tej pozycji Wojna mógł wyczuć, że Głód również napełniany jest mocą, która przepływała bezpośrednio z klejnotu w zbroi większego z Jeźdźców, ale bez fizycznego połączenia. Było to zastanawiające, ale również poniekąd pokrzepiające. Dobrze było wiedzieć, że obaj Jeźdźcy będą mogli korzystać z potęgi kamienia. - Myślę, że powinniśmy spróbować znaleźć Zarazę. Zagłada Rady dotknęła go tak jak i nas, więc pewnie gdzieś się tu kręci, o ile jeszcze żyje. - Zaproponował Głód, spoglądając niby przypadkiem na coś za plecami Wojny. Coś co było wysoko i daleko, zważywszy na ułożenie oczu Jeźdźca.

Dom wiedźmy składał się z wielu różnych roślin, które jednak w pewien sposób funkcjonowały jako całość. Chatka nie była tak żywiołowa jak drzewo, ale grzała się w słońcu i wyrażała głęboki spokój. Kate poczuła serdeczne, ale również poważne powitanie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna obserwował teraz kowala który właśnie strzelił jakiegoś orka w łapy kiedy próbował podnieść jeden z diamentów leżących obok kuźni, zebrał już większość do swojego wypchanego teraz worka.
- Zaraza nie dałby się tak łatwo zabić. Problem w tym że za cholerę nie mam pojęcia gdzie on teraz się może znajdować. Mógłby teraz siedzieć zarówno tutaj jak i w Myrthanie lub gdziekolwiek indziej.

Kate weszła więc do środka czując coś w rodzaju szacunku do "budowli", następnie będąc w środku skierowała się do podziemi spodziewając się spotkać tam wiedźmę.

Avatar darcus
- Z tą mocą moglibyśmy chociaż spróbować. To byłoby niesprawiedliwe tak go zostawić, gdziekolwiek jest. - Zastanawiał się na głos Głód, mrużąc oczy.

W rzeczy samej, Baba Jaga stała teraz przy kotle, znów tworząc jakąś miksturę i nucąc jakąś piosenkę pod nosem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No dobra, i tak nie mamy w tym momencie niczego innego do roboty, tylko od czego zacząć? - zapytał Wojna spoglądając na Głód,

- Wróciłam! - zawołała Kate wchodząc do środka.

Avatar darcus
- Sam nie wiem. Przydałoby się potrenować z tą mocą, oswoić się, zanim zaczniemy jej używać. Nie wiemy do czego ten cały klejnot jest zdolny. Może nawet okazać się, że w ogóle nie będziemy musieli szukać. - Rzekł Głód, spoglądając na kamień na piersi Wojny.

- Widzę. Jak poszło? - Zapytała Baba, rzucając okiem na Kate.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna zastukał parę razy w kamień.
- Przydałoby się to jakoś sprawdzić.

- Rozmawiałam z drzewem! - zawołała zachwycona w ogóle nie myśląc nawet o tym że dla Baby to coś zwyczajnego. - Co prawda nie do końca jeszcze rozumiem jak to wszystko działa, ale ono samo sporo mi wytłumaczyło!

Avatar darcus
Klejnot zareagował wibrując lekko. - To co, wszczynamy bójkę w oberży, czy szukamy kukiełek? - Zapytał Głód nonszalancko.

- Wiem, słyszałam. Dobrze ci idzie, jak na pierwszy raz. - Pochwaliła Kate Baba pokrzepiającym tonem.

Avatar Omeg12
//Wiem może co lub kto to Stratum?

Avatar Gniotek7
Właściciel
///Stratum to przywódca Poświęconych, czyli ludzi którzy przybyli jakiś czas temu, żeby twoja postać wiedziała o nich coś więcej musiałbyś znajdować się w Anubel za czasów kiedy jeszcze żył Raffas, czyli przed jeszcze pojawieniem się Kultu Firnu. Potem większość raczej wyniosła się na Varant///

Kate uśmiechnęła się zadowolona.
- Więc co teraz powinnam zrobić? Może podpowiesz mi coś? Czasami dość trudno mi zorientować się co powinnam zrobić żeby rośliny wiedziały o co mi chodzi.

- Jeśli chcesz walki, to polecam znaleźć jakieś inne miejsce, to chyba nie najlepszy moment na wywoływanie wojny, heh, z orkami. Zwłaszcza że nie wiemy jak mógłby ich potraktować. Naszedł mnie taki pomysł że można by...
W tym samym momencie usłyszeli coś w rodzaju grzmotu, było to o tyle dziwne że na niebie nie było nawet chmurki.
- Skyee! Skyee ga fala! - zawołał jakiś ork spoglądając w niebo po czym uciekł do jednej z chat. Część orków zaczęła krzyczeć i uciekać.
W tym momencie z jednej z większych chat wyszedł wódz, ubrany w zbroję przyozdobioną ludzkimi czaszkami, zaraz po nim wylazło jeszcze pięciu innych orków uzbrojonych w typowe orkowe zbroje oraz topory.
- Cholerni idioci, niebo nie może tak po prostu spaść! - wrzasnął wódz. Co się tutaj znowu dzieje?
- Tam szefie! Na niebie!
Rzeczywiście na niebie ujrzeć można było wielkości małej farmy lub wioski lodowy meteoryt spadający z nieba. Zostawiał za sobą jasną niezwykle widoczną nawet jak na tą porę jaskrawą błękitną smugę. Wyglądało na to że spadnie jakieś dziesięć kilometrów na północ od jeźdźców.
- Nie musisz szukać wrogów jeśli sami do ciebie przyjdą. - Wojna postukał się po hełmie i pobiegł po swojego konia.

Meteoryt był na tyle widoczny na czystym niebie że można ujrzeć go było z większości terenów Varantu, więc z pewnością nie uszedł on uwadze Davisowi zwłaszcza patrząc na to że w wiosce niedaleko niego doszło do podobnego zamieszania. Najciekawsze było to że podobne dwa takie meteoryty można było teraz ujrzeć nad Myrthaną i Fenevią.

Tymczasem grupa lodowych magów stała w ruinach Geldern, jednego z miast na terytorium Myrthany i przyglądała się meteorytowi lecącemu w ich stronę.
- A więc to zaklęcie działa! - zawołał jeden z podekscytowanych magów.
- Jeszcze nie wiemy. Stworzyliśmy wszystkie trzy, tak jak miało być, ale nie znaczy to wcale że zadziałają tak jak powinny kiedy spadną. - powiedział jeden z magów przyglądając się niebu.
- Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i nikomu nie uda się powstrzymać ich przed uruchomieniem to wtedy powoli ale skutecznie zamienią całą tą okolicę w lodowe pustkowie Dajmy mu dwa tygodnie a nic już w tych krajach nie będzie wyglądać tak jak dawniej. - powiedział trzeci, wyglądał na najwyżej postawionego z nich wszystkich.
- Świetnie, a co z zajęciem naszej nowej bazy wypadowej?
- Mówisz o wymiarze Innosa? Jesteśmy już prawie gotowi, za dzień lub dwa będziemy mogli przystąpić do ataku. Akurat wtedy nasze Zmieniacze zaczną pracę. Do tej pory trzeba ich chronić.

Avatar darcus
Głód, nie namyślając się długo, pobiegł za Wojną. - I masz babo placek... - Wyszeptał sam do siebie po drodze.

Baba podrapała się po nosie i zamyśliła. - Rośliny to całkiem nieskomplikowane stworzenia. - Zaczęła mówić po chwili namysłu. - Przywiązują największą wagę do chwili obecnej i komunikują się za pomocą uczuć. To nie jest coś, co da radę wytłumaczyć. Wywar ma ci w tym pomóc ułatwiając zrozumienie, ale prawda jest taka, że musisz nauczyć się tego tak, jak dziecko uczy się języka. Spędzaj bardzo dużo czasu wśród roślin, jeśli chcesz wiedzieć, jak z nimi rozmawiać. - Starała się wytłumaczyć wiedźma, wpatrując się w Kate swymi małymi, świńskimi oczkami.

- ...ale kiedy się zjawiłem, było za późno. San już nie żył. - Kończył swą opowieść Darcus, siedząc wraz z Victorią w swoim gabinecie, podczas gdy ona słuchała z zamysłem. Jej wargi rozchyliły się celem wysnucia jakiejś odpowiedzi, jednak nagłe pukanie do drzwi jej w tym przerwało. Mistrz asasynów zdziwił się, marszcząc brwi. Przecież na tę godzinę miał mieć spokój... Czyżby jakiś nagły wypadek? Postanowił to sprawdzić.
- Proszę! - Odparł na tyle głośno, by osoba za drzwiami go usłyszała.
Do środka weszła asasynka w czerwonych szatach, oznaczających stopień kapitana. Rzuciła szybkie, skonsternowane spojrzenie ku Victorii, po czym spojrzała na Darcusa. - Mistrzu? Chyba powinieneś to zobaczyć... - Rzekła.

Tymczasem w jakimś odległym miejscu, które Cedrik i jego grupka z Kręgu Pierścienia nazywała swoją siedzibą, Adanos obudził się. Był nieźle poobijany, ale o dziwo na siniakach i bliznach się kończyło. Jego ciało było całkowicie pozbawione ran, czy jakichkolwiek wewnętrznych uszkodzeń. Leżał na łóżku w małym pokoju wypełnionym regałami z książkami, a na sobie miał białe, wełniane szaty. Wokół paliło się kilka świec, ale poza zamkniętymi drzwiami w pomieszczeniu nie było nic więcej, nawet okien.

W tym samym miejscu, kilka pomieszczeń dalej, znajdowała się komnata już nieco mniej przyjazna, bo zrobiona z gładko ociosanego kamienia i wypełniona przeróżnymi narzędziami tortur. Przywiązany do słupa pośrodku izby obudził się lodowy mag pojmany wcześniej przez członków Kręgu. Z nim już nie było tak dobrze. Był ciągle nieźle poobijany po ostatniej potyczce, zaś na jego szyi znajdowało się coś w rodzaju obroży, która wydzielała z siebie dziwną energię całkowicie uniemożliwiającą mu użycie magii.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna dobiegł więc do swojego konia czekającego na nich przed bramą wiochy. Wskoczył na niego i skierował się do Głodu.
- Chodź! Wrogowie sami nie poumierają! - zawołał.

W tej chwili Davis poza ruchem w wiosce poczuł coś jeszcze. Ogromny przypływ energii jakieś kilkadziesiąt kilometrów na zachód stąd. Kawałek od miejsca w które zmierzał lodowy obiekt.

- Rozumiem... - odparła Kate. - Masz więc coś dla mnie do zrobienia czy mogę wrócić do rozmów?

Adanos otwarł powoli oczy i rozejrzał się dookoła bez ruszania głową.
- To była ciężka walka... - powiedział po czym uśmiechnął się krzywo. - Dosłownie.

Kiedy mag się obudził zaczął się szarpać gdy zobaczył gdzie jest. Spróbował nawet się teleportować ale z opisanych przyczyn nie udało mu się.
- Wy su**nsyny! - zawołał nawet nie widząc czy ktoś jest tutaj poza nim. - Wszyscy skończycie na dnie góry lodowej!

Michael obserwował z dachu Karczmy na który wtargał się chwilę temu spadający meteor.
Ci magowie są rzeczywiście zdolni. - pomyślał. A to idealnie wpasowywało się do jego planów. Zeskoczył z dachu i ruszył do pokoju Złotej Gildii w podziemiach.

Avatar Omeg12
Wziął głęboki oddech, po czym pomaszerował w kierunku bramy licząc na to, że orkowie dadzą mu chociaż chwilę na wyjaśnienia.

Avatar darcus
Gniotek7 pisze:
W tej chwili Omeg poza ruchem w wiosce poczuł coś jeszcze.
///Stary... Ty to musisz być naprawdę roztargniony :v///
Głód nie zwlekając wskoczył na Pożogę i przytrzymał się siodła, gotów na szybką jazdę.

- Jeśli akurat nie wpadniesz na dreszczorośl rosnącą przypadkiem w okolicy, to nie bardzo. - Uśmiechnęła się Baba i wróciła do warzenia mikstury.

W pokoju poza Adanosem nie było nikogo, przynajmniej na razie. Inaczej sprawa miała się z kultystą. Z cienia obok wyłonił się Cedrik, trzymając w rękach jakąś książkę, pogrążony w lekturze. Nie zaszczycił maga spojrzeniem, zdawało się nawet przez chwilę, że nie zauważa jego obecności. Stało się jednak jasne, że to tylko pozór, kiedy się odezwał. - Powinieneś być wdzięczny. Takie obroże to prawdziwy luksus. - Rzekł spokojnie, ale i bez wyrazu, oschle, po czym przewrócił kartkę.

Kiedy Michael schodził do podziemi, minął się z Darcusem, który maszerował ku powierzchni. Zaraz za nim szła Victoria, niemniej zdziwiona niż sam asasyn. Kiedy dotarli na górę, Darcus prędko wspiął się na dach, po czym zaczekał, aż niebieska zrobi to samo. - Powiesz mi co widzisz? - Zapytał formalnie, na co ona kiwnęła głową, spojrzała w niebo i nagle jej mina jakby zrzedła. - To... Trudno to opisać... Jakby wielka, lodowa skała, która spada z nieba... - Wykrztusiła z trudem, pogrążona w przerażeniu.
Usłyszawszy to, Darcus nie zwlekał. W mgnieniu oka zeskoczył z dachu i z ręką po drodze wsuniętą do kieszeni pobiegł z powrotem do podziemi, w takim tempie, że Victoria ledwie za nim nadążyła.

Avatar Gniotek7
Właściciel
///Chwila minęła zanim ogarnąłem o co ci chodzi xd///

Orkowie przed bramą nawet go nie zauważyli, spoglądali teraz w stronę lodowej skały spadającej z nieba.
- A ja narzekałem że nie mamy nic do roboty! Chodź do wodza, może wyśle kogoś by to sprawdził to się załapiemy!
- To jest plan! - zawołał drugi i nawet nie zwracając uwagi na Davisa pobiegli do środka wioski.

Kate stała jeszcze przez chwilę jakby się nad czymś zastanawiała po czym ruszyła z powrotem do lasu żeby ćwiczyć rozmawianie z roślinami.

Michael wszedł w tym samym czasie do siedziby Złotej Gildii.
- Gildio, mam zadanie dla ochotników. - powiedział rozglądając się po wnętrzu.
Mariok wraz z Jackiem siedzieli przy wielkim stole na środku i rali w karty. Na samym środku wciąż leżał przykryty białym materiałem Oghren. Obie kobiety opierały się o ścianę po prawej i rozmawiały szeptem. Czytelnik natomiast stał przy biblioteczce i cos czytał.
- Wiem że najpierw powinniśmy zająć się pogrzebem naszego zmarłego towarzysza, ale Kult Firnu raczej nie da nam zbyt wiele czasu. Zrzucili z nieba jakiś lodowy meteor i założę się że asasyni będą chcieli sam kogoś wysłać. Zresztą nawet widziałem ich mistrza po drodze. Potrzebuję żeby ktoś z naszych zaciągnął się tam z nimi. Chcę dowiedzieć się jak najwięcej o tym co robią. Przy okazji dostajemy okazję pomścić naszego dzielnego krasnoluda. Spodziewam się że pewnie po naszej ostatniej akcji może być do dla was ciężkie ale...
Nie zdążył nawet dokończyć. Mariok i Jack spojrzeli po sobie po czym wstali i podeszli do Michaela. Czytelnik też się długo nie zastanawiał, zamknął książkę i schował ją do torby po czym dołączył do pozostałych dwóch. Kobiety rozmawiały jeszcze przez chwilę dyskutując zapewne czy idą z nimi po czym odsunęły się od ściany i dołączyły do reszty stojącej przed Michaelem.
- To jest to co lubię najbardziej. - powiedział wyraźnie zadowolony.

Adanos spróbował się powoli podnieść i jęknął przy tym mocno.
- Starość nie radość. - mruknął łapiąc się za plecy.

- Wdzięczny to możesz być ty za to ze Kult jeszcze tu nie przybył i nie rozszarpał cię na kawałki! - krzyknął mag do Cedrika szarpiąc się.

Avatar
Konto usunięte
Kiedy Michael wszedł do podziemi, Albert czytał książkę o historii Myrthany, dość ciekawa to była lektura musiał przyznać, jednakże jego uwaga została od niej odciągnięta kiedy ich zamaskowany niby lider, i był trochę przerażony tym co usłyszał, Kult Firnu widocznie przywołał lodowy meteor w celu uszkodzenia lub nawet zniszczenia miasta, a kiedy usłyszał że Michael chce wysłać ochotników żeby poniekąd szpiegować jakiś asasynów, o których przy okazji Albert nie miał wciąż żadnego pojęcia. Na początku Albert wolał zostać w podziemiach jednak kiedy zauważył że cała Gildia, poza nim, się zgłosiła do tego zadania, to Albert wstał z swojego miejsca i dołączył do tej grupy. Albert nie może zostać tutaj podczas, kiedy reszta grupy będzie narażać życie, poza tym nie mógłby sobie wybaczyć gdyby któreś z nich by straciło życie a go nie było do pomocy

Avatar darcus
Darcus po chwili przyprowadził na powierzchnię Maraliusa. - Mam nadzieję, że powiesz mi co to jest. - Rzekł przez zaciśnięte zęby, tłumiąc furię wewnątrz. Starzec przyjrzał się meteorowi.
- Czytałem już o czymś takim... Nie wygląda na wielki, ale wątpię, żeby udało mi się go zatrzymać. Proponuję udać się na miejsce upadku i zbadać go. - Rzekł po chwili ostrożnie Maralius.
- Masz to załatwione. Pojedziemy we trójkę. - Odparł Darcus.
- Zaraz, zaraz, a co ja mam z tym wspólnego?! - Zapytała zdziwiona Victoria, która wciąż była w pobliżu i najwyraźniej zrozumiała, że chodzi o nią.
- Pomyśl tylko. Moi ludzie nie mają szans z kultystami, a coś czuję że to ich robota. - Wytłumaczył zniecierpliwiony Darcus i nie czekając na odpowiedź ruszył w kierunku stajni, zaś pozostała dwójka nie ociągając się pobiegła za nim.

Podnosząc się Adanos zauważył na drzwiach przypiętą niewielką karteczkę, prawdopodobnie z jakąś wiadomością, czy czymś w tym rodzaju.

- Nie przybędą. Kult może i nie ma poszanowania dla antycznych praw, ale nie jest głupi. Gdyby przybyli tutaj zaryzykowaliby utarczkę nie tylko ze mną i moimi przybocznymi, ale i z całym Kręgiem Pierścienia, a to jest starcie którego nie mogliby wygrać. - Mówił cały czas tym samym, oziębłym tonem Cedrik. - Z kolei ty jesteś tutaj zupełnie na naszej łasce, więc radzę ci się zachowywać. - Dodał, zamykając książkę i przypinając ją do paska.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael ucieszony widząc że wszyscy chcą pomóc skinął lekko głową.
- Macie wszystko przy sobie? No to w drogę, jeśli tak jak myślę asasyni kogoś tam wyślą, to raczej nie będą zwlekać. - powiedział po czym odwrócił się na pięcie i skierował się na zewnątrz mając nadzieję że uda mu się złapać Darcusa. Reszta Złotej Gildii ruszyła za nim.

Adanos westchnął ciężko po czym powolnym, zmęczonym krokiem ruszył do drzwi żeby zobaczyć co znajduje się na kartce.

- I czego oczekujesz? Że będę na kolanach błagał cię o litość? - wycedził przez zęby mag. - Po waszym trupie!
Mag nie wiedział raczej czym jest Krąg Pierścienia, w każdym razie nie dał się zastraszyć słowom Cedrika, albo udawał.

Tymczasem Wojna i Głód najszybciej jak tylko koń potrafił ruszyli w miejsce gdzie jak podejrzewał Jeździec spadnie meteoryt.

Avatar darcus
Darcus znajdował się w tym czasie przy stajniach, rozmawiając z jakimś kapitanem asasynów, podczas gdy kilku pomniejszych przygotowywało konie dla niego i jego dwójki towarzyszy.

Na kartce widniała krótka wiadomość.
"Nie będzie mnie przez chwilę. Rozgość się i zaczekaj na kogoś z moich przybocznych.
~Cedrik
"

- Ależ skąd, oczekuję tylko że będziesz grzecznie odpowiadał na pytania. - Rzekł Cedrik całkowicie poważnie, wpatrując się w maga nieprzeniknionym wzrokiem spod maski.

Avatar Omeg12
Czyli nic nie wiedzą Davis podjął się próby zbadania przypływu energii oraz w miarę możliwości samej lodowej skały.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michaelowi idącemu na czele Złotej Gildii po dłuższej chwili udało się odnaleźć Darcusa i jego ludzi.
- Jesteście dość przewidywalni. - powiedział podchodząc bliżej. - Będą się was spodziewać.

Adanos podrapał się chwilę po nosie po czym wrócił na łóżko.
- Od boga do emeryta. - mruknął i spróbował się zaśmiać co spowodowało u niego mocny kaszel.

- Więc myślisz że jestem zwykłych zdrajcą który wszystkich wyda? Za kogo ty mnie masz, co?!

Davis mógł wyczuć że moc zdecydowanie została uwolniona z jakiegoś przedmiotu który wciąż znajdywał się w okolicy Jeźdźców, a dokładniej mówiąc, przemieszczał się. Co do samej lodowej skały, to - czego można się było i bez tego domyśleć. - nie było to naturalne, a przywołane przez jakieś potężne zaklęcie. Sam lodowy meteor aż kipił od mocy, nie wiadomo było tylko co dokładnie może się stać po zderzeniu z ziemią.

Avatar darcus
- Nas, jako asasynów, tak. Ale naszej konkretnej trójki nie. - Rzekł Darcus, odsyłając asasyna gestem dłoni i wpatrując się w Michaela, jakby oczekiwał, że ten powie czego chce.

U Adanosa niewiele się zmieniło, skoro postanowił zostać w łóżku.

- Ależ skąd. Myślę, że jesteś człowiekiem który umie ocenić swoją sytuację. Bo widzisz, te wszystkie sprzęty naokoło są tu nie bez powodu. - Kontynuował Cedrik lodowatym niczym magia Kultu tonem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Chcę żebyście zabrali ze sobą Złotą Gildię, nie wiem do jak wielu rzeczy jesteście zdolni, ale myślę że przyda wam się pomoc. Poza tym oni wszyscy mieli już z nimi styczność, więc wiedzą chociaż częściowo czego się spodziewać.

- Aha... Czyli plan jest taki, ja powiem wszystko co wiem, a ty puścisz mnie wolno? Ewidentnie uważasz że złapałeś zwykłego debila który da się nabrać na coś takiego. Zresztą co za różnica? Nawet jeślibyś mnie wypuścił, to po powiedzeniu choćby słowa i tak już jestem martwy, więc możesz sobie darować.

- Witamy w Masilium, czym mogę służyć? - zapytała ognista kobieta spoglądając na Elisif i Gniotka.
- Chcieliśmy porozmawiać z Masilem, Abraxasowi znów nawracają się... Ataki, jeśli wie pani o czym mówię.
- Ach tak... - ognista dotknęła dłońmi kuli i przesuwała nimi jakby czegoś szukała. - Rzeczywiście Pan Masil poinformował mnie że może dojść do czegoś takiego, mimo wszystko wydawało mi się że Pan Gniotek był już u niego ostatnio.
- Owszem, ale musiał wrócić na chwilę do Anubel, a teraz znowu źle się czuję.
- Rozumiem, niestety Pan Masil musiał na chwilę opuścić swój wymiar i zapowiada się na to że prędko nie wróci.
- Na szczęście Masil poinformował nas dokładnie gdzie znajdują się wszystkie lekarstwa i zioła potrzebne do pomocy mojemu ukochanemu. Więc może nie było problemem gdybyśmy skoczyli tam i mogłabym podać mu je? Rozumie Pani, to dość poważny problem...
- Hmm... - ognista jakby przez chwilę się nad czymś zastanawiała po czym uśmiechnęła się. - No dobrze, w takim razie przeniosę was w okolicę jego wieży, życzę miłego pobytu!
- Naprawdę Pani dziękuję. - powiedziała Elisif i wraz z Gniotkiem wkroczyli przez drzwi. Rzeczywiście pojawili się kilkaset metrów od wieży, z oddali było widać drzewo i niewyraźnie płomień z ognista przy którym przesiadywali dwaj rycerze.
Minęła chwila i sylwetka Elisif rozmyła się zastępując ją postacią znanego już niektórym zabójcy. Tego, który lubił się śmiać i zabijać wszystko dla zabawy. Uśmiechnął się szyderczo i poklepał Gniotka po plecach.
- Dobra kocie, za parę minut twoja przemiana przestanie działać, do tego czasu... Wiesz co robić. I pamiętaj, spieprz coś, to powrócimy do naszych zabaw. - mruknął wciąż się uśmiechając, ukłonił się nisko i zniknął.
Gniotek przełknął głośno ślinę i ruszył w stronę wieży Masila.

Avatar darcus
Darcus sprawiał wrażenie jakby przez chwilę intensywnie myślał. - W porządku. Tylko uważajcie na siebie. - Rzekł ojcowskim tonem, po czym rzucił 'spojrzenie' na już przygotowane konie.
- Macie transport? - Zapytał Michaela.

- Ależ skąd. Nigdy nie zaryzykowałbym puszczenia cię wolno. Jeśli powiesz mi to co chcę wiedzieć to pozwolę ci umrzeć bez zbędnego bólu. - Wytłumaczył Cedrik, ciągle bez emocji.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael bez słowa spojrzał tylko w stronę Czytelnika a ten w tym samym momencie wyciągnął jakiś stary zwój za którego pomocą przywołał trzy gigantyczne skrzydlate żuki. Wszystkie w typowo pustynnych kolorach.
- Ale bomba! - zawołał Mariok. - Miałem kiedyś takiego!
- Po jednym na parę. - powiedział Czytelnik patrząc jak zwój rozpada mu się w dłoniach.

Mag długo zastanawiał się nad czymś.
- Problem polega na tym że nie wszystko jestem ci wstanie powiedzieć, niektóre rzeczy trzeba po prostu pokazać. Ale tobie się pewnie śpieszy żeby zabić sobie takiego złego człowieka jak ja, co nie?

Marcus, rycerz spod drzewa w Masilium obserwował jak Gniotek wchodził do wieży dość niepewnym krokiem. Mruknął coś niezrozumiale po czym spojrzał na swojego towarzysza rycerza.
- Masz kukłę? - zapytał.

Avatar darcus
Darcus spojrzał na przywołane wierzchowce z podziwem, po czym pokiwał z zamysłem głową i ruszył dosiąść konia. Maralius i Victoria byli już gotowi, więc zakładając, że Gildia zebrała się w kilka następnych chwil, cała grupa wyruszyła.

- Ależ skąd, nigdzie mi się nie spieszy. Dopóki tutaj jesteśmy mogę cię nawet rozwiązać i puścić luzem, z tym ustrojstwem na szyi i tak nie dałbyś rady uciec. Możemy więc tym bardziej siedzieć i czekać do woli, aż rozplącze ci się język. Uważaj tylko żebym się tobą nie znudził, bo wtedy możesz to mocno poczuć. - Wytłumaczył Cedrik z kamienną twarzą. Prawdopodobnie, bo spod maski nie było widać na pewno.

Avatar
Konto usunięte
Albert wspina się na jednego z żuków i siada na nim, on personalnie wolałby jechać na wozie niżeli na magicznie przywołanym owadzie, jednak wybrzydzać na głos nie będzie

Avatar Gniotek7
Właściciel
///pssst degant, odpowiedz swoim koleżkom od ogniska///

Owszem, Złota Gildia parami wsiadła na żuki. Czytelnik usiadł na owadzie przed Albertem i jakby kierując nimi wznieśli się w powietrze i ruszyli za Darcusem.

W tym samym momencie wszystkie trzy lodowe skały zderzyły się z ziemią.

Jeźdźcy byli już jakiś kilometr od miejsca gdzie jak spodziewał się spadnie meteor. I miał rację, tylko w momencie uderzenia odepchnęła ich silna fala uderzeniowa która zrzuciła ich z konia. Zostawiła za sobą szron który z powodu miejsca w którym się znajdowali szybko zaczął się topić. Im bliżej jednak skały wytrzymywał co raz dłużej. Aż w końcu okazało się że w obrębie stu metrów od miejsca uderzenia szalała zamieć zasłaniając obiekt. Dokładnie to samo stało się w przypadku pozostałych dwóch.

- No ta, ale tak jak mówię nie wszystko jestem wstanie ci powiedzieć, nie?

Avatar darcus
///A tak w ogóle to jak daleko od miasta upadł ten w Myrthanie?///
- To nie wróży dobrze... - Skrzywił się Głód, podnosząc się z ziemi i oglądając się za Wojną i Pożogą.

- Lepiej zacznij mówić co wiesz. - Popędził go Cedrik, wykazując w końcu w swym głosie jakąś emocję, a konkretnie oznaki zniecierpliwienia.

Avatar Omeg12
Dokonał więc pozornie prostszej analizy - gdzie sądząc po kącie lotu wyląduje obiekt i jakich sądząc po rozmiarze zniszczeń dokona.

Avatar
Konto usunięte
Ulryk spojrzał na Marcusa lekko zdziwiony pytaniem
- Kukłę? Masz na myśli .....
Tu wyciągnął pewną szarą lalkę przedstawiającą giermka z mieczem, którego ostrze było zwrócone ku ziemi, natomiast do pleców samego giermka był doczepiony lekko nadłamany księżyc w będący w fazie między nowiem a Pierwszą Kadrą
- To?



Albert........ cóż ehm omal się nie zesrał kiedy żuki się wniosły w powietrze, na całe szczęście dla jego reputacji ,miał on swoją maskę na twarzy i ugryzła się w język zanim mógł wydać jakikolwiek wstydliwy dźwięk

Avatar Gniotek7
Właściciel
///No meteor spadł w Geldern, mieście które w samej Myrthanie występowało w uniwersum skąd został wzięty Stary Kontynent, ale w sumie nie wiem jak daleko jest to od samego Anubel :L///

Wojna właśnie w tym momencie wyczołgał się spod konia po czym pomógł mu wstać.
- Szlag, będzie trudno się przez to przebić.

Mag zaśmiał się cicho.
- Aż przypomniały mi się czasy kiedy chodziłem do tej durnej szkoły... Jak chcesz żebym odpowiadał, to zadaj mi pytanie. Ach, biedna pani Mariel, nie zrozumiała tego aż do czasu kiedy pożarły ją wilki.

Cóż, sama lodowa skała już wylądowała jakieś kilka kilometrów od niego. Skała była dość duża, w końcu była widoczna z dość dużych odległości. Ale nie do końca można było stwierdzić jak wiele może zniszczyć, w końcu to magiczny obiekt, co jeśli jego celem jest coś innego?

Marcus chciał coś powiedzieć ale najwyraźniej słowo stanęło mu w gardle i zakaszlał chrypko.
- Cholera... Chyba ta, no wiesz, mam dość pusto w głowie... Jeśli wiesz co mam na myśli. - po jego głosie można było zauważyć że raczej nie rozmawiał od dość długiego czasu. Jego głos brzmiał na strasznie zmęczony.

Avatar
Konto usunięte
- Dobrze wiem o czym mówisz przyjacielu, takowa to przecie jest ta nasza klątwa czyż nie?
Tu się Ulryk zaśmiał sucho
- ehh ale co zrobić, tak to jest i jedyne co można począć to szukanie dusz w celu desperackiej próby zreperowania umysłu lub zadanie trzymające pustkę w ryzach

Avatar darcus
///Ach, okej, przegapiłem to "w ich stronę" w poście z magami :v///
- Dlaczego mróz? - Zapytał wprost Cedrik, zakładając ręce na klatce piersiowej.

- Ale to dobra okazja żeby sprawdzić co to cudeńko potrafi. - Skomentował Głód, oczywiście mając na myśli klejnot w zbroi Wojny.

Mniej więcej w tym momencie zapadł zmrok. Grupa zmierzająca do miejscu upadku Myrthańskiego meteoru jechała jeszcze przez chwilę, zanim zrobiło się całkiem ciemno. Znaleźli się w tym momencie mniej więcej w jednej piątej drogi. Darcus powoli zwolnił jazdę, na co pozostała dwójka zrobiła to samo, aż w końcu się zatrzymali, dając tym lecącym na wielkich owadach znak, by zrobili to samo.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ta. - odparł krótko Marcus po czym wziął kukłę od Ulryka i zgniótł ją dłonią. Stał tak chwilę czując jak wracają mu siły. Dawno nie czuł się tak żywy jak teraz. - Tak lepiej. Nie jest dobrze, ale lepiej. A teraz nie wiem jak ty, ale ja idę do wieży. Bo albo mi już do końca odbiło, albo do tej wieży właśnie wszedł człowiek który już w niej siedział. - powiedział powolnie uniósł się z ziemi, wziął swój krótki miecz i zostawiając resztę sprzętu polazł do wieży.

Mag chciał coś chyba odpowiedzieć ale zastygł w tym momencie z otwartymi ustami, najwyraźniej myśląc nad czymś.
- W sumie, to nie wiem. Koleś masz pieprzonego pecha, bo złapałeś sobie człowieka który nie przykłada zbyt wielkiej wagi do tej ich ideologii. Poza tym jestem tylko z trzeciego kręgu, więc wiele to ja o tym nie wiem. Tak długo jak pozwalali mi rozwijać moc, to miałem głęboko jaki jest ich motyw. Ale mój fart chciał że trafiłem na upadłego boga i tego twojego ognistego poje**.

Wojna kiwnął tylko głową i ostrożnie ruszył w stronę zamieci z piersią lekko wypiętą do przodu.

Czytelnik który odkąd zrobiło się ciemniej oświetlał sobie drogę zaklęciem światła teraz wylądował, a tuż za nim pozostałe dwa żuki.
- Jakiś problem? - zapytał nie zsiadając z owada.

Avatar darcus
- Jak wygląda wasza struktura dowodzenia? - Kontynuował wypytywanie kultysty Cedrik, nie spuszczając go z oczu.

- Czekaj. - Zatrzymał Wojnę Głód. - Rozsądniej będzie nie podchodzić, dopóki nie wiemy co to coś robi. - Wyjaśnił.

- Maralius? - Rzekł Darcus wymownie, zwracając uwagę na podstarzałego maga. Ten zaś odchrząknął i zabrał głos.
- Odkąd wyruszyliśmy obserwowałem trajektorię tego obiektu. Z moich ustaleń wynika, że upadł gdzieś w okolicy miasta Geldern. - Wytłumaczył.
- Mamy przed sobą dzień drogi, proponuję więc tymczasowo zorganizować postój. - Rzekł wprost Darcus.

Avatar Omeg12
Więc udał się na domniemane miejsce uderzenia, starając się omijać orków z dzidami jeśli tacy się napatoczą po drodze.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Myślisz że ja to wiem? Ha! Gdyby dopuszczali kogoś z mojego kręgu albo niższych do tych na górze to już dawno by się ten cały Kult posypał. Ale obstawiam że przywództwem zajmuje się kilka osób, nikt nie byłby sam ogarnąć tego wszystkiego.

- To może rozejrzyjmy się za jakimś orkiem i go tam wrzućmy? - Wojna spojrzał na Głód i przewrócił oczami. - Jakoś trzeba sprawdzić nie? A przy okazji dowiem się czy ten kamień się jeszcze na cokolwiek zda.

- Tylko lepiej nie siedźmy na dupach zbyt długo. - powiedział Jack zeskakując z żuka. - Cholera wie co oni tam robią.

Avatar
Konto usunięte
- Oh.... no cóż jestem tu nowy więc, nie mam bladego pojęcia kto tu mieszka, no ale nie mam nic lepszego do roboty an nie chcę stać się pustym
Ulryk stał z ziemi i podniósł swój miecz z ziemi


Albert w tym momencie bardzo powoli, zszedł z żuka, trzęsąc się z strachu cały czas

Avatar darcus
- Jak wygląda werbunek? - Uporczywie pytał Cedrik.

- No to spróbujmy. Ty pierwszy. - Wskazał Głód na zamieć zachęcająco.

- Do rana, nie dłużej. Jeśli mamy z tym walczyć to przy okazji powinniśmy się porozumieć w zakresie wzajemnych kompetencji, jeśli wiecie o co mi chodzi, a teraz, kiedy jesteśmy poza miastem, nikt nie będzie nam przeszkadzał. - Wyjaśnił Darcus z marsową miną.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Teren po drodze był raczej czysty. Kilka małych wiosek które były w okolicy raczej zajmowały się teraz sobą.

Marcus udał się do wieży i niechętnie spojrzał na drabinę.
- Świetnie... - mruknął i powolnie zaczął się po niej wspinać. Dlatego nie wziął tarczy, mimo iż była jego towarzyszem od tak dawna że sam nie pamięta ile już minęło czasu, to jednak tym razem poruszanie się z nią w środku wieży, zwłaszcza przy wchodzeniu na górę mogłoby być uporczywe.

W tym samym czasie Gniotek który chwilę temu wszedł do wieży właśnie dotarł na poziom na którym na fotelu, plecami do niego spał sobie smacznie Gniotek. Spoglądał na niego brzydząc się samego siebie. Nie mam wyjścia, jestem chyba jedynym który jakimś cudem opuścił Kult i do tej pory żyje, i nie zamierzam tego spieprzyć! Nie dam się tak po prostu zabić! Ukrywałem się przed nimi tak długo, uniknąłem tylu problemów, nikomu o nich nie wspominałem, ale oni tak wrócili. I jeszcze musiałem zabrać tę durną księgę! Ale teraz jestem tutaj, mam coś do zrobienia. Jeśli ty nie zginiesz, to ja zginę. A na moim życiu zależy mi jednak trochę bardziej... To czemu stoję tutaj jak debil? No dalej Nei'qul! Rusz się! - mówił sam do siebie w myślach kiedy w międzyczasie przestał działać na nim efekt przemiany. Khajiit stał teraz spoglądając na swój cel. Chcą go... To go ku*wa dostaną! Byle żebym nareszcie mnie zostawili... Podszedł powoli i wyjął sztylet spoglądając na ofiarę śpiącą sobie smacznie. Chociaż czy na pewno? Skąd mam wiedzieć że i tak mnie po wszystkim nie załatwią? Mieliby dać mi żyć? Po tym wszystkim? Bzdura... Ale jeśli jest chociaż szansa...
W tym momencie Karczmarz przebudził się, ziewnął powolnie i otwarł oczy. W tym momencie zamarł.
- Sory koleś, ale handlarz taki jak ja ma kłopoty, a ty jesteś ich rozwiązaniem.
- Nie... - powiedział cicho. Nei'qul się zdenerwował. Czemu on jest taki spokojny?! Powinien mnie zaatakować albo coś! Może wtedy miałbym więcej jaj żeby się go pozbyć! No dalej zrób coś!
W tym momencie Marcus ociężale wspiął się na poziom.
- Ty! - zawołał sucho i zakaszlał.
- Nie podchodź! - wrzasnął Khajiit celując w niego sztyletem. - Bo go zabiję!
- Wspinałem się tutaj jakieś dziesięć minut. Gdybyś chciał to zrobić, już byś go zabił.
- Właśnie że chcę! I zrobię to! Ani kroku dalej!
Marcus przyglądał się mu, stał zbyt daleko od niego żeby zdążył go zaatakować zanim ten załatwiłby Karczmarza. Czemu ten baran się nie rusza kiedy daję mu tyle czasu?.
Nei'qul bał się teraz wykonać jakikolwiek ruch, czuł że zrobiło mu się gorąco, miał już tego wszystkiego dosyć.

Mariok po tym jak zszedł z owada stuknął pięścią Alberta w biodro, po wyżej bez skakania nie sięgał.
- Ejjj, w porządku stary? To było ekstra! No... Ujeżdżanie smoka lecącego kilkaset metrów nad ziemią bywało ciekawsze, ale i tak było nieźle.
Reszta Złotej Gildii także po schodziła z żuków. Kobiety stanęły z boku. Elfka przyglądała się reszcie, natomiast spojrzenie złodziejki jakim obdarzyła owada sugerowało że prędzej by go zjadła niż miała ochotę ponownie na nim siadać.
Pirat usiadł na ziemi w przetarł czoło.
- Latanie jest do kitu, nie masz czegoś czym moglibyśmy popłynąć?
- A widzisz tu gdzieś wodę? - zapytał Czytelnik spoglądając na niego.
- No właśnie kutwa nie, i to mnie drażni w tej waszej cholernej Myrthanie, na wyspach to się żyło! A nie!
- Nie naszej, tylko ich. - odparł. - Ze Złotej Gildii to chyba nikt właściwie nie pochodzi stąd, no może poza Karczmarzem. Mniejsza. A więc? Co dokładnie chcesz omówić? - zapytał zwracając się z powrotem do Darcusa, tym razem już stojąc na własnych nogach.

- To zależy. - odparł mag. - wielu trafia do nas na przykład przez to że ich rodzice od dawna są powiązani z Kultem. Niektórzy tak jak ja zostali gdzieś znalezieni i zaproponowali przyłączenie się. Ha! Nie żeby mieli wybór! Jak myślisz? Jakim cudem przez.cały ten czas nikt nie miał o nas pojęcia? Oczywiście, możesz odmówić, ale wtedy takich zabierają na miejscu, a co z nimi robią? To cholera nie mam nawet pojęcia. Więc oni znajdują sobie ludzi albo do Kultu albo do czegoś innego. A może ich po prostu chwytają o zabijają w jakimś zapomnianym przez wszystkich miejscu? Tak czy siak, nikt o nas nic nie wiedział dopóki sami żeśmy się nie ujawnili.

Wojna patrzył jeszcze przez moment na niego po czym wkroczył w zamieć. Cóż, jeśli klejnot nie zareagował w jakiś specjalny sposób to przebicie się przez mogłoby nie być łatwe. Poczuł ogromny chłód jaki naparł na niego jak tylko zetknął się z wiatrem, ponad to głębiej praktycznie nic nie było widać, więc nawet teraz mimo iż stał jakieś dwadzieścia metrów od niego ledwo dostrzegał Głód. Kawałek od niego za wiatrem poleciał jakiś sporych wielkości odłamek lodu który mógł spokojnie rozbić komuś głowę. Wiatr natomiast zataczał koło, prawdopodobnie dookoła skały która tutaj spadła.

Avatar
Konto usunięte
Ulryk był tuż za Marcusem w spinaniu się po schodach i zaczynał już mówić ale wtedy zauważył kota chodzącego na dwóch nogach
- Sir Marcusie............................................ czy to jest antropomorficzny kot?


Albert wciąż roztrzęsiony po locie omal nie padł na ziemie, od lekkiego uderzenia Marioka
- Taaa... było "Ekstra" ........

Avatar Omeg12
Skoro nic mu nie przeszkadzało, to kroczył dalej...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Może. - powiedział Marcus nie ruszając się. Stali tak chwilę z Nei'qulem nieruchomo kiedy nagle Marcus chwycił szybko miskę leżącą na blacie i rzucił nią w Khajiita. Ten wykonał unik ale zanim zdążył zrobić coś więcej rycerz dopadł go i uderzył w głowę rękojeścią miecza. Ten padł na ziemię nieprzytomny. Marcus spojrzał teraz w stronę Karczmarza, ten ruszył lekko ręką.
- Amulet...
- Co amulet? Człowieku sprecyzuj.
- Zdejmij...
Marcus przyjrzał się Abraxasowi i ujrzał amulet znajdujący się na jego szyi. Stał jeszcze chwilą niepewnie po czym chwycił amulet i ściągnął go z jego szyi. Ten odetchnął głęboko i złapał się za głowę.
- Cholera... Kto to do cholery był?
- Nie wiem. - odparł cicho i szturchnął butem Khajiita. - Ale szybko się nie obudzi.

- No a jak! - zawołał Mariok po czym pobiegł i usiadł obok pirata.

Avatar
Konto usunięte
Ulryk był lekko zaskoczony, co raczej źle wróży jego przyszłym walką, w końcu refleks i orientacja w terenie są najważniejsze, "Nie dobrze odzwyczaiłem się od walki" pomyślał. Po tym jak Marcus zdiął amulet z szyi Abraxasa, Ulryk zbliżył się do Khajiita i powiedział
- A co dokładanie z nim zrobimy?

- Heh heh heh eh- Zaśmiał się nerwowo Albert

Avatar darcus
- Porozmawiamy rano. Potrzebuję żeby wszyscy byli wypoczęci i gotowi do ewentualnej walki. - Odparł Darcus, po czym zabrał się za organizację postoju. Swój obóz drużyna rozbiła na równinach, w pobliżu samotnego drzewa, do którego uwiązano konie i obok którego rozpalono ognisko.

- Jakie są kryteria werbunku? - Uporczywie pytał Cedrik.

W tym momencie z klejnotu Wojny wypłynęła moc i otoczyła Jeźdźca czymś w rodzaju bańki. Gdy ten przyjrzał jej się bliżej, zauważył, że zamieć nie odbija się od niej, ani po niej nie spływa, tylko wpada do środka i w tym samym momencie znika.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie wiem - mruknął Marcus i usiadł na ziemi. - Niech on decyduje. - powiedział pokazując głową w stronę Gniotka.
- Ja? A dlaczego ja? W końcu to ty go dopadłeś.
- Ale to on chciał dopaść ciebie. Ja tylko pomagam.
- Świetnie. - Abraxas wstał i podrapał się po głowie, nie spodziewał się ataku w samym środku wymiaru Masila. - Myślę że powinniśmy poczekać na Masila, może on się czegoś od niego dowie.
- Na kogo?
- No na właściciela tego wymiaru... Co ty tu robisz skoro nawet nie wiesz do kogo należy to miejsce?
- Nie wiem. Z jakiegoś powodu to ognisko było dla mnie odblokowane, no to zostałem. Ja nikomu nie przeszkadzam, nikt nie przeszkadza mi.
- Ognisko? Jakie znowu ognisko?
- Niech on ci wyjaśni, ja się nagadałem. - powiedział wskazując palcem na Ulryka.

W momencie kiedy drużyna wzięła się za rozkładanie obozu, żuki w końcu wydały z siebie krótki syk po czym wyparowały. Elfka wspięła się na drzewo i rozglądała się po okolicy. Czytelnik i Jack - choć ten drugi znacznie mniej chętnie, ale i tak nie miał nic do roboty na ziemi spać nie będzie - wzięli się za pomoc przy rozkładaniu obozu. Złodziejka również pomagała, ale starała trzymać się przy tym jak najdalej od męskiej części drużyny. Mariok tymczasem łaził dookoła rozglądając się za różnymi owadami, które w jakiś magiczny sposób od razu "kumplowały" się z goblinem i osiadały go na ramionach lub głowie.
- Myślicie że tych lodowych skał będzie więcej? - zapytał w którymś momencie łapiąc i przenosząc na ramię dżdżownicę która próbowała mu wejść do ucha.

- A bo ja wiem? Mówię ci że to kogo biorą wydaje się kompletnie chaotyczne, raz porywają utalentowanego syna jakiegoś króla z dalekich krain, innym razem proponują współpracę jakiemuś wieśniakowi na polu kapusty. Pewnie mają to jakoś zaplanowane, ale ludzie z mojego kręgu nie mają o tym zielonego pojęcia. Złap se jakiegoś gościa z wyższych kręgów to może coś ci powiedzą. Chociaż w to wątpię.

- Całkiem przydatne. - mruknął Wojna po czym wrócił się po Głód. - Chodź, jak będziemy blisko siebie to może się zmieścimy, koń jest zostanie tutaj, poradzi sobie.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku