Właściciel
- Jestem jeźdźcem apokalipsy, do cholery. - spojrzał na niego, po czym ruszył na wschód.
Właściciel
Nei'qul założył plecak na plecy (nie, na zęby) i spojrzał na niego.
- To wszystko co mam.
Właściciel
Minęła nie długa chwila, mniej więcej taka jak poprzednio i pojawili się dokładnie w tym samym miejscu z którego poprzednio wyszli, w Karczmie.
- Hm? Od kiedy bandyci mają takie miejscówki? Rzeczywiście jesteście dziwnym narodem. - zdziwił się Khajiit rozglądając się.
Właściciel
Bo wzroku Khajiita widać było że nie ogarnia, skąd bandyci mają własne miasto? A może tak wygląda tutaj polityka? Porywać imigrantów i przesłuchiwać? Nei'qul usiadł na krześle, po czym wyjął z swojego plecaka norski miód, otwarł, wziął łyka i postawił na stole przy którym siedział.
- Powiesz wreszcie o co wam właściwie chodzi? Takie akcje przeszkadzają mi w spokojnym handlu.
Właściciel
- Hmm, nie opiszę ci całej drogi morskiej bo trwała ona bardzo długo, aczkolwiek jakieś 2 lata temu postanowiłem że dość mam już siedzenia w Tamriel, zwiedziłem Czarne Mokradła, Skyrim, Solstheim, Cirodill, byłem niemal w całym Tamriel, postanowiłem więc że wyruszę na nowe kontynenty. Udało mi się trafić w porcie w Kruczej Skale na Solstheim statek wypływający w te strony, zapłaciłem trzy tysiące septimów, jako iż w cenie było jedzenie i spanie. I wraz z około trzydziestoma ludźmi i nie ludźmi przypłynąłem do Trai Landów, czyli ogromnej krainy na wybrzeżu waszego kontynentu, jeśli się nie mylę. Tam większość z pasażerów statków ruszyła w swoją stronę, ja zostałem w tamtych stronach dwa tygodnie kiedy dowiedziałem się o tym że gdzieś na tej wielkiej wyspie jest ogromna pustynia zwana Varantem, jako iż z podobnych klimatów pochodziłem postanowiłem że chętnie się tam udam. To było trzy miesiące temu, ocean jest wielki więc płynęliśmy jakieś dziewięć miesięcy zatrzymując się na wyspach na oceanie żeby odpocząć. Pomiędzy Trai Landami a krajem elfów w którym mnie znaleźliście leży spore pasmo wyżyn Grethron, tamtejsi ludzie byli dla mnie bardzo przyjaźni a jeden z nich, choć był zdziwiony, zaprowadził mnie do granicy Grethronu z krajem elfów, a stamtąd ruszyłem samotnie, wędrowałem spory czas, od czasu do czasu widywałem w oddali jakieś małe obozy ale nie zatrzymałem się w nich, w końcu trafiłem na tego maga a parę następnego dnia na was. Potem jeden z was zabrał mnie jakimś dziwnym portalem i przeprowadził przez miasto, kazał mi usiąść na tym krześle i opowiedzieć jak tutaj trafiłem. I to z grubsza tyle. - skończył i wziął duży łyk miodu.
Właściciel
- Jestem handlarzem od 10 lat, przywykłem, bywa często że bandyci wybierają przerażonych ludzi bo takich łatwiej pokonać, poza tym jak przyjdzie co do czego to potrafię się obronić, raz pewni bandyci w Skyrim mnie napadli i zabrali cały dobytek, odzyskałem go wraz z moim bratem J'zargo, na świecie jest tyle niebezpieczeństw że gdybym się ich bał to nie opuścił bym nawet mojego domu. A co do tego jak tak szybko podróżuję? Przecież nie powiedziałem dokładnie kiedy wyruszyłem z Grethron, prawda? Gdybyś podróżował tyle co ja też wyrobił byś... Jak to nazywali ludzie z Grethron? A tak, skilla.
Właściciel
- Kto? Masz na myśli elfy? Szczerze widziałem te obozowiska w oddali ale nie zaglądałem do nich, jeśli ktoś przeżył... To... Co wydarzyło się w tej krainie to raczej niewielu, i jest prawdopodobieństwo że po prostu nie mieli czasu na atakowanie jakiegoś kota, poza tym chyba widzisz że Nei'qul wcale nie wygląda na bogatego.
A co do artefaktu to nie wykrył co do samego Nei'qul kompletnie nic, jeśli można by powiedzieć że był z czymś powiązany to na pewno nie z jakąś silną magią.
Właściciel
- No cóż, nosił białe włosy i brodę, miał całe białe oczy co dziwne, bo wydawało się że wszystko widzi, miał dość nietypowo czarno czerwoną szatę, przynajmniej jak na Tamriel. spotkałem go kilka kilometrów od miejsca gdzie mnie znaleźliście, pytał mnie o dokładną mapę elfiego kraju, tak się składało że miałem kilka egzemplarzy, co ciekawe zapłacił mi znacznie więcej niż kosztowała mapa. Stare Khajiickie przysłowie mówi, jeśli bogaty człowiek daje za towar więcej niż musi, to albo tego naprawdę bardzo potrzebuje, albo jest szalony.
Właściciel
- Tak jak mówiłem, kilka dni temu, a ruszał na wschód.
Właściciel
- A skoro już jesteśmy przy mapach - mówił wstając z krzesła i idąc za nim - to skoro go szukacie to z pewnością chciałbyś kupić jedną z nich? Może wtedy dowiecie się gdzie go możecie szukać, jedna jedynie za dwieście sztuk złota.
Właściciel
- Są na niej pokazane najstarsze grobowce i świątynie elfów na terenie kraju, może jeśli macie jakąś dobrą bibliotekę domyśli się gdzie mógł pójść, jeśli wiecie jaki w ogóle ma cel.
Właściciel
- Zaraz, zaraz, wy przeszkadzacie mi w robocie, przez co już tracę sporo na czasie i zarobku, zabieracie mnie do jakiejś piwnicy i karzecie opisywać wszystko co wiem a teraz jeszcze chcesz tę mapę za darmo?
Właściciel
- Mam cię za kogoś kto zaprowadził mnie do piwnicy bez dokładnego wyjaśnienia, ehh, niech stracę. - pogrzebał w kieszonce plecaka i wyjął zwiniętą w rulon mapę, było na niej pokazane kilkanaście różnych podpisanych punktów, 3 na północy, 4 na południu, 5 na zachodzie, 3 na wschodzie i 4 w centralnej okolicy.
Właściciel
Kot przeliczał w drodze zawartość sakwy, kiedy wyszli na zewnątrz zatrzymał się i rozejrzał.
- Chwileczkę, to jest to miasto w którym rośnie to dziwne drzewo? - spojrzał na osobę która go prowadziła.
Właściciel
- Eh... Miasto zombie, dobra muszę gdzieś odpocząć. - przeszedł się trochę po mieście gdy trafił na Karczmę. - w sumie, nie głupi pomysł. - wszedł do środka i zwrócił się do Karczmarza. - są jakieś wolne pokoje?
Timmy i Tray widząc kotoludzia spojrzeli po sobie.
- Wspominałeś coś ostatnio o ludziach kotach co?
- Em... No tak, trochę się tego nie spodziewałem.
Właściciel
Nei'qul pogrzebał trochę w kieszeni i wyjął dziesięć srebniaków.
- Przy okazji, może mi opowiedzieć trochę o tym mieście? Bo właściwie trafiłem tutaj nie z własnej woli i kompletnie nic nie wiem.
Właściciel
- Na przykład, to co mówią o tym dziwnym drzewie, to w tym mieście mam rację?
Tymczasem Zaraza przeglądał zgliszcza jakiegoś sporego obozowiska, prawdopodobnie elfiego założonego po wybuchu, zwłok brakowało, wszystkie namioty były niemal że rozszarpane, wyglądało to tak jakby coś wlazło, zniszczyło wszystko a zwłoki gdzieś zabrało.
Właściciel
- No dobra, a wiesz kim są ci cali goście... Jeden mówił na drugiego... Jak mu tam... A, tak Zaraza. A przezwisko drugiego nie było wymawiane, to jacyś tutejsi bandyci? Zarządzają tym miastem czy jak?
Właściciel
- W takim razie kto nie będąc bandytom zabiera mnie z miejsca gdzie byłem i karze mi mówić gadać wszystko o tym jak spotkałem jakiegoś maga, Nei'qul nie rozumie tutejszych ludzi.
Właściciel
- Wszystkich przybyszów tak przesłuchują?
Właściciel
- A więc to oni tutaj dowodzą tak? W tym mieście?
Właściciel
- A kto tu znaczy coś więcej poza nimi? - oparł się o ladę.
Właściciel
- Hmm, no dobrze, mam jeszcze tylko jedno pytanie, wiesz jak dostać się najszybciej stąd do Varantu?
Właściciel
- Dzięki, to chyba tyle, teraz pójdę się zdrzemnąć, jestem zmęczony. - założył plecak na plecy (znowu) i wszedł na górę Karczmy do swojego pokoju.
Właściciel
Zaraz zjawił się po chwili obok niego.
- Masz coś przydatnego?