Właściciel
Idąc tak przez kwarcowe ruiny widzieli sporo ornamentów z różnymi niezrozumiałymi znakami, co jakiś czas widzieli malunki przedstawiające jakąś postać z księgą w jednej ręce i kluczem w drugiej, prawdopodobnie jakiegoś szamana, czy guru istot które wybudowały tą świątynię, w poprzednim poziomie, gdzie wszystko było zrobione z kamienia też można było zobaczyć ten sam malunek jednak był już mocno zaniedbany oraz nie trzymał księgi, ani klucza w ręku. Tymczasem fragment kwarcowy ruin przynosił wrażenie jakby w ogóle się nie zestarzał, po raz kolejny omijali pomieszczenia z zagadkami oraz dużą ilością otwartych trumien, tym razem nieumarli mieli na sobie pancerze dużo czystsze i bardziej lśniące od tych wcześniejszych, tak jakby ktoś tu codziennie przychodził i je czyścił, ponadto, w całym drugim poziomie trudno było ujrzeć choćby trochę kurzu i zaniedbania, w porównaniu do brudnej i zaniedbanej poprzedniej części. Po trochę dłuższym podróżowaniu przez zbadane już wcześniej przez nekromantę ruiny trafili na kolejne wrota, znów stał przed nimi nieumarły z równie czerwonymi oczami, tym razem w równie czystej i srebrnej zbroi jak ci których martwych widzieli poprzednio.
Właściciel
Tym razem poszło mu trochę ciężej, ten trup był bardziej wytrzymały i Zaraza musiał parę razy bronić się przed jego atakami, w końcu jednak ubił drania pozbawiając go głowy wraz z hełmem. Spojrzał na wrota i rzucił w nie zaklęciem które rozkruszyło wrota, teraz ruiny znowu się zmieniły, widać było długą salę z filarami, jednak tym razem zrobioną z jakiegoś czarnego kamienia a wszelkie światło miało kolor czerwony, było widać kilka półek kamiennych z wieloma księgami, na samym końcu przy ołtarzu stał Xardas, z jedną z ksiąg w ręku, sala była długa więc - nawet jeśli ich słyszał - nie odwrócił się do nich, położył księgę obok siebie, użył jakiegoś zaklęcia na posągu przed nim, posąg przedstawiał jakąś osobę, taką samą jak ta na malunkach, kiedy zaklęcie dotknęło posągu jego oczy zaświeciły się a kula którą trzymał zaświeciła się na ten sam kolor, w okół niej unosiła się czarna aura, Xardas podniósł ją i w tym momencie po sali rozeszła się fala która zgasiła wszystkie światła, odwrócił się do nich.
- A więc wreszcie jesteś, jeźdźcu apokalipsy, spodziewałem się ciebie prędzej czy później, i widzę że masz towarzysza, czyżby darcus był zajęty na tyle by nie mógł przybyć osobiście? - Uśmiechnął się wciąż trzymając kulę w rękach.
Właściciel
- Dobra Xardas, koniec tego, czas skończysz twój teatr lalek.
- Zabawne, uważasz że jesteś wstanie mnie pokonać, owszem, gdybyście się postarali wcześniej, może by się wam udało, ale teraz? Teraz jest za późno, w tej sali nie masz mocy, żaden z jeźdźców nie ma mocy, bowiem widzisz, to miejsce jest chronione, żyje tu moc, której jeźdźcy nie są wstanie pokonać, żyje tu moc które będzie żyła tu wiecznie, póki jestem w tym pomieszczeniu, ty, marny jeźdźcze nie jesteś wstanie zrobić mi nic. Mam w rękach moc zdolną zniszczyć wymiar, a ty, chcesz mi się przeciwstawiać?
- I co? To jest ten twój genialny pomysł? Zamierzasz zniszczyć ten wymiar? Zabić wszystkich?
- Mój drogi, głupi Zarazo, naprawdę uważasz mnie za kogoś komu zależy tylko na zniszczeniu wszystkiego? Poszukuję wiedzy, mocy, siły dzięki której nie będę potrzebował pomocy nikogo, w niczym, póki co jeszcze nie jestem wstanie tego zrobić, ale niedługo.
- Zamierzasz użyć tej kuli tak? I jak chcesz z niej korzystać? Skąd wiesz że cię ona nie przerośnie?
- I tak powiedziałem ci już za dużo, czas, się zabawić. - Xardas uderzył pięścią w kulę co spowodowało ogromną czarną falę energii która rozeszła się po całej sali, Zaraza skoczył na ziemię unikając fali, każdy kto by jej nie uniknął, no cóż... Wiele by życia w nim już nie było.
Konto usunięte
//ale bym doje**ł, jakby teraz w obronie Xardasa wyskoczył Wydrapywacz (ten mój char, o którym i tak nikt nie pamięta)//
Właściciel
///Jakby Xardas potrzebował ochrony...///
Właściciel
- Czy chcę was zabić? No cóż, sami tu przyszliście, gdybyście trzymali się swoich spraw, nikt nie byłby zagrożony, ale wy jednak, zawsze myślicie że wiecie lepiej. Głupi i naiwni. Nie wiecie nawet jak zamierzam użyć tej broni, tak naprawdę mi na niej nie zależy, to tylko droga do osiągnięcia celu, ale cóż, wtedy będziecie już martwi. - Xardas użył kuli ponownie, tym razem pojawiła się horda szkieletów które rzuciły się na Zarazę i Parakha, Zaraza próbował otworzyć portal - jednak tak jak Xardas mówił - nic nie zadziałało. Zaraza próbował więc walczyć za pomocą swojego miecza który i tak w przypadku takiej ilości trupów słabo się sprawdzał. Xardas zwrócił uwagę na jedną z bilbioteczek i zaczął szukać czegoś wśród ksiąg.
Właściciel
- Już za późno, dużo łatwiej byłoby gdybyście tutaj nie przychodzili. - począł otwierać księgi i każdą która nie była tą której szukał rzucał nią gdzieś za siebie. Zaraz próbował się przedrzeć do niego przez szkielety ale kiedy podszedł Xardas odwrócił się i uderzył go kulą w klatkę piersiową, Zaraza odleciał a strumień energii przeszedł mu po całym ciele wywołując paraliż, uderzył o jeden z filarów z taką siłą że ten zawalił się na ziemię przygniatając kilka żywych trupów.
Właściciel
- Uważasz mnie za idiotę? Myślisz że nie wiem do czego służą te wasze przeklęte pieczęcie? Nie jestem głupi, wiem że darcus już czeka na zewnątrz, albo za niedługo się tu zjawi, myślisz że twoje gadanie da ci cokolwiek? Głupi, tak bardzo głupi. - Xardas użył mocy kuli to wyrwania jednego z filarów, po czym pchnął go z całej siły w stronę Parakha, Zaraza leżał ogłuszony na ziemi.
Właściciel
Szkielety Xardasa ustawiły się teraz w szeregu obok niego, a ten przeglądał dalej księgi. Zaraza ruszał się powoli, czołgał się w stronę Parakha, nekromanta nie zwracał na niego uwagi, jeźdźca doczołgał się do Parakha i próbował go przebudzić. Xardas wciąż szukał jakiejś księgi.
Właściciel
- Jasna cholera... - powiedział cicho Zaraza, Xardas odwrócił się w jego stronę.
- Masz jakiś problem? - uśmiechnął się. Zaraza nie odpowiedział, odsunął się kawałek od Parakha i oparł o ścianę, Xardas zaczął dalej przeszukiwać księgi, podszedł do innej półki i szukał dalej. - gdzieś to tu musi być.
Właściciel
- Właśnie szukam, to jest gdzieś tutaj, pewna księga która podaje w jaki sposób mógłbyś wyrządzić większe szkody, rozejrzyj się, jest tu sporo ksiąg ale tylko jedna się naprawdę nadaje.
Właściciel
- Niech będzie. - Użył podziemiom zaklęcia deszczu ognia który podpalił wszelkie półki, Parakh miał szczęście że leżał częściowo filarem bo tak to trafiłoby to także jego, a Zaraza leżał zbyt z boku. Po krótszym czasie została na ziemi leżąca tylko jedna oprawiana w czarną skórę księga. - O to ona, jest też jedna sprawa, zbliża się tutaj Darcus, a przynajmniej tak podejrzewam, nie wiem ile mu to zajmie, ale znając ich to pewnie nie długo, ktoś będzie musiał go przytrzymać.
Właściciel
- Nie przeszkadzaj. - spojrzał na Parakha po czym zaczął przeszukiwać zawartość księgi w poszukiwaniu fragmentu tekstu który tego który przeczyta go na głos mógł znacznie wzmocnić moc danej osoby. Czytał uważnie, nie mógł ominąć żadnego fragmentu, minęło jakieś dwadzieścia minut krzyknął. - Mam! Nareszcie, wreszcie mogę się zająć tym czym powinienem.
Właściciel
- Coś się stało? - Spojrzał na niego Xardas trzymając swoją kulę w rękach, choć ona wciąż miała moc to wiele jej zaczęło "kopiować" się wzmacniając wewnętrzną siłę nekromanty.
Właściciel
- Zamknij się już, tylko przeszkadzasz. - Xardas wyciągnął go magią spod filara i rzucił nim o ścianę z taką siłą że ściana lekko się ukruszyła. Następnie użył zaklęcia która zaczęło zwiększać jego moc z szybszą prędkością.
Właściciel
- Ciekawe zagranie, su**nsynu. - Xardas napluł krwią na ziemię i użył jednego z zaklęć które zdobył dzięki księdze i zregenerował swoją nogę, kość w tamtym miejscu stała się teraz czarna, wstał. Miał skoczyć w stronę kuli kiedy coś się zatrzęsło, po wstaniu runął na ziemię, całe ruiny zaczęły się trząść, po chwili wszyscy znajdujący się w nich mieli wrażenie że się podnoszą. Rzeczywiście, po krótkich trzęsieniach coś uniosło ich, i wyrwało fragment świątyni w którym się znajdowali ponad podziemie, unosili się w powietrzu jakieś czterdzieści metrów nad ziemią, fragment świątyni w którym się znajdowali nie miał już sufitu, była tu tylko podłoga, i ludzie którzy na niej byli, co powodowało że brak możliwości mocy jeźdźców się skoczył, kula stoczyła się na dół i spadła gdzieś na ziemię. Co ich uniosło? Smok, rzucił jakieś zaklęcie, czy moc, teraz platforma z kawałka świątyni unosiła się w powietrzu a tuż przed nią unosił się smok, spoglądając na Xardasa.
- Widzę że posiadłeś wiele mocy, saladuku. Jednak twoje, zabawy dobiegły końca, czas oddać mi to, na co zasługuję.
Właściciel
- Było zjawić się kawałek wcześniej - rzekł Xardas i powoli wstał, chwiejąc się lekko.
- Odlecieć? No cóż... Ja raczej tego nie zrobię. - Powiedział smok po czym wzleciał w górę, problem z tym, że skoro on się oddalił, to platforma spadła w dół.
Właściciel
Smok zrobił unik, poleciał w dół, a następnie wleciał w platformę od dołu rozwalając ją na strzępy.
Właściciel
Smok zionął mrozem co powinno ochłodzić temperament Chaosu - ha, ha, ha. A tak na serio zmrożenie go powinno coś smokowi większą szansę na wyrwanie się mu - chyba że chmura zrobiona była z gazowego godmodynu, jeśli nie, smokowi udało się wylecieć z chmury i zaczął lecieć ku górze, musiał chwilę odpocząć gdyż jego łuski mogły powoli - ale jednak - regenerować się.
Zaraza leżał na ziemi, miał połamane sporą ilość kości, a jednak żył. Ruszył palcami u rąk, użył swojej mocy, zaczął się regenerować. Czuł jak kości zrastają mu się z powrotem, spojrzał na Chaos, był zajęty, spojrzał na Xardasa, był do niego tyłem, szukał kuli. Otworzył pod sobą portal, pojawił się tuż zanim.
- Moja kolej. - odezwał się u uderzył go z całych sił nim nekromanta zdążył się odwrócić - w lewą łopatkę łamiąc mu ją i odrzucając Xardasa w przód, na skałę. Xardas wrzasnął i uderzył o nią z hukiem, Zaraza otwarł portal obok siebie i wyciągnął z niego łańcuch, łańcuch który mógł się wydłużać, na końcu zamieszczone miał trójkątne ostrze. - Taki potężny... A taki kruchy. - zaczął kręcić łańcuchem i iść w jego stronę, Xardas próbował złapać oddech bo bolesnym uderzeniu, jęknął tylko cicho próbując zawołać Chaos.
Właściciel
Zaraza zbliżał się do Xardasa co raz szybciej kręcąc łańcuchem.
- I na co ci teraz twoja magia? Jesteś martwy.
- Magia?! - wrzasnął Xardas. - Och tak, dobrze że mi przypomniałeś. - W tym momencie Zaraza rzucił łańcuchem w stronę Xardasa, ten użył zaklęcia które odbiło ostrze, odbiło się i uderzyło centralnie w kulę która leżała obok. Rozeszła się ogromna fala czarnej mocy która odrzuciła wszelkie istoty w ogromnej odległości. Xardas stał już trzymając kulę zdrową ręką. - myślałeś że mnie pokonasz tak? Ty marny, durny, ty przeklęta imitacjo prawdziwego jeźdźcy. Zobaczmy co jesteś wstanie zrobić bez swojej mocy! - uderzył z powrotem w kulę, kolejna fala rozeszła się, tym razem na nowo zablokowała ona wszelkie możliwe moce jeźdźców, teraz nie trzeba było być w świątyni, wystarczyło być w zasięgu działania kuli, który był ogromny. Doprowadziło to do tego że Chaos musiał albo spaść razem ze smokiem, albo jakoś się w ostatniej chwili przeteleportować, jeśli zdążył w odpowiednim momencie zorientować się co się dzieje.
Właściciel
Smok próbował poratować się ostatnimi r*chami skrzydeł dzięki czemu nie połamał sobie kości, Xardas miał w tym momencie smoka gdzieś. Zamierzał zadać ostatni cios Zarazie, zamierzał go unicestwić. Teraz stał patrząc w jego stronę.
- Nie masz teraz mocy, jesteś słaby, jak się z tym czujesz? - począł powoli regenerować sobie pękniętą łopatkę, patrzył teraz na niego wzrokiem pełnym gniewu, ale i poczucia dominacji, miał dość zabaw, koniec podchodów.
- Okropnie, zwłaszcza że ktoś taki jak ty ma jakąkolwiek moc zdolną mnie pokonać.
- Zabawne... - Xardas wykonał ruch kulą w górę co spowodowało podlecenie Zarazy w górę tam złapała go coś w rodzaju mrocznej dłoni stworzonej przez Xardasa, cisnęła nim na ziemię, tuż przed nogi Xardasa.
Konto usunięte
//jeja cenzuruje "ruchami"
wat//
Właściciel
Zaraza spojrzał na niego zdziwiony, sięgnął i złapał za jego rękę. Xardas uderzył o ziemię, kulę wypuścił gdzieś po drodze, miał złamaną rękę, nie był wstanie jej zregenerować bez trzymania kuli, próbował powoli wstać, ledwo mu się udało, zaczął bardzo powoli iść w stronę kuli.
Właściciel
Moc kuli poraziła postać z obsydianu, im dłużej ją trzymał tym mocniej go raziła, jeśli trzymał ją by zbyt długo pancerz mógłby stać by się na tyle osłabiony że nie był by wstanie wiele już zrobić. Zaraza stał spoglądając na całą scenę, oddychał ciężko, a jego moc wciąż była blokowana.
Właściciel
Zaraza zrobił unik zdziwiony, kula przeleciała obok niego i wbiła się w ziemię obok. Smok wykorzystał okazję wzleciał w górę, runął w dół w stronę Xardasa, złapał go w szpony i zaczął lecieć w stronę północy przyspieszając ciągle. Po chwili osiągnął prędkość znacznie szybszą niż przeciętny smok.
- Gdzie dwóch się bije... - było słychać ostatnie słowa smoka a potem słychać było go już zbyt cicho.
Właściciel
Konstrukt jednak nie był wstanie go dogonić, smok zaczął przyspieszać a konstrukt leciał trochę wolniej z powodu częściowego osłabienia z powodu trzymania kuli, nie było to dużo zwolnienie, ale i tak na tyle duże, że smok w którymś momencie po prostu zniknął z widoku. Zaraza usiadł kawałek od kuli, i spojrzał w niebo.
- Eh... Dawno mnie tak wszystko nie bolało...
W tym samym momencie jakiś portal pojawił się obok niego, wyskoczył z niego... Masil, pobiegł w stronę kuli.
- Wy przeklęci idioci! - wrzasnął Masil, chwycił kulę i wleciał w kolejny portal który otwarł się przed nim na ścianie.
- Szlag by go... - Zaraza przewrócił oczami, po czym wstał i szybko wskoczył do portalu który zamknął się tuż zanim.