-Czego ode mnie chcecie? Mam się nie wtrącać? Nic prostszego! Wolicie wykorzystać mnie do podboju tego wymiaru? Droga wolna! Ale chcę choć raz wiedzieć, co tu się wyprawia! - krzyczał nie wiedząc, czy ma się spodziewać odpowiedzi.
Spróbował poturlać się, doczołgać lub wspiąć w stronę kuli. Wydawało się mu to żałosne, ale musiał coś zrobić.
//Cenzura poszła za daleko :L
Ustawił się tak, żeby mieć szansę trafić w źródło - tak nazwał w myślach odkształcenie. Nie jakaś niewytłumaczalna abominacja, tylko źródło nadprzyrodzonej mocy.
-Tak, o mnie się nie martw... - wstał z pewnym trudem. Z pewnością miał parę siniaków, może jakieś złamanie - Jeśli kolejne trzy odkształcenia będą równie złe, to mogę nie wyjść z tego żywy. W to jest zamieszana jakaś wyższa siła - spojrzał na Sana, w nadziei, że półelf wie co robić lepiej niż on sam.
- A właściwe to w Karczmie nic się nie dzieje?
Właściciel
- A bo ja wiem? Wy ludzie jesteście dziwni! - zawołał krasnolud sprawdzając czy topór jest cały i zdrowy.
Walon po kilku głębszych łykach piwa rozejrzał się po Karczmie spodziewając się, że niczego ciekawego nie zobaczy.
Właściciel
Oghren spojrzał na niego nie pewnie.
- A zresztą szlag was, spadam stąd, na pewno gdzie indziej są ciekawsze rzeczy do roboty niż gadanie z ludźmi... Może odwiedzę moje państwo?
-Miło z twojej strony. Chodźmy do następnego źródła.
Właściciel
- Co? Jak to?! - zawołał krasnolud. - Wojny z kim?! To pewnie te przeklęte elfy!
- Ciekawe. - pomyślał Walon.
Zbliżył się do rozmawiających w celu pozyskania dalszych informacji.
Zacisnął zęby. Arena. Jak wspaniale Wyjął broń.
-Osłaniaj mnie tą swoją magią assasyna. Nie mam pojęcia, co może się tu wydarzyć.
- Niby z czego miałbym się nabijać? - zapytał Walon dosiadając się do mężczyzny.
Wkroczył na arenę z podniesioną głową, gotowy zwiać w każdej chwili.
- Słyszałem i widziałem wiele dziwnych rzeczy. Mów.
- Lewiatan mówisz? One w ogóle istnieją?
- Opiszesz go dokładnie? No i gdzie go widziałeś?
Zaczął rozkopywać kurz stopą. Jeśli coś miało eksplodować, to nie w jego twarz.
Stanął na nogi i rozejrzał się za swoimi ostrzami, które musiał upuścić lecąc w powietrzu.
Podniósł bliższe ostrze z ziemi i zaczął przyglądać się walce, czekając na odpowiedni moment do ataku bądź wygraną półelfa.
- Może i się zdziwisz, ale Ci wierzę.
- A więc... Co masz zamiar teraz zrobić?
- Nie chcesz tam wrócić? Dowieść prawdy?
Podbiegł do szkieleta wbić mu ostrze w plecy.
- Myślałem, że masz jakiś pomysł.
-Jak szybki ten szkielet może być?
-Więc może sprawdzimy, jak by to mówiąc, uciekając stąd w podskokach? Możemy potem wrócić z katapultą.
Właściciel
- Co? Dobre sobie! Wojny zawsze wywołują te przeklęte elfy! A potem wina spada na nas! Przodkowie się w grobach przewracają! - zawołał krasnolud machając rękami.
Elfka która siedziała przy ladzie zamyślona dopiero teraz go zauważyła, wstała i podeszła bliżej.
- Coś ty powiedział?
- O cholera! Co za paskudztwo! - krzyknął Oghren.
- Wyglądałabym inaczej gdyby nie wy!
- Jasne! Wy chude gnojki potraficie tylko zrzucać wszystko na nas!
- My?! Jak śmiesz! Ty brodaty śmierdzielu!
- O nie! Nikt tak mnie nie będzie nazywał! - wkurzony krasnolud wyciągnął topór, elfka cofnęła się i sięgnęła po swój sztylet.