Właściciel
- Ej! Spokój! Bo was stąd wywalę i tyle będzie z pomocy! - zawołał Masil i westchnął głęboko.
Właściciel
- No dobra, mam pomysł. Mam dla waszej dwójki zadanie, jeśli je wykonacie, możecie tutaj zostać i pomagać, co oczywiście wam samym przyniesie również korzyści. Co wy na to?
Właściciel
- No dobra, tylko słuchajcie uważnie bo nie mam zamiaru powtarzać. Spory kawałek od pewnego miasta w Myrtanie znajduje się wieża pewnego maga. Koleś nazywał się Xardas, to ten który załatwił dla mnie kamień który ciągnęliśmy przez ten wymiar. W jego wieży znajduje się pewna księga, "Wymiary magiczne". Potrzebuję żebyście udali się do wieży i wykradli tę księgę. Podejrzewam że większość strażników gdzieś się rozsypała kiedy Xardas zniknął, więc nie powinno być z nimi problemu. Problem pojawia się z samym znalezieniem księgi. W jego wieży znajduje się cały ogrom ksiąg, więc szansa na znalezienie jej przez kogoś kto jest tam pierwszy raz graniczy z cudem. Jednak mam na to sposób. W mieście do którego was przeniosę można spotkać pewnego szkieleta oraz golema, ci dwaj byli jednymi z strażników wieży Xardasa. Oni powinni pomóc wam znaleźć tę księgę. Podejrzewam że albo szlajają się gdzieś w mieście albo w okolicach samej wieży. Kiedy znajdziecie się w mieście udajcie się do Karczmy Pod Historią. Pod Karczmą znajduje się kryjówka pewnego zakonu, popytajcie u nich, jeśli ci dwaj pojawiali się ostatnio w mieście powinni coś o tym wiedzieć. Jeśli nie chcieli by was wpuścić musicie poszukać Elisif, siostry ich Mistrza. Powiedzcie im kto was przysyła, z nią raczej będziecie mogli chodzić gdzie wam się żywnie podoba. Zrozumieliście?
Właściciel
Masil po raz kolejny westchnął i wyciągnął z kieszeni dwa kamienie z czymś po środku, jakby przyciskiem.
- To pozwoli wam przenieść się z powrotem tutaj. - powiedział Masil i już miał sobie gdzieś pójść kiedy mu się coś przypomniało. - A, jest jeszcze coś, skoro Xardas gdzieś zniknął zapytajcie tej dwójki czy by nie chcieli do nas dołączyć, w tej chwili każdy się przyda. - powiedział Masil i za pomocą rozkładanego kostura który wydobył ze swojej kieszeni otwarł portal migający na zielono. - Droga wolna, tylko niczego nie spieprzcie.
-Dobrze, spróbuję być miły jeszcze raz - nie miał czasu na przejmowanie kontroli nad strażnikiem, więc używając telepatii pobudził jego płat czołowy, co powinno pobudzić pamięć wzrokową i poczucie strachu - Czy mogę wejść?
Właściciel
Pojawili się na placu po środku miasta, na drogowskazach widzieli napisy informujące że idąc w prawo trafią do Karczmy Pod Historią.
-Zalecam ci zaryzykować gniew przełożonych. Bo mnie nie zdołasz powstrzymać - zaczął mówić bardziej poważnym tonem - To jest naprawdę ważne dla nas wszystkich. Teraz wejdę do środka, a jeśli coś ci wpadnie do głowy, nie rób tego.
Właściciel
Po drodze obywatele nie zwracali mimo wszystko na nich zbyt dużej uwagi, pewnie myśleli że pracują dla ambasady orków, w dotarciu do Karczmy nikt im nie przeszkadzał.
Właściciel
Oghren obrócił swój zadek i zaczął przyglądać się walce śmiejąc się. W tym momencie do Karczmy wszedł Ur-shak wraz z dwoma orkami i usiedli przy jednym z większych stolików. Jeden z orków podszedł do zastępcy Karczmarza.
- Trzy porcje jakiegoś dobrego mięsa.
Ur-shak po chwili zauważył bijące się gobliny i podniósł je oba za pomocą telekinezy a następnie usadził na stole przy którym siedział.
- Jak to się stało że straż jeszcze nie ponabijała was na pale? - zdziwił się szaman.
Ci goście są naprawdę dziwni Zszedł do podziemi.
Właściciel
- Cicho obaj! Powiedzcie może co tu robicie?
Właściciel
- Cicho! - zawołał Szaman. - Elisif? A czego gobliny chcą od pani Elisif? - dziwił się Ur-shak.
Miał w miarę dobrą pamięć przestrzenną, więc po zaledwie kilku ślepych zaułkach trafił do szpitala.
Właściciel
- W takim razie wam nie powiem, skąd mam wiedzieć że nie chcecie jej zrobić krzywdy?
Właściciel
- Naprawdę jesteście jak typowe gobliny. Uważacie że ktoś kto wygląda niewinnie lub słabo nie jest wstanie zabić? Cóż za niewiedza...
Właściciel
Ork siedzący przy Ur-shaku prychnął.
- Może wyślijmy te dwa małe gnojki na "trening"? Przydałoby im się pokazać że za takie zachowanie co najwyżej stracą zęby.
Drugi ork podszedł i usiadł przy stole.
- Zawsze miałem ochotę spróbować goblińskiego mięsa, co wy na to?
Szaman nie odpowiedział, ciekawiła go reakcja goblinów.
Podszedł do półsmoka
-Jesteś przytomny? Możesz mnie zrozumieć?
Właściciel
Nie dały rady, pierwszy ork złapał je zanim zdążyły zeskoczyć ze stołu. Szaman przyjrzał im się uważnie i powiedział patrząc im w oczy na zmianę.
- To jak? Powiecie czego chcecie od Elisif?
Westchnął z ulgą
-Masz w umyśle jakiegoś rodzaju odkształcenie. Muszę go dotknąć, żeby dokończyć swoje zadanie i być może ci pomóc. Nie wiem, co się za chwilę stanie, ale jak dotąd było dość niebezpiecznie. Jesteś gotowy?
Właściciel
Ur-shak rzucił na nie zaklęcie spokoju, poczuły się bezpieczne.
Właściciel
- Czyli rozumiem że chcecie dostać się do podziemi? Cóż, w takim razie chyba mogę wam powiedzieć gdzie jest. Udała się do siedziby paladynów, miała tam coś przedyskutować, mijaliśmy idąc do Karczmy.
Właściciel
Ork z powrotem postawił ich na stole.
- Idźcie za drogowskazami, powinniście trafić.
- Może im pokażę? Nie wyglądają na zbyt bystrych. - odparł jeden z orków.
Właściciel
- Dobrze więc zaprowadź ich, może twoje jedzenie jeszcze nie wystygnie. - powiedział patrząc czy przypadkiem karczmarz już nie skończył. Ork wstał i ruszył w stronę wyjścia patrząc czy idą za nim.
Właściciel
Po niedługim chodzeniu po mieście dotarli do siedziby Garrusa.
- To tutaj, ale radziłbym wam poczekać, paladyni raczej was nie wpuszczą.
-A ja mam pomysł, jak mu pomóc - odpowiedział Davis, po czym dodał w myślach: Albo go zabić. Dotknął czoła Paratha.
-Naprawdę chcesz mnie sprowokować? - ocenił sytuację - A w sumie to wołaj kogo chcesz.
Wszedł w umysł leżącego
Właściciel
Tymczasem w budynku przed którym czekały gobliny trwała duża dyskusja.
- Przecież to niemożliwe! Musimy im pomóc! - zawołała Elisif. - Czy król oszalał?!
- Uspokój się Elisif, nic nie zrobimy, jeśli król postanowił nie przysyłać nam wsparcia nie jesteśmy pomóc. - Garrus próbował ją uspokoić.
- To szaleństwo! Czy on chce żeby oni tam wszyscy poumierali?!
- Elisif! - krzyknął Garrus na co Elisif ucichła. - Nawet gdybyśmy chcieli im pomóc sami nie mamy jak, nie zostawię miasta bez żadnej ochrony, wszyscy ludzie Gethara udali się na wykopaliska...
- A co z moimi ludźmi? - przerwała mu.
- Co? - zdziwił się Garrus.
- Gethar jest twoim zastępcą i ma do dyspozycji swoją małą armię, a co ze mną? Przecież też jestem twoją zastępczynią, nie pamiętasz?
- Owszem, masz do dyspozycji pewne jednostki ale...
- Świetnie! W takim razie ja wezmę swoich na tereny elfów.
- Że co?! Nie ma mowy! Nie zamierzam ryzykować twojego życia tylko dlatego że ty sobie tak ubzdurałaś!
- Przecież to moi ludzie, sam tak powiedziałeś.
- Tak, ale ty jesteś moją zastępczynią, co znaczy że nie możesz wziąć swoich ludzi i ruszyć gdziekolwiek bez mojego pozwolenia.
- Więc co zamierzasz?! Nie pomóc im to tak jakby samemu ich pozabijać!
- Jasna cholera... - powiedział cicho Garrus. - Czy Darcus musi znikać wtedy kiedy jest najbardziej potrzebny?
- A co z tą całą inkwizycją?
- Inkwizycją? Oni przybyli tutaj żeby z nami współpracować, ale my nie jesteśmy wstanie im pomóc skoro król nie zamierza przysłać posiłków. Sam uważam to za bezsens...
- Jesteś jak on.
- Że jak?
- On nie chce nam nikogo wysłać ponieważ boi się że lada chwila zacznie się wojna z orkami. Ty też uważasz że nie możemy pomóc ponieważ musiałbyś pozbawić miasta części straży.
- To nie to samo, on ma potężną armię, znacznie większą niż podczas wcześniejszych wojen, my nie. W tym momencie mam około dwustu ludzi plus pięćdziesięciu pod twoimi rozkazami. Oczywiście liczę w to wszystkich strażników, paladynów i całą resztę.
- A orkowie?
- Co orkowie?
- Może oni mogliby nam pomóc.
- No teraz to dopiero wypaliłaś... Przypomnij sobie, czemu król nie chce wysłać nam posiłków?
- No wiem... Ale gdyby...
- Pomyśl, gdyby król dowiedział się że kontaktujemy się z orkami wysłałby tu ludzi, ale tylko po to żeby spalili nas razem z całym miastem. Nie jesteśmy wstanie im w tym momencie pomóc, zrozum to. A teraz możesz już odejść, posiedzenie uważam za skończone.
Elisif westchnęła, paladyni otwarli drzwi.
- Ja tego tak nie zostawię. - powiedziała i wyszła.
- Domyślam się. - powiedział sam do siebie Garrus.
Elisif wyszła przed budynek i spojrzała zdziwiona na dwójkę goblinów i orka.
- Ci dwaj to pani. - powiedział i ruszył w stronę Karczmy.
-Dobra, daję wam punkty za szybkość - Davis był solidnie wkurzony. Zaatakował umysł najbliższego strażnika chaotyczną serią impulsów, ponownie celując w płat czołowy.
-Mogę zrobić więcej, jeśli nie macie dosyć - Wycelował w kolejnego strażnika, i spróbował uszkodzić koordynację ruchową.