-Dość dużo tych rzeczy wzięła... -stwierdził naciągając rękawy. Lekko bujał się na krześle. -A tak w ogóle... Nie wiem czy chcesz o tym mówić ale co się stało, że rozwiodłeś się z żoną? -w ostatnim momencie przygryzł język.
Właścicielka
Lodówka była uchylona, letnia i spały w niej myszy.
- Co lubisz jeść na śniadanie? Bo jak w Kreeou jadłeś kanapki to wyglądałeś jakbyś miał umrzeć. - zapytała Kama, wchodząc do pomieszczenia.
- Na pewno nie te myszy. - Odpowiedział odchodząc od lodówki. - Choć jeśli jeszcze raz ktoś będzie chciał mi wcisnąć kanapki to chyba to rozważę. -
Właścicielka
- Była wredną jędzą, nie lubiła mnie i zdradzała. Czarę przelała mała wpadka, w udziale mnie i Karmelka podczas rodzinnego spotkania. To było całkiem dawno... Cóż, trochę za dużo sobie wypiliśmy i w ogóle.
Właścicielka
- To mów co, pójdziemy do jakiejś knajpy, pamiętam jeszcze gdzie co jest dobre. - wzruszyła ramionami i przymknęła drzwi od lodówki.
Chłopak skinął głową lekko zmieszany. Raczej wolał nie wypytywać dalej, i tak pewnie przypadkowo mu się wyrwało... Westchnął cicho poprawiając okulary.
- Strasznie dawno nie jadłem hot-dogów. - Odpowiedział krótko.
Właścicielka
- Tak się kończy, jak żenisz się dla świętego spokoju. - westchnął Eleazar i zamruczał Coś pod nosem. - Czy chcesz o coś jeszcze zapytać?
-Nie... Raczej nie... -mruknął po czym wstał z krzesła i tak po prostu przytulił wampira. Sam nie wiedział czemu tak zrobił... Poczuł, że musi.
Właścicielka
- A więc chodźmy. - mruknęła, wyciągając tylko z szafki jakiś plecak i wrzucając do niego torbę ubrań, być może wziętych od Eleazara. - Też w sumie dawno ich nie jadłam.
- To może ja zapytam... - mruknął, odwzajemniając przytulas i opierając na jego głowie swą brodę. - Jak ty to robisz, że jesteś taki, że żałuję, że spotkałem cię tak późno? - westchnął, całując go w czubek głowy.
Yukki uśmiechnął się pod nosem i jeszcze bardziej sie wtulił.
-Wiesz... Sam nie wiem... -stwierdził cicho.
Właścicielka
Tymczasem Eleazar usiadł sobie na krześle, sadzając Yukkiego na swych kolanach.
- No i nie wiem, jakim przymiotnikiem Cię określić. - mruknął cicho.
Chłopak poruszył się trochę niespokojnie i spojrzał na niego. Po chwili zaśmiał się cicho.
-No cóż. Ja bym siebie nazwał nieudacznikiem albo ciamajdą.
Właścicielka
- No dobrze, możesz być ciamajdą. Ale moją i bardzo u... u... seksowną. - mruknął w końcu, usilnie pomijając słowo "uroczą".
Na jego policzkach znowu pojawił się słodki rumieniec.
-Ehh... -westchnął cicho zakrywając twarz. Jakby przeszkadzało mu to, że się tak rumieni.
- No to chodźmy. - Powiedział wychodząc przez niezamykalne drzwi i zatrzymując się by zaczekać na dziewczynę.
Właścicielka
Jednak wampir złapał go za ręce i nie pozwolił mu się zakrywać. Pocałował Yukkiego na dłużej, lekko, mrucząc coś cicho.
Właścicielka
Kama szła tuż za nim i trzasnęła drzwiami.
- No to chodźmy. - wyszła z nim na dwór. - Jak się spało?
Chłopak zmrużył lekko oczy odwzajemniając pocałunek. No cóż, nawet nie próbował przeciwstawiać się wampirowi gdyż wiedział, że ten jest silniejszy od niego.
- Przemiło. Choć znałem lepsze leża niż zakurzone łóżko w na wpół opuszczonym mieszkaniu. - Zaśmiał się cicho.
Właścicielka
Eleazar puścił Yukkiego i przerwał po dłuższej chwili ich pocałunek.
- Ładnie ci z rumieńcem.
-J-ja tak nie uważam... -stwierdził patrząc na wampira. Przechylił lekko głowę i poruszył biodrami.
Właścicielka
- Jakby mnie nie wyklęli, mógłbyś sprawdzić, jak fajne były łóżka w rezydencji. No ale pewnie nie masz czasu na takie małe włamanie... - mruknęła.
//Co on kombinuje?
- To jak uważasz, Yukki? - zamruczał.
//No cóż... Nie wiem, nie wiem.//
-Noo... -mruknął zamyślając się. -Uważam, że to głupie się tak rumienić. -westchnął cicho bawiąc się swoim rękawem.
- Ja nie robiłem "małych włamań". - Odpowiedział. - Ale dla ciebie mogę zrobić wyjątek. -
Właścicielka
- No to pójdziemy po śniadaniu. - podsumowała Kama, wchodząc do knajpy. - Z czym chcesz tego hot-doga?
- Ktoś musi we Wszechświecie pięknie wyglądać z rumieńcami na twarzy. - zaśmiał się Eleazar.
- Z ostrym keczupem i prażoną cebulką. - Odpowiedział wchodząc tuż za nią do lokalu.
Właścicielka
- A ja z musztardą rosyjską i surówką. - skinęła na kelnerkę, wyglądało na to, że się znały.
- Nigdy nie zrozumiem ludzi, wampirów, ani innych istot które kładą surówkę na hot-doga. -
Prychnął cicho i pocałował wampira. -To tak no to, byś już przestał z tymi rumieńcami. -stwierdził w końcu odrywając się od pocałunku.
Właścicielka
- Ja nie rozumiem kogokolwiek, kto lubi prażoną cebulę. Przypalone i mdło słodkie. - odparowała dziewczyna.
- Przestaję na amen. - klasnął w dłonie Eleazar. - A możesz być czarujący?
-No niech już Ci będzie~ -westchnął cicho przytulając go.
Właścicielka
- To miło, że się zgadzamy. Masz teraz jakiś pomysł, co zrobić? Nie wiem, choćby iść na spacer czy coś...
-Mhm. -skinął głową i zszedł z jego kolan. -Możemy się przejść jak już wcześniej wspomniałeś. -przeciągnął się jak kot i ziewnął cicho.
- Ale przynajmniej pasuje do dania jakim jest hot-dog. - Kontynuował dyskusje.
Właścicielka
- Nie pasuje. To nie burger. - wzdrygnęła się dziewczyna. - Choć Kizuka to jeszcze dowala do surówki sos czosnkowy.
- To chodźmy kotku. - zamruczał Eleazar, nagle wstając z miejsca i tak sobie nosząc Yukkiego.
-Uhh... Możesz mnie puścić... Nie jestem taki lekki. -burknął cicho.
- Akurat burger z prażoną cebulką nie ma sensu. A surówka z sosem czosnkowym jest dobra, o ile ktoś jej nie położy na hot-dogu. -
Właścicielka
- Karmelek jest od ciebie ciężka. - mruknął, chwilę później łapiąc się za usta. - Zresztą, nie mam ochoty błądzić z tobą tymi wszystkimi korytarzami, jakie trza było pokonać za pierwszym razem, mam szybszy sposób.
//tak z ciekawości, to twoja opinia Patrysiu, czy tylko Lawrenca?
- Sam hot-dog mi się taki łysy wydaje i w ogóle. - westchnęła Kama. - Nie chce mi się kłócić. - weschnęła i wzięła od kelnerki swoje zamówienie, już bez słów podając Lawrencowi jego hot-doga.
-C-co masz na myśli? -chłopak spojrzał na niego uważnie. O co mogło chodzić wampirowi? Jakiś skrót? Miał do tego pewne obawy..
Ugryzł kawałek i przeżuł dokładnie. - Mmmm... świetny hot-dog. -
//Mamy podobne poglądy na ten temat.
Właścicielka
Eleazar po prostu przytulił Yukkiego do siebie i nagle jakaś energia przeniosła ich na zewnątrz.
- Zastanawiałem się, czy nie zlecieć z twierdzy, ale wolałem nie grać ci bardziej na nerwach, kotku.
Kama nie odpowiedziała, w końcu była zajęta zajadaniem całkiem zjadliwie wyglądającej surówki ze swojego hot-doga.
//Czyli znów jakieś upodobania nas różnią c:
-Umh... Prędzej padłbym na zawał czy coś... -westchnął cicho. -Postawisz mnie na ziemi czy będziesz tak ze mną szedł...?
Właścicielka
- A jak ci wygodnie? - odrzekł pytaniem na pytanie.
-Noo... -westchnął. -Wygodnie mi ale czy to nie będzie dziwnie wyglądało? Przecież mam nogi. -stwierdził machając lekko nogami.
Mężczyzna całkiem szybko uporał się z całym śniadaniem i zaczekał kulturalnie na dziewczynę.
Właścicielka
Kama skończyła o dziwo niemal równocześnie z nim i tylko się oblizywała.
- To jak, idziemy czy napawasz się smakiem?
- Przesadzasz, ale niech ci będzie. - z lekkim żalem postawił Yukkiego na ziemi i zaplótł palce ich dłoni.
Poprawił okulary wolną dłonią. Westchnął cicho znowu lekko się rumieniąc.
-Prowadź na ten spacerek. -uśmiechnął się do waampuram
Właścicielka
Byli akurat w parku, pełnym kolorowych lampionów. Wokół swoistego ogrodu było całkiem ciemno, tu utrzymywała się lekka, szryczna jasność. Park o tej porze był prawie pusty.
-Jacie... -mruknął zafascynowany. Uśmiechnął się szerzej podziwiając wszystko z nieukrywanym zachwytem. -Pięknie tutaj...