Chłopak powoli podniósł się i chwycił książkę, która spadła. Ponownie położył się na łóżku, uważnie obserwując swoją zdobycz.
Właścicielka
Schwytaną książką była nieco grubsza książka, pod tytułem Black Out. (Bo czemu by nie) wedle opisu opowiadała o nagłej utracie prądu w Świecie.
Uśmiechnął się pod nosem i od razu zabrał się do czytania książki. Strasznie go wciągnęła, czytał ją z zapartym tchem.
Właścicielka
Książka była dość długa. Gdy dotarł do końcówki, usłyszał, że ktoś wszedł do domu.
- Hm, wujek, jesteś tu może? - nieco niepewnie zapytała jakaś dziewczyna.
-Umm...? -chłopak ostrożnie podniósł się i położył książkę na łóżku. Szczerze zdziwił się słysząc kogoś. W ostatniej chwili zorientował się, że powinien coś powiedzieć... Albo nie powinien? Wstrzymał oddech czekając na rozwój wydarzeń.
Właścicielka
- Hmmm? Przeszkodziłam w czymś? - zapytała dziewcyzna, przesuwając zapewne krzesło i posiadając na nim. - Cóż, to niegrzeczna umiejętność, ale potrafię wyczuć emocje. Boisz się mnie?
-T-trochę... -mruknął cicho siadając na łóżku. -K-kim jesteś? -zapytał cicho. W sumie to był pewien, że dziewczyna to zapewne wampir...
Wątpię by ci się udało. Pomyślał z lekkim uśmiechem.
Właścicielka
- Hm, a co z tym tam, Deusem? - zapytała Caer.
- Jest bodajże w Seyo i plotki chodzą, że znalazł swoją miłość z przeszłości, więc nie sądzę, by szukał. Chodź, Kind przyniosła nam sukienki.
Sen rozmył się, ale lżej. Tym razem w biblioteczce przed lustrem stała Kizuka.
- Sporo się porobiło w ostatnich dniach, co?
- Jestem Kama. - westchnęła cicho, przeczesując włosy. Yukki mógł w niej rozpoznać jedną z dziewczyn ze zdjęcia, więc zapewne była to bratanica Eleazara. - Mieszkasz tutaj?
Chłopak oblał się rumieńcem i odwrócił zmieszany wzrok.
-Chyba m-można to tak nazwać... -stwierdził. -Ja j-jestem Yukki...
- Można tak powiedzieć. - Powiedział rozprostowując ramiona.
Właścicielka
Kama z lekkim zastanowieniem spojrzała na niego.
- No, miło mi cię poznać. Nie widziałeś może mojego wujka, Eleazara? Jakoś tak myślałam, że jeszcze tu mieszka...
Dziewczyna chyba zastanawiała się nad fryzurą.
- Chociaż to raczej normalne, jak na moment, gdy kilku Jokerów jest od dłuższego czasu w Krainie. Powodujecie łańcuchy wydarzeń.
- A bez nas by nie powstawały? -
-N-no.. Bo mieszka... -zestresowany zaczął miąć rękaw swojej bluzy. -P-poszedł na obchód... -mruknął cicho nie patrząc na dziewczynę. Nawet nie chciał wiedzieć co dziewczyna sobie o nim pomyśli...
Właścicielka
- Ach, rzeczywiście, przecież wisi moje zdjęcie. - palnęła się w czoło Kama. - Przepraszam, od rana się mi źle myśli. Hm, na obchód poszedł pewnie z godzinę temu, to znaczy, że zaraz będzie. Hmm... skąd jesteś?
- Na pewno nie zachodził by to tak gwałtownie i... ciekawie. Życie byłoby długie i nudne, zwykle takie bywa, jak się nic nie zmienia.
-Ja jestem ze Świata... W sumie to po-podróżuję po całej Krainie... -westchnął cicho. Tym razem spoglądał na dziewczynę najwyraźniej zaciekawiony.
- Idąc tym tropem nawet zmiana na gorsze jest dobra. Czasem lepiej żeby nic się nie działo. -
Właścicielka
- A to ciekawe. Zawsze miło spotkać kogoś ze Świata, nowa twarz, nowa przeszłość, którą może kiedyś się podzieli. Czemu się tak zarumieniłeś wcześniej?
- Zmiana na gorsze jest po prostu próbą. Później zawsze jest lepiej, sama tego dopilnowuję. - wzruszyła ramionami. - W końcu jakoś rządza mordu Zelli ochłonęła, co?
-N-nie ważne! --machnął ręką jak gdyby próbował odgonić ten temat. W sumie to zabawnie wyglądał, zestresowany... Nie wiedział co więcej powiedzieć, jak zacząć rozmowę...
Właścicielka
- Aha, czyli już wszystko wiem. - wzruszyła ramionami Kama. - Dobrze ci tu?
Skinął głową cały czas na nią patrząc.
-A co wiesz? -zapytał cicho, z czystej ciekawości.
Właścicielka
Kama zaśmiała się i poprawiła sobie włosy.
- Kiedyś lubiłam bawić się w małe śledztwo, jak Sherlock Holmes. Teraz robię to odruchowo. Masz opatrzone rany, bo Eleazar ma awersję do lekarzy i chce być samodzielny. Dlatego opatrunki są amatorskie. Jednakże są dosyć staranne - wujek czuł się odpowiedzialny za to co się stało albo mu zależy na tobie. Obstawiam oba. Pozwolił ci czytać, gościom z reguły nie pozwala. Na pytanie o mieszkanie zarumieniłeś się, ale nie zaprzeczyłeś. Zawstydza cię myśl o waszym związku, ale jednak nie zaprzeczasz. To w sumie dobrze, Yukki.
- Właśnie wybiera się na ślub, więc pewnie tak. - Powiedział z uśmiechem. - Miło że Shani i Rafaelowi się układa. -
Spojrzał na nią zdziwiony. Jak ona do tego doszła... Raczej nie chciał wnikać.
-No cóż... Czy t-ty czasem nie jesteś tym Sherlockiem? J-jesteś pewna? -westchnął cicho. -Ja nigdy bym się nie domyślił takich rzeczy...
Właścicielka
- Po prostu znam mojego wujka i charakter statystycznego chłopaka, który się tak uroczo rumieni. - odparła.
Tymczasem Eleazar wrócił do mieszkania.
- Och, co tu robisz, Karmelku?
- Zapoznaję twojego chłopaka, wujku. - odrzekła krótko.
-Pff... -chłopak zakrył twarzy rękoma, by ukryć rumieńce. Czuł się strasznie nieswojo, obco ale coś jednak mówiło mu, że wszystko jest w porządku.
Właścicielka
- Trochę to potrwało, ale w końcu się udało, nie? - usmiechnęła się dziewczyna. - Lubię patrzeć na szczęście. No i lubię wesela, choć z reguły pamiętam tylko pierwszą ich połowę.
Właścicielka
A Eleazar od tak wziął go na ręce i przytulił.
- I pamiętaj Karmelku, ja się nie dzielę. - odparł nieco dziecinnie wampir.
- No dobrze, dobrze...
Yukki uśmiechnął się pod nosem odsłaniając w końcu twarz.
-N-nie lubisz się dzielić? Czyli teraz co? Jestem t-twoją własnością czy jak? -mruknął niepewnie patrząc na wampira.
Właścicielka
- No właśnie! Ja też chcę go pomiętosić. - udała obrażoną Kama.
- To się jeszcze zobaczy. Ja nikogo nie traktuję przedmiotowo, poza moją byłą żoną i tyle. A co do roszczeń o włAsność... to już od ciebie zależy.
Chłopak prychnął cicho powstrzymując śmiech.
-N-nie wolno mnie miętosić. -stwierdził patrząc na Kamę. Zachowywał się jak obrażone dziecko.
Właścicielka
Kama równie zadziornie wystawiła do niego język, podskoczyła i zaczęła go łaskotać. Przynajmniej do momentu, gdy Eleazar lekkim ruchem ją odepchnął.
Yukki zaśmiał się cicho i przytulił wampira.
-Oj no... Nawet łaskotać mnie nie pozwolisz, hę? -powiedział uśmiechając się pogodnie.
Właścicielka
- No jak uważasz, Yukki. Ja znam Karmelka i wiem, że ona jak ma chwilę na łaskotanie to od razu weźmie się za o wiele poważniejsze rzeczy i nie zauważysz...
- No ładnie, ładnie to mną straszysz? - parsknęła wampirzyca.
-Uhh... Trochę dziwne ale raczej nie będę wnikał co mogłaby mi zrobić... -ziewnął cicho zasłaniając buzię dłonią.
Właścicielka
- Lepiej nie wnikać. - odrzekła Kama i pocałowała najpierw Yukkiego, a potem Eleazara. - Ale ja tu przyszłam... o, masz jakąś sukienkę po cioci?
- Znajdzie się, idź poszukaj. - westchnął, a dziewczyna pobiegła do garderoby.
-Po co jej sukienka? -mruknął cicho patrząc w miejsce, w którym zniknęła dziewczyna.
- Jak większość. - Zaśmiał się. - Czyli widzimy się na weselu? -
Właścicielka
- Niedługo biorą ślub jej znajomi, więc dwoi się i troi, by ładnie się ubrać. W sumie zamierzałem się wybrać na wesele, bo to duża, otwarta impreza. - odrzekł Eleazar.
- Najwyraźniej. Do zobaczenia, Lawrence. - jego sen się rozmył, a rano obudził się sam.
Wstał przeciągając się. Następnie wyszedł z sypialni po swoje rzeczy które zostały na podłodze w salonie.
-No too... I tak pewnie pójdziesz. Na pewno to ważne wydarzenie... -westchnął przeczesując swoje kruczoczarne włosy.
Właścicielka
- Pójdę, więc zapowiadam, że jak będziesz niegrzeczny, to cię wcisnę w sukienkę. Najlepiej różową. - westchnął zadziornie.
Jego ubrania były w miarę poskładane, ale wyraźnie gorzej niż to robiła Zella. Zapewne to normalne. Obok nich leżała karteczka.
Czarnowłosy prychnął cicho i odwrócił wzrok udając obrażonego.
-Nie jestem dziewczynką. Nie dam się wcisnąć w sukienki. Nie zmusisz mnie, nie zrobisz tego.
Właścicielka
- No więc właśnie. - zaczął go łaskotać i pocałował go w policzek. - Żartowałem przecież, nie chcę ciebie w sukienkach.
-No i dobrze. -pokazał mu język niczym małe dziecko.
Właścicielka
- Masz ochotę Coś porobić? - zapytał, na chwilę odsuwając się od niego i zaczynając porządkować kuchnię.
Zaczął wkładać spodnie i przy okazji czytał kartkę zostawioną mu najpewniej przez wampirzycę.
-Emm... Raczej nie... -usiadł na krzesełku obserwując każdy ruch wampira.
Właścicielka
Wyszłam na chwilę do Eleazara, niedługo wrócę. Kama. Krótko, zwięźle i na temat.
Tak więc obserwował sobie Eleazara myjącego garnki. Tymczasem Kama wyszła z garderoby z torbą ubrań, pożegnała się i wyszła.
Więc gdy tylko się ubrał poszedł do kuchni i otworzył lodówkę w poszukiwaniu jedzenia.