Właściciel
- Tak to ja... Coś się stało? - odpowiedziała zdziwiona.
Właściciel
Elisif odsunęła się zdziwiona. Strażnik który pilnował wejścia wyjął miecz i nakierował nim w stronę goblina.
- Jeszcze raz ją dotkniesz a stracisz głowę ty zielony niewychowany su**nsynu!
Powściągnął się i wyprostował. Jeśli chciał przeżyć musiał użyć nie tylko telepatii, ale też psychologii.
-Jestem tu żeby pomóc. Nie mam zamiaru was zabijać. I tego nie zrobię. Ale zamiast tego mogę zrobić tuzin innych rzeczy z waszymi małymi umysłami - warknął - A teraz grzecznie opuścicie broń i dacie mi wykonać swoją robotę. Może być?
Próbował ukryć pocące się dłonie. Zachowywał otwarty umysł, aby część strachu udzieliła się strażnikom. Co prawda przenoszenie emocji na innych nawet w teorii tak nie działało, ale nie zaszkodziło spróbować.
Właściciel
- No dobrze... - zastanowiła się Elisif. - Mówiłeś że czego szukacie?
Właściciel
- Szkieleta i gole... Macie na myśli tych od Xardasa, tak?
Właściciel
- Cóż... Nie wiem po co chcecie z nimi rozmawiać ale niech będzie. Tylko problem w tym że nie mogę wam powiedzieć gdzie są, Darcus by mnie zabił gdyby dowiedział się że mówią każdej napotkanej osobie o tym o czym wiedzieć nie powinni, zwłaszcza że to gobliny.
Właściciel
- Chwila, to wy wiecie o podziemiach? Ale skąd? - zdziwiła się Elisif.
Właściciel
- Masil? Gdzie on jest? Co się z nim dzieje?
Właściciel
- To dobrze... Chyba, no dobrze, skoro i tak już wiecie o podziemiach to darcus nie będzie miał nic przeciwko jeśli was ram zaprowadzę. Chodźcie za mną. - powiedziała Elisif i ruszyła w stronę Karczmy. - To czego tak właściwie Masil chce od nich?
Właściciel
- Masil ma szczęście że Xardas gdzieś zniknął, inaczej nie byłby raczej zadowolony.
Właściciel
Elisif westchnęła i weszła razem z nimi do Karczmy. Następnie ruszyła do podziemi.
Właściciel
Jeden z orków gniewnie oparł rękę na swoim toporze. Elisif zagadała do jednego z asasynów.
- Szukamy Akryla i Ebona. Widział ich ktoś?
Właściciel
- Przynajmniej wciąż są tutaj. - powiedziała Elisif i ruszyła do biblioteki.
- Ebon! Ile razy mam ci mówić że to nie są naleśniki! - usłyszeli wchodząc do biblioteki krzyk Akryla.
- Co? Cholera... Nasz mistrz Xardas zawsze robił takie dobre naleśniki... - powiedział wolno nieco głupawo Ebon odkładając zwiniętą mapę.
- Na moje wszystkie kości, muszę znaleźć coś co ci pomoże albo oszaleję!
- Może naleśnika?
- ŻADNYCH NALEŚNIKÓW!
Właściciel
Elisif spojrzała na nich i pokiwała głowami. Akryl spojrzał w ich stronę.
- Elisif! Dawno cię nie widziałem. - podszedł do niej i uścisnęli się po przyjacielsku.
- Strasznie schudłeś. - powiedziała Elisif.
- Ta nowa dieta dobrze działa. - zaśmiał się Akryl. - A ci dwaj to kto?
- Masil ich przysłał, chcieli z wami porozmawiać.
- Z nami? Ludzka kostka nie wiedziałem że jesteśmy tak popularni. Hej wy tam! - zawołał do nich. - Dobrze się czujecie?
Właściciel
- He he... Smarknął... - powiedział cicho Ebon w tyle.
- Zamknij się! - zawołał do niego a następnie z powrotem spojrzał na goblina. - Jaką znowu księgę?
Zamilkł. Przez chwilę mierzył strażnika wzrokiem, przenikając jego umysł.
Właściciel
Akryl zastanowił się chwilę ignorując ich głupotę.
- Przecież ta księga została w jego wieży...
Właściciel
- Wy nie rozumiecie. Wieża się zawaliła.
Właściciel
Akryl wkurzony już podniósł go i potrząsnął nim.
- Przestań już się drzeć! - krzyknął na niego. - W ogóle po jaką cholerę wam ta książka?
Właściciel
Akryl przytrzymał go jedną ręką a drugą odsunął jego dłoń.
- Mów teraz.
Właściciel
- Mówiłem żebyś się nie darł! Kim jest twój pan?
Właściciel
Szkielet postawił go na ziemi.
- Że też Masil nie znalazł sobie nikogo mądrzejszego do wykonywania jego poleceń... No dobra, trzeba coś wymyślić. Samo zawalenie się wieży nie jest bardzo dużym problemem ponieważ jest na tyle wytrzymała że pewnie księga wciąż tam jest, problem polega na tym że tam jest pełno ludzi, a oni raczej nie zareagują zbyt dobrze widząc dwójkę goblinów, żywego trupa oraz golema.
- Jestem kamień! - zawołał głupie Ebon.
- Głupiego golema... - poprawił się Akryl.
Zrezygnował z bezpośredniego ataku. Zawsze mógł zwrócić się do przełożonych bractwa lub spróbować kontaktu telepatycznego.
-W porządku. Mogę to zrobić twoim sposobem - odpowiedział strażnikowi po czym wyszedł z pomieszczenia.
Właściciel
- Zgłupiałeś do końca? Oni nie są tępi niczym drzewo, zauważą że to przebrania.
Właściciel
- Że co?!
- A co ze mną? - zapytała Elisif.
- Nie rozumiem.
- W końcu jestem zastępczynią Garrusa, jeśli przyjdziecie ze mną, może nie rzucą się na was z widłami.