Właściciel
Masil postanawiając żeby lepiej niczego w starych ruinach nie wysadzać zmienił się w małego goblina w brązowych gatkach i wlazł przez dziurę. Po chwili wrócił i zaczął z kieszeni gatek wyjmować wszystko co znalazł. - opisaniem co znalazł zajmie się stary wyjadacz
Właściciel
///To był magiczny goblin który był wstanie włożyć do kieszeni wszystko co było dużo warte, taki RPG'owy ekwipunek dla materialistów :p///
Właściciel
///A w różową panterę grałeś? #gimbusy nie znajo xd///
Tak więc wszystko co znalazł wyłożył przed Janette po czym zmienił się z powrotem w swoją postać.
Właściciel
- Jak coś to jestem na zewnątrz - i wyszedł
Właściciel
Masil usiadł przed wejściem i zaczął myśleć. Tymczasem do Karczmy wlazł Oghren, był cały poobijany a jego pancerz wyglądał jak by miał jużpare tysięcy lat, krasnolud miał też na twarzy sporo drapanych ran a jego topora (początkowa dwustronny) zostałą jedna strona i to z szczerbami i ostry niczym poduszka. Nie wyglądał na zadowolonego, usiadł przy ladzie i wyjmując w równie kiepskim stanie mieszek krasnoludzkich monet powiedział do Karczmarza.
- Daj coś mocnego... Przyda mi się. Chyba że dalej trzymacie się - masz trudny dzień? nie pij - bo jeśli tak, to zajrzę gdzie indziej.
Właściciel
- I dobrze, zresztą się nie dziwię że jeszcze tu nie dotarły wieści - wziął i wypił duszkiem - a tego zgreda darcusa gdzie porwało?
Właściciel
- Serio? Nie dotarł żaden krasnolud przede mną? A wszyscy mieli się kierować tutaj.
Właściciel
- No dobra, po tym darcus doprowadził mnie do szału wróciłem do królestwa krasnoludów, udało im się uporać z opętanymi krasnoludami jednak całe królestwo było mocno zniszczone i biedne jak na nasze standardy. Zorganizowano więc grupę badawczą która miała udać się do Starych Komnat w celu poszukiwania jakiś złóż, zgłosiłem się, no wiesz, bogactwo sława i inne takie brednie. Stare Komnaty leżały daleko na północ królestwa jeszcze za Taighiem Mafrusa.
Właściciel
- Z początku nic ciekawego nie znaleźliśmy, jeden z naukowców, Bodal mówił że raczej nic tu nie znajdziemy bo przecież krasnoludy mieszkał tutaj już ponad tysiąc lat temu. Jednak kiedy dotarliśmy, trafiliśmy na masę zwłok. Pełno, wszędzie, głównie krasnoludzkich. Szło by to strawić gdyby nie to że w pewnym momencie jeden z krasnoludów Frit trafił na SWOJE zwłoki! Te zwłoki to były zwłoki wszystkich krasnoludów jakie teraz żyły! Chcieliśmy zawracać jednak dowodzący Razan powiedział że MUSIMY dotrzeć do centrum Starych Komnat. Jednak kiedy dotarliśmy... Obudziliśmy coś... To coś obudziło jakieś stworzenia, zaczęły wychodzić z tamtych zwłok, z każdego trupa krasnoluda wychodziły dziwne ohydne stworzenia, zalały nas jak szarańcza, udało uciec sięmi i Bodalowi. Kiedy powiadomiliśmy o wszystkim nowego króla Garesa II zakazał wysłać 6 najlepszych krasnoludów do miasta żeby powiedzieć o tym wszystkim tutejszym paladynom. Ruszyliśmy w różnym czasie, nie wiem gdzie oni są. Kiedy wychodziłem słyszałem wybuch, WSZYSTKIE inne wyjścia z królestwa zostały zasypane przez tony skał. Ja wyszedłem główną bramą "Pieczęcią Czasu". Kiedy tylko oddaliłem się o kilkadziesiąt metrów od bramy, zamknęli ją. Rozumiesz?! Ta brama została skonstruowana tak żeby po zamknięciu już nigdy się nie otworzyć! Od czterystu lat nikt jej nie zamykał! Odkąd została zbudowana nikt jej nie tknął. Aż do dzisiaj - Kiedy Orgnar skończył mówić zakaszlał głośno - chyba nigdy tak dużo nie gadałem... Daj łyka wody.
Właściciel
///I znowu się wszystkiego czepia!///
- Koleś, spi***alaliśmy jak poparzeni. Jakoś niezbyt mnie wtedy obchodziło przyglądanie się czemuś co chciało mnie zeżreć!
Właściciel
- Hmm... Ta ze w pi**u dużo? Biegały jak popie**olone po wszystkim po czym dało się chodzić? Trudno mi powiedzieć, to wydarzyło się wczoraj, dotarcie tutaj ze strony gór to trudna droga. Z królestwa krasnoludów raczej wiele nie zostanie. Ale co do tutejszych terenów? Hah, skoro Pieczęć Czasu została zamknięta to NIKT NIGDY się stamtąd nie wydostanie.
Właściciel
- Że co? Jakie znowu pełzacza? - wziął dużego łyka wody.
Właściciel
- Inaczej, czy przyda się mój topór?
Właściciel
- Ehh, a czy kiedykolwiek było inaczej? Dobra, gdybym był potrzebny to będę... - rozejrzał się - spał na tamtym stole - wskazał palcem stół po czym położył się na nim.
Właściciel
- Ehh szlag... Wy i ta wasza kultura - machnął ręką łapiąc klucz i poszedł w stronę pokoi.
Właściciel
Rages był już na zewnątrz i patrzył w stronę gór. Masil leżał na ziemi śpiąc.
Właściciel
Ten otwarł lekko oczy i spojrzał na niego
- A mi to tam wisi
Rages odezwał się
- Im szybciej dotrzemy do wulkanu tym lepiej.
Właściciel
- No rusz się śpiochu - Rages zawołał do Masila
- No chwila... - Rages nie chcąc tracić czasu podniósł Masila i usadowił go na smoku po czym sam wskoczył na niego.
Właściciel
Rages poszedł truchtem za nimi a Masil przystanął w miejscu gdzie wylądowali
- Nie no nie, muszę to narysować - po czym wziął notatnik w dłoń
Właściciel
- Boże no dobra - schował notatnik - W tych czasach nikt nie docenia artystów! - krzyknął i zaczął wlec się powoli za nimi.
Właściciel
///fabryk? O ile lat w przód się przenieśliśmy?///
- A więc gdzie ten wulkan? - zapytał Rages rozglądając się
Właściciel
- Nigdy nie dojdziemy jak tak dalej pójdzie, no ale dobra. Chodźmy.
Właściciel
- No dobra już nic nie mówię. - i szedł zanim
Właściciel
Wtem odezwał się Masil
- Tylko mi nie mówcie że to kolejne ruiny do których idziemy...