Właściciel
- No dobra, tutejsze okolice też nie są najgorsze - wyjął notatnik i zaczął powoli szkicować. Tymczasem Rages patrzył na Pakhagnaghotarakhartakghoknaghatara.
- Jak ty się tak zmieniasz?
Właściciel
- Aha, ciekawe. Będę musiał ci kiedy wrócimy zadać kilka pytań.
Właściciel
Masil tymczasem swobodnie stojąc rysował lekko po kartce całe góry w okolicy.
Właściciel
Nie minęło nawet dziesięć minut kiedy Masil skończył i podszedł do Janette
- Masz chwilę?
Właściciel
- Wiem że jesteś przeciw rysowania ciebie, ale co byś powiedziała gdybym chciał narysować twoje oko? Jedno, raz, z tego chyba nie będzie problemów nie?
Właściciel
- Dzięki, tylko pytanie. Jak długo możesz utrzymać oko bez zamykania? Bez tego będę miał problem z narysowaniem. - zapytał wyjmując z powrotem ołówek przyglądając się czy nie jest przypadkiem za tępy.
Właściciel
- Potrzebuję tak z dziesięciu minut z przerwami na to żeby twoje oczy odpoczęły. najepiej tak po minutę, chyba że nie dasz rady to 20-30 sekund. Pewnie cię zanudzam już samym mówieniem o odpoczywaniu oczu... - postukał się ołówkiem w czoło.
Właściciel
Zaczął więc rysować, szkicował ani razu nic nie mazał - gdyż gumki nawet nie posiadał - jakieś dwie minuty później patrząc co chwilę prosto w oczy Janette to znów patrząc na notatnik nie przerywając zapytał
- Gdyby twoje oczy musiały chwilę odpocząć to mów.
Właściciel
Osiem minut później skończył
- Łał, nie wiedziałem że da się tak długo wytrzymać bez mrugania, a co do rysunku? Wyszedł gorzej od oryginału. - Masil pokazał rysunek, był zrobiony na kartce A4, oko było na prawie całą kartkę, wyglądało jak prawdziwe. Mimo iż rysowane było jednym ołówkiem miało ponad 100 różnych odcieni szarego na sobie. Było widać w nim głębię większą niż gdyby spojrzeć w czarną dziurę. Było idealnie odwzorowane, każdy milimetr rysunku zgadzał się perfekcyjnie. Gdyby się długo na nie patrzeć można by mieć wrażenie że poza nim i samym sobą nic nie ma. Że oko pochłania osobę patrzącą.
Właściciel
- Dziękuję, choć nie udało mi się do końca ukazać tego co widziałem. Brakowało paru elementów głębi. Ale co tam, mawiają że nie ma rzeczy idealnych. A teraz może zobaczymy co robi reszta? - spojrzał jeszcze raz w jej oczy po czym popatrzył w stronę Parakhagnathorataghotraknothraghurakhoghnoratukharatarhaghatutara
Właściciel
- Szczerze to nigdy nie kręciło mnie łażenie po ruinach, są zbyt... Jakby to ująć, zbyt klisze.
Właściciel
- Nie ma w nich nic ciekawego, są mało oryginalne. I prawie zawsze są w nich jakieś grobowce, ożywieńce, skarby i pełno pułapek.
Właściciel
- Dla mnie bogactwem jest umysł i serce. Ale jak kto woli. Poza tym jeszcze okaże się że na skarbie jest klątwa i po tobie.
///kończę czeźdź ;p (ale odpisz xd)
Właściciel
- A te skarby to zazwyczaj tylko nic nie warty metal i świecące się kamienie.
Właściciel
- Jeśli uraziłem cię to przepraszam - spojrzał na nią - po prostu dla mnie pieniądze nigdy nie były czymś ważnym.
Właściciel
- Jasne. Chociaż w tych ruinach jest coś... coś co muszę narysować. - Masil otwarł notatnik i zaczął rysować, na rysunku było widać też oddalającą się Janette oraz chmury na niebie.
Właściciel
Rages stał zamyślony patrząc się w niebo. Kiedy nagle wszystkie osoby czułe na magię coś wyczuły, jakby cichy szept. Nie wiadomo co oznaczał, ale Rages też to wyczuł
- Hmm? - Rozejrzał się dookoła.
///Darcus mieliście ustalić cuś z tym Urszagiem///
Właściciel
Przed ambasadą chodziło około 20 orków + około 10 z kuszami na balkonach i dachu. Przed samym wejściem stało dwóch napakowanych orków z halabardami dłuższymi dwukrotnie od nich. A z nimi stał opancerzony troll z ciężko pancernym orkowym pancerzem zrobionym na jego rozmiar. Był 3 razy większy od przeciętnego człowieka. Trzymał w ręce włócznie zdobioną smoczymi kłami. Kiedy Demitius wraz z szeregowcami podeszli na 20 metrów od ambasady orkowie strażnicy którzy wędrowali przed ambasadą stanęli, troll mierzył ich wzrokiem a orkowie z kuszami na budynku celowali w nich gotowi do strzału "jakbyco"
Właściciel
Odezwał się troll
- Ta poczwara slejt też był tu w waszych interesach co?
Właściciel
- Jeśli chcecie spróbować go bronić to możesz od razu wracać tam skąd przylazłeś - parsknął troll
Właściciel
- Grr... Dobra, ale ci goście zostają tutaj - wystawił swoją włócznię i stuknął nią o ostrze jednego z asasynów.
Właściciel
- Więc nie wejdziesz wcale. Ten idiota chciał zabić naszego Szamana, skąd miałbym wiedzieć że nie chcesz tego powtórzyć?
Właściciel
- Hmm, możesz wziąć jednego człowieka ze sobą. Jeśli ci to nie pasi to wracaj do tej waszej Karczmy - warknął
Właściciel
- Dobra, tylko żadnych cwanych ruchów. Po wejściu schodami na górę i drzwi na lewo, zapukaj i czekaj aż ci otworzą. Ur-shak ma czasami ważniejsze rzeczy do roboty niż gadanie z morrami kumasz? - Powiedział po czym orkowie z kuszami opuścili kusze a troll otwarł drzwi wejściowe.
Właściciel
Na początku nikt nie odpowiedział, za drzwiami było słychać rozmowę
- Szamanie Ur-shaku, słyszałeś?
- Nie słyszałem, czułem
- I co o tym myślisz?
- Co myślę? Zastanawiam się co pomyślą Morry
- Przecież nikt za czasów Pierwszej Wojny nikt już nie żyje. A poza tym mało kto wtedy o nim słyszał, przybył pod koniec. Wcześniej żył w Śródziemiu daleko na północ
- Miejmy nadzieję że się nie mylisz. A wiadomo jakie ma plany?
- Tego można się chyba domyślić?
- Racja...