I zaczął podpierać ściany w ich kwaterach. Te piracke nagrania to istny problem, ale od majora w dół wszyscy machają na to ręką.
-Zauważą togrutanina za trzy... dwa... jeden...-szeptem.
Właściciel
- Ooo! - zaczął jeden. - Patrzcie kto przyszedł! - krzyknął jeden z żołnierzy wskazując na Ciebie ręką i zwracając uwagę innych.
//Zadowolenie, wyrzut? Jakim tonem to powiedział?
-Siema stary-podał mu rękę-jakiś awans dostałeś od ostatniego razu?
Właściciel
- Gdzieeee tam! - rzekł i wręczył Ci pełną jeszcze butelkę jakiegoś trunku. - Nadal jestem tym zasranym komandorem.
-Ostatnim razem byłem tylko porucznikiem... Ale jakbyś widział mojego wykładowcę, jak mu powiedziałem, że jestem tylko komandorem. No po prostu piana z pyska. Ale mówię o tym spoko. No wściekał się, bo powinienem być conajmniej generałem-majorem. Conajmniej...-spojrzał się na butelkę-a co to, samogon?
Właściciel
- Cholera wie. - mruknął. - Swer zdobył to na jakiejś bandzie przemytników, ale nie chce powiedzieć co to w ogóle jest.
-E, Swer-gwizdnął podejdź i powiedz no, co to jest, bo ciekaw jestem.
Właściciel
- Alkohol. - powiedział jakby było to oczywiste.
-Ale jaki kurdelebele, co?
Właściciel
- Mocny. - stwierdził i zrobił przerwę by czknąć kilka razy. - Prosto z Kashyyk.
-Ku*wa, bimber z Kashyyk? No, mogę Ci pogratulować.
Lunaaax
Niezadowolona, mrucząc cośtam pod nosem wstała i sprawdziła, kto zakłócił jej sen.
- Rozumiem. Więc kiedy będzie to przyjęcie i o której?
Właściciel
Korobov:
Pokręcił kilka razy głową.
- To nie jest bimber Wookiech. Oni piją mocniejsze.
Lunaaax:
Żeby to sprawdzić musiałaby opuścić statek i udać się na jego grzbiet, bo stamtąd dochodziły te odgłosy.
- Dziś, za godzinę. - powiedziała i po chwili zapiszczał jej komunikator.
- Wiem. - potwierdziła mówiąc do niego. - Tak, wiem. Dlatego nie idę na przyjęcie. Oczywiście. Przywitam go osobiście. - po tych słowach wyszła ze statku i udała się z powrotem do biura.
- To... Gdzie teraz? - zapytał nieco zdezorientowany pilot.
-Dobra, mam dlaw as nie za wesołe więści... Ale to tajemnica i nie możecie mówić tego nikomu, jasne?
Właściciel
- Jakaś laska z Wywiadu dała Ci kosza? - zapytał jeden, a kilku parsknęło śmiechem.
-Mam żonę, dwoje dzieci, a trzecie w drodze, a poza tym jestem bardzo wierny. I nie o to chodzi.-ściszył głos-przybywa Inkwizytor...-to ostatnie przeciągnął.
Właściciel
Nawet Ci pijani zrozumieli o co chodzi.
- I co z nim? Po co przybywa? Kim jest? - pytali jeden przez drugiego.
-Nie wiem, naprawdę nie wiem. Ale chodzi o jakiegoś lorda Vexa, chyba on poprosił Lorda V do przysłania. Ale jedno jest pewne, będzie ogień.
Właściciel
- Vex, Vex, Vex... - powtarzał jeden z żołnierzy. - Chyba kojarzę gościa. - dodał w końcu tryumfalnie.
-No to mów, kto to. I tylko nie mó, że to zastąpił Tarkina.
Właściciel
- Nie, nie... Można powiedzieć, że jest wszechstronnie utalentowany... Ma własną eskadrę myśliwską z potężną liczbą zestrzeleń na koncie. Przy okazji zasłynął jako łowca Jedi. Publicznie powiedziano, że zabił przynajmniej ośmiu, a ja osobiście wiedziałem jak dwóch pozbawił życia. No i przy okazji spacyfikował tysiące cywilów za "ukrywanie burzycieli Nowego Ładu." Ostatnio nie za wiele o nim mówili, ale skoro ma wrócić do akcji to czemu akurat tutaj?
-A na mapy patrzyłeś? To jest bardzo ważny sektor, gdyż tutaj przepłyają nasze szlaki zaopatrzeniowe i komunikacyjne. Jeżeli Rebelia zdobędzie ten system, 2 floty znajdą się w okrążeniu i tragicznym położeniu. Conajmniej.
Właściciel
- Tak czy inaczej są ważniejsze placówki.
//Kiedy Korobov wie więcej o układzie niż sam Właściciel...//
//Kumam aluzję.
-Wiem...-zamyślił się.
-No chłopcy, ja się zwijam. Trzymajcie pancerze w dobrym stanie. Mój odesłali na przemiał, karapast.
Właściciel
Zasalutowali, ale dość niedbale ze względu na obecny stan. Jeden wręczył Ci torbę z trzema butelkami tego alkoholu z Kashyyk i dwie butelki starego, dobrego ale.
-Dobra, dzięki chłopaki-i wyszeł, a alkohol skitrał u siebie.
Właściciel
Jesteś u siebie, przepustka jeszcze trwa, alkohol bezpiecznie schowany. Czego chcieć więcej?
Spotkania z rodziną. Wziął jakiś mu przydzielony służbowo śmigacz i hajda do domu.
Właściciel
Początkowo miałeś problem ze znalezieniem śmigacza, ale w końcu się udało i pojechałeś do domu.
I tak jedzie, jedzie..
//W tym temacie, czy mam założyć?
Właściciel
//Jeśli mieszkają na Azis Prime to nadal tutaj.//
Więc co, dojechał, zaparkował ściagacz i wszedł po schodach do domu.
No to swoim kluczem otwiera.
Właściciel
Otworzyłeś. I możesz wejść.
No i wszedł do domu, czapka dał na wieszak, zdjął buty i poszedł boso do swojego pokoju. A raczej wspólnego., gdyż dzieli go z małżonką.
Właściciel
Wszystko wykonane i nikt Ci nie przeszkadza.
Lunaaax
Szczegóły tak bardzo. Więc opuściła trampki, wyszła na zewnątrz i sprawdziła źródło hałasu.
Zamyśliła się na chwilę. Była trochę wkurzona, ale na szczęście tylko trochę.
- Ile mniej więcej zajmie nam dotarcie pod mój dom?
Właściciel
Wyszłaś na zewnątrz i spokojnie możesz stwierdzić, że ktoś jest na grzbiecie statku.
- Jakiś kwadrans. - podsumował szybko pilot.
Lunaaax
Szybko analizowała w swojej głowie sytuację.
- Ehh... spóźniłabym się, gdybym wróciła do domu się uszykować... - mruknęła cicho do siebie, by po chwili rzeczy już głośniej do pilota - Znasz trasę do rodziny Mikritów?
Właściciel
- A kto nie zna? - mruknął pilot, a statek zaczął się wznosić.
Ocena sytuacji: Jesteś sama. Jest wieczór. Na dachu masz bliżej nieznanych intruzów.
Lunaaax
Przemilczała tę uwagę, a zamiast tego odrzekła:
- Nie muszę, już chyba mówić, dokąd masz lecieć.
Chwyciła za blaster, po czym wycelowała go w stronę dachu, gdzie ktoś na nim przebywał.
- No już, pokaż się po dobroci. Chyba nie chcesz, bym strzeliła? - powiedziała chłód umiejętności tonem.
// Myślałam, że odpisalam i o Karze. ;-;
Właściciel
Lunaaax:
Polecieliście. Podróż nie była długa, ale swoje musiałaś odczekać.
Posiadłość rodziny była imponująca. Nawet bardzo.
Znajdowała się kilka kilometrów od jednego z mniejszych miast. Zauważyłaś przede wszystkim wielką willę, ale też prywatne lotnisko, na którym stało kilka statków, w tym jacht typu Baudo - jedna z najdroższych, jeśli nie najdroższa, jednostek cywilnych.
Pilot posadził maszynę obok kilku innych jednostek dyspozycyjnych innych gości.
Wychodząc z pojazdu usłyszałaś muzykę i zobaczyłaś długi stół zastawiony najróżniejszymi potrawami stojący przy okazałym basenie oraz wielu gości w eleganckich strojach. Oczywiście byli to głównie ludzie.
Kolejne kroki, ale nikt się nie pokazał. Jednak po chwili zobaczyłaś twarz młodego Koruunai. Uśmiechał się do Ciebie białymi jak perły zębami, które kontrastowały z jego ciemną skórą. Obrzucił Cię jeszcze krótkim spojrzeniem niebieskich oczu i zniknął. Pewnie wrócił na dach.
-Ostatnio? Frachtowiec, który zabił kilku ludzi z mojego odziału.
Właściciel
- I uważasz, że byli to zwykli przemytnicy?
Umieścił mundur na wieszaku, przebrał się w domowe ubranie i zaczął gotować. Prowizorycznie przygotował zatyczki do nosa.
Lunaaax
Na swój sposób była zachwycona. Podeszła bliżej, rozglądając się za członkami rodziny organizatorów. Przeklinała siebie w myślach, że nie miała czasu wrócić do domu i się porządnie wyszykować na te przyjęcie.
Niewiele myśląc, usiłowała się wspiąć na dach. Tak, po ciemku.