Właściciel
//Ja z tym dresem żartowałę, lol ;-;//
//Wiem, a tak poza tym... Well, zgubiłem się.
Właściciel
//Czekałem tylko na reakcję na tego dresa :V//
Zauważyłeś jak wskazał na Ciebie pewien Twi'lek stojący u wlotu do jednej z ciemnych uliczek.
Z E-11 przyszykowanym do strzału poszedł tam.
Właściciel
Poszedłeś, a Twi'lek zniknął w uliczce. Wypada iść za nim.
Poszedł za nim niecu już niepewnie.
Właściciel
Powinieneś czuć się jeszcze bardziej niepewnie, gdyż poza Twi'lekie był tam masywny Gotal, Nikto i Rodiain. Uzbrojeni po zęby.
*gulp*
-Pocoście mnie wezwali?
//JR na 100%. CHWDR//
Opowiadam wszystko dokładnie zaczynając od wezwania.
//JG!!! CHWDG NA 100% (Jbać generałów!!! Ch*j w Dupę generałom!!!)
Właściciel
Korobov:
- Jak Ci się pracuje w Imperium? - zapytał zamiast odpowiedzieć Twi'lek.
Zygrade:
Pokiwał kilka razy głową.
- I jak się z tym czujesz? Zostaniesz przeniesiony do innego oddziału?
-A jak wam się ku*wa wydaje? Jestem jedynym obcym w całym sektorze w Armii Imperialnej, wyżsi dowódcy znęcają się nade mną, chociaż niżsi stopniem mnie lubią, podobnie z większośćią kadetów i zwykle stają po mojej stronie. Nie no, ale ku*wa mać, czy ja jestem jedynym oficerem w całym sektorze? Bo takie mam wrażenie. Księgowość nie jest w moim zakresie oowiązków, podobnie jak bycie magazynierem czy inne teo typu rzeczy. Tylko to, że nie ma powstania powstrzymuje mnie od strzelenia moim przełożonym w łeb.
-Nie wiem czy zostanę przeniesiony, decyzji jeszcze nie było. Teraz czuje tylko chęć zemsty na rebelii.
Właściciel
Zygrade:
- Chyba wiem, gdzie mógłbyś iść.
Korobov:
- No to może zmienisz stronę?
Westchnął.
-Mam żonę i dzieci, kolejne w drodze. Muszę się nimi zaopiekować... Są dla mnie wszystkim. Nie mogę ich narażać.
Lunaaax
Pozostawała czujna i zastygła w pozycji obronnej.
- Nie, nie mam ochoty – odpowiedziała uprzejmie.
//Masz ten ku*wa odpis i się ciesz. :V
Właściciel
Zygrade:
- Dowiesz się w swoim czasie.
Korobov:
- Ich też możemy zgarnąć. - zapewnił.
- Chyba, że wolisz żeby zrobiło to Imperium. - dodał posępnie Nikto.
Lunaaax:
To z głowy, ale trochę światła też by się przydało.
- Nalegam. I tak nie ma tu nic do roboty.
//Stachu Jones approves//
-Jakieś rozkazy?
Przestraszył się.
-Wiem co się dzieje z rodzinami zdrajców... Nie mogę otwarcie wystąpić, ale mogę podburzać. Ale pytanie, skąd o mnie wiecie? Dlaczego skontaktowaliście się ze mną?
Właściciel
Korobov:
- A ja proponuję zmyć się jak najszybciej do naszej bazy. Pewnie wiesz kto am przylecieć. I pewnie wiesz, że przeprowadzi czystki w Armii, Flocie i rodzinach oficerów.
Zygrade:
- Odpocząć i przyjść jutro po nowy przydział.
//Pie**ol się.//
-Tak.. sir. Pewnie będzie okres przejściowy... Tylko macie zagwarantować im bezpieczeństwo. I gdzie jest ta wasza baza?
Właściciel
- Tego dowiesz się później.
-Ale obiecajcie, żę ich zabierzecie!
-Trzymam was za słowo. Ja muszę wracać do koszar.
Lunaaax
Nie mając lepszego pomysłu, poczęła wołać droida, którego nie wyłączyła na noc.
- R3!
- A znasz się na pilotażu? W każdym innym wypadku, odmówię.
-Tak jest
Salutuje i odchodzę do miejsca gdzie śpie.
Właściciel
Korobov:
- Mieliśmy w planie zgarnąć Cię teraz, razem z rodziną. Ten gość przybędzie lada dzień.
Lunaaax:
Droid zapiszczał i wysunął się po rampie statku.
- Spokojnie.- usłyszałaś koło ucha i w tym samym momencie poczułaś blaster na skroni. - Tylko spokojnie. - dodał jeden z włamywaczy.
- Oczywiście, że umiem latać. - speszył się. - Rodzice nie kupiliby mi tak drogiej zabawki, jeśli byłoby inaczej. - powiedział i poszedł w kierunku lądowiska, na którym stał jacht Baudo.
Przypominający wodne stworzenie, zaopatrzony w działko laserowe i luksusowe wnętrze.
Jak można odmówić?
-Zgoda... Jak znam życie są teraz w domu. POczekam tutaj...-oparł się o ścianę trzymając E-11.
Właściciel
Zygrade:
Poszedłeś więc do pokoju, w którym mieszkałeś wraz z oddziałem. Choć teraz spędzisz samotną noc.
Korobov:
- I jak ma to wyglądać? - zapytał sceptycznie Gotal. - Przychodzi kilku uzbrojonych drabów i mówią: "My od pani męża. Mamy Was stąd wywieźć, bo jak nie to przyjdzie po Was zły Inkwizytor."?
- Więc lepiej jeśli Ty pójdziesz. - rzekł Twi'lek. - Przyprowadź ich na to lądowisko. - dodał podając Ci kartę z jakimś adresem.
Lunaaax
- Jestem spokojna - mruknęła -. Jak nic. Czego chcecie?
- Statki kosmiczne różnego typu to nie zabawki - odrzekła, podchodząc do niego. Jednak się przełamała - Ale skoro nalegasz...
//Mam złe przeczucia.
Właściciel
- Prostej przysługi. - odparł. - Wywieź nas poza planetę.
Tymczasem droid zaczął piszczeć i ćwierkać jak oszalały, aż ktoś go nie wyłączył. Tym kimś był znany Ci już, uśmiechnięty Korun.
No więc wsiadłaś. Wnętrze było luksusowe... Barek, sprzęt do głośnego odtwarzania muzyki (umcy, umcy) kanapy, stolik z drewna prosto z Kashyyk, zdobiony holostół do gry w sabaka i dajarika oraz dywan z niezwykle miękkiej skóry Wampy.
Chłopak zajął miejsce w kabinie, a statek oderwał się od lądowiska i poleciał, szybko przemieszczając się nad powierzchnią planety Azis.
Wszedł do niego i od progu.
-Szybko, trzeba się zwijać, zabierzcie tylko to co najpotrzebniejsze.-poszedł do żony pomóc jej.
Właściciel
Właściwie to nie miałeś jej w czym pomagać, bo zdziwiona stała w miejscu.
- O co chodzi? - zapytała.
//A inne postaci? ;-;//
Przygotowuje się do snu i kładę się spac
-W skrócie, czystka. Szybko, pakuj się.
Gdy się wyśpię budzę się.
Właściciel
Zygrade:
No więc wstałeś.
Korobov:
Nadal nic nie rozumiejąc nie ruszyła się z miejsca.
-Z rozpędu rozejrzałem się po sali, po chwili Przypomniałem sobie że nie zobaczę nikogo z odziału. Idę się umyć a po umyciu ubieram się i wkladam zbroję.
-Przybywa Inkwizytor, zrobi sieczkę wśród żołnierzy, oficerów i ich rodzin! Nie ma cczasu, szybjo-wziął ich zdjęcie ze ślubu. To znaczy, że już nie żartuje.
Właściciel
Korobov:
Może i nadal nie za wiele rozumiała, ale zaczęła się pakować, wcześniej każąc robić to samo dzieciom.
Zygrade:
Umyty, w zbroi i gotów do służby.
Biegał po domu pomagając innym się pakowa, a także samemu się pakując.
-Pamiętajcie, tylko to, co najpotrzebniejsze.
Miałem iść po nowy przydział...
Sprawdzam która godzina.
Właściciel
Korobov:
Może i brali to co najpotrzebniejsze, ale i tak pakowanie zajęło Wam kwadrans.
Zygrade:
Ósma rano. Major raczej nie śpi, więc wypada iść po ten przydział.
-Dobra, jazda-patrzy się na adres - tam idzie. POmaga dzieciakom to nieść.