Właściciel
- To nie prochy, tylko głupota. - odparł ten sam elf.
- Co to w ogóle za magia? Nie kojarzę czegoś takiego, tym bardziej żeby elfy były sługami Beliara, skąd pewnie wyszło do cholerstwo. - zastanawiał się paladyn.
- Beliar? Oj nie, to magia krwi. Wątpię żeby ktokolwiek z was w tych stronach ją kojarzył gdyż pochodzi ona z stąd skąd ja oraz ten dureń, z Thedas.
- Thedas? - zapytał teraz inny paladyn który podszedł bliżej, wyglądał na dość młodego. - Słyszałem o tym kontynencie, to cholernie daleko stąd. Podobno magowie przez możliwość opętania przez demony są pilnie strzeżeni w kręgach maginów.
- Owszem, to dlatego wielu głupców sięga po magię krwi, a to dlatego że to nie tylko potężna magia ale zarówno niezwykle prosta do nauczenia nawet dla początkujących magów. Uciekliśmy z nim stamtąd jakieś pięć lat temu, od tamtego czasu mieszkaliśmy tutaj. Myślałem że wreszcie darował korzystanie z tej bluźnierczej magii. Im więcej się z niej korzysta, tym w większe opętanie się wpada.
Masil siedział teraz na krześle i przykładał sobie lód do podbitego oka. Raijin dopiero co opuścił jego wymiar a flaki wciąż walały się wszędzie. Rozglądał się za goblinami jednak nie mógł ich teraz dojrzeć. Nie wiedział czy to przez że się gdzieś zaszyły, czy to dlatego że był cholernie pobity i zmęczony.
Siedział tak przez dłuższy czas rozmyślając aż nagle usłyszał dziwny piszczący odgłos, jakby formujący się w muzykę. Co dziwne odgłos ten brzmiał jakby powstał dawno temu tylko teraz był w jakiś magiczny sposób odtwarzany. Masil wstał niechętnie i zaczął rozglądać się za źródłem odgłosu.
Po krótkiej chwili zauważył leżący za kuźnią czarny prostokątny płaski przedmiot, który z przodu miał coś w rodzaju szyby, jednak już z daleka widział że coś się na niej świeci. Podszedł powoli i podniósł przedmiot. Wyglądał dziwnie, niczego takiego wcześniej nie widział i nie miał pojęcia skąd to się tu wzięło. Kiedy przyjrzał się bliżej na szybce widać było kilka rzeczy. Na samej górze pisało słowo "Michael". Masil zastanawiał się chwilę czy to nazwa przedmiotu? Czy może podpis jego twórcy? Jednak jego uwagę przyciągnęły dwa koła na dola z dziwnym wzorkiem przypominającym mu banana z okrągłymi zakończeniami. Jedno koło było zielone, drugie czerwone. Prócz pod kołami widniały dwa napisy, "Odbierz" i "Odrzuć".
- Po co w tym czymś takie proste instrukcje? Przecież gdybym chciał rzucić już dawno leżało by to kilkadziesiąt metrów stąd. Chyba że... - Chyba że to jakieś przyciski, pomyślał Masil.
Jako iż postanowił że odrzucić może samodzielnie, i to dość daleko patrząc na to że przedmiot był dość lekki. Postanowił że wybierze koło zielone, może dostanie jakąś przesyłkę? Co można odebrać przy pomocy czegoś takiego?
Kiedy nacisnął zielone koło usłyszał czyjś niewyraźny głos.
- Halo?
- Halo? Ty mówisz? - zapytał Masil przyglądając się przedmiotowi.
- Przyłóż telefon do ucha.
- Telefon? O czym ty mówisz?
Dziwne urządzenie westchnęło głęboko.
- Przyłóż mnie do ucha.
- Po co?
- Po prostu to zrób.
Masil posłuchał, od razu zaczął słyszeć lepiej gadające urządzenie.
- Już, powiesz mi może czym ty jesteś?
- Słuchaj, to co mam ci do powiedzenia może brzmieć dla ciebie dziwnie ale wysłuchaj. To co trzymasz przy uchu to nie ja. To urządzenie dzięki któremu się z tobą komunikuje, taka telepatia w pudełku.
- Czyli to miałeś na myśli mówiąc telefon? - zapytał Masil.
- Dokładnie tak. Słuchaj, nie dzwonię do ciebie przez przypadek, wiem że się nie znamy, ale potrzebuję twojej pomocy.
- Mojej? Czemu akurat mojej?
- To nie był mój wybór, ale skoro mój przyjaciel uważał że tobie powinien podrzucić ten telefon to znaczy że możesz mi pomóc.
- Jak to możliwe? Twój przyjaciel jest członkiem tej sekty magów?
- Co? - po głosie można było wywnioskować że się zdziwił. - Nie ważne. Przyjrzyj się ekranowi telefonu, co widzisz?
Masil przyglądnął się.
- Jakąś nazwę, lub imię, oraz czerwono koło dzięki któremu mogę odrzucić, chociaż nie wiem po co skoro mogę zrobić to rękoma.
- Chodzi o odrzucenie rozmowy. - odparł głos.
- Aaaa, to by miało sens.
- Dobra, pod moim imieniem zaraz powinien wyskoczyć ci komunikat...
- A więc ty jesteś Michael?
- Czyta się Majkel, tak to ja. Zaraz wyskoczy ci tam napisany na biało komunikat oraz niebieski przycisk, naciśnij go.
Rzeczywiście, po chwili ukazał się komunikat oraz dwa przyciski, czerwony i niebieski. "Osoba dzwoniąca chce się do ciebie przenieść. Wykonać? Na przyciskach było napisane "Przenieś" oraz "Nie przenoś".
- Naciśnij niebieski. - odezwał się głos.
- Właściwie czemu mam to robić? Skąd mam wiedzieć że nie jesteś jakimś demonem?
- Nie mam czasu na wytłumaczenia, albo mnie przeniesiesz, albo będziesz mnie miał na sumieniu.
- Koleś, nawet cię nie znam.
- Ale poznasz jeśli zaakceptujesz, i wierz mi, nie pożałujesz.
Masil stał tak jeszcze przez chwilę zastanawiając się. Raz już dzisiaj ominął śmierć, nie dosłownie oczywiście. Ale czy uda mu się drugi raz jeśli okaże się że to jakiś płatny zabójca? Albo demon. Kto go tym razem ochroni? Nikt. Cóż, czasami trzeba zaryzykować. - pomyślał i nacisnął przycisk.
- Dzięki. - Masil usłyszał lekko chrapliwy głos za sobą. Odwrócił się zaskoczony.
Ujrzał kogoś dziwnego, sam nie wiedział czego się spodziewać. Był to średniego wzrostu mężczyzna, a tak przynajmniej wyglądał z postury i z głosu gdyż całe ciało miał zasłonięte. Na głowie nosił ciemno zieloną maskę w której były tylko otwory na oczy zasłonięte jednak ciemnymi szybkami tak że nie było widać oczu. Maska zasłaniała cały przód i górę głowy jednak reszta też nie była widoczna przez przypominający bandaż czarny materiał owinięty woku całej głowy i szyi. Ponad to na sobie miał czarną kurtkę z kieszeniami na dole, klatce piersiowej oraz ramionach z zamkiem na środku. Poza tym czarne spodnie i eleganckie szare buty bez sznurowadeł czy rzep. Całe ubranie nie wyglądało na robotę jakiegokolwiek tutejszego krawca. W ogóle nie jak na robotę tych czasów. To co jednak było z nim najbardziej dziwnego to jego ręce. Lewa wyglądała normalnie, czarna skórzana rękawica. Jednak jego prawa... To było jedyny nie zasłonięty fragment ciała, problem w tym że to były same kości, dosłownie. Koścista prawa dłoń w jakiś magiczny sposób się jeszcze trzymała, co więcej mógł nią ruszać. Poza tym nosił na plecach duży skórzany plecak.
- A więc to ty jesteś...
- Michael.
- Chyba nie tego się spodziewałem. - powiedział Masil.
- Dziwne by było gdybyś się mnie spodziewał. Ale teraz już jestem, nareszcie wolny.
- Czyli... Jednak jesteś jakimś demonem?
- Czy pobyt w piekle od razu wrzuca mnie do kategorii demona? Nie, jestem człowiekiem... No może nie takim normalnym, ale człowiekiem. A ty jesteś kimś komu zawdzięczam życie.
- Właściwie, to skąd ty się tu przeniosłeś?
- Słuchaj sprawa jest prosta. Chętnie bym się rozsiadł i zaczął o sobie opowiadać, problem w tym, że nie mogę.
- A to czemu?
- Nie wiem jak ci to wyjaśnić. Przenosząc się tutaj właściwie was uratowałem...
- Nas?
- No was wszystkich, wszystkich ludzi, orków i kogokolwiek wy tu jeszcze macie.
- Niby w jaki sposób?
- Tym że będę milczał o tym skąd jestem. Bo gdybym powiedzieć skąd pochodzę i co się tam wyprawia... Ktoś mógłby się chcieć tam dostać, albo ktoś stamtąd mógłby dostać się tu. Dlatego będę milczał. A tak przy okazji, oddaj telefon.
- Czemu?
- Bo to moja własność i jest mi potrzebna.
- Przecież mi go dałeś... - Masil nie chciał oddać urządzenia, kto wie? Może dowie się dzięki niemu skąd ten typ pochodzi?
- Bo musiałem to zrobić żeby się tu przedostać, kapujesz? A teraz masz mi go oddać.
- A co jeśli tego nie zrobię?
- Zabije cię.
Masil się zaśmiał głośno.
- Jak chcesz to niby zrobić? Zabić... Mnie? Ty?
- Czy wyglądam na kogoś kto żartuje? - zapytał poważnym tonem Michael. Masil przyjrzał mu się. Rzeczywiście wyglądał na kogoś kto dużo przeżył, może lepiej z nim nie zaczynać?
- Niech ci będzie. - powiedział i rzucił Michaelowi telefon. Ten podszedł do kuźni i wrzucił go do lawy, następnie wyjął drugi i zrobił dokładnie to samo. - Czemu to zrobiłeś?!
- Bo w tym momencie odciąłem się od miejsca z którego przybyłem, to był jedyny sposób żeby się tu dostać. Dzięki mnie, jestem wolny. Wy jesteście wolni.