Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie tuż za plecami kobiety wysunęła się z dachu potężna lodowa ściana. Kobieta sama odwróciła się zdziwiona. Na dachu budynek obok pojawił się mag który szybko wysłał lodową chmurę takiej objętości która zamroziła wszystkich asasynów chyba że któremuś udało się zeskoczyć z dachu.

W tym momencie do pokoju pędem wbiegł strażnik.
- Pani! Golemy! Atakują straż! Potrzebujemy pomocy! - krzyknął ignorując pirata.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Widać problemy ma wasze miasto mimo braku paladynów. - powiedział Kroth-gar. - Zobaczmy co da się zrobić. - odsunął się od stołu i ruszył do miasta. Elisif nie wiedziała co robić.
- Pani, jakieś rozkazy? - zapytał jeden z paladynów obserwując pirata.
- Idźcie do miasta i pomóżcie z golemami. - powiedziała niepewnie.
- A co z tym piratem? Pozwolimy mu uciec? - zapytał inny nie dowierzając.
- On jest w tym momencie naszym najmniejszym zmartwieniem.
Paladyni zebrali się więc i ruszyli do miasta.

Mag osłonił się lodową tarczą która odpiła pierwsze strzały i spojrzał w stronę kobiety.
- Kontynuuj swoje zadanie! Potem porozmawiamy! - krzyknął mag i posłał potężną lodową lancę w serce jednego z asasynów.
Kobieta szybko pobiegła w stronę ratusza.

Tymczasem w obozie paladynów przed wioską elfów jeden z rycerzy doniósł właśnie Garrusowi jego porcję żywnościową.
- Dzięki.
- Pański ulubiony napój i dobrze przypieczona szynka, tak jak pan prosił. - powiedział rycerz i oddalił się.
- Dziwne... Wydawał się dzisiaj taki chłodny, a zawsze promieniowało od niego zadowolenie. Chociaż może z drugiej strony był zadowolony... Aż nazbyt. - powiedział chwilę sam do siebie po czym usiadł na sporym kamieniu obok i napił się swojego ulubionego napoju...

Paladyni którzy rozmawiali niemal od razu ujrzeli spadającego nieruchomo na ziemię generała. Szybko ruszyli w jego stronę.
- Generale! Co się dzieje? - zawołał jeden z nich a drugi przyklęknął przy nim.
- Cholera! Nie oddycha! Lekarza! - krzyknął głośno mając nadzieję że ktoś go usłyszy. - Jak to możliwe? Przecież dopiero co tu stał i przyjmował swoją porcję... - zamilkł nagle paladyn i spojrzał na ziemię gdzie leżała jego taca z jedzeniem i rozlanym napojem w drewnianym kubku. - Jedzenie! Gdzie ten co je przyniósł? - powiedział i rozejrzał się po obozie. Po chwili ujrzał spokojnie odchodzącego rycerza. - Ty!!! Stój! - wstał, wyciągając miecz i biegnąc w jego stronę.
Kiedy już prawie miał go złapać dookoła rycerza pojawiły się kłęby dymu zasłaniające jego oraz paladyna. Kiedy dym zniknął rycerz który przyniósł jedzenie zniknął. A paladyn leżał na ziemi... Z poderżniętym gardłem...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Paladyni wraz z orkiem ruszyli do miasta gdzie golemy oszalały. Rzucały się na każdego kto się ruszał, wszyscy starali się trzymać z daleka od skrzyń na rynku. Niektóry golemy rzucały się na budynki próbując trafić kogoś obok. Kroth-gar widząc zamieszanie gwizdnął i przywołał swoich chłopaków którzy hordą rzucili się na golemy. Karczmarz widząc zbierającą się chmarę pociągnął Oghrena za ramię kiedy ten okładał toporem ubitego przez niego golema.
- Lepiej się odsuńmy, dobrze będzie jak żaden z nas nie padnie na ziemię od przypadkowego orkowego topora.
- Że co? Dopiero co mogę walczyć a ty już karzesz mi się ukrywać! Sory stary ale goń się! - powiedział krasnolud i rzucił się na kolejnego golema.
Gniotek postanowił więc że ruszy w stronę ratusza i poszuka Elisif.

Jak tylko paladyni wybiegli z budynku kobieta wślizgnęła się do środka ratusza i weszła do pokoju obrad.
- Witaj Elisif.
- Ty! - wrzasnęła wystraszona Elisif widząc kobietę w drzwiach. - Jak ty tu weszłaś?!
- Dopiero co kazałaś paladynom pomóc w mieście nie pamiętasz? Teraz jesteśmy tu same... No i zostałeś ty... Ty cholery piracie. - kobieta spojrzała teraz na Jacka.
- Jeśli chcecie prowadzić jakieś igraszki to nie będę wam przeszkadzał. - powiedział Jack spoglądając na kobietę.
- Jeśli chodzi o Elisif to mam przypilnować żeby nie opuściła miasta... Ale co do ciebie nie miałam poleceń. - mówiąc to rzuciła się w jego stronę. Ten jednak w mgnieniu oka wyciągnął pistolet i strzelił jej w żebro, ta uderzyła o ścianę.
- A gdzie miejsce na grę wstępną złotko? - uśmiechnął się pokazując swoje żółte zęby.

Lodowy mag widząc kątem oka że Naznaczona jest w pomieszczeniu wysłał lodową chmurę która zamroziła całe okno zasłaniając widok z niego. Następnie skupił się i przywołał niewielką zamieć i potężny wiatr dookoła budynku przy którym znajdowali się asasyni. Kiedy stracili większość widoczności nasłał na nich dwa lodowe golemy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy asasyni padli golemy stanęły w miejscu nie widząc innego celu a zamieć się rozwiała i zniknęła. Co do golemów w mieście w krótką chwilą zostały zniszczone przez orków i paladynów (głównie orków). Kroth-gar stanął na środku pobojowiska i rozejrzał się.
- No to tutaj chyba też załatwione.

Tymczasem Akryl zjeżdżał czymś w rodzaju windy napędzanej magią do naprawdę głębokiej krypty. Kiedy winda zatrzymała się a kraty przed nim odsunęły ujrzał długi tunel okraszony czerwonym światłem i tu i ówdzie wiszącymi szkieletami.
- No styl to oni mają typowo Xardasowski. - mruknął i ruszył do przodu.
Kiedy dotarł do końca co zajęło mu kilka minut znalazł się w niewielkim pomieszczeniu z pół okrągłą ścianą od strony gdzie stał oraz płaską ścianą z dwoma wyjściami po drugiej. Na środku wisiał metalowy żyrandol. Pod nim stał mag w czarno-czerwonej szacie przyglądający się mu.
- Czyim sługom jesteś? - zapytał lekko zdziwiony widząc przybysza.
- Xarda... Nie, Masila.
- Masila? Cóż takiego chce Masil od nas skoro nie przyszedł osobiście? Chyba że to ty masz pokazać jego siłę.
- Jego siłę? Po co? - zdziwił się Akryl.
- Ach, czyli to nie o to chodzi. A więc? W czym problem?
- Mamy problem z magami, bardzo silnymi magami którzy ostatnio co raz bardziej...
- Kult Mrozu. - przerwał mu mag. - Wiedziałem że prędzej czy później pokażą swoją siłę.
- A więc znasz ich?
- Trudno ich nie znać. Chodź za mną. - odwrócił się i wszedł do przejścia po lewej. Kiedy dotarli nim na koniec trafili do sporego pomieszczenia zbudowanego podobnie do poprzedniego tylko pół okrąg znajdował się naprzeciwko wchodzącego i znajdowało się przy nim pięć tronów.

Całkiem od lewej siedział dziwny człowiek w obrudzonej szacie oraz starych butach przypominający maga-menela. Na jego tronie leżała zgnieciona metalowa puszka a pod nogami miał ułożony stos śmieci. Na tronie po prawej od niego leżał... Kot, czarny kot który przyglądał się szkieletowi z ciekawością. Całkiem po prawej natomiast siedział dziwny facet na widok którego Akryl miał ochotę wymiotować - gdyby chociaż mógł. Krótkie czarne włosy oraz czarna broda. Okute metalem buty, czarne dziurawe na kolanach spodnie oraz rozpięta koszula zrobiona z czarnej skóry oraz z metalowymi kolcami na ramieniu. To co odrzuciło najbardziej Akryla co kajdany przypięte do jego nogi a druga końcówka zaczepiona była o szyję jakiejś biednej ledwo ubranej kobiety leżącej obok jego tronu. Po lewej od niego siedział ktoś kto wyglądał na dokładne przeciwieństwo tego obok. Łysy, zupełnie ogolony, nieskazitelnie biała szata oraz białe malunki na twarzy świadczyły o tym że nie lubił się brudzić, albo miał jakieś bardzo dobre środki zapobiegawcze. Na tronie po środku usiadł mag który go przyprowadził.
- A więc Masil przysłał ciebie do nas z powodu tych magów mam rozumieć?
Akryl przyglądał się tej piątce i zastanawiał się czy śmiać się, żałować że tu przyszedł, czy płakać.
- Tak. Miał nadzieję że nam w tej sprawie pomożecie.
Facet całkiem po prawej zaśmiał się głośno. Jednak reszcie raczej nie było do śmiechu.
- Doprawdy? Czy Masil wiedząc kim jesteśmy i jak rzadko zajmujemy się sprawami zwykłych ludzi myślał że wam pomożemy?
- Ponoć wiesz kim jest ten cały Kult, powiedz coś o nim.
- No cóż. To najdłużej trzymające się znane nam zgromadzenie magów na całej tej planecie, a wierz mi, na magach to my się znamy. Prawie całe swe życie ukrywali się planowali coś, o czym nawet my w stu procentach nie mieliśmy pewności. Większość ludzi o nich nigdy nie słyszała, a ci którzy słyszeli uważali co za bajki i legendy do straszenia dzieci. Cóż, w ciągu paru ostatnich dni zaczęli pokazywać że istnieją. A skoro tak nagle zaczęli pokazywać swój byt bez obaw że ktoś mógłby się o nich dowiedzieć to znaczy że ich planowanie dobiegło końca.
- A jakie jest ich zadanie?
- I tutaj pojawia się problem, bo nie wiemy. Większość głupców powie że chcą zniszczyć świat śmiertelników ale wierz mi, gdyby chcieli to zrobić już dawno byśmy nie istnieli. To musi być coś więcej.
- Kto nimi przewodzi?
- I tu jest problem, tego też nie wiemy. W ich zgromadzeniu jest tylu magów mniej lub więcej znaczących że nie mamy bladego pojęcia o ich hierarchii. Jednak jest ich więcej niż się może wydawać. Nie zdziwiłbym się gdyby okazało się że ktoś kogo znasz jest ich członkiem.
- Jesteście w końcu ponoć tymi pięcioma najsilniejszymi, nie możecie tego jakoś odkryć?
- Cóż, mamy pewną księgę. Artefakt który zapisuje w sobie imię każdego który posiada dar magii. Większości ludzi wydaje się że magii nauczyć może się każdy, jednak nie jest to prawda. Są ludzie którzy urodzili się bez tego daru i nigdy, nie ważne jak bardzo by się starali nie nauczą się używać nawet najprostszych zaklęć. Wszyscy ci, którzy mają ten dar, zostają zapisani właśnie w tej księdze. Jest ogromna, większa niż możesz sobie wyobrazić, ale do dlatego że na wielu kontynentach magii potrafi nauczyć się każdy. Ale to nie pomaga. Magów, czarodziejów, wiedźm i innych takich jest tak wiele że znalezienie kogoś konkretnego nie jest zbyt proste.
- A więc? Skoro wiecie jak oni są potężni to czy nie możecie nam pomóc?
- Nie o to chodzi. Przez całe swoje życie staraliśmy się jak najmniej mieszać w problemy śmiertelników, tak samo jak... Jak oni się nazywali?
- Siwobrodzi. - odezwał się kot.
- O właśnie. Jednak jeśli się tak zastanowić to być może masz rację. Być może czas wyjść z ciemności i pomóc wam, ten jeden raz. Przedyskutujemy to, ty tymczasem wracaj do swoich, i czekaj na odpowiedź.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Tak, był też tam jakiś pirat. - odparł Kroth-gar.

Mag w ostatniej chwili wyminął kulę i spojrzał w stronę skąd doleciała.
- Mogłeś przybyć tutaj wcześniej a nie wysyłać swoje marionetki! - zawołał mag i posłał w jego stronę potężną falę lodowych kolców.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Przed ratuszem zastał Abraxasa próbującego rozbić siekierą potężną bryłę lodu która zasłaniała całe wejście.

Mag osłonił się potężną lodową ścianą która wysunęła się pomiędzy budynków.
- Prędzej zamrożę całe to miasto niż dam ci się pokonać!

Avatar Gniotek7
Właściciel
Lód był ledwo naruszalny więc rozkopanie go ręcznie zajęłoby jeszcze z godzinę.

- Jeśli tak bardzo chcesz! - krzyknął mag i zniknął chwilę przed pojawieniem się dziury w murze. Po chwili było słychać wybuch i cały budynek na którym ukrywała się wcześniej kobieta runął w stronę Maraliusa.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ja mam się na tym znać? - spojrzał na niego jak na wariata. - Przez nie wiem jak długo łaziłem po wymiarze demonów a potem drugie tyle pałętałem się przez nie opętany. Może spróbujmy to podpalić?

Mag tymczasem gdzieś zniknął. Nie było go nigdzie widać.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Obaj nie zdążyli nawet zareagować. Doszło do ogromnej eksplozji ognia która rozwaliła całą bryłę lodu podpalając drzwi a ich obu odrzuciło z impetem w tył.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Drzwi płonęły i powoli ogień zaczął zabierać się za podłogę. Abraxas leżał nieruchomo na ścieżce obok.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Miał z tym raczej problem gdyż po chwili całe drzwi stanęły w płomieniach a podłogę co raz bardziej wchłaniał ogień.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz był nieprzytomny ale oddychał. Kiedy minęła krótsza chwila otwarł powoli oczy.
- Co... Co to było? - zapytał zdezorientowany.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cholera - mruknął Karczmarz i wstał przy pomocy Demitiusa. - Dobra, chodźmy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy weszli usłyszeli strzał i tuż obok nich w ścianie utkwił pocisk. W środku był chaos, kobieta która wcześniej czaiła się na dachu budynku który teraz leżał w gruzach. Walczyła z piratem na którego co chwilę się rzucała a ten próbował w nią trafić ze swojej broni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif siedziała ukryta za wywróconym wielkim stołem i obserwowała walczących.
Jack był zwinniejszy niż na pierwszy rzut oba mógł się wydawać. Było widać tylko niewielką ranę na lewym ramieniu a poza tym trudno było zobaczyć jakiekolwiek szkody. Kobieta natomiast miała kilka ran postrzałowych która teraz wypełnione były mazią przypominającą lód.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie jako iż kobieta była pod oknem pirat wbiegł w nią szybko z impetem i obaj wylecieli na zewnątrz. Pocisk energii przeleciał tuż za nimi rozbijając do końca resztki szyby.
- Mogło być gorzej. - odparła Elisif po czym wstała i spojrzała w stronę okna.
W tym momencie ujrzeli wybuch i pirat odleciał kawałek po drodze. Obok kobiety pojawił się mag który wcześniej walczył z Maraliusem.
- Zbieramy się. - powiedział łapiąc szybko kobietę i obaj zamienili się w lodowe posągi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Był mocno obdarty, ale wyglądało na to że się trzyma.
- Cholera zimna suka. - warknął.

- Nie mam pojęcia. - odparła Elisif. - Najważniejsze że już zniknęli.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Rozmawiać ze mną? A czego ty ode mnie możesz chcieć? - zawołał pirat wstając i otrzepując spodnie z kurzu.
Dopiero teraz do pomieszczenia wszedł Gniotek.
- Musiałem odetchnąć. - rozejrzał się po pokoju. - Co tu się do cholery działo?
- Walczyli. - odparła krótko Elisif i podeszła do niego. - Maralius ma rację, muszę odpocząć.
- To jak skończyły się te wasze rozmowy?
- Niby oficjalnie mamy sojusz, ale nie wiem jak to się skończy. Na razie nie mam ochoty o tym myśleć.
- Niech będzie. Słyszałem że w mieście jest fajny ogród? Może się tam przejdziemy?
- Tylko pójdę po Vitę i Kate. - powiedziała i obaj wyszli z ratusza.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Styl? - zapytał pirat po czym zaśmiał się głośno i pokazał swoją broń. - W tym przypadku wystarczy mi mój złoty fart oraz ta spluwa. Walczyłem z gorszymi przeciwnikami, wiesz mi.

Elisif spojrzała pytająco na Gniotka a ten wskazał palcem w miejsce skąd wydawało mu się że słyszy odgłos i obaj ruszyli w tamtą stronę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ty? - przyglądnął się mu. - Widzisz mnie i nie wiesz czemu mnie szukają? Koleś! Jestem piratem! Paladyni już choćby za to chcieliby mnie powiesić. Poza tym załatwiłem ich paru, Ale to była samoobrona!

Elisif podeszła i przykucnęła przy niej.
- Hej, co się stało? Co tu robisz sama?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wiąże się z tym pewna historia, tylko po co mam ci ją opowiadać skoro nawet nie wiem kim jesteś? - zapytał.

- Kto? O czym ty mówisz? - Elisif zapytała zdziwiona i spojrzała na Karczmarza który tylko wzruszył ramionami.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Właściwie to co ci tak na tym zależy co? Ostatnia osoba która myślała że może mnie przechytrzyć skończyła z dziurawą nogą, więc nie staraj się.

Elisif usiadła na ziemi obok niej i objęła ją ręką.
- Spokojnie. Powiedz mi, o jakim kamień ci chodzi?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ta dz*wka myślała że może tak po prostu dotknąć mnie tymi zimnymi rękami. Pytanie tylko co ja z pomocy ci mogę mieć? Jedyne czego potrzebuję to powrotu na Wolne Wyspy.

Na początku pomyślała o Ebonie ale doszła do wniosku że to nie możliwe, Rages też raczej odpadał.
- Wiesz o kim ona mówi?
- Nie do końca. Możesz mi opisać jak on dokładnie wyglądał?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Właściwie... I tak nie mam nic innego do roboty. No dobra. - powiedział pirat i podszedł do niego.

- Mówił coś? Na przykład jakieś imię?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mam tylko jedne ważne pytanie. Można tu gdzieś kupić rum?

- Już spokojnie. Może się trochę przejdziesz? Odpoczniesz i może wtedy ci się coś przypomni? - Elisif chciała żeby brzmiała dla niej najmilej jak mogła z czym w jednak nie miała problemu.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią