Właściciel
- Chyba tak, tylko po co?
Właściciel
- Coś w tym jest, aczkolwiek wątpię że każdy z nich odda tak chętnie swoją moc.
Właściciel
- Nie wiem dokładnie, spytaj się lepiej kogoś kto go zna.
Właściciel
///jak tam dzisiaj byłem to napisałeś tylko że idziesz kampić w jakąś dziwną grę///
- A jacyś jego słudzy? Przecież to były nekromanta, na pewno coś przywoływał.
Właściciel
- Zawsze coś na początek nie? Kuźni Chaosu w jeden dzień nie zbudowali.
Właściciel
- Rób jak uważasz. Ja zajmę się resztą byłych jeźdźców.
Właściciel
- Szkoda tylko że musiałem tyle na ciebie czekać. - wstał
Właściciel
- Jasne.. - odwróciła się i poszła w stronę miasta.
Właściciel
Jakieś 10 minut później darcus mógł słyszeć że Elisif cicho szlochała idąc kawałek przednim/
Właściciel
- A jak myślisz? - powiedziała wycierając łzy.
Właściciel
- Nie pomagasz... Zresztą nieważne... - przełknęła ślinę - im szybciej dojdziemy tym lepiej... - i przyspieszyła kroku.
Właściciel
- W takim razie zrób za pomocą tych cholernych mocy tak żeby Gniotek wrócił! - zawołała po czym z powrotem zaczęła płakać.
Właściciel
Nie odpowiedziała, nie miała ochoty mówić już niczego. Po prostu szła przed siebie.
Właściciel
Jako iż Elisif szła szybszym krokiem niż zazwyczaj po kilkunastu minutach dotarli do Karczmy, Elisif bez słowa poszła na górę i trzasnęła drzwiami od swojego pokoju.
Tymczasem Rages, Drazok, Araniel i kobieta której imienia właściwie nie znali siedzieli w pokoju w którym znajdowało się kilkanaście różnych portali, w końcu Araniel wstała zdenerwowana i rzuciła do jednego portalu kamieniem który obracała w rękach, Rages który chodził w te i we w te udawał że nie zwraca uwagi.
- Ile można! Siedząc tutaj nic nie wymyślimy!
- Więc co chcesz zrobić? Wejść to jednego z nich i wrócić do tamtego szaleńca?
- Psiakrew! Cokolwiek! Byle tylko nie siedzieć w miejscu!
- Już nie marudź kobieto! Próbuję rozszyfrować te portale! To musi mieć jakąś zależność! Jak wszystko!
- A jak nie ma?! Co jeśli ten cholerny wymiar nie ma nic co by pasowało do normalności?! Chcesz siedzieć tutaj aż poumieramy z głodu?!
- A może by tak odpocząć chwilę? - rzucił Drazok
- Zamknij się! - krzyknęli na raz Rages i Araniel
Właściciel
Oghren siedząc wcześniej w spokoju w rogu Karczmy teraz zaciekawiony wstał i ruszył w stronę południowej bramy.
Właściciel
Oghren przybiegł kawałek po nim i rozpychając gapiów stanął obok strażników
- Co to za stworzenie na przodków?
Właściciel
- Właśnie koleś! - krzyknął do strażnika - a teraz idź zmienić pancerz bo zaraz zmieni barwę na żółtą - powiedział Oghren po czym ruszył za resztą śmiejąc się głośno z reakcji strażnika i wytarł palcem łezkę szczęścia.
Właściciel
- Może się nie znam - zwrócił się do Darcusa - ale czy to nie przywódca paladynów powinien o tym decydować?
Właściciel
- No tak, dobra przydam się do czegoś jeszcze?
Właściciel
- No dobra - ruszył do strażnika i po chwili dotarł. - Hej ty tam! Masz przyjrzeć się tej pieczęci, nie szczając przy okazji do gaci a potem wpuszczać każdego węża z rękami jakiego zobaczysz - trzymał pieczęć jakieś 30 centymetrów od jego twarzy.
Właściciel
- Czekaj jeszcze jedno... - schował pieczęć do kieszeni po czym beknął mu w twarz tak głośno że w Karczmie można było to usłyszeć. Jeśli strażnik nie był przyzwyczajony do smrodu to mógł nawet zemdleć. - ok już mogę iść - wyszczerzył zęby i zadowolony ruszył w stronę Karczmy.
Właściciel
Oghren zrzucił go z siebie.
- Pewnie! Jeszcze mnie szczochami ubrudź! - wstał powoli i ruszył w stronę Karczmy.
Właściciel
Krasnolud wylądował metr dalej. Wstał i zaciągnął się zapachu
- Czysty aromat - i ruszył dalej.
Właściciel
- Nigdzie nie idę! - krzyknęła zza drzwi.
Właściciel
- Przecież nawet nie wiesz gdzie on jest! A wymiarów jest może i nawet parę miliardów! Albo i więcej!