Właściciel
- I chodzisz sobie z tym artefaktem jakby nigdy nic po lesie? - zapytała staruszka z nutką zażenowania. - Dobrze, weźcie go, widzę że to jedyny sposób żebyś zrozumiał swoją głupotę. - westchnęła staruszka i za pomocą magii otwarła klatkę. - A teraz wynocha z mojego domu! Wszyscy! Nie mam ochoty więcej na was patrzeć!
Właściciel
Elisif ruszyła za darcusem lekko zaniepokojona.
- To dobry pomysł? Tak go... zniewalać...
Właściciel
- Więc? Gdzie zamierzasz go umieścić? - zapytała Elisif patrząc na Vitę o której prawie zapomniała.
///tak, poszedł za nimi///
Właściciel
- A orkowie nie będą sprawiać kłopotów? - zapytała Elisif niepewnie.
Właściciel
- Nie wiedziałam że jest jakiekolwiek miejsce na pustyni gdzie ich nie ma. - zdziwiła się Elisif po czym przytuliła mocniej do siebie Vitę myśląc o czymś.
Właściciel
- Sama nie wiem, po prostu mam nadzieję że uda nam się uratować Abraxasa, tęsknię za nim... - westchnęła Elisif nie wiedząc co więcej powiedzieć.
Właściciel
Elisif przyglądała im się bez słowa co chwilę patrząc na swoją córkę.
Właściciel
- Kiedy z nim wrócicie? - zapytała cicho Elisif przyglądać się dawnemu Karczmarzowi.
Właściciel
- Nie jestem pewna, nie wiem jak miałabym wam pomóc, poza tym tamtejszy piach, żadnych roślin. To nie jest miejsce gdzie chciałabym siedzieć przez tak długi czas.
- Jeśli mogę to zabiorę się z Wami.
Właściciel
- Chcesz go zostawić samego? Przecież on tam nikogo nie zna, to mu raczej nie pomoże.
- Na pustynie? Pustynie, na której żyje Bhor - gul i jego orkowie? Byłem tam... To znaczy... Chyba.
- Skoro on powtarzał ciągle imię Bhor - gula to pewnie ten troll ma z tym coś wspólnego. Nie sądzisz, że ten, o którym mówisz Abraxas może być narażony na jego wpływy?
- Kiedy szukałem Abraxasa natknąłem się na człowieka z głową jelenia. Przebił mi kolana magicznymi, zielonymi strzałami i straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem znalazłem się na pustyni. Znaleźli mnie dwaj orkowie - zwiadowcy. Zaprowadzili mnie do miasta gdzie szaman miał mnie wyleczyć, ale wręczył mi małą paczkę. Kilku orków zaprowadziło mnie do miejsca, w którym miałem się spotkać z pustelniczką, która miała mnie wyleczyć, a ja miałem jej dać paczkę. Znalazłem się w jej domu. Nogi miałem zdrowe więc starałem się zwiedzić dom. Znalazłem mały flakonik, po otworzeniu, którego znów znalazłem się w tym miejscu gdzie był Abraxas.
- Nie wiem. Wydawał się realny. Może to była wizja czy coś w tym stylu?
Właściciel
- Mogliście się zapytać tamtej wiedźmy, ona mogła coś o tym wiedzieć. W końcu to jej strażnik. - powiedziała Elisif opierając się o ścianę.
Właściciel
- Cały czas wszystkie możliwe tropy prowadzą do tego Bhor-gula, trzeba się dowiedzieć o nim czegoś więcej.
Właściciel
- Darcus nie przesadzasz trochę? Mamy chyba ulepszyć stosunki z orkami a nie je pogarszać?
- Co to dokładnie za Kamień?
- To wiele wyjaśnia. A więc kiedy ruszamy?
- Zawsze musi być ten pierwszy raz, nie?
Walon zamknął oczy. Nigdy nie próbował teleportacji, ale to musiało być ciekawe doświadczenie.
Właściciel
///Nie miałem przez chwilę chęci pisania (ale krócej niż pół roku więc nie marudźcie)///
- Pytanie tylko od kogo chcesz się tego dowiedzieć, większość orków pewnie prawie nic o nim nie wie.
Właściciel
- Niech będzie, w takim razie możemy ruszać.
Właściciel
///Gniotek leń je**ny///
Elisif również złapała Darcusa za rękę.