Karabin snajperski Venator
Producent: Nihokan
W Nihokanie pracują ludzie więc od czasu do czasu też musi wyjść im coś normalnego. Takim odruchem unormalnienia jest karabin snajperski Venator, który wyglądem bije na głowę sporą część rynku. Zaś parametrami bije na głowę prawie cały rynek.
Venator – jak sama nazwa wskazuje – to produkt dla myśliwych lub bardzo zaufanych łowców głów z pełnymi zezwoleniami Federacji. Bo dawanie tej broni w niepowołane ręce to spore ryzyko, gdyż moc karabinu może zostać użyta w nielegalnych celach. Jednakże ród Niho podpisał klauzulę z Federacją iż odpowiada tylko za sprzedaż zaufanym osobom. Jeśli karabin zostanie przekazany gdzieś dalej, utracony przez kupującego lub zabrany od niego jako łup wojenny to Nihokan nie ponosi za to żadnych konsekwencji. Mniejsza o polityce i prawie, przejdźmy do tego co strzelcy lubią najbardziej.
Venator jak przystało na karabin snajperski jest przystosowany do tego, by jak najlepiej razić na dalekich i średnich dystans poświęcając na rzecz tego zdolność walki krótkodystansowej oraz średnia poręczność. Cóż, siła wymaga sporych rozmiarów. A spore rozmiary to większa waga. Jednak jest to spowodowane koniecznością, bo dzięki temu karabin Nihokan może razić cele na znacznie odległości. Nie tak wielkie jak LSC-11, jednakże pięć kilometrów to idealny limit w przypadku łowców. Większy dystans byłby przydatny dla snajpera, a Venator nie jest bronią typowo snajperską. Jest bronią snajperską na rynek myśliwych.
Magazynek wystarczający zaledwie na dwanaście strzałów, konieczność odczekania kilku sekund między kolejnymi pociągnięciami spustu (chłodzenie lufy), odrzut wymagający strzelanie z użyciem dwójnogu i brak możliwości założenia tłumnika. Patrząc na te wady można raczej stwierdzić, że to „gówno, a nie broń”.
Jednakże wszystko to wynagradzają zalety Venatora. Mały magazynek jest konsekwencją tego, że siła pojedynczego boltu potrafić przy odrobinie szczęścia przebić pancerz Pajęczaka lub Labaha i to wcale nie przy wycelowaniu w najbardziej wrażliwe miejsca. Samo celowanie zaś jest wspierane przez czujniki analityczne dostarczające niezbędnych informacji o prędkości wiatru, odległości od celu czy wilgotności powietrza. Mogą one też automatycznie skonfigurować celownik co jest ogromną pomocą dla młodych, dopiero uczących się strzelców. Oczywiście opcja ta jest ignorowana przez stare wygi ufające swemu doświadczeniu, a nie procesorowi. Celownik może mieć przybliżenie od trzykrotnego do nawet ośmiokrotnego w zależności od preferencji klienta. Nie wliczając standardowo montowanego dwójnogu to... bieda z tym modyfikowaniem nieco. Owszem, standardowy model jest niemal taki sam dla każdego. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by dokupić sobie nieco dodatkowych bajerów podobnie jak w przypadku Furutaki.
Bardzo solidna konstrukcja o precyzyjnie połączonych elementach zniesie bardzo wiele (niestraszny jej mróz, upał, wiatr, błoto czy też deszcz), a atesty bezpieczeństwa Diamond 96 również napawają ogromnym zaufaniem. Oczywiście, że Venator nie jest dla każdego. Ale do wykonania zadań, do których został stworzony jest idealny. No i identyczny atut co w Furutace z domowym ładowaniem magazynków i kompatybilnością ze standardowymi zasobnikami energetycznymi. Tylko ta cena...
Obecnie trwają tajne rozmowy odnośnie przejęcia licencji Venatora przez Federację, która bardzo chętnie widziałaby ten karabin snajperski w swojej armii. Pieniądze za licencję mogą pozwolić Nihokan na rozwój. Nieliczne plotki mówią, że umowa jest już na prostej drodze do pozytywnego zatwierdzenia, lecz miast jednorazowej zapłaty Nihokan woli czerpać procentowy zysk z każdej wyprodukowanej na licencji sztuki.