-Musimy stawić opór... Znaczy wy opiekujcie się cywilami oraz Alvą. Ja będę walczył.
Właściciel
Jess-Ja też potrafię walczyć.
-Wiem. I dlatego Cię o to proszę.
Właściciel
I dostałeś wiadomość od Alvy.
"Thanos leci w stronę Londynu"
-Miałem rację. Uderza w Elźbietę... Współczuję mu.
-I oto mamy... Wielu dzisiaj odwiedzą Walkirie...
Właściciel
I widzisz jakiś wielki wybuch w miejscu gdzie był Thanos.
-Tak, Londyn. Zbieram się... - Po czym kilka razy pomachał skrzydłami i poleciał do Londynu.
Postanowił jednak osłaniać cywili, przynajmniej chwilowo.
Właściciel
PIERWSZY ODPIS POPRZESKOKOWY:
Vanetina, Fronterin i Helmut:
Minęło kilka miesięcy od ataku Thanosa, Alva urodziła dziecko płci męskiej. Za jakieś cztery dni będą święta. Za oknem jest śnieg
Siedział w pokoju, przebierał się. Spojrzał się na swoją rękę, w którą oberwał kilka miesięcy temu.
Znacy Helmut nie miał czasu, by podziwiać, zabwa zabawą, ale jednak... Noż do jasnej cholery, gdize to...
-Kto ostatni brał łopatę od śniegu? Jeśli Hawk, to powiedzcie mu, że ta komórka koło drzwi jest miejscem dla niej, a nie Bóg wie gdzie!!!
Vanetina z kolei kąpała się... Ah, jak cudownie, żadnych trosk, zmartwień... Przynajmniej na razie... Rosjanie sobie strzelili w kolano odcinając się od umów...
Właściciel
Fronterin:
Została tylko blizna. Poczułeś na drugim ramieniu dotyk ręki.
Helmut:
-Chyba Slasher.
Vanetina:
Cóż, kandytat który wygrywa raczej wywoła wojnę.
Vanetina
-A ja ją zakończę... Jednym szybkim uderzeniem...
Helmut
-Ja kiedys nakopię temu dzieciakowi... Slasher!!!
Spojrzał się kto go dotknął.
Właściciel
Fronterin:
Była to Alva.
Vanetina:
I co najciekawsze nikt ci nie odpowiedział.
Helmut:
-Co?
Zszedł ze schodów.
Przytulił ją i pocałował.
-Wyglądasz pięknie, nie widać że byłaś w ciąży.
Przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej.
-Jesteś najlepszą kobietą jaką spotkałem w swoim życiu.
-Gdzie się niby kładzie łópatę do śniegu, co? - zapytał wyrażnie rozłoszczony Helmut. Obraz byłby bardzo groźny, gdyby nie to, że nosi taki słodki, czerwony unform...
Vanetina
-Ej, spokojnie bliźniaki...- powiedziała i delikatnie zaczęła głaskać swój brzuch.
//Snake i Slasher są już oficjalnymi członkamk Defendersów?
Właściciel
//Tak, są.//
Fronterin:
-A ty jesteś najlepszym mężczyzną jakiego poznałam.
Vanetina:
I wykonałaś tą czynność. Woda zaczęła być już powoli zimna.
Helmut:
-Leży oparta o hangar.
HElmut
-*Seria nieartykułowanych dźwięków p angielsku, niemiecku i cińsku* Wiesz, mogłeś nawet powiedzieć, żę tam jest... W nocy tak zasypało że potrzebuję czołgu, by ię tam dostać.
VAnetina
-Wszystko dobrze, ale to i tak się kończy... wstała powoli i zaczęła się ubierać.
-O matko... Chyba się nie mogą doczekać...
Położył ją na łóżku, obsypując ją całusami, każdy coraz niżej...
//Jeb, albo praca albo Mikey (dziecko)
Właściciel
Fronterin:
//Dzięki że przypomniałeś jak miał na imię. Już miałem dawać jakiegoś randomowego Johna lub innego Dicka.//
I słyszysz jak coś spada na podłogę.
Helmut:
-Bez przesady, tunel w śniegu się nie zapadł.
Vanetina:
Teorytycznie według lekarza zostało jeszcze kilka dni.
Helmut
-Tak, bo codziennie wielka kula futra zwana "Pieszczoszkiem" (Tak, chodzi o Hansa i jego ferajnę) Codziennie tam chodzi...
Vanetina
-Jeszcze kilka dni... Proszę was...
Właściciel
Helmut:
-Może.
Vanetina:
I wyszłaś z wanny.
Fronterin:
I była to lampa
Helmut
-Skoroś taki zapominalski, znowu odśnieżasz.
Vanetina
Wyszła z łazienki.
-Karapast...
Właściciel
Helmut:
-Okej.
Vanetina:
Najpierw jednak mogłaś się ubrać.
Vanetina
Eh... Ubiera się.
Helmut
-No i dobrze. Pamiętaj, na dzisiaj zapowiadają grubo poniżej Zeera. Tylko w STalingradzie było zimniej- klepnął go po lecach i zaczął rzucać łachy.
Właściciel
Vanetina:
I się ubrałaś po czym wyszłaś z łazienki. Widzisz w pokoju jak Slasher wychodzi na zewnątrz.
Helmut:
Właściwie nie wiadomo po co rzucasz ubrania ale K
Helmut
//Się zabunkrował na cebulkę. 3 Kurtki, 4 pary spodnie, 3 pry skarpetek... Zgadnij.
Vanetina
-Oho, ktoś chyba zapomniał zostawić łopatę... No nic- udaje się do kuchni.. Ale ma smaka na śledzie w czekoladzie.
Właściciel
Helmut:
I jesteś naprawdę grubo ubrany.
Vanetina:
W pewnym momencie coś się dziwnego pojawiło na komunikatorze, numer nieaktywny od kilku lat, wskazuje lokalizacje...
Vanetina
-Dziwne... Chwila... Jaki to... O Kur... WILKOŁAK ŻYJE!
Helmut
No to się rozbiera z nadmiaru, zmienia się w smoka, do salonu i się zatacza koło kominka.
Podniósł lampę.
-Idę na chwilę do innych.
Pocałował Alvę w czoło, a następnie poszedł do reszty czyli np.. No do reszty.
-Jak wam mija dzionek?
Właściciel
Vanetina:
Rzeczywiście, był to komunikator wilkołaka.
Fronterin:
I słyszysz krzyk Vanetiny że wilkołak żyje.
Helmut:
Poczułeś ciepło od kominka.
Helmut
-Helmucik to lubi... Jess, posuń się, wbijasz mi pazury w łapę...
Vanetina
-Okej, bez paniki, przynajmniej teraz... Wdech, wydech, wdech...
Poszedł do Vanetiny.
-Jak to Wilkołak żyje? Dostał nożem w klatkę piersiową i został spalony.
Vanetina
-Mnie się pytasz? To jest komunikator Satoshiego! Z resztą skoro Dedadpool może się odrodzić z palca, da!
Vanetina
-Tak, eee... - Sprawdza skąd.
Właściciel
Vanetina i Fronterin;
Z Miami. Ze swojego pokoju wyszedł Ryba.
-Dobra, który to taki śmieszek? Wilkołak dzwoni do mnie.
Vanetina
-To nie ja. Z resztą ostatni kawał jaki zrobiłam skończył się "małym" icydentem na Helu...
Helmut popatrzył i zbliżył się do Jess.
-Wszystko dobrze?
-Ryba, lecisz sprawdzić Miami. Stamtąd ktoś używa nadajnika Satoshiego, Snake leci z tobą.
Właściciel
Vanetina i Fronterin:
-Okej, tylko najpierw odbiorę...
Odszedł do swojego pokoju.
Helmut:
-Tak, jak najbardziej dobrze.
Vanetina
-Nullam causam sciri non capit in adolescentia. A mam tylko 24 lata.
Helmut spowrotem się przemienił w człowieka i spokojnie dotknął jej brzucha.
-Chyba nie hałasują, co?
-Jeżeli coś się stanie, to powiedzcie mi.
Poszedł do pokoju.
-Alva, Satoshi prawdopodobnie żyje...
Właściciel
Vanetina:
I to powiedziałaś, nikt jednak tego nie usłyszał.
Helmut:
-Nie, są spokojne...
Fronterin:
-Możesz mi przypomnieć kto to był?