Właściciel
Zaniósł więc je do wejścia gmachu ministerstwa i stołówki.
Moderator
Wróciłeś, oczywiście bez żadnych problemów.
Właściciel
//Przeskoczmy do dojścia do pracy.
Moderator
//Następnego dnia, czy jeszcze tego samego?//
Moderator
Poszedłeś do pracy, o dziwo nic się nie stało. To znaczy, masz pewność, że nie wybuchła tam żadna bomba.
Właściciel
I pracu pracu...
-Ej, Ekin (jeden z członków jego biura), kiedy jest posiedzenie rządu?
Moderator
- Jutro wieczorem, jeśli się nie mylę. - odparł.
Właściciel
//Przejdźmy do posiedzenia rządu.
Moderator
//A co Ty na to, żeby przejść od razu do jakiejś większej akcji Watahy Śmierci?//
Właściciel
//Git, majonez, musztarda, keczup.
Moderator
//Zacznij sobie od obudzenia się w domu, ja muszę jeszcze wątek dopracować.//
Właściciel
Obudził się w domu na początku swojego wybłaganego urlopu. Jest cały w skowronkach, bo po raz pierwszy nie ma odgórnie zaznaczonego planu dnia. Poszedł więc do kuchni i zrobił śniadanie dla całej rodziny.
Moderator
Zrobiłeś rodzinie śniadanie, podczas, gdy Ci jeszcze spali.
Właściciel
Próbował sobie przytomnieć, co na dzisiaj ma zaplanowane...
Moderator
Nic szczególnego, gdyż dzień był wolny od pracy. Ale nie od, Tej Pracy.
Właściciel
-Nie wszystko ruda Beskaru,co się świeci... Co tam jest...
Moderator
Jak na razie tylko to, że masz stawić się w tym miejscu co wcześniej.
Właściciel
-Chwila, o której to miało być...
Moderator
Prawdopodobnie za godzinę.
Właściciel
-T, karapst...-przebrał się w swój normalny ubiór i poszedł w tamto ustalone miejsce.
Moderator
Więc czekałeś na zapleczu, znów jako pierwszy.
Właściciel
Jak to mawiał jego ojciec "Kto pierwszy przychodzi, ten pierwszy po łbie dostaje", ale jakoś nie zwraca specjalnie uwagi na takie zaczepki.
Moderator
W końcu zjawił się znany Ci już z poprzednich akcji Mandalorianin.
Właściciel
Popatrzył się na niego, ale nic nie powiedział. Znaczy on sam. Jego oczy mówiły "No i???"
Moderator
- Lokalizatory, które podłożyłeś spełniły swoje zadanie. - powiedział. - Teraz pora na resztę planu. - dodał i wyszedł, dając znak, żebyś poszedł za nim.
Moderator
Stał tam już dwuosobowy śmigacz, a Mandaloriain zajął miejsce kierowcy.
Właściciel
Usiadł więc na tym drugim miejscu pasażera.
Moderator
Gdy to zrobiłeś śmigacz ruszył pełną mocą i opuścił stolicę.
Moderator
W końcu zatrzymaliście się na kompletnym pustkowiu. Jednak za nim zdążyłeś nabrać podejrzeń, na horyzoncie zamajaczyły kolejne pojazdy.
Właściciel
Tylko się na nie popatrzył.
Moderator
W końcu zebrało się sześć ścigaczy i tuzin członków Watahy Śmierci.
Właściciel
Spojrzał się na towarzysza pytającym wzrokiem "Wysiadać?"
Moderator
Jeśli on i pozostali wyszli, to pewnie tak...
Moderator
- Nasz znajomy - rzekł Mandalorianin, z którym przyjechałeś, wskazując na Ciebie. - rozprowadził w swoim miejscu pracy specjalny gaz, który osiada na ubraniu. Pozwolił on nam namierzyć pewną ważną osobę w państwie pacyfistów, więc musimy się do niej dobrać.
Właściciel
Patrzył się na to wszystko wzrokiem spokojnym, ale też zimnym niczym trup. Ktoś, kto go mógł teraz zobaczyć, mógłby pomylić go z ojcem.
Moderator
- Ruszamy dziś wieczorem, najpierw zawadzimy o bazę zaopatrzeniową i nabierzemy broni i amunicji. Jakieś pytania?
Właściciel
*Jakbym miał, to bym zadał*
Moderator
Więc nie zadałeś, podobnie jak pozostali.