Właścicielka
- Do czego ci szpieg? - rzuciła kąśliwie Temeria. - Mogę cię słuchać i w ogóle, ale czuję, że masz coś pod skórą. Jak masz demona, to nie potrzebny ci szpieg.
- A to cholera, nie spodziewałem się tego po niej. - rzucił Heru.
-Kizuka przed stworzeniem tego świata miała wroga. Został przeze mnie ponownie przyzwany i dzielę z nim ciało.
Przyznał. Właśnie takich osób potrzebował.
-Ale nie można go nazwać demonem, bardziej.... Pradawnym.
To co powiedział nie było prawdą. A przynajmniej nie w pełni.
-Choć pochodzę ze świata ludzi nie jestem Jokerem. Jokery to ludzie będący tu na łasce Kizuki. Ja jestem tu na polecenie losu. Nie nakłaniam was byście były mi wierne. Nie zmuszam was byście mnie kochały. Nie wymuszam na was posłuszeństwa. Nie nakłaniam was do zabijania. Ale jeśli chcecie zmienić ten świat idźcie za mną. Jestem zwykłym człowiekiem. Zamierzam zakochać się i zamieszkać razem z moją miłością. Jestem jedynie trybikiem, ale kręcącym się w inną stronę niż reszta.
Właścicielka
- Cóż, czuję, że jednej już się bardzo podobasz. - westchnęła Temeria. - Skoro masz kogoś potężniejszego od Kizuki, to w czym problem? Po co aż wojna? Tak trudno wyłapać moment, w którym masz ją samą na wyciągnięcie ręki i choćby wbicie jej tej twojej katany w pierś?
-A co jakbym przegrał? Mała, ale zawsze jest taka możliwość. Co bym wtedy zrobił? Poza tym jak sobie wyobrażasz jedną osobę na przeciw hordzie kochanków Kizuki. Moja moc jest potężna, ale nie obszarowa.
Jego głos stał się pełen ambicji i zapału. Wiedział że nie jest Bogiem, ale może się nim stać.
Właścicielka
- Myślisz, że którykolwiek z nich jest jakiś potężniejszy? Bzdura. Jedyny silny siedzi w jednym mieście i nawala się na ulicy. - odrzekła spokojnie Rivia.
- Poza tym jest ich tylko pięciu, w porywach sześciu. Kizuka jest wszędzie, nikt nie zdąży zauważyć, że jej nie ma. - wzruszyła ramionami Redania. - A ty obejmiesz bez kłopotu władzę.
-Szczerze moim celem nie jest władza tylko porządek. Kiedy skończę w tym świecie zacznę w następnym.
Napomknął. Jego pionki wiedziały za dużo, o wiele za dużo.
Właścicielka
- Meh, radźcie sobie sami. - prychnęła Rivia. - Róbta co chceta.
Temeria przewróciła oczami i spojrzała na Aleksandra.
- Porządek? To go sobie rób. Wątpię, by ci się udało.
- Ale... ale to.prawda... chcemy się pozbyć Kizuki... - bąkała Redania.
Bliźniaczki spojrzały na nią z dezaprobatą.
- Idź ze swoim panem w cholerę. Jak wam się uda, możecie nas zamknąć albo.skrócić o głowę, czy co.tam w nowym porządku planujecie robić. - prychęły wspólnie Rivia i Temeria.
-Ehhh... Jak już mówiłem nie zamierzam nikogo zmuszać. Nie jestem zły. Jestem nie spełniony.
Powiedział lekko znużonym głosem. Miał za małą wiedzę by przekonać tutejszych do wstąpienia w jego szeregi. Ona powinna starczyć. Jest słodka i chyba coś do niego czuje więc jest idealnie pasuje. Wstał i zatrzymał się przed drzwiami
-Gdy na ślepe szczęście rękę podniesie serce puste, złotem ozdobione, honorem nie splamione, wiedz że to zło Świata się zbliża, na jawie niezwyciężone... Idziesz Redania?
Kiedy wygłaszał słowa w przepowiedni jego głos był pusty, zaś kiedy wymówił jej imię był ciepły i miły dla ucha. Wiedział że uda mu się zdobyć jej serce
Właścicielka
Rivia spojrzała tępo na Aleksandra, a Temeria zaczęła się głośno śmiać. Redania spojrzała z lekką pogardą dziewczyny, po czym w milczeniu poszła za chłopakiem.
Kiedy już wyszli powiedział.
-Nie martw się. Jakoś się nam ułoży.
Uśmiechnął się. Czuł do niej jakiś rodzaj sympatii.
Właścicielka
- N-nam? - szepnęła do siebie niemal bezgłośnie. - Tak, na pewno. - uśmiechnęła się i powiedziała to już śmielej.
-Aktualnie jesteśmy tu tylko ty i ja. Nawet nie wiem czy to grono się poszerzy, ale puki mam ciebie przy moim boku czuję że mogę wszystko.
Uśmiechnął się. Powiedział to co czuł. Była jego jedynym oparciem poza Heru.
Właścicielka
Przytaknęła nieśmiało głową, znów się rumieniąc. Kilka razy brała się, by coś powiedzieć, ale jednak nic nie mówiła. Wydawała się onieśmielona.
-Chodźmy robi się ciemno.
Uśmiechnął się i złapał ją za rękę. Czuł się jak w raju.
Właścicielka
- D-dobrze. - wydukała i poszła z nim.
Na dworze było tak samo ciemno jak wcześniej, po drodze nikogo nie spotkali.
-Wiesz kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem było mi cię żal, gdy cię poznałem pomyślałem że to ty się nade mną litujesz. Dziękuję ci. Naprawdę.
Powiedział to ciepłym głosem.
-Myślisz że to wystarczy?
Powiedział w myślach.
Właścicielka
- Nad bogiem się nie trzeba litować. - rzuciła cicho. - Tylko nad głupimi ludźmi, jak ja. - dodała.
- To chyba masz swojego wyznawcę. - zaśmiał się Heru.
-Nie jesteś głupia, a ja nie jestem Bogiem. W "moim świecie" jako Boga określamy iście doskonałą osobę z nieskończoną mocą i wiedzą. Ja nawet nie wiem czy jestem osobą. Według rozmyślań Platona ten kto myśli żyje. W takim mniemaniu przeżyłem większość żywych istot kilkukrotnie. Moje życie było puste puki tu nie trafiłem.
Mówiąc pierwsze zdanie złapał ją za barki. Mówił z przekonaniem i ogniem. Chciał dla niej dobrze. Choć była tylko pionkiem.
-Raczej bezgranicznie oddanego kultystę.
Zachichotał w myślach.
Konto usunięte
//póki* pisze się "póki"!
Właścicielka
- Jeszcze nie jesteś. - szepnęła cicho, spuszczając głowę.
Oboje stali blisko siebie, więc gdy Redania przypadkiem wychyliła głowę bardziej do przodu, już opierała ją na klatce piersiowej Aleksandra. Była od niego sporo drobniejsza i nie wiedzieć czemu, dalej trochę przestraszona
Objął ją rękami przekazując jej całe swe ciepło.
-Nie musisz się bać. Zapewnię ci godne warunki.
Jego głos był ciepły i dawał wewnętrzne ciepło. Zaczął powoli głaskać ją po głowie.
Właścicielka
- Dz-dziękuję. - wydukała, chłonąc każdy jego dotyk. - Naprawdę dziękuję.
- Aleś ty czarujący się zrobił. - dorzucił Heru.
-Może nie wyglądam, ale potrafię oczarować samotną kobietę.
Dorzucił w myślach. Spojrzał na nią namiętnym wzrokiem. Wyglądał jakby jej pożądał. Jego ciało i wzrok to mówiły. Stał się jeszcze cieplejszy.
Właścicielka
//Bulwo, a co znaczy, że ciało pokazywało, że ją pożądał? Tak wyczuwalnie można to stwierdzić?
//Chodzi o aurę od niego bijącą//
Właścicielka
//bulorwas "Aktywuj aurę pożądania" ok. Czuję się jak w TS4
Spojrzała mu w oczy, a nogi się pod nią lekko ugięły. Jej serce zabiło mocniej, westchnęła coś cicho i wtuliła się w niego.
Pocałował ją. Po prostu ją pocałował. Dokonał najstarszego znanego sposobu przekazania uczuć. Dał jej to czego pragnie każdy człowiek. Miłość.
Właścicielka
Zaskoczyło ją to. Kompletnie nie była na to przygotowana. Może to był nawet jej pierwszy pocałunek? Teraz nie można było tego odkryć. Spróbowała go odwzajemnić.
Urwał pocałunek.
-Przepraszam nie wiem co we mnie wstąpiło.
Wyraził skruchę i opuścił głowę.
-Teraz już jest całkowicie moja.
Powiedział w myślach.
Właścicielka
- R-rozumiem. - odrzekła niechętnie. - T-tak w ogóle to gdzie idziemy? - zapytała. - O ile mogę spytać...
-Jasne przecież od dzisiaj jesteśmy towarzyszami.
Uśmiechnął się.
-Heru wiesz może gdzie jest jakaś karczma?
Zapytał w myślach.
Właścicielka
- Tak w sumie to dosłownie przed wami.
Heru miał rację. Uliczka była pusta, a oni w sumie to Całowali się pod knajpą.
-Może zatrzymamy się na noc w tym barze?
Zapytał przyjaźnie.
Właścicielka
- Okej. - odrzekła cicho i pokiwała głową.
Gdy wszedł, poszła za nim krok w krok.
Podszedł do baru.
-Dzień dobry. Poproszę dwuosobowy pokój. Może być z jednym podwójnym łóżkiem.
Powiedział to swym zimnym głosem.
Właścicielka
Mężczyzna stojący za ladą spojrzał na niego ponuro, po czym rzucił w jego stronę kluczyk.
- Tylko nie poniszczcie go za bardzo. - rzucił krótko.
-Postaramy się.
Wymusił uśmiech.
-Chodź Red!
Zawołał ją już ciepłym i miłym głosem. Zdrobnił jej imię, gdyż było ono dla niego zbyt egzotyczne.
Właścicielka
Patrząc na dziewczynę, można było zobaczyć, że to zdrobnienie w pewnej mierze ją ucieszyło. Ruszyła spokojnie za nim.
Chwilę później byli już przy pokoju. Otworzył drzwi. Pierwszy raz będzie spał w jednym pokoju z kobietą. Czuł coś na rodzaj podekscytowania.
Właścicielka
Dziewczyna zatrzymała się obok niego. Spojrzała to na pokój, to na Aleksandra. Oblała się lekkim rumieńcem i uśmiechnęła się słabo.
- N.. na co czekasz?
Otworzył drzwi i przesuną się lekko na nie wskazując.
-Panie przodem.
Uśmiechnął się . Jego głos był szarmancki i pełen wdzięku.
Właścicielka
- Uhm... - mruknęła cicho, nieśmiało wchodząc do środka i siadając na pobliskim krześle. Patrzyła za okno, gdzie widać było niższe dziedzińce treflowej twierdzy, a jeszcze dalej morze ławy. Wciąż było tak samo ciemno na zewnątrz.
Wszedł za nią i usiadł na łóżku i patrzył cały czas na nią.
-Wiesz... Ludzie nie boją się ciemności tylko tego co może się w niej znajdować. Ja także się jej boję.
Zwrócił wzrok na okno.
-Tylko że ja wiem co w niej siedzi...
Z powrotem spojrzał na nią i uśmiechnął się.
-Nie martw się. Będę cię bronił i opiekował się tobą nawet za cenę życia.
Właścicielka
- Dziękuję. Jednak... nie boję się tego aż tak. - mówiła cicho, patrząc w podłogę. - Po prostu dziwnie się czuję, gdy ktoś jest obok i chce być obok mnie. Od lat moim towarzyszem był chłód, ewentualnie kłopoty z takimi wampirami. - dodała po namyśle.
Wiesz jesteś dla mnie jak wybawienie. Nigdy nie miałem nikogo bliskiego, kogoś komu mógł bym zaufać....
Powiedział to z początku wdzięcznym głosem który przeradzał się w żal. Kiedy to powiedział oparł czoło o ręce.
Właścicielka
//tak w ogóle to on to mówi szczerze czy ją kusi?
Redania podniosła się z miejsca i usiadła obok niego, niepewnie go obejmując.
//To incepcja. On tego podświadomie chce, ale myśli że ją kusi. Mam walony Humanistyczny umysł i lubię takie paradoksy.
Właścicielka
//też je bardzo lubię, ale odpisz c:
Nagle zerwał się, objął ją i pocałował. Na jego policzkach były łzy, a na twarzy pojawił się lekki rumieniec. Spojrzał prosto w jej oczy i uświadomił sobie że ją kocha. Po prostu kocha.