Imię: Kaius
Nazwisko: Hait
Rasa: człowiek
Pseudonim: Ten szalony/Admirał
Stopień: Komandor sił kosmicznch Republiki
Charakter: cóż, spokojny, bawi się z przeciwnikiem, by ostateczni go zniszczyć
Wiek: 25 lat
Towarzysz: klon-komandor, pluton żołnierzy Republiki ( nie klony), 25 droidów B2 i 5 droidek, 3 droidy-pająki i 2 droidy-kraby
Majątek + nieruchomości: 5000 kredytów oraz apartament na Coruscant niedaleko Świątyni
Pojazd: Fregata Munificent "Zmiana".
-3 LAAT/c
-40 LAAT/i
-5 ciężkich turbolaserów
-7 ciężkich dział jonowych
-28 podwójnych turbolaserów
-25 lekkich turbolaserów
-40 dział laserowych
-25000 Droidów bojowych typu B1
-2500 Droidek
-1,5 tyś. Droidów bojowy typu B2
- 4 czołgi AAT
- 13 transporterów MTT
-40 lekkich transporterów.
-30 AT-ET
-60000 żołnierzy Republiki ( nie klonów)
-30 tys żołnierzy Republiki (klony)
-6 eskadr V-19 i 3 eskadry Z-95
-6 Jaggernautów (stany niepełne, cały czas uzupełniają)
Historia:
Urodzony w rodzinie wojowników, dowódców, od czasu wojen Sithów towarzyszących Republice jako żołnierze i dowódcy. Do akademii poszedł w wieku 10 lat, szkolić się na żołnierza, a potem na oficera. Trening żołnierski nie wychodził mu za bardzo,a to przedstawiał niezwykłe zdolności dowódcze. W wieku 15 lat został wysłany jako adiutant jakiegoś starego admirała rasy twi'lek na praktyki. Początkowo nikt go nie lubił. Wiadomo, świeżak z Akademii. Jednakże jego energia, jego młodzieńczy zapał oraz to, co reprezentował ożywiły cały ten okręt. Raz go admirał zaprosił na partyjkę jakiejś gry strategicznej osadzonej w czasach Wojny Sithańskiej. Admirał grał Imperium, a on Republiką. Admirał chciał się z nim zabawić. Zamiast stawiać beznadziejny opór, zaczął wytwarzać jednostki na potęgę i umocnił najważniejsze planety. Przez bite dwie godziny tłukli się o korelię, ale w końcu admirał wycofał się tracąc 40 % swojej floty. Sam stracił 10-20 procent i siły się wyrównały. Na to czekał. Atakował słabe planety Imperium zostawiając główne siły Imperium w spokoju. Wykrwawiał ich. Rozpraszał flotę. Po czym zaczął generalną ofensywę, Imperium zostało tylko Dromund Kaas, Botshirda i Korriban. A on najzwyczajniej w świecie wywolał tam rozruchy, wsparł swoimi siłami i zrobił z Imperium państwo Marionetkowe. Grali tak z 4 dni, aż się okazało, co i jak. Tuż po tym dostał przepustkę i oficjalny awans na porucznika. W czasie tej przerwy ożenił się z togrutanką, komandor, przyjaciółką z akademii. Zarówno jej rodzice jak i jego to odradzali, ale co mu tam. On czuje, że ją kocha. Kilka miesięcy później urodziły im się bliźniaki, starsze dosłownie od siebie o 5-6 sekund (tak, kichnęła), a rok później córki. To był najpiękniejszy okres w jego życiu. Aż do wtedy. Dostał awans na komandora, a wraz z admirałem na pokładnie Praetora "Chwała Republiki" ruszył do walki z Separaystami. Zaskoczyli ich, strzelali do nich jak o kaczek. Admirał postanowił postawić wszystko na jedną kartę i dał mu dowodzić siłami na orbicie. Z zadania wywinął się znakomicie, 5 okrętów Separatystów wspieranych przez piratów zostało zniszczonych, pozostałych 7 okrętów ociekało. Ale jak się okazało, było to pyrrusowe wycięstwo. Admirał oberwał kawałkiem wyposażenia. Wykrwawiał się. Nie mógł zostać przetransportowany do skrzydła szpitalnego. Ostatnim tchnieniem namaścił go na swojego następce, dał mu też swój mundur. To był smutny dzień. Został pochowany na Ryloth z honorami. Sam z kolei dowodził przez najbliżze 2 tygodnie Praetorem z racji braku kadr, a żaden Jedi nie chciał go, więc piracili. Wykrwawiali przeciwnika. Aż... To był dziwny dzień. Nagle z nadprzestrzeni wyszło 20 Fregat Munificent i 4 pancerniki Lucrehulk. Widać było, że są wkurzeni i mają jeden cel. Zniszczyć jego okręt. Bronił się prze 12 godzin,aż nie nadleciały posiłki Repbliki w postaci jednego Acclamatora. Dla kogoś, kto stracił sporą część dział i myśliwców, to wybawienie. Do tej pory zniszczyli wszykie Lucrehulki, które wypuściły może z 70-80% swoich myśliwców oraz 8 Fregat. W przeciągu kolejnych 3 godzin 2 kolejne Fragaty pożegnały się z istnieniem, ale jeg okręt był bezużyteczny, a naprawa zajęłaby za dużo czasu. Zdobyli pozostałe fregaty, droidy tam będące i wysadzili pancernik. Eskadra została nazwana "Mścicielami", gdyż to jest zemsta za Admirała i za wszystkich, którzy zginęli w Walce z Puszkami... A no właśnie, Mea jest w Zakonie. Straszna duma w rodzinie. A Feira adoptowali, a raczej dostali w podrzutku. Jest to twi'lek.
Umiejętności:
-"Ten chlopak ma talent dowództwa"-po zaledwie 15 minutach walki potrafi rozpoznać strategię przeciwnika, zniszczyć ją i wykorzystać do własnych celów.
-"Przynajmniej nie strzela w nikogo w naszych"- ma podstawowe wykształcenie żołnierskie i potrafi jako-tako strzelać
-"No, przynajmniej potrafi nas opatrzyć"-ma wykształcenie dotyczące osługi radiostacji, opatrywania rannych i innych spraw wsparcia
-Świetnie gotuje
-Dobrze pływa
Wady
-"Kto dał mu kluczyki?!?!?!"-bez komentarza
-W niektórych chwilach strach wziera w nim wielce
-bez wahania szafuje ludzkim życiem.
Specyfikacje: Ma wręcz czerwoną skórę ( to nie opalenizna). Nikt nie wie, dlaczego.
Rodzina:Żona Gea ( w chwili obecnej na urlopie), córki Rea i Mea, synowie Keir, Feir, Tekle, teść Garon, teściowa Gerina, ojciec Manis (jest generałem w Armii Republiki), matka Fasir (krążyły plotki, że była rycerzem Jedi)
Zawód: Dowódca Eskary "Mściciele" (Avengersi brzmi jednak lepiej) złożonej z 2 Fregat Munificent i 1 Krążownika Konsular/Charger
Ekwipunek: Mundur Komandora i Mundur admirała, Dwa blastery DC-17, kamizelka kuloodporna zmodyfikowana, przy wytrzymała ostrza (ale nie micza świetlnego), pierścionek zaręczynowy, nieśmierelnik, medalion z wizerunkiem Gei
Wygląd:

Ubranie: No mundur Komandorski, chociaż zwykle narzuca na to mundur swojego byłego dowódcy. Ciągle widać ślad krwi.