RhobarIII pisze:
Polecam poczytać co najmniej kilka pierwszych rozdziałów "Mein Kampf". I bez żadnego komentarza, do tego tuż przed przeczytaniem podejść do tego tak, jakby to była zwyczajna książka. Ja jestem w trakcie czytania i uważam, że Hitler był raczej normalnym człowiekiem, no chyba że każdy choleryk i "uparciuch" jest chory psychicznie. Zaś Stalin? Stalin był o wiele bardziej tajemniczy od Hitlera, dlatego też uważam, że to on mógł mieć chorobę psychiczną.
Osobiście uważam Mein Kampf za szmirę merytoryczną, w dodatku chorą ideologicznie. "Manifest komunistyczny" podobał mi się dużo bardziej (choć i tak oceniam go ideologicznie nisko).
Co on tam odkrywczego napisał? Coś o rasiźmie, jakieś nacjonalistyczne brednie... nie wiem, jestem (albo wydaje mi się, że jestem) kosmopolitą i dowolna ideologia oparta na podziale rasowym i nienawiści nie będzie do mnie przemawiać (a ta książka jest tak obszyta nienawiścią, że aż szkoda słuchać)
Aquo "Gdyby nie fakt, że praktycznie niemożliwym jest to, żeby komunizm się udał, to faktycznie w samych założeniach nie jest taki zły (chociaż wywalenie własności prywatnej to ch**owy pomysł)." - przypominam, że przed Marksem, Leninem i Stalinem istniał ustrój komunizm :) Był stosowany w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich i miał się bardzo dobrze. Jaka była różnica? Ludziom nic nie narzucano. Byli wolni w tym, czy chcą do komunii (komunia z łaciny wspólnota) dołączyć, czy też nie. Już w listach apostolskich czytamy o wspólnotach (komuniach) dzielących się wszystkim po równo. Ci ludzie traktowali się jak 50-100-osobową rodzinę.
Kolejnymi ciekawymi aspektami komunii chrześcijańskiej jest m.in. własny system sądownictwa (nie będący oczywiście opozycją do działającego wówczas systemu rzymskiego) oparty na wybaczaniu etc.
To, co my dziś znamy z Mszy Świętej jako odpuszczenie grzechów (moja wina, moja wina) oraz "przekażcie sobie znak pokoju" miało kiedyś charakter wychodzenia na środek sali w której odbywała się msza i szczere wyznawanie swoich występków (nie było wtedy spowiedzi indywidualnej) a fragment o "znaku pokoju" dawał parę minut na wyszukanie wśród ludzi wszystkich, z którymi miało się jakiś spór, by podejść do nich i się pogodzić.
Zwyczaje PRL były jednak nieco inne :D No i co najważniejsze - nie były dobrowolne