Napisałem ci już, czym jest miłość.
darcus pisze:
Miłość jest zbiorem reakcji chemiczno-biologicznych, które, przez zwiększone wydzielanie się fenyloetyloaminy i dopaminy, a także wazopresyny (u mężczyzn) i oksytocyny (u kobiet), wywołuje w pobliżu konkretnej osoby stan tak zwanego "uniesienia" i tworzy potrzebę przebywania i dokonywania interakcji z ową osobą. Miłość jest efektem ubocznym ewolucji instynktu zachowania gatunku, mającym docelowo pomagać w doborze partnera, powstała prawdopodobnie w wyniku reakcji na to, że tylko zdrowy partner już nam nie wystarcza.
No, to krótko:
Owszem, dzieciom miłość jest potrzebna. Dorosłym ludziom już nie.
Napisałeś:
"najskuteczniejsze szczęście"
"Osoby, które ją odczuwały skuteczniej realizowały swoje cele, rzadziej popadały w depresje i czuły się bardziej spełnione."
A nie:
"szczęście"
"Osoby, które ją odczuwały realizowały swoje cele, nie popadały w depresje i czuły się spełnione."
A to znaczy, że jednak miłość nie jest niezbędna do osiągnięcia szczęścia i sukcesu. Może być jakimś polepszaczem, tutaj nie oponuję, ale nie jest niezbędna.
Co do wiedzy na temat biologii - Nie całkiem. Chodzi w dużej mierze o to, że wydzielanie się fenyloetyloaminy może pobudzać wydzielanie się dopaminy, serotoniny i endorfin, ale za nie
nie odpowiada.
"Brak miłości powoduje depresje, niskie poczucie własnej wartości, w dalszej perspektywie samobójstwa, izolacje społeczną, fatalne samopoczucie i niechęć do wszystkiego." ---> A co, wiesz z doświadczenia?
Nie. To działa na pewno tylko u dzieci. W pozostałych przypadkach działa u
większości ludzi. Ale nie u wszystkich.
Co do pracy i czynności - Kochanie ich to termin potoczny. Jeżeli jesteś zdrowy psychicznie, to gwarantuję ci, że nie wydzieli ci się fenyloetyloamina od grania w bierki.
To chyba jasne, że związek będzie nieudany bez miłości. Sam pomysł wchodzenia w związek oznacza, że dana osoba potrzebuje/chce miłości. Osoby takie jak ja, które ani jej nie chcą, ani nie potrzebują, nie odczuwają też potrzeby, ani chęci wchodzenia w związek.
Brak miłości niszczy psychikę, ale
nie u każdego. Tylko u osób, które jej faktycznie potrzebują.
Nie u wszystkich. A fenyloetyloamina nie jest organizmowi niezbędna. Nazywanie jej więc "potrzebnym związkiem" nie ma sensu.
Miało być krótko. Darcus, lamo.