Po pierwsze witam i dziękuję za przyjęcie do grupy. O ile jestem w stanie odtworzyć swoje sny, to bywają one nieźle poryte. A najlepsze, że co jakiś czas śnią mi się Smerfy, choć ostatni raz je oglądałem w podstawówce (a teraz jestem na studiach). Ale do rzeczy.
Ostatni mój sen, którym chciałbym się podzielić: byłem lekarzem w jakimś szpitalu (to był wciąż PRL BTW) i nagle rozlega się komunikat, że wybuchła III wojna światowa. No to ja razem z 15-ma gdzieś osobami (głównie personelem) wsiadamy do windy - takiej wielkiej, że zmieściła się w niej cała sala operacyjna, miała nawet kabinę z pulpitem sterowniczym, trochę jak w tramwaju. Zjeżdżamy na dół. Zjawił się jakiś oficer i powiedział, że oddelegowano nas do budowy prototypu jakiegoś nowego czołgu. Na co jakiś pacjent (coś mi mówiło, że nienormalny) zaczął bez przerwy opowiadać, że to on powinien tą budową kierować, bo zna się na rozpadzie promieniotwórczym, po czym wyciągnął znikąd wielką tablicę Mendelejewa i zaczął na niej rysować penisy o_0. Nagle winda zatrzymuje się na jakimś piętrze i wsiada do niej Hitler (albo ktoś za niego przebrany) i coś nawija - w sumie nie pamiętam, co, bo głównie patrzyłem na panią Urszulę z Medycznego Korpusu Ochotniczego (czy jakoś tak), rozkminiając, czy coś takiego naprawdę istnieje. W końcu dojechaliśmy, budujemy, budujemy - gotowe (wyszło coś podobnego do czołgu P44 Pantera, znanego z gry WoT, w kolorze jasnozielonym). Wojskowy chwilę go pooglądał i stwierdził, że nieudany (chociaż działał), po czym maszyna wjechała do zgniatarki, szast - prast - zmieniła się w sześcienny kawał złomu, jakiś spychacz wypchnął to na zewnątrz i na tym sen się skończył.

Zaloguj się



