Szybko i na temat "Elvehil" to opowieść wychodząca częściami postaram się robić jedną część średnio raz na dzień lub dwa.Będę póki co dodawał części poprzez edytowanie :)
Miłego czytania :)
PART1//////////////////////////////////////////////...............\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
W odległej krainie składającej się z 6 frakcji walczących ze sobą od wieków pewien bohater żyjący w zachodniej części trzeciej frakcji zamierza wstąpić do szeregów Elvehil.Jest to miasto stanowiące wielką część frakcji,teren ten jest najbardziej religijną placówką w całej krainie.Elvehil z tego powodu jest głównym miejscem przesiadywania Bogów.Tak jeśli was to dziwi to oni ujawnili się innym śmiertelnym istotą,jako że obcują z ludźmi Elvehil traktuje ich jako gości którzy są na stałe,ale nie stanowią żadnego problemu.Bogowie dzielą się na Livris,Astoni,Lepuzo,Raspire.Livris to Bogowie szczęścia,zwycięstwa,powodzenia i fortuny.Nie obchodzą ich sprawy polityczne, wolą rozkoszować się wiecznym życiem.Astoni To Bogowie siły,wytrwałości,męstwa i odwagi.W odróżnieniu do Livris bogowie....hmmm "wojny" są średnio zaangażowani w sprawy polityczne Elvehil'u ,natomiast kochają wykonywać zlecenia Lepuzo.Są godnymi przeciwnikami,zrodzili się z dusz bohaterów, ponieważ absurdem było aby bogowie byli dziedziczni a co bardziej "awansowani".Lepuzo to strażnicy,trudno porównywać ich do bogów gdyż pilnują spraw politycznych nie ruszając tyłka z krzesła.Sprawdzają równowagę miedzy sześcioma frakcjami i ich bóstwami ,mimo że nie mają prawie żadnego wpływu na sprawy poza Elvehil.Ostatnimi bogami są Raspire.W sumie to ostatnim bogiem.W odróżnieniu do innych on jest reszta nie została dotychczas policzona.Samotnym bóstwem jest wygnaniec który jako Bóg w Elvehil jest nienawidzony .Odpowiada gdyż za porażkę,żal,ból i utrapienie.Jego innym celem jest zabijanie Bogów którzy sprzeciwili się kodeksowi.Miasto które jest najlepszą placówką wcale nie pokazuje swojej cudnej strony.Jak można się domyślić.Teren jest podzielony na kilkaset dzielnic.Pewien człowiek o imieniu Rivael żył w jednej z biedniejszych dzielnic Elvehil'u.
///////////////////////////////////////...........................\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
Rivael jak każdego dnia siedział na dachu starego kościoła patrząc z daleka na piękne zdobione wieże i mury oddzielające ich strefę.Nagle usłyszał damski krzyk z dołu.
-Ej! Halo! Ty tam na dachu!-Machająca rękoma blond dziewczyna wołała bohatera jakby gdzieś jej się śpieszyło.
Chłopak wstając ostrożnie a zarazem od niechcenia wygląda za dachu by ujrzeć kto mu przeszkadza.
-Co się stało?!-Osoba szybko zareagowała nagłym przebudzeniem i zmartwieniem w oczach patrząc na małe kapiące łzy kobiety niżej.
-W kościele poruszają się cienie.Wszystkie ,ławek,świec nawet mój własny-Krzyczała dziewczyna robiąc się coraz bardziej blada.
Rivael będąc świadomy że w tej dzielnicy ilość kretynów jest powalająca odzyskał dawną niechęć do życia,sądząc że dziewczyna zwariowała.Niestety był bardzo wrażliwy na łzy kobiety i postanowił zejść i jej pomóc.Zejście z 25 metrowego dachu zrujnowanego kościoła zabrało mu niecałe pół minuty.Było widać że ciężkie czasy nauczyły go radzić sobie w życiu.Samo w sobie Elvehil było straszną dżunglą pełną zasadzek.Pewnie zastanawiacie czemu nie mówiłem tego na początku.
Po zejściu to blondynki bohater zauważył u niej złowieszczy uśmiech.Przerażenie jakby znikło jej z twarzy,chłopak skamieniał nagle usłyszał że za zniszczonej ściany kościoła wychodzi trzech mężczyzn.
-O losie jestem bez pieniędzy a mimo to takie szuje jak wy chcą obrabować dziurawe skarpetki i zużyte buty.
Nikt nie odpowiedział na jego wypowiedź.Po chwili zrozumiał że tu nie chodzi o to co ma przy sobie,lecz o jego życie.Czując nagły zastrzyk adrenaliny pobiegł w stronę w której szyk bandytów był najbardziej osłabiony.
-Próbuj szczęścia chłopcze!-Krzyknął jeden z bandytów śmiejąc się z ofiary.
Po chwili bohaterowi udało się uciec.Biegł z całych sił.Nie chodziło o to gdzie uciec,chodziło o to żeby uciec jak najdalej.Nagle zerwał się wiatr tak silny że nie mogła go spowodować natura.Jedno było pewne ten wiatr nie był przyjacielsko nastawiony.Zdał sobie sprawę że bandyci mieli tylko go zagonić tam gdzie stał.Poczuł się jak idiota.Niedawno kpił że w jego otoczeniu większość to idioci,lecz on sam był jednym z nich.Poddał się stanął w miejscu nie mogąc złapać oddechu po ciężkiej ucieczce,poczuł strach.Przypomniała mu się ta dziewczyna,gdy przyjrzał się jej z bliska dojrzał u niej siwe oczy.Dość nie typowy kolor,tak samo jak jej usta.Były bordowe tak jakby ktoś wymalował je krwią,ale mimo tego potrafiły wydawać się potulne i okiełznane dla chłopca.Mimo że chciała jego śmierci wolałby ją zobaczyć niż stać samotnie między drzewami a ruinami budynków czekając na swojego kata.
-Tylko słabi się chowają-powiedział Rivael z pełnym spokojem nie przejmując się swoją sytuacją.
-Słabość to droga do potęgi-Wydał z siebie głos powiew wiatru.
-Hah!Potęgą jest brak słabości
-Chłopcze osoba która jest słaba ma na tyle siły by stać się lepszy.
-Gadasz głupstwa lepiej powiedz co to wszystko znaczy!-Rivael denerwując się uderzył w drzewo chowając zarazem ból spowodowany uderzeniem.
-Sam tu przyszedłeś.Do nas,do nich,do mnie..
-Byłbym wdzięczny nieznany wietrze,gdybym w takim razie mógł odejść.
-Tak...tak Livris stawiły się za tobą że jeszcze twoja osoba nie stanęła przed należytym wyrokiem
Zmieszany chłopiec czuł jakby zwariował.W sumie miał to gdzieś wybiegając zmęczony z lasu poczuł ulgę.Wrócił do "domu" chcąc opowiedzieć o tej historii swoim rówieśnikom,lecz nie zastał nikogo.Będąc pewnym że poszli na rynek.
PART2/////////////////////////////////////////...........................\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
Bohater wszedł do swojego pokoju,było to bardzo niebezpieczne ponieważ przesiadywał na trzecim piętrze na które trzeba było wejść niezdatnymi do użytku schodami.Cały budynek był około 130 lat temu dawną rezydencją straży królewskiej.Może to się wydawać że chłopak nie żył wcale źle,lecz czas zrobił z tego miejsca spustoszałe cegły,zgniłe deski i zalany sufit.Ściany były całe szare.Rysunki dzieci nadawały im ironicznego wdzięku.Z sufitu zwisał żyrandol na świece,gdy Lassina lub Rivaela nie było nikt nie miał na tyle odwagi by wspiąć się na fundamenty dachu i zapalić świeczki.Za pobitych okien było widać las i zrujnowany kościół.Jedyną zaletą tego budynku było to że jest bardzo blisko wejścia do miasta gdyż dzielnica Elvehil'u była położona przed jego murami.Jakby w razie ataku napastnicy zajęli się rabowaniem nic nie wartych dzielnic.Rivael będąc przygnębiony tamtą sytuacją położył się na kilku kocach i poduszkach myśląc dalej o dziewczynie sprzed kościoła.
-Kim ona była?Czy tutejsze standardy zmusiły ją do takiego postępowania?Jak się z tym czuje?-Bohatera męczyły ciągle te same pytania.
-A może ona po prostu jest zwykłą ladacznicą,która zrobi wszystko za kilka sztuk srebra,nie mówiąc o złocie...Tak na pewno mam rację ! Nie ma co się przejmować takimi ludźmi.
-Haha!Dziewczyna dała ci kosza czy co!Użalasz się się jakbyś dopiero co się obudził w tej rzeczywistości-Rivael usłyszał znajomy głos zza ściany obmalowanej kwiatkami.Był tak zmęczony że nie chciało mu się nic odpowiadać.Dopiero kiedy ujrzał że znajomy głos to Lassin lekko się obudził.
-Chłopie nie żartuj sobie ze mnie dzisiaj mam już dość wrażeń.-Rivael usiadł na jedną z starych poduszek, które służyły mu za posłanie i był gotowy na dalszą rozmowę z starszym kolegą.
Lassin widząc twarz swojego przyjaciela nie zamierzał go pytać co się wydarzyło i tak by skłamał wymyślając prostą sytuację z kradzieżą.Ze starej kamizelki wyciągnął dwa żetony o wartości 8 sztuk złota.
-Wstawaj przymule!Jak tylko to wymienimy będziemy imprezować przez 3 dni.-Mężczyzna widząc twarz Rivaela już wiedział że nie będzie chciał się szlajać po tawernach zaliczając po kolei wszystkie dziewki.Chłopiec był samotnikiem widział towarzysza w 2 lub 3 osobach z innymi mało kiedy rozmawiał.
-Dobrze ,ale pierw pójdziemy po jakieś ubrania-Rzekł bohater mając na sobie podartą koszulę i stare oficerki.
-Więc ruszajmy do Kerliny!-Wykrzyczał Lassin z dziecięcą radością wiedząc że idą do jednej z najpiękniejszych kobiet jaką kiedykolwiek widział.
Kerlina prowadziła wymianę walut strzeżoną przez jednostki Istuli ,inaczej straży królewskiej.Najliczniejszej jednostki w całej frakcji gotowej zabić każdego.Wystarczy im do tego rozkaz naczelnika.
Bohaterowie stojąc przy wejściu do Kerliny zauważyli trzech strażników w kolejce.Byli ubrani w białe płaszcze z guzikami z kości słoniowej przyozdobione złotymi nicami.Wzory na na spodniach jak i na reszcie ubrań to były jakby kolce róży rozprzestrzenione po rękawach oraz plecach.Ku zdziwieniu buty żołnierzy a Rivaela nie różniły się od siebie wiele.Prawdopodobnie od 130 lat wygląd butów żołnierzy się nie zmienił ,dlatego chłopiec znalazł jedną parę w starej rezydencji Istuli.Niestety buty bohatera nie miały już w sobie żadnej bieli jak buty strażników.Wojownicy przed wejściem do budynku zdjęli swoje hełmy przypominające orzeszka ,które na czole mają posrebrzane anielskie skrzydło skierowane w lewą stronę.Również zwinęli białą pelerynę z wzorami przypominającymi kiełkującą różę.
-Naprawdę powinni to być różani strażnicy a nie królewscy-Pomyślał w myślach Rivael nie czując zazdrości do majątku żołnierzy.Dla niego była to banda pomyleńców z dobrym tytułem przy imieniu.
Nadeszła kolej Istuli do wymiany waluty.Jeden żołnierz wyciągnął mieszek żetonów z kasyna.Kerlina zadziwiona ilością pieniędzy jaką reprezentowała trójką standardowych bojowników wysypała na blat wszystkie żetony,aby sprawdzić ich autentyczność.
-Wydają się być w porządku.-Rzekła właścicielka biznesu do jednego z żołnierzy
Klient nie odpowiedział nic.Machnął tylko lekko głową w dół czekając na rozmienione pieniądze.
-Całość wyniesie 135 tyś. sztuk złota w walucie przybliżonej będą to 3 kryształy Elvehilskie doliczając oprocentowanie.-Kobieta będąca zdziwiona kwotą sięga po klucz do zapieczętowanego obok sejfu.
Sejf wydawał się niezniszczalny nawet dla działa antymagicznego ,widać na nim było dziwne symbole wymazane dziwnym proszkiem ,szło się domyślić że to robota jakiegoś silnego maga.Całość stała z tyłu nie chowając się przed klientami
Gdy kobieta podawała pieniądze żołnierzowi.Drugi coś wykrzyczał.
-Napatrz się suko bo nigdy nie dorobisz się takiej forsy-Roześmiany złowieszczo mężczyzna wtrącił się pomiędzy swojego kompana a pracownicę.
Sytuacja byłaby bardziej powalona gdyby liczba osób w wymianie walut nie ograniczyłaby się do 2 bohaterów Istuli i Kerliny.
-Panowie już raczej dostali wszystkiego co sobie życzyli-Powiedziała kobieta z widocznymi łzami w oczach wymieszanymi z przerażeniem.
Nagle "małomówny" żołnierz pociągnął swojego złowieszczego kolegę do tyłu nadstawiając mu ostrze do gardła.
-Uspokój się Eilim,szanuje cię lecz przeszkadzanie w misji skończy się dla ciebie niefortunnie.-Powiedział do niego towarzysz ,który dalej trzymał klingę miecza z pozłacaną rączką posiadającą dodatkową osłonkę podobnej do tej przy rapierze.
Rivael stał ucieszony.Widocznie cieszył się z głupoty wojsk królewskich.Ciekawił go trzeci żołnierz nie uczestniczący w tej sytuacji.Wyglądał tak samo ale miał na sobie maskę teatralną z uśmiechniętą buzią.Nagle obrócił się w stronę bohatera.
Chłopak nie zmieniał swojego zainteresowania ani nie skierował wzroku gdzie indziej tylko nadal bacznie obserwował Istuli.
-Przepraszam za moich towarzyszy ,jeśli przeszkadzają proszę się nie krępować i powiedzieć o tym.
-Czy do kur*y nędzy możecie zostawić tą kobietę w spokoju i dać nam wymienić pieniądze?!?!-Krzyknął poirytowany Lassin widząc smętne drewniane ściany i ciemnozielony dywan ,który przypominał mu dawny spokój tego miejsca.
-Dobrze w takim razie już zabieram kolegów-Żołnierz nagle zerwał się z podłoża jednemu przełożonemu jednym uderzeniem ostrza poranił rękę i wytrącił miecz natomiast drugiego powalił na ziemie uderzając go lewą nogą w bok rzepki.
Nagle do pomieszczenia weszli kolejni dwaj żołnierze i jakby nigdy nic wzięli dwóch poszkodowanych ze sobą.
-Jeszcze raz przepraszam pana...hmmm.Jak się pan nazywa?
-Lassin..Lassin Degina
-Tak ,więc panie Degina proszę przyjąć ten skromny upominek jako prezent w ramach przeprosin.-podaje mężczyźnie kopertę po czym wychodzi z budynku zakładając hełm na głowę.
-O boże,dziękuje wam drodzy panowie już myślałam że po mnie.-powiedziała Kerlina ,siadając na drewnianym krześle.
-Nie ma sprawy!Możesz nam damo wymienić te kilka żetonów-Powiedział Rivael będąc szczęśliwy z danej sytuacji.
-Tak..tak już wam rozmieniam w zamian za pomoc odliczę wam oprocentowanie.Ostatnimi czasy ciągle wzrasta a nic się nie zmienia.
-Taka magia tej dzielnicy ,nic nie stanie się tu lepszego-Powiedział Rivael wychodząc razem z Lassinem.
-Obyśmy się zobaczyli po raz kolejny w lepszych okolicznościach droga damo!-Wykrzyczał Lassin podczas zamykania wejścia przez chłopca.
Idąc przez ścieżkę prowadzącą do pięknych ozdobionych murów i bramy ,które bacznie ogląda Rivael każdego dnia na dachu starego kościoła chłopcowi przypomniało się że Istuli im coś podarowali.
-Ej Lassin ,pokaż co podarował ci ten bałwan.-Powiedział bohater śmiejąc się dlatego że żołnierze są tak samo biali jak śnieżny bałwan.
Lassin sięga znów do starej kamizelki wyjmując kopertę z pieczęcią naczelnika.
Okazuje się że to zaproszenie.
"Wszyscy szlachetni i nie szlachetni.Wszyscy mężni i tchórze.Od momentu zajścia w posiadanie tego oto pergaminu zaświadczam iż
Jesteście zaproszeni na przyjęcie trzydziestej czwartej Bogini Livris Menitelis.Owy gość ma wszelkie jadło oraz trunki zapewnione na koszt Wszechmości Królowej Tiryny.
Wszelcy szlachcice i ubodzy będą mogli ujrzeć boginie na własne oczy ,lecz wszyscy będą musieć być zamaskowani.Gdyż na rozkazy Wszechmocnej Tiryny Boginia nie może pokazać swego oblicza."
-Kolejne święto ,kolejnego bożka-Rzekł Rivael wiedząc że wyżsi Livris nie ujawniają swojej prawdziwej osoby żadnemu człowiekowi.
Lecz przypomniało mu się jak dziś rano usłyszał od nieznanego źródła że Livris go jeszcze nie osądziły.Nie wiedział nawet o co chodzi był jednego pewien ,że chcę to sprawdzić.
-Lassin wybierasz się gdzieś w ten dzień?-Zapytał chłopiec chcąc wyprosić zaproszenie od przyjaciela.
-Hah..wiem że chcesz dobrać się do pysznego wina i darmowego jadła ,masz szczęście gdyż obiecałem kochanej Kerlinie że pomogę wysprzątać jej kantor.-Starszy chłopak zrobił podejrzany uśmiech przekazując list bohaterowi.
-Tylko tam nie szalej zbytnio w końcu masz dwadzieścia cztery lata!-Krzyknął z śmiechem Rivael.
-Jestem od ciebie o pięć lat starszy ,więc zadbaj lepiej o siebie.-Powiedział śmiesznym tonem Lassin olewając urazę chłopca.
-Dobra,dobra wreszcie jesteśmy bo mam dość słuchania twojego jęczenia!
Bohaterowie stanęli przed wielką bramą do miasta czekając ,aż strażnicy podejdą sprawdzić czy nie są przypadkiem bandytami lub nie przemycają towaru.
Part3////////////////////////////////////////////////////............................................\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
Stojąc w miejscu, chłopak przyjrzał się z bliska, wszystkim detalom muru.Konstrukcja nie wyglądała tak, jakby miała chronić miasto, ale było widać że ściana jest wykonana z solidnych materiałów. Nie były proste, na samej górze można było zobaczyć falowane zakończenia, ozdobione metalową osłonką, która miała dodatkowo chronić żołnierza przed obrażeniami.Cała zapora była szara z lekkim połyskiem metalu, bynajmniej efekt wizualny był niesamowity.Jeśli chodzi o bramę... Brama wyglądała jak uzbrojony łuk architektoniczny.Ozdobiony pseudo-złotymi wzorami, również przypominającymi kiełkującą różę.Pod całą budowlą, oprócz masowego tłumu, można było zauważyć ścieżkę z kostki brukowej.Wszystko było wokół lasu i zrujnowanych dzielnic.Patrząc na to z tego miejsca, można ujrzeć, gdzie tak naprawdę znajduje się prawdziwa cywilizacja,a gdzie fałszywa wizja człowieczeństwa.Same budynki dzielnic z zewnątrz były dziurawe, a większość już dawno stało się kupą gruzu, wokół czarnych szkieletów z cegieł i zgniłych dachów zrobionych ze słomy.Przy wejściu stało kilku strażników, byli ubrani w czyste białe peleryny, zasłaniające resztę odzienia.Ich zadaniem było sprawdzać glejty osób, które chcą wejść do miasta oraz ich bagaż.
- Kolejka nie ma końca... - rzekł Rivael.
- Nie martw się, jeszcze chwila i wejdziemy do środka - powiedział Lassin.
- Gdzie się udamy po nowe ubrania, myślałeś już o tym? - Powiedział zaciekawiony chłopak.
- Prawdopodobnie do ,Alberta jest doskonałym krawcem! - wykrzyczał z radością Lassin.
- Dobra,dobra... Tylko się tak nie ekscytuj, przyciągasz uwagę strażników.
Po kilku godzinach nadchodzi kolej bohaterów.Strażnik z gburowatą miną podchodzi do mężczyzn i pyta.
- Glejt? - zapytał strażnik.
- Co?! - odpowiedział ,Rivael nie rozumiejąc ani słowa bełkotu żołnierza.
-Chłopie! Zostaw to mi - powiedział pewny siebie Lassin, po czym odepchnął przyjaciela do tyłu.
Po chwili starszy mężczyzna, wyciągnął jakiś kawałek kartki i pokazuje go dozorcy.Dziewiętnastolatek stoi zamieszany całą sytuacją, w sumie nie raz był zmuszany uczestniczyć w takiej akcji, gdyż Lassin codziennie wrzucał go w jakieś bagno.
- Otforzyć blamę! - krzyknął strażnik.
Naglę metalowe kraty zaczęły unosić się do góry, to był pierwszy raz kiedy chłopak widział coś takiego na oczy, zawsze wchodził do miasta chowając się do dzbanów z oliwą, które przewoził jeden z handlarzy.Więc, nie dziwo, że nigdy nie zauważył tego widowiska... Kiedy po raz kolejny sprawdzono wszystkim glejt, oprócz dwójce bohaterów, straż pozwoliła przejść wszystkim do miasta.
- Wreszcie koniec! - krzyknął zadowolony Rivael, idąc przez brukowe ścieżki dzielnice pełne pobocznych straganów.
Środek miasta był tętniący życiem, handlarze przy straganach darli się reklamując swoje produkty, ludzie siedzieli na drewnianych tarasach pijąc herbatę.Dzieci tańczyły w kółku, na wymalowanej kredą podłodze, rodzice bacznie obserwowali swoje pociechy na ławkach.Tak wyglądało pierwsze wrażenie miasta Elvehil.Wszystkie budynki były zrobione z białej cegły i jasnoszarych dachówek, pod każdą chatą znajdowała się co najmniej jedna ławka z sosnowego drewna.Ilość sklepów była powalająca, można było zobaczyć handel odzieżą,magią,bronią i płatnerstwem,sztuką i wiele innych.Idąc dalej architektura i klimat nie ulegała zmianie, można było zauważyć stanowczo zwiększającą się ilość Istuli.Krążyli wokół placów, pilnując porządku.Mimo że nic się tu nie działo, stragany były głównie prowadzone przez starych mężczyzn lub kobiety.Stoły wykorzystywane do handlu, były także wykonane z sosnowego drewna, natomiast nakrycie stoiska było zrobione z biało-czerwonego nakrycia w paski.
- Nigdy nie mogę pogodzić tego, że kilka kilometrów od naszej stolicy ludzie prowadzą takie życie... Kiedy my łączymy koniec z końcem. - wyszeptał pod nosem Rivael, mając smutny wyraz twarzy.
- Przestań marudzić! Jesteśmy już blisko Alberta, popatrz na siebie jak wyglądasz... głównie przez ciebie ludzie ciągle się na nas gapią. -Powiedział Lassin prosto w oczy chłopakowi, aby skupił się na swoim wyglądzie.
- Wiesz dobrze, że byłem w mieście z osiem razy w całym życiu...
- To nie znaczy, że musisz wyglądać jak żebrak, mimo że niedaleko nam do nich.
Po krótkim spacerze,dwaj mężczyźni dotarli do sklepu.Szczęście tak im dopisało, że zdążyli kwadrans przed zamknięciem, więc nikogo już u Alberta nie było.Dźwięk dzwonka rozniósł się po całym sklepie, wszędzie były miejsca na wieszaki, wbite wgłąb ścian.Dywan przypominał ten u Kerliny, tylko został zakończony frędzelkami, na suficie wisiał żyrandol w kształcie kwiatu tulipana, nadający otoczeniu łagodności.Na jednej ścianie, zamiast wieszaków i ubrań wisiały trzy wielkie obrazy.Pierwszy obraz prawdopodobnie przedstawiał Raspire, gdyż tylko ci bogowie mają na sobie maskę zasłaniającą całą twarz.Poza tym ilość nieukształtowanych cieni otaczające kobietę też na to wskazywały, również ubranie jakie posiadała było czarne.Ozdobna kamizelka z kapturem pięknie wpasowywała się w owinięte bandażami ręce, ponad to kaftan z tyłu był wydłużony, aż do kolan.Zaokrąglenie kaptura było czerwone wraz z wzorem cierni na kapturze o kolorze czerwonym, ciągnącym się jednym pędem po sam dół ubrania.Spodnie były zwykłą błyszczącą skórą, mające dodatkowy materiał na kolanach.Niestety buty były pochłonięte przez cienie, dlatego nie można było zobaczyć co ma na nogach czarnowłosa kobieta z twarzą modelki.Kolejne portrety przedstawiały bal Livris przed i po.Bohater zasłaniał sobie oczy, gdyż nie chciał psuć sobie zabawy i mieć niespodziankę z balu, na który idzie.
Nagle obok lady pojawia się elf w starym wieku, ubrany w garnitur i lakierki.
- To pewnie Albert? - zapytał Rivael. - Inaczej go sobie wyobrażałem...
- Tak ja jestem Albert... W czym mogę pomóc?
- Szukamy dla tego oto kawalera jakiegoś ubrania. - Rzekł szczęśliwie Lassin. - Znajdzie się coś dla niego?
- Zapewne na bal Bogini Livris? Ostatnio wiele osób przychodzi do mnie w tej sprawie.
- Oto nam chodzi, pomóż mu coś wybrać, boję się go zostawić w domu co dopiero w sklepie. - powiedział starszy mężczyzna, wychodząc ze sklepu w świetnym nastroju.
- Ej! Lassin! Słyszysz! Nie dałeś mi pieniędzy! - Rivael wkurzony postawą starszego kolegi, bierze się za poszukiwanie ubrań na bal.