Otworzyłem drzwi, w środku cuchnęło bardziej niż na zewnątrz, spojrzałem w dół i zobaczyłem że podłoga nie jest normalna, były to kraty. Głębiej dałem rady zobaczyć wielkie jeziorko czerwonej mazi, wiedziałem co to jest, więc od razu spojrzałem w górę, i bardzo tego pożałowałem. Z sufitu zwisały łańcuchy zakończone hakami, na niektórych z nich wisiały ciemne postacie, najpewniej ludzie. W wielkiej ciszy usłyszałem dzwonienie łańcucha, więc szybko odskoczyłem. Koło mnie śmigną hak i wbił się w sufit.
Nie chciałem tu dłużej zostać, więc szybko pobiegłem do drzwi na drugim końcu.
Jednak nie było żadnych drzwi, jedynie właz w podłodze, kroki były coraz głośniejsze więc nie miałem wyboru i otworzyłem właz. Pod nim zobaczyłem drabinę, zszedłem po niej, i natrafiłem na skalną półkę. Była mała, ale dało się na niej stać. Po drugiej stronie widziałem drzwi, nie miałem jak przejść, bo nie było żadnych półek po których mógłbym się przesuwać. Jedyna droga prowadziła przez jeziorko. Nie chciałem, ale musiałem tam wejść żeby nie dopadło mnie to coś, co mnie goniło. Wskoczyłem, "Woda" jak sobie wmawiałem, była ciepła, spokojnie płynąłem do drugiej półki, gdy coś chwyciło mnie za kostkę. Serce zabiło mi mocniej, zacząłem kopać jak szalony, to coś mnie puściło a ja szybko wszedłem na półkę. Jeszcze przez chwilę pod powierzchnią widać było ciało tego czegoś. Miałem już otworzyć drzwi, gdy usłyszałem jak coś uderzyło o półkę z drugiej strony, odwróciłem się i zobaczyłem go. Był wysoki, na twarzy miał kaganiec jedyne co nosił to przy ciasnawe spodnie, w prawej ręce miał tasak. Wskazał na mnie lewą ręką, brakowało jej kilka palców. Krzykną "I TAK CIĘ DOPADNĘ!" i wskoczył do "wody". To coś co wcześniej próbowało mnie utopić, widocznie wróciło z przyjaciółmi, i zaczęło topić wielkoluda. To co chciało mnie zabić teraz mnie uratowało. Wiedziałem że już mnie nie słyszą, ale szepnąłem do nich "Dziękuję".

Zaloguj się



